Zwierzęta potrzebują anarchizmu

Wersja przyjazna drukarkomWersja przyjazna drukarkom

ayway.jpgDzięki setkom dowodów każdy człowiek może zapoznać się z tym jak wygląda sytuacja zwierząt w obecnym systemie polityczno-ekonomicznym. Bez trudu można zobaczyć na własne oczy jak zwierzęta cierpią i jak są okrutnie traktowane w rzeźniach, na farmach bądź laboratoriach; że są ofiarami przemysłu i patologii obecnej w wielu branżach, czerpiących profity z ich śmierci i bezbronności. Po zapoznaniu się z tymi materiałami można dojść do wyłącznie jednego wniosku, a mianowicie tego, iż elementy brutalności nie są pojedynczymi przypadkami, a standardem, wręcz normalnością, na której opiera się produkcja mięsa, mleka, jajek, odzieży lub kosmetyków.

Weg(eteri)anizm i aktywizm

Na szczęście pomimo ogromnej skali powyższych zjawisk istnieje wiele osób wrażliwych na los zwierząt i nie pozostających w tej kwestii biernym. Część ludzi rezygnuje z produktów pochodzenia zwierzęcego, zostając wegetarianami lub weganami, inni idą dalej zostając aktywistami prozwierzęcymi. Angażują się więc w obronę praw zwierząt nie tylko w zaciszu własnych domów lub podczas zakupów, ale także na ulicach, uczelniach, podczas protestów i wykładów i przede wszystkim ryzykując własną wolność podczas akcji bezpośrednich, mających za cel uwalnianie więzionych zwierząt. Tworzy się więc duże, międzynarodowe kampanie promujące wegetarianizm, zbiera się dowody bestialstwa, bojkotuje się firmy, lobbuje się projekty ustaw, zdobywa się poparcie celebrytów. Istnieje rzesza większych i mniejszych, legalnych i nielegalnych inicjatyw, walczących z okrucieństwem wobec zwierząt. Wszystko to wskazuje na wielki potencjał oraz kreatywność aktywistów. Niemniej mimo funkcjonowania tak znanych organizacji jak PETA czy radykalnych odłamów ruchu na rzecz zwierząt takich jak Animal Liberation Front - zwierzęta nadal cierpią, chów przemysłowy się rozwija, środowisko naturalne jest niszczone przez producentów produktów pochodzenia zwierzęcego. Mimo tego, że ALF uwolnił setki norek, psów, kotów, małp, mimo tego, że inne organizacje doprowadziły do zamknięcia niektórych firm i aresztowania ich pracowników, eksploatacja zwierząt nadal ma się dobrze. I nic nie wskazuje na rychły ratunek dla wszystkich istot, przetrzymywanych i mordowanych w tragicznych warunkach.

Potrzeba upolitycznienia ruchu prozwierzęcego

Analizując temat można postawić hipotezę, że sytuacja ta wynika z braku szerszego pojmowania spraw zwierząt, braku głębokiej analizy polityczno-ekonomicznej, która przedstawiłaby powody takiego stanu rzeczy. Właśnie przez to można odnieść wrażenie, że większość organizacji i aktywistów pozostaje skupiona na poszczególnych miejscach, firmach, osobach, zaangażowanych w łamanie praw zwierząt, a ci, którzy upolitycznili się "po drodze" nadal pozostają mniejszością. Oczywiście zwalczanie lokalnych zbrodniarzy jest jak najbardziej zasadne i sensowne. Rzecz polega jednak na tym, że nawet jeśli zamknąć jedną farmę, na jej miejscu pojawi się inna, jeszcze bardziej uprzywilejowana i chroniona przez polityków. To przecież właśnie lobbiści firm odpowiedzialnych za okrucieństwo zwierząt przeforsowali prawa dające możliwość traktowania członków ALFu (który prowadzi działania non-violence) jako terrorystów. Dla polityków i kapitalistów liczą się bowiem czynniki ekonomiczne, a te znają jedynie matematykę, a nie etykę.

Problemem nie jest zatem jedna farma, ale system, który wspiera tysiące takich farm. Problemem nie jest jedno laboratorium, ale wiwisekcja ratyfikowana przez rządy. Problemem nie jest brak ustaw, ale fakt, że prawo pisane jest na korzyść korporacji. Problemem jest pogoń za zyskiem za wszelką cenę, problemem jest egoizm i konformizm wszczepiane od najmłodszych lat, problemem jest masowość produkcji. To wszystko składa się na kapitalizm.

Toteż po dekadach bojkotów i promowania diet wegetariańskich czy wegańskich, odpowiedzią na rzeź zwierząt powinno być upolitycznienie ruchu prozwierzęcego, aktywna walka z kapitalizmem i jego spuścizną. Mowa tu rzecz jasna o radykalizacji, a nie reformach czy poprawkach do ustaw. Chodzi o skierowanie się na tor samorządności, która funkcjonuje na zasadach wolności i etyki. I tu pojawia się anarchizm, który pozostaje tą doktryną, która pozwala ludziom swobodnie wpływać na rzeczywistość, w której przyszło im żyć. W praktyce oznacza to większą kontrolę nad formą ekonomii i społeczeństwa, a to zaś umożliwia etyczne traktowanie zwierząt czy stopniową eliminację produktów zwierzęcych w zależności od decyzji lokalnych społeczeństw. W anarchizmie nie ma bowiem władzy, która rości sobie prawo do rządzenia bytami innych, mówiącej nam kogo mamy jeść, na kim eksperymentować lub z kogo zdzierać futro. Jest za to możliwość formowania takiej rzeczywistości, która nie sprowadza krzywdy na innych ludzi lub inne istoty. Rzeczywistość zależy więc od nas samych. Szczególnie, że anarchizm jako taki stawia na pierwszym miejscu moralność i odpowiedzialność, a współczesna myśl rewolucyjna uważa kwestię zwierząt za jedną z kluczowych. W przeciwieństwie do retoryki neoliberałów odrzucających ideologię, a skupiających się jedynie na mechanizmach rynkowych.

Nie stanowiąc żadnej siły politycznej, a jedynie organizując się w stowarzyszeniach pozarządowych i wolontariackich ruch na rzecz zwierząt skazuje się na porażkę. Aby pomóc zwierzętom należy bowiem zniszczyć system, który je eksploatuje, a potem zbudować samorządne społeczeństwa, funkcjonujące na zasadzie równości i etyki. Należy zbudować polityczną alternatywę, w której zwierzęta będą definiowane jako istoty mające prawo do wolności, a nie będące trzodą, mającą zadowolić konformistyczne nawyki ludzi.

Autor: Kruk

Źródło

Komentarze

System... czyli co?

E tam... tak ogólnikowo nazwane: "Trzeba obalić system". System... czyli co?

Dlaczego nawet anarchiści boją się nazywać te sprawy po imieniu: "Trzeba obalić religię!". Bo system jest tylko pochodną religii, opiera się na jej dogmatach i poglądzie na świat... Prawo reguluje tylko powszechne przekonanie ludzi na temat miejsca człowieka w świecie i miejsca zwierząt i ich roli.

Oj troszkę spłycasz...

Dlaczego akurat religie i tylko religię?
Co prawda jestem ateistą i wiara w duszki podtrzymywana przez hierarchiczną instytucję, będącą maszynką do wyciągania kasy od naiwnych ludzi jest mi obca. Jednak trzeba przyznać, że w łonie KK pojawiło się parę person (jak np. Franciszek z Asyżu) stających w obronie naszych "braci mniejszych".
Problem jest dużo głębszy i sięga samego sposobu myślenia o innych istotach "na tym łez padole". Niestety może sprowadzanie wszystkiego do systemu ekonomicznego też wyda się równie płytkie, ale właśnie przez kapitalizm uruchamiają się w nas pierwotne instynkty, które karzą ludziom krzywdzić inne istoty dla swojego dobra. W łonie tego systemu naturalna jest konkluzja, że empatia jest słabością, charakterystyczną dla mięczaków i trzeba ją w sobie wytępić. To założenie jest ewidentnie wsteczne ewolucyjnie i karze nam wracać z maczugami do jaskini.
Poza tym sam system hierarchii i nierówności społecznych w takich instytucjach jak ww kościół, państwo i jego urzędy, korporacje i innego typu firmy (oparte o hierarchiczną strukturę), nawet hierarchiczny system edukacji sprawia, że ludzie uczą się myśleć o świecie jak o czymś co kończy się "na czubku ich nosa".