Przy okazji wyborów można zaobserwować jak w prosty sposób społeczeństwa pozwalają manipulować swoimi osądami, łatwo przyjmując socjotechniczne sztuczki rządzących i przede wszystkim ich sztabów, czyli speców od manipulacji opinią publiczną. Za każdym razem trudno wyjść ze zdziwienia, że ludzie autentycznie wierzą w slogany rzucane przed kandydatów i dają wiarę temu, że tzw. programy wyborcze zostaną kiedykolwiek zrealizowane, czy to przez prawicową czy lewicową władzę. Tudzież kierują się mało logicznym podejściem "głosuję przeciw kandydatowi A, a nie na kandydata B". W rzeczywistości takie podejście sprowadza się do legitymizowania "reform" uderzających w interesy normalnych osób (czyli tzw. klasy pracującej, która stanowi dominującą większość niemal każdego kraju), które przeprowadza każda władza, niezależnie od barwy ideologicznej. Oddając więc głos w wyborach i biorąc udział w tym drwiącym z demokracji spektaklu głosują przeciw sobie.
I tym razem nie było inaczej. Jednak z kolejnymi wyborami spece od propagandy są coraz lepsi, a wyborcy mniej krytyczni i bardziej ulegli wobec kolorowych spotów i obietnic "opakowanych" w tańczące blondynki (Napieralski) lub fałszywy image (Kaczyński). W ten oto sposób powstają fankluby polityków lub wielotysięczne grupy na Facebooku (gdzie ludzie własnymi nazwiskami podpisują się pod danym kandydatem, nie dbając nawet o swoją anonimowość), zaś wiece wyborcze przypominają show znane z amerykańskiej telewizji. Z kolei debaty publiczne kojarzą się bardziej z politycznym konkursem piękności aniżeli polemiką na temat najważniejszych kwestii społecznych. Nikogo już nawet nie interesują programy kandydatów, liczy się czas na antenie i budżet kampanii. Ludzie zaś idą potulnie do urn, wierząc, że ich głos cokolwiek zmieni w ich sytuacji życiowej. Po wyborach okazuje się jednak, że nic się nie zmienia, bogaci stają jeszcze bardziej bogaci, a biedni bardziej biedni.
Otóż głos oddany w wyborach zmienia tylko ekipę, która będzie nami rządzić. Sami wszakże pozostajemy bez wpływu na kluczowe kwestie takie jak służba zdrowia, edukacja, rynek pracy czy ekonomia, które bezpośrednio dotyczą jakości naszego życia. Raz mamy do czynienia z rządem prawicowym, a innym razem lewicowym. W obu jednak przypadkach ludzie pozostają na garnuszku władzy, odbierając absurdalnie niskie emerytury i renty, kiepską opiekę zdrowotną, urzędniczy reżim czy zmagają się z prawem sprzyjającym elitom biznesu bądź służbom mundurowym, a nie im - pracownikom, zwykłym obywatelom bez przywilejów. Lecz mimo to, pielęgnują w sobie naiwne przekonanie, że krzyżyk, który zaznaczają co kilka lat w wyborach parlamentarnych czy prezydenckich będzie miał wpływ na poprawę rzeczywistości i co gorsza owy krzyżyk ma być dowodem demokracji. Wybory to nie demokracja, a jej iluzja. Demokracja to przede wszystkim władza ludzi, mogących samemu podejmować codzienne decyzje dotyczące ich życia, a nie raz na pięć lat.
Ostatnie komentarze
13 tygodnie 4 dni temu
13 tygodnie 6 dni temu
13 tygodnie 6 dni temu
25 tygodnie 3 dni temu
25 tygodnie 5 dni temu
33 tygodnie 4 dni temu
38 tygodnie 5 dni temu
38 tygodnie 6 dni temu
42 tygodnie 2 dni temu
43 tygodnie 2 dni temu