Od końca 2001 r. do początku 2002 r. argentyńska klasa robotnicza odgrywała główną rolę w bardzo szczególnej walce: okupacji firm i miejsc pracy - bez pracodawców. W czasie kryzysu ekonomicznego, wysokiego poziomu bezrobocia, bankructw firm i masowych zwolnień, tysiące pracowników się zorganizowało, żeby utrzymać swoje miejsca pracy.
Pierwsze miesiące 2011 r. przebiegają pod znakiem rewolucji i upadających reżimów. Przez świat arabski przetacza się fala społecznej kontestacji, której nie są w stanie zatrzymać granice państw. W wydarzeniach tych można z łatwością odczytać „arabską specyfikę". Mowa wszak o rewoltach w krajach ominiętych przez procesy demokratyzacji, które w latach 90. minionego stulecia ogarnęły Amerykę Łacińską, Europę Wschodnią i Afrykę.
W każdym domu trzeba sprzątać, gotować, prać, prasować, robić zakupy i wykonywać wiele innych, często czasochłonnych i wymagających wysiłku czynności. Praca ta w zdecydowanej większości należy do kobiet.
Środowiska pracy to zazwyczaj specyficzne miejsca, poddane konkretnym regulacjom, które przynajmniej w teorii powinny być spełniane przez pracowników oraz pracodawce. Praktyka pokazuje jednak, ze o ile obowiązki pracowników pozostają rzeczą święta, o tyle obowiązki pracodawców są już mniej ważne. Doprowadza to często do dziwacznych sytuacji, w których przykładowo pracodawca nie ponosi odpowiedzialności za nie wypłacanie wynagrodzeń, zmuszając pracowników do pracy za darmo, gdy jednocześnie (ujmując rzecz analogicznie) pracownik, który nie pojawi się w pracy zostaje dyscyplinarnie zwolniony.
Wydaje się oczywiste, że wysokość zarobków powinna być uzależniona wyłącznie od naszej efektywności, kwalifikacji, doświadczenia i wiedzy wymaganych na danym stanowisku pracy. Statystyki wprowadzają jednak kolejną istotną zmienną, którą jest płeć. W Polsce statystyczna kobieta zarabia średnio o 20% mniej od mężczyzny.
Już po kolejnych obchodach Sierpnia 1980 roku. Chyba nie ma w Polsce drugich tak pompatycznych, ckliwych i obłudnych obchodów jak te, które co roku nasze elity polityczne rytualnie odrabiają. Wygłaszają na nich wiele pięknych przemówień, w których pada wiele wzniosłych słów jak „wolność”, „demokracja”, czy „dobrobyt”.

Związek Związków Zawodowych (dalej ZZZ) stanowi w pewnej dozie fenomen polityczny nawet jak na polskie warunki polityczne. Związek, który powstał z inicjatywy obozu sanacyjnego, zamiarze przyjęcia roli wentyla bezpieczeństwa dla kapitalistycznego reżimu (odciągając robotników od walki klasowej i rewolucyjnej) i mając stanowić społeczną i robotniczą podporę dla budowanego w Polsce reżimu, stopniowo zaczął się oddalać od rządu, stając się coraz bardziej mu nieufny, niechętny, krytyczny i niezależny aż w końcu wkroczył na drogę otwartego konfliktu z władzami. Wkrótce także znalazł się pod bardzo silnym wpływem polskich środowisk anarchistycznych i tzw. syndykalistów polskich obierając drogę ku rewolucyjnemu związkowi zawodowemu, który nie bał się poprzez walczących anarchistów w Hiszpanii. Droga jednak do tego była kręta i skomplikowana. Zwieńczona wielkim wysiłkiem, konfliktami wewnętrznymi oraz licznymi rozłamami.
Bardzo często w rozmowach dotyczących anarchizmu pojawia się wątek samorządności w środowiskach pracy, a razem z nim wiele pytań i wątpliwości. Wiele osób nie do końca wie na czym polega samorządność pracowników i w jaki sposób może funkcjonować w firmach, fabrykach czy innych zakładach pracy. Poniższy tekst zawiera kilka odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania.
Współczesnych stosunków pracy nie da się scharakteryzować bez odwołania do takich pojęć, jak „elastyczne zatrudnienie” i „deregulacja rynku pracy”. Pod tymi terminami najczęściej rozumie się sposób organizacji stosunków pracy (oparty o zdolność przedsiębiorstw do dokonywania szybkich zmian w zależności od koniunktury) oraz politykę rynku pracy (dążącą do znoszenia ograniczeń dla pracodawców w swobodzie kształtowania stosunków pracy).
W kwietniu i pierwszych tygodniach maja polska klasa polityczna, a za nią media pochłonięte były katastrofą smoleńską i jej konsekwencjami. Przekonanie o doniosłości zmian wywołanych wydarzeniami z 10 kwietnia dorównywało niemal zapomnianej już wierze w to, że śmierć Jana Pawła II odmieni oblicze świata. Tymczasem świat, a przynajmniej Europa, rzeczywiście doświadcza gwałtownych wstrząsów, tyle, że nie mają one nic wspólnego z tragiczną śmiercią prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego otoczenia politycznego.
Napisałem ten artykuł w odpowiedzi na liczne pytania, które ostatnio pojawiły się na naszej stronie. Dostrzegłem, że wielu naszych czytelników ma spore problemy ze zdystansowaniem się do wszechobecnej propagandy, która do granic możliwości upraszcza mechanizmy funkcjonowania systemu kapitalistycznego, co przejawia się m. in. w ciągle powtarzających się pytaniach w stylu: "Czy zabieranie bogatym i dawanie biednym jest sprawiedliwe?".
W swojej karierze bezrobotnego zauważyłem pewną tendencję. Mianowicie, podczas rozmów o pracę pada pytanie, ile bym chciał zarabiać. Pytanie z pozoru niewinne i jakże miłe, to ja mogę ustalić, na ile wyceniam swoją siłę roboczą. Sens jednak tego zapytania ujawnia się nam w kontekście.
Wielu osobom sformułowanie „Własność to kradzież” wydaje się tak karygodne, bezsensowne i absurdalne, że w ich mniemaniu znajduje się na pograniczu „choroby psychicznej”. Z resztą fraza napisana przez P.J. Proudhona wydaje się być oksymoronem, nawet jemu samemu. Pomimo tego, to ciężko jest się nam (lewicowym wolnościowcom) nie zgodzić z tą sprzecznością.
Dzisiaj, kiedy uwaga społeczeństwa jest zaprzątnięta reformami państwowymi, kiedy rozmaite stronnictwa współubiegają się o postawienie programu żądań, zabezpieczającego najlepiej prawa i wolności obywatelskie, warto jest przypomnieć sobie, że istnieje forma współżycia, stojąca poza granicą państwową, a zdolna jest nie tylko do wykonywania wszelkich zadań społecznych, lecz zarazem zabezpiecza najlepiej i najszczerszej wolności obywatelskie. Formą tą są stowarzyszenia.
Argentyńskie fabryki prowadzone przez pracowników dają przykład całemu światu, że załoga bez szefa albo właściciela może prowadzić firmę i to nawet z lepszym skutkiem. Około 180 działających, odzyskanych przez pracowników przedsiębiorstw, zapewnia pracę dla ponad 10 tys. pracowników Argentyny. Nowe zjawisko, polegające na przejmowaniu swoich miejsc pracy zaczęło występować od 2000 r. i przybrało na sile, kiedy w 2001 r. Argentyna stanęła wobec najgorszego kryzysu ekonomicznego w swojej historii.
Ostatnie komentarze
14 tygodnie 1 dzień temu
14 tygodnie 3 dni temu
14 tygodnie 3 dni temu
26 tygodnie 1 godzina temu
26 tygodnie 2 dni temu
34 tygodnie 1 dzień temu
39 tygodnie 2 dni temu
39 tygodnie 3 dni temu
42 tygodnie 6 dni temu
43 tygodnie 6 dni temu