W swojej karierze bezrobotnego zauważyłem pewną tendencję. Mianowicie, podczas rozmów o pracę pada pytanie, ile bym chciał zarabiać. Pytanie z pozoru niewinne i jakże miłe, to ja mogę ustalić, na ile wyceniam swoją siłę roboczą. Sens jednak tego zapytania ujawnia się nam w kontekście.
Jesteśmy jednym z wielu kandydatów czy kandydatek. Możemy założyć, że każda z osób zgłaszających się na rozmowę o pracę otrzymała takie pytanie. W takim przypadku domyślamy się, że nie pytają nas o naszą prawdziwą samowycenę rynkową, ale o najniższą stawkę, jak bardzo w stanie jesteśmy zaniżyć żądania płacowe, by pracę otrzymać. Pracodawcy przy okazji dyskusji o pracę urządzają aukcję: kto najniżej sprzeda swoje zdolności i czas.
Podczas mojej pierwszej rozmowy o pracę, gdy padło pytanie ile chcę zarabiać stwierdziłem, że ok. 3000. Dodając prawie zaraz, że chyba pani nie o to chodziło. Przytaknęła. Nikt nie zarabia 3000 w danej branży. Musiałem urealnić mojej pragnienia, podając najwyższą stawkę jaka ponoć jest do osiągnięcia. Pracy nie dostałem, za słabe kwalifikacje, podobno. Później wiedziałem, że trzeba licytować jak najniżej.
Nie, nie posiadam dowodów na powyższy zarzut. Opieram się na subiektywnym doświadczeniu, rzec można, że na intuicji. Wiem też, że inni koledzy bez pracy, również mieli takie pytania. Zastanawiam się na ile nasza, dość wysoka wycena, wpłynęła na fakt, iż dalej jesteśmy bez pracy. Tego się niestety nie dowiemy.
Dziś przeglądając Centrum Informacji Anarchistycznej natknąłem się na tekst, w którym informowano, że użytkownicy portalu pracuj.pl domagają się danych o pensjach w ofertach pracy. Rzeczywiście - tylko nieliczni pracodawcy podają szacunkowe liczby, reszta zadowala się tekstem: "dobre wynagrodzenie" i różnymi mutacjami tegoż sloganu. Postulat jak najbardziej słuszny, mógłby tą tajną licytację zlikwidować, jednocześnie ukazując realną wartość pracy w danych branżach. Wtedy pracodawcy pisali by: "Ciekawe zarobki - 1200 brutto". Tak, bardzo ciekawe.
Przejdźmy do wniosków. Zakładając, że nie jawność pensji sprzyja pracodawcom, że opisany proceder ma miejsce, warto zastanowić się, czy, jak chce jeden z redaktorów Centrum Informacji Anarchistycznej, związki zawodowe nie powinny domagać się głośno jawności zarobków. Żebyśmy nie musieli podczas każdej rozmowy o prace zastanawiać się za ile przetrwamy, i ile najmniej "chcemy" zarabiać.
Można spróbować bardziej utopijnej praktyki - takiej co unieważnia licytację. Nie bierzemy pracy za mniej niż 3000 zł. Taki strajk bezrobotnych.
Autor: Oskar Szwabowski
Tekst pochodzi z biuletynu środowisk pracowniczych Inicjatywy Pracowniczej - nr 21, Grudzień 2008 r.
Komentarze
Strajk bezrobotnych - jestem za! tylko co zrobić z łamistrajkami
Strajk bezrobotnych - jestem za! tylko co zrobić z łamistrajkami ;)
Faktycznie jest to spory problem a właściwie jeden z całej masy problemów, z którymi borykają się dzisiejsi pracownicy i bezrobotni.
A jeśli chodzi o bezrobocie w polshy to bardzo ciekawy temat, ponieważ co jakiś czas dobiegają do nas "pozytywne" wieści w stylu "Liczba bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy w końcu marca 2010 r. wyniosła 2076,7 tys. osób (w tym 1016,0 tys. kobiet) i była niższa niż przed miesiącem o 24,8 tys. osób (tj. o 1,2%)". Hurra! jest mniej bezrobotnych... z tym że tylko tych, którzy są zarejestrowani w urzędach pracy. Sam miałem "zaszczyt" zmniejszyć te statystyki, ale bynajmniej nie ze względu na to, że znalazłem pracę lecz na fakt, że nie miałem jak stawić się w urzędzie pracy w danym dniu, więc zostałem automatycznie wyrejestrowany na ponad trzy miesiące (czyli akurat na okres kampanii prezydenckiej). Ale co właściwie oznacza taki komunikat oprócz tego że bezrobocie (teoretycznie) spadło? Jeśli komuś uda się wyzwolić z tego tonu propagandy sukcesu i przeliczy sobie te (dla wielu) abstrakcyjne liczby (chyba tylko dla zmylenia podawane w tysiącach), to się dowie, że mamy ponad 13% bezrobocie, czyli co ósma osoba zdolna do pracy jest bezrobotna! - a nieoficjalnie wygląda to zapewne jeszcze mniej ciekawie.
Dlatego (używając obmierzłej nomenklatury kapitalistycznej) jest olbrzymi "rynek" na obrońców praw bezrobotnych, gdyż ci stanowią ogromne masy społeczne. Jednak problem w tym, że w przeciwieństwie do wyzyskiwanych pracowników, którzy znają się wzajemnie i łatwiej im wytworzyć solidarność klasową, tak bezrobotni (zwłaszcza trwale bezrobotni) stopniowo wycofują się z życia społecznego i popadają w stan apatii, która utrudnia im powzięcie konkretnych działań w celu uwolnienia się z tej matni.
Jednak gdyby związki zawodowe, wystosowały odpowiednią "ofertę" do osób bezrobotnych, przy odpowiedniej kampanii nagłaśniającej tą inicjatywę, można by potrząsnąć tym systemem w posadach, ponieważ bezrobocie jest jeszcze bardziej immanentną cechą kapitalizmu niż bezwzględny wyzysk pracowników, a jest równie (o ile nie bardziej) negatywnym zjawiskiem.
Tak więc strajki (prędzej bojkoty;), pikiety, protesty, manifestacje, okupacje etc. bezrobotnych są jak najbardziej wskazane i przydałoby się częściej poruszać ten zaniedbywany temat i działać kierunku lepszej organizacji tej zaniedbanej klasy.
Narzekanie na licytację płac w dół
... jest trochę dziecinne. Jak budujesz dom też urządzasz licytację kto Ci go taniej wybuduje; jak chcesz kupić konkretnego laptopa, też przeczesujesz skąpca czy inne ceneo żeby znaleźć sklep, który Ci go najtaniej sprzeda; jak kupujesz samochód czy mieszkanie to też (o ile nie jesteś totalnym jeleniem) mocno targujesz się o upust. Ale jakoś nie słyszałem, żeby ekipy budowlane, sklepy z laptopami, salony samochodowe albo deweloperzy jęczeli z tego powodu, narzekali jak to im źle że klienci nic tylko knują jak by tu taniej dostać i nie zastanawiają się nad organizowaniem z tego powodu pikiet czy strajków.
Proponuję dorosnąć. Taki jest świat dookoła nas. Wszystko ma plusy i minusy.
Hmm to co piszesz jest
Hmm to co piszesz jest całkiem bez sensu i to chyba ty powinieneś dorosnąć. No jasne że jak kupujesz laptopa to zastanawiasz się kto ci go najtaniej sprzeda, artykuł jest o tych co chcą zdobyć środki na życie, a jak pracujesz to chcesz zarabiać jak najwięcej a nie jak najmniej no nie? To co tu jest opisane ściąga płace w dół, czyli trzeba się zastanowić co zrobić żeby nie szły w dół tylko w górę.
Nie wiem czy "strajk bezrobotnych" to dobry pomysł, bo nie wiem jak w praktyce miałoby to wyglądać, ale na pewno idzie w dobrym kierunku tzn jakichś zbiorowych działań pracowników i bezrobotnych bo inaczej płace zawsze będą niskie.
Niestety, to Ty nie zrozumiałeś mojego komentarza
... albo nie potrafisz wykonać takiej elementarnej wolty w wyobraźni, jak odwrócenie ról, postawienie się po drugiej stronie. Nie dociera do Ciebie też chyba, że każdy z nas jest w życiu jednocześnie dostarczycielem, jak i konsumentem usług i dóbr; w skali całego życia bilans wychodzi na zero - ilość zarobionych pieniędzy (usług/dóbr) = ilość wydanych + spadek (czyli to, co "wydajemy" na dzieci czy innych spadkobierców w ostatnim rachunku naszego życia). Jest zupełnie naturalne, że jako dostarczyciel usług/producent dóbr (pośrednio np. jako pracownik) staramy się ustalić stawkę na jak najwyższym poziomie, a jako konsument na jak najniższym. Po drugiej stronie lustra jest *dokładnie* tak samo, tylko to, co dla Ciebie i mnie jest konsumpcją - dla kapitalisty jest produkcją, a co dla Ciebie i dla mnie produkcją - dla kapitalisty kosztem ("konsumpcją" jego kapitału). W związku z tym "ból" polegający na tym, że pracodawca stara się zatrudnić pracownika po jak najniższej stawce może wynikać albo z niezrozumienia, jak działa rynek, albo z hipokryzji, albo z obydwu rzeczy jednocześnie. Wolałbym wierzyć, że w przypadku Autora wynika tylko z tego pierwszego.
Jasne że rozumiem tamten
Jasne że rozumiem tamten komentarz - jest to zwyczajowe usprawiedliwianie kapitalistów, do tego właśnie zmierzasz i temu służą wezwania do tego żeby "stawiać się po drugiej stronie" czyli po prostu utożsamiać z pracodawcami :) Oczywiście po drugiej stronie, tzn po stronie pracodawców o żadnym stawianiu się po drugiej stronie ani zrozumieniu nie ma mowy, ich to nie obchodzi, płacą jak najmniej a jak pracownik przestaje być potrzebny to wylatuje na bruk i nikogo nie interesuje że nie ma za co żyć.
Kwestia skutków związanych z tym, że jesteśmy jednocześnie pracownikami i konsumentami to jest jeden z głównych absurdów kapitalizmu - sami jakby uczestniczymy w swoim własnym wyzysku, bo jak słusznie napisałeś jak chcesz kupować jakiś produkt to ma być jak najtańszy ale jak go produkujesz to chcesz mieć jak najwyższe wynagrodzenie za to. teoretycznie może się zdarzać tak, że kupujesz nawet to co sam wyprodukowałeś i to już jest absurd na maksa. Absurd bierze się stąd, że kapitalizm nie jest systemem zorganizowanym dla korzyści pracowników, tylko dla korzyści kapitalistów - system ma działać tak, żeby cokolwiek pracownik robił i tak było złe dla niego. Przecież z tą sprawą licytacji jest tak samo, zgadzasz się na niższa płacę więc z pozoru "wygrywasz" (jako pojedynczy pracownik, w tej konkretnej licytacji) ale skutek jest taki że w dłuższym okresie przegrywasz, bo płace nie rosną albo nawet spadają. Autor to rozumie, ale ty chyba nie rozumiesz.
Co jest kwestia podstawową - podstawowe jest to, że ty nie bierzesz pod uwagę jednego elementu pomiędzy pracownikiem jako producentem i pracownikiem jako konsumentem, czyli zysku pracodawców. Trzeba dążyć do tego, żeby place były jak najwyższe, a jednocześnie ceny jak najniższe, racja? Jedyny sposób żeby to zrobić to przez obniżenie zysku pracodawców. Pojedynczy pracownik, czy to jako producent czy jako konsument ma niewielkie możliwości więc trzeba się organizować (dlatego napisałem o tej zbiorowej działalnosci pracowników i bezrobotnych) i wywierać nacisk z obu stron - na jak najwyższe płace i jak najniższe ceny
Wredni kapitaliści
"płacą jak najmniej a jak pracownik przestaje być potrzebny to wylatuje na bruk", a powiedz mi, co innego robi konsument jak znajdzie, dajmy na to, tańszego providera internetu, albo tańszy kredyt (refinansowanie)? Nie bądź taki świętojebliwy ;) Konsument to dokładnie taka sama bestia, jak kapitalista. I powiem Ci, dlaczego. Dlatego, że wszystkimi naszymi zachowaniami rządzi egoizm. Zarówno w roli producenta, jak i konsumenta. Podział na dwa obozy - kapitaliści vs praca najemna, jest zwodniczy, tym bardziej, że na dzień dzisiejszy w normalnych krajach nie istnieją w zasadzie żadne bariery, żeby tą granicę zupełnie do woli przekraczać.
Dlaczego uważasz, że kupowanie produktów, które się samemu wyprodukowało, jest bez sensu? Uważasz, że jakikolwiek człowiek na Ziemi jest w stanie w pojedynkę wyprodukować samochód? Laptopa? Ołówek? (wiesz, ilu ludzi uczestniczy w produkcji głupiego ołówka? zastanów się nad tym!)
Skoro nie jest w stanie tego zrobić sam, to siłą rzeczy musi wejść z resztą społeczeństwa w relacje wymiany. Nie ma tu nad czym dyskutować.
Jedyną alternatywą jest powrót cywilizacji do stanu gdzieś z dalekiego neolitu, przed wykształceniem się rolnictwa osiadłego i podziału pracy - pełna autarkia. Życie w poniżającej, przygniatającej biedzie, desperacji, dzień w dzień walka o zapewnienie sobie elementarnego, fizycznego przetrwania.
Co do "bo płace nie rosną albo nawet spadają" - polecam zapoznać się z danymi, które cytuję tutaj: http://panika2008.blogspot.com/2010/02/idioci-od-regulacji.html
Wredny, polski kapitalizm przyczynił się do bardzo szybkiego realnego wzrostu płac. Dziwne, co nie? ;)
Napisaleś takie bzdury o tej
Napisaleś takie bzdury o tej wymianie, że głowa boli jaka cywilizacja neolitu ? :))) To już jest w twoim przypadku dyskusja z samym sobą, więc bez komentarza.
Oczywiście że w kapitalizmie wszystkim rządzi egoizm, ja się z tym całkowicie zgadzam, na tym on polega, że zmusza ludzi żeby konkurowali ze sobą, a przynajmniej bardzo się stara, przecież o to właśnie chodzi w tym artykule i też w tym, co ja napisałem. W kapitalizmie nie możesz postępować inaczej niż egoistycznie, bo umrzesz z głodu możesz tylko ten egoizm jakoś tam ograniczać i dążyć do tego, żeby ten system zniknął (a tu już konieczna jest solidarność, ale oczywiście między pracownikami)
A ludzkimi zachowaniami rządzą różne mechanizmy, niekoniecznie musi to być egoizm, musisz chyba trochę więcej dowiedzieć się o tym.
Tylko czemu od pracowników, skoro jak piszesz, są oni egoistami, wymagasz żeby stawiali się w roli pracodawców - tego nie rozumiem :) Ktoś o twoich poglądach nie może tego się domagać, bo jeśli jest tylko egoizm i walka, to w tym przypadku będzie to walka klas :) Chciałbym żeby tego egoizmu nie było (i nie bylo tez tej walki klas) ale on będzie póki będzie istnial ten system. Absurdalność tego co piszesz bierze się stąd że ty namawiasz pracowników do tego, żeby zrezygnowali ze swojego egoizmu względem pracodawców, a jednocześnie wiadomo, że pracodawcy nie zrezygnują ze swojego egoizmu względem pracowników. Bardzo chcesz być wyzyskiwany to twój problem, większośc ludzi nie ma na to chyba ochoty, nawet jeśli nie wie co z tym faktem zrobić
Absurd kupowania produktów które się samemu osobiście wyprodukowało, w kapitalizmie polega na tym, że płacisz za nie więcej niż ty wcześniej za nie dostałeś. To jest jakby podwójna sprzedaż, najpierw ty ten "ołówek" sprzedajesz za płacę (nie mam pojecia jakie sa koszty pracy w przypadku 1 ołówka powiedzmy że da się to obliczyć dla pracownika) a potem kupujesz go od tego, któremu go "sprzedałeś" płacisz wiecej. Tracisz na tym, a twoja strata to zysk pracodawcy. Ale to był tylko taki przykład bo wiadomo że dzieje się to zbiorowo i nie sam ołówek tylko pracę - skoro wiesz, że dzieje się to społecznie, to nie powinieneś mieć problemów ze zrozumieniem tego, że to pracownicy jako klasa tracą, a kapitaliści jako klasa zyskują.
Co do płac to gdyby nie walka o wyższe to by spadły ;) Same z siebie one nie rosną, Szybki wzrost płac nie rozśmieszaj mnie, chyba zarządów? Tzw. mediana jest niższa od średniej którą ty podajesz o kilkaset złotych, a najczęstsze wynagrodzenie to trzeba odjąć kolejne kilkaset, tak gdzieś w sumie o 1000 pln mniej niż ta mityczna średnia (1000 pln to jest 30% średniej)
N a blogu podajesz wzrost cen żywności 25% , a dolicz sobie jeszcze wzrost rachunków (te 25% zresztą coś jakby mało mi się to wydaje) A przede wszystkim dolicz sobie 2 mln ludzi które wyjechały z Polski i bezrobocie które teraz rośnie z powodu kryzysu, czyli ludzi którzy w ogóle nie mają żadnych płac. Ilu ludzi tak naprawdę w Polsce pracuje, może połowa. W dodatku gdzie tu jest wzrost wydajnosci pracy bo nie widze na twoim blogu danych, wzrost płac jest niższy od niego - a to znaczy że to kapitaliści zbierają śmietankę ze wzrostu wydajności pracy pracowników. Tobie chyba się zdaje, że te płace pracodawcy wypłacają z dobroci serca i że to jakas ich zasługa? A tak naprawde wszystko to polega na tym, ile uda się od nich wyrwać (na bardzo egoistycznych zasadach ;) i jest to za mało, bo pracownicy w Polsce są słabo zorganizowani
Mediana vs średnia
Widzę, że powielasz żenujący wybieg dyskusyjny, żądając podania mediany zamiast średniej. Otóż rozczaruję Cię: mediana zarobków w rzeczonym okresie też wzrosła prawie dokładnie o 45%. Trzeba było czytać dokładnie pod linkiem, który Ci podałem, a nie po łebkach :)
Swoją drogą świadczy to m.in. o tym, że raczej między bajki można też włożyć tezę o tym, że w kapitalizmie (przynajmniej w tej ułomnej wersji, którą mamy u nas) postępuje rozwarstwienie zarobków. Gdyby postępowało, to rzeczywiście, tak jak insynuujesz, średnia rosłaby szybciej, niż mediana. Niestety (dla Ciebie), fakty temu przeczą.
Źle mnie rozumiesz
Wcale nie namawiam do tego, żeby ktokolwiek rezygnował z egoizmu. Ja tylko opisuję świat takim, jaki jest. Nie walczę z nim. Nie walczę z naturą człowieka, tak samo jak nie walczę z tym, że świeci słońce. Niech świeci. Jest OK.
Wręcz przeciwnie - nie jestem hipokrytą, i jak najbardziej zachęcam do tego, żeby każdy w możliwym sobie zakresie negocjował jak najwyższe wynagrodzenie dla siebie i jak najniższe koszty. Sam tak robię, robi tak każdy myślący człowiek - i nie ma w tym nic dziwnego. Po co się na ten banalny temat tyle rozpisywać?
Mylisz się, jeśli uważasz, że jakikolwiek "system" jest w stanie wyeliminować ludzki egoizm. On był, jest i będzie, i system społeczno-gospodarczy musi funkcjonować tak, aby zaprząc go do kreatywnego, bezkonfliktowego działania - temu służą m.in. prawa własności (żeby uniknąć ciągłych sporów ile czego komu się należy). Egoizm nie jest skutkiem naszego systemu społeczno-gospodarczego. We wspólnotach pierwotnych był jeszcze większy. Tak samo w starożytności, w średniowieczu... nie mówiąc już o świecie zwierząt... w całej przyrodzie istnieje egozim, jest on siłą napędową świata, w którym żyjemy. W końcu każdy, kto nie jest debilem i ma do wyboru mieć mniej lub więcej, wybierze więcej. Jeśli masz do wyboru kupić dokładnie tego samego laptopa w jednym sklepie za 2000 zł, a w drugim za 2500 - to co wybierzesz? I co ty mi tu będziesz bajał o eliminacji egoizmu... co, zmusisz ludzi żeby kupowali po 2500, a nie 2000 - w imię jakiegoś chorobliwie rozumianego altruizmu? A może zmusisz wszystkie sklepy, żeby sprzedawały po 2500? No tak, ale żeby wszystkie sprzedawały po 2500, to ktoś tą cenę 2500 musi ustalać. Co prowadzi nas do pytania, kto będzie ustalał ceny: monarcha absolutny? Komitet technokratów? Jakaś oligarchia? Uber-urząd, zatrudniający pół miliona ludzi do przeliczania i śledzenia cen i całej gospodarki? Obawiam się, że w latach 1945-1989 w wielu miejscach na Ziemi próbowano takich rozwiązań i trochę kiepsko wyszło...
"Absurd kupowania produktów które się samemu osobiście wyprodukowało, w kapitalizmie polega na tym, że płacisz za nie więcej niż ty wcześniej za nie dostałeś" - no to jest normalnie tekst miesiąca. Czy jeśli moja praca polega na przykręceniu karoserii do reszty samochodu (i w efekcie, powiedzmy, "zrobienie" produktu końcowego) oznacza to, że za tą konkretną pracę powinienem dostać wartość samochodu? WTF?
Co do 2002 vs 2010:
Bezrobocie 2002: od 17,3% (maj) do 18,2% (luty i marzec). Bezrobocie 2010: w styczniu 12,7%.
Ceny usług? Proszę: ceny usług z zakresu użytkowania mieszkania wzrosły w okresie 2000-2008 o 54,5%, tak dużo wyłącznie dlatego, że gaz poszedł w górę aż o 90%. Chyba nie masz zamiaru oskarżać kapitalistów o podnoszenie cen gazu? (Hint: sprawdź co wpływa na ceny gazu). 54,5% przez 8 lat to nie wygląda na jakoś dramatycznie więcej, niż 45%, co? A weź jeszcze pod uwagę to, że gdyby ten okres wyrównać do okresu 2002-2010, w którym płace wzrosły o 45%, to wzrost cen usług byłby znacznie mniejszy, niż 54,5%, bo w latach 2000-2002 inflacja była ZNACZNIE wyższa, niż w 2008-2010. (dane o cenach za roczn. stat. GUS, do obejrzenia tutaj: http://www.stat.gov.pl/gus/roczniki_PLK_HTML.htm)
Wzrost wydajności pracy? A jak zmierzyć wzrost wydajności pracy? Skąd jesteś taki pewien, że wzrosła więcej, niż 45%?
No i last, but not least: skoro jest tak źle, to czemu jest tak dobrze?
Zacznę od końca W kwestii
Zacznę od końca
W kwestii wydajności za lata 1995-2008:
W Polsce wydajność pracy rośnie. Wzrost PKB w przeliczeniu na jednego zatrudnionego jest wyższy niż realny wzrost płacy – wynika z badania przeprowadzonego przez Instytut Ekonomiczny NBP.
http://www.obserwatorfinansowy.pl/2010/01/07/polacy-sa-efektywnymi-praco...
Pewnie można znaleźć dokładniejsze dane, nie chce mi sie szukać
A teraz wracam do początku tego co napisałeś.
Twoje poglądy na "naturę człowieka" to wyglądają jak poglądy Hobbesa jesteś zapóźniony o jakieś 200 lat kolego ;) Zapewniam cię że egoizm to nie jedyna rzecz jak rządzi zachowaniem człowieka. To jest uproszczony obraz, a w takiej wersja jak twoja to już tylko stosowany w bardzo uproszczonej propagandzie zwolenników kapitalizmu. Jeszcze w XIX w miało to jakies oparcie w naukach ścisłych, ale już dawno to porzucono, Jeśli chcesz wiedzieć jak to wygląda względem anarchizmu to poszukaj sobie na temat dyskusji Huxley - Kropotkin i kwestii egoizm-kooperacja. Nie chcę się rozpisywać, bo to długa kwestia ja ci tylko powiem, że obecnie raczej przyznaje się rację Kropotkinowi, który twierdził, że w "naturze człowieka" są zarówno te elementy egoistyczne jak i skłonności do współpracy.
Natura ludzka jest złożona i nie można jej upraszczać tak jak to robisz, to jest fałszywy obraz człowieka i fałszywy obraz świata, wiec jeśli twierdzisz ze egoizm to jedyna rzecz jaka rządzi zachowaniem człowieka (tak napisałeś) to własnie ty "walczysz ze światem i naturą ludzką". Egoizm to jedna z cech "natury ludzkiej", innymi są na przykład skłonności do współpracy i solidarności. Powiem ci też, że solidarność międzyludzka i empatia są o wiele głębiej zakorzenione w tej naturze ludzkiej niż egoizm, ponieważ działają już na poziomie naszej budowy fizycznej, mówiąc wprost mamy dosłownie w mózgu komórki, które odpowiadają za solidarność :) To śmiesznie brzmi, ale takie są fakty, odkryto je kilka lat temu, poszukaj sobie informacji na temat "komórek lustrzanych", to jest ciekawe odkrycie, jeśli chodzi o anarchizm, bo wyjaśnia skąd się biorą takie rzeczy jak solidarność i potwierdza to co zawsze mówili anarchiści na ten temat i co ja Tobie tutaj mówię - egoizm TO NIE JEDYNA RZECZ KTÓRA RZĄDZI NASZYM ZACHOWANIEM. Zresztą kooperacja służy rozwojowi, jest pozytywnym czynnikiem niezależnie od tego (żebyś znowu nie nadinterpetował moich słów i nie mówił że chodzi mi tylko o budowę fizyczną).
Czy chciałbyś operacyjnie walczyć z naturą ludzką? :)
A teraz jak to się ma do systemu ekonomicznego. Żyjemy w społeczeństwach, a to jak one sa zorganizowane, wpływa także na "naturę ludzką". Ona nie jest tak do końca niezmienna, zmienia się do pewnego stopnia. Ten wpływ jest wzajemny, z jednej strony takie rzeczy jak nasza budowa fizyczna, instynkty itd wpływają na nasze społeczeństwa czy kulturę (w tym także system ekonomiczny) a z drugiej strony nasze zachowania sa kształtowane przez to, w jakim świecie żyjemy ( w tym także system ekonomiczny) Chyba zdajesz sobie z tego sprawę, że to wszystko zmienia się w historii i obecne ludzkie społeczeństwa różnią się od tych jakie były 50 tysięcy lat temu. Siłą napędową tych zmian jest także kooperacja.
A teraz trzeba zapytać, JAK chcemy kształtować ten świat społeczny w którym żyjemy. Ty chcesz go zmieniać tak żeby wszystko szło w kierunku egoistycznym, a my jako anarchiści tego nie chcemy. Tobie może się wydawać że tylko przyjmujesz świat jakim jest, ale to nieprawda w związku z tym, co napisałem wyżej. Ty i wszyscy zwolennicy kapitalizmu kładziecie wiekszy nacisk na ten czynnik egoistyczny. To jest oczywiście w interesie kapitalistów, dlatego oni faworyzują takie poglądy jak twoje (mają przecież zyski z wyzyskiwania ludzi, żyją kosztem ich pracy)
Nigdzie nie napisałem, że można całkowicie wyeliminowac egoizm, jest to kolejna z twoich nadinterpretacji (chociaż na szczęście już przynajmniej nie tak bzdurna jak to o powrocie do społeczności pierwotnych :) Ale można wybrac w jakim kierunku zmierzać, bardziej egoistycznym, czy bardziej kooperacyjnym. Chcemy zastąpić kapitalizm systemem "opartym" na kooperacji (powtarzam - opartym, co nie znaczy że egoizm da się wyeliminować)
Z tymi zarzutami o centralne urzędy to pomyliłeś adres ;) Tak łatwo ci nie pójdzie, ponieważ nie krytykujesz tutaj anarchizmu tylko socjalizm państwowy, którego anarchiści sa przeciwnikami z tych samych powodów, dla których są przeciwnikami kapitalizmu. Przecież w krajach "demokracji ludowej" także była klasa ludzi wyzyskująca pracowników, tak samo jak w kapitalizmie wyzyskują ich kapitaliści. Tylko że byli to biurokraci państwowi.
Więc kto ma ustalać co wytwarzać i w ogole po co? Jeśli nie może to być jakaś inna klasa niż pracownicy to muszą to być oni sami. Pracownicy musza mieć kontrolę nad gospodarką, żeby mogli sami decydować ile chcą pracować, co wytwarzać, ile konsumować. W kapitalizmie kontrolę nad pracownikami mają kapitaliści, w socjalizmie państwowym byli to biurokraci, my chcemy żeby sami pracownicy mili kontrolę nad własna pracą. (Powinieneś zresztą wiedzieć, że anarchiści są przeciwnikami państwa więc nie mogą popierać monarchów absolutnych ani komitetów technokratów ;) Zanim zaczniesz coś krytykować, to powinieneś dowiedzieć się trochę wiecej na temat bo twoje argumenty w ogóle nie trafiają w anarchizm
"twierdzisz ze egoizm to
"twierdzisz ze egoizm to jedyna rzecz jaka rządzi zachowaniem człowieka (tak napisałeś)" - proszę wskaż mi dokładnie miejsce, w którym tak napisałem, bo patrzę, patrzę i nie widzę. W związku z tym 90% twojej odpowiedzi jest nie na temat.
"płacą jak najmniej a jak
"płacą jak najmniej a jak pracownik przestaje być potrzebny to wylatuje na bruk", a powiedz mi, co innego robi konsument jak znajdzie, dajmy na to, tańszego providera internetu, albo tańszy kredyt (refinansowanie)? Nie bądź taki świętojebliwy ;) Konsument to dokładnie taka sama bestia, jak kapitalista. I powiem Ci, dlaczego. ->>Dlatego, że wszystkimi naszymi zachowaniami rządzi egoizm.<<-
To musiał być jakiś inny panika2008 ;)