Polityczna utopia

Wersja przyjazna drukarkomWersja przyjazna drukarkom

utopia1.png

Anarchistom często zarzuca się utopijność i naiwność we własnych przekonaniach. Odrzucenie władzy państwowej odbierane jest jako oderwanie od rzeczywistości, a proponowane rozwiązania określane są mianem zbyt idealistycznych lub powtórzeniem błędów okresu komunistycznego. Otóż dla anarchistów, którzy przede wszystkim kierują się dążeniem do wolności solidarności, te sprawy wyglądają nieco inaczej. Dla nas to właśnie wiara w kapitalizm i polityków jest błędna. Neoliberalizm z ludzką twarzą to utopia.

Propaganda państwowa

Zacznijmy od początku. Skąd u ludzi tak silne przekonanie i wiara w to, iż (najczęściej) starsi, bogaci panowie nazywani politykami, kryjąc się w swoich luksusowych siedzibach i żyjąc z pieniędzy podatników, dążą do dobra populacji? Skąd wiara w to, że osoby takie jak Władimir Putin, Silvio Berlusconi czy George W. Bush kierują się troską o ludzkość? I wreszcie skąd przekonanie o tym, iż system działa tak, aby to właśnie nam było jak najlepiej, choć większość wcale nie jest z niego zadowolona? Jednak mimo to nikt nie podważa systemu, łudząc się, że następne wybory zmienią to co im przeszkadza.

Taka postawa wynika z nieustającej propagandy, która atakuje nas z każdej strony. Najpierw mówiąc o potrzebie istnienia władzy centralnej, czyli grup wybrańców, organizujących życie innym wedle własnego uznania. Zaraz po tym pojawiają się apokaliptyczne wizje pożogi i zniszczenia w świecie bez polityków, ażeby w końcu wmawiać ludziom, że sami nie są w stanie się organizować. Są zbyt niemądrzy, sami nie wiedzą czego chcą i potrzebują politycznych liderów, którzy wskażą im drogę ku lepszej i wspaniałej egzystencji. Którzy to za nich zadecydują o wszystkich kluczowych kwestiach.

Naturalnie jest to propaganda, która ma tylko jeden cel. Chodzi o utrwalanie fałszywego przekonania o tym, iż obecne systemy polityczne są korzystne dla obywateli danych krajów. O tym, że wszędobylskie opłaty, podatki, zakazy, nakazy, kontrole i wszystko co ogranicza naszą wolność, tak naprawdę nam służy. Innymi słowy chodzi o zagwarantowanie sobie kontroli nad masami.

propaganda1.png

Otóż obserwując życie polityczne czy to w Polsce czy w innych krajach nie sposób nie dojść do jedynego logicznego wniosku. Rząd w żadnym ustroju nie działa na rzecz ludzi, skupiając się głównie na utrzymaniu przy władzy i walcząc ze swoją opozycją. I nawet jeśli ktoś z owych dygnitarzy ma dobre zamiary to i tak zostanie on wrzucony w wir brudnej polityki, która zmusi go do przyjęcia jej zasad gry. W przeciwnym razie z tej gry wypadnie. Krótko mówiąc każdy z prominentów zostanie zmuszony do kierowania się przede wszystkim korzyścią swojej partii i swoich partnerów, a nie dobrem społeczeństwa. Konsekwencje tego widzimy na co dzień, kiedy to media wypełnione są kłótniami, skandalami, aferami korupcyjnymi i międzypartyjnymi potyczkami. I w tym samym czasie, w których rząd spiera się z opozycją lekceważone są palące problemy, stokroć ważniejsze aniżeli spór o miejsce w rządowym samolocie. Co istotne duża część tych problemów mogłaby zostać szybko rozwiązana, gdyby to ludzie mieli władze i w swoich regionach podejmowali szybkie działania, nie czekając na łaskę rządu. Wszak w obecnym ładzie nie pozostaje nic innego jak tylko czekać na ową łaskawość rządzących.

Dlatego też wedle anarchistów ufność w instytucję państwa jako gwaranta lepszego bytu jest błędna o ile nie jesteśmy częścią elit polityczno-finansowych, które czerpią z takiego stanu korzyści. Ufność w uczciwość i praworządność polityki jest utopijna. Nadużycia władzy, korupcja, kontrola, marnotrawienie pieniędzy podatników, podejmowanie niezgodnych z sumieniem społeczeństwa decyzji, centralizacja, represje w stosunku do własnych obywateli, brak możliwości pociągnięcia do odpowiedzialności posłów, brak możliwości rozliczenia za przedwyborcze obietnice, odbieranie wpływu na rzeczywistość ludziom. To są prawdziwe cechy państwa, które skrywają się za fasadowymi hasłami o równości i sprawiedliwości. W istocie rola państwa sprowadza się do ucisku ludności i żerowania na tworach społeczeństwa, które zarazem pozbawia prawa do swobodnego korzystania z własnych owoców pracy. Nie dając w zamian nic oprócz iluzji bezpieczeństwa, które jak pokazuje historia nie istnieje. To właśnie rządy i politycy odpowiadają przecież za przeszłe wojny, zbrodnie, wyzysk, kolonizację, nazizm, głód. I to właśnie oni odpowiadają za współczesne tragedie takie jak wojna w Iraku, globalizacja, wielki głód w Afryce, wyzysk w Azji i Ameryce Południowej, niszczenie środowiska i wiele innych. Te rzeczy nie są wynikiem złej woli całej ludzkości, nie są wynikiem naszych decyzji (na które de facto nie mieliśmy wpływu), ale są efektem złej woli grup sprawujących władzę. Patrząc na skutki ich działań, zadajmy sobie pytanie czy wiara w dobre sumienie tych grup nie jest utopią?

Bierność społeczna

Wszakże mimo świadomości wielu osób na te tematy nic się nie zmienia. Otóż dzieje się tak z powodu bierności społecznej, która siłą rzeczy jest rezultatem neoliberalizmu, stawiającego przede wszystkim na dyktaturę rynku i kapitalizm. Doprowadza to do sytuacji, w której część populacji zdaje sobie sprawę z istniejących wad systemu, ale ignoruje te fakty, skupiając się na materialnych aspektach życia. A tak zwany „wolny rynek” staje się coraz bardziej represyjny dla tych, którzy angażują się w ruchy społeczne i nie chcą poddać się nieustającej rywalizacji. Efekt ten nie jest do końca przypadkowy, człowiek skupiony na konsumpcji jest człowiekiem łatwym do rządzenia i zastraszenia. Ponadto człowiek ten będzie wykazywał mniejszą chęć ingerencji w życie społeczne, co będzie dawało dobry argument zwolennikom państwa i globalnej gospodarki w twierdzeniu, iż masy muszą być przez kogoś zarządzane. W wyniku tego wiara w samoorganizację jest coraz niższa, a (szczególnie) cywilizacja zachodu pogrąża się w stagnacji i ignorancji wobec innych. Konsumpcjonizm wypiera z umysłów chęć dążenia do zmian społecznych, ulepszania otaczającego nas świata i spożytkowania swojej energii w pożyteczny dla ogółu sposób. A co za tym idzie wypiera zdolność do samodzielnego myślenia, wysuwania innych wniosków niż te prezentowane w mediach komercyjnych. Umysły stają się podatne przede wszystkim na reklamę, sprzedaż i marketing nie zaś na te wartości, które powinny być pielęgnowane w lokalnych skupiskach ludzkich. Tym sposobem człowiek staje się bierny w sensie socjalnym i skupiony wyłącznie na swoich potrzebach. Jest skory do kilkugodzinnych zakupów, ale nie do niesienia pomocy innym, jest skory do zaopatrywania się w niepotrzebne gadżety, ale nie do usprawniania regionalnego życia. Jest skory do wypełniania odgórnych poleceń, ale nie do negowania niesprawiedliwości i walki o prawa.

Represje

Represje są tym środkiem, który demaskuje prawdziwe oblicze państw, polityków oraz szerzej obecnego porządku światowego. Globalizacja niesie ze sobą skupienie władzy w rękach szefów korporacji i rządów. Roszczą sobie oni prawa do dominowania wszelkich dziedzin życia – chcą decydować o prawach pracowniczych, o prawach lokatorów, o tym czym się odżywiamy, czego się uczymy, jakimi lekami się leczymy. Naturalnie tak duża ingerencja w życie ludzi powoduje opór wielu osób, które starają się przeciwdziałać tym zabiegom. I gdy wreszcie dochodzi do konfrontacji światopoglądów, liberalna reakcja liberalnych elit to zawsze przemoc i represje. Bez żadnych skrupułów wysyłają policję, która bije nie tylko mężczyzn, ale także kobiety i dzieci (protesty alterglobalistyczne w Seattle, Genui, Londynie, itd. ). Bez żadnych kłopotów wyręczają się lokalnymi bojówkami (zabicie aktywistów w Nigerii i udokumentowany udział Shella), które mordują aktywistów lub nawet wojskiem (Palestyna, Irak), zabijając niewinnych w imię własnych interesów. Nie wspominając o zwyczajowych narzędziach wymuszających posłuszeństwo takich jak groźba utraty pracy, źródła dochodu, złamanie kariery lub wykluczenia z określonych grup (np. dziennikarze a cenzura materiału o Monsanto w telewizji FOX).

Obserwacja reakcji grup rządzących prowadzi więc do kolejnej konkluzji. Demokracja w obecnym kształcie różni się tyko iluzorycznie od systemów totalitarnych. W razie większej formy oporu czy buntu narodu, władza sięgnie po czysto totalitarne metody, aby bronić siebie i swoich interesów.

Anarchistyczna nie-utopia

Powyższe argumenty i wiele innych, których tu nie wymieniono doprowadziły do stworzenia alternatywnych form organizowania życia. Jako anarchiści stawiamy na samoorganizację lokalną, która właśnie przez to, że jest lokalna staje się realna. Sprawa to bowiem, że miejscowe społeczeństwo samo kontroluje swoje potrzeby i samo ocenia swoje rezultaty. Usprawnia to więc całość działań niezbędnych w dalszym rozwoju i naprawianiu swoich błędów. Trzeba tu też pamiętać, że anarchizm nie oznacza braku możliwości zrzeszania się, a nawet sam do tego zachęcą z tą różnicą, że pomija te formy organizacji, które wyzyskują ludność i żyją jej kosztem. Dlatego też samoorganizacja jak najbardziej może zastąpić autoratywne formy, zwłaszcza, że takie przykłady odnajdujemy w historii. Anarchia oznacza więc eliminację uciskających lud wad systemu, stawiając na wolne porozumienie lokalnych grup społecznych i to im przekazując kontrolę nad zarządzaniem zasobami, środkami produkcji i formowaniem wspólnego życia. W naszym rozumieniu tylko poprzez decentralizowanie władzy i dobrowolne stowarzyszanie się można kultywować wartościowe idee takie jak solidarność, pomoc wzajemna i wolność, odrzucając zarazem ciągłą rywalizację i podziały. Nie widzimy zatem nic utopijnego w tym, aby władza skupiała się w rękach tych, których dotyczy dokonywany wybór aniżeli w rękach zamkniętych grup politycznych. Kto wie lepiej czego nam potrzeba, co należałoby zmienić w naszej okolicy, co wybudować lub co naprawić? My czy rząd?