Zacznijmy od pierwszej współczesnej operacji propagandowej, przeprowadzonej przez rząd. Stało się to za czasów administracji Woodrowa Wilsona. Gdy wybrano go prezydentem w 1916 roku, jego program głosił: ,,Pokój bez zwycięstwa'' Było to w środku Pierwszej Wojny Światowej. Ówczesne społeczeństwo było nastawione wyjątkowo pacyfistycznie i nie widziało żadnego powodu, by angażować się w wojnę w Europie.
Na kanwie ostatnich wydarzeń w Egipcie warto się pokusić o kilka słów komentarza do dzisiejszej sytuacji społeczno-politycznej na świecie. Widać bowiem wyraźnie, że pomimo zaklęć elit rządzących, skutki globalnego załamania gospodarczego są rozleglejsze niż nas próbowano do tej pory przekonywać. Nie ulega wątpliwości, że okres od jesieni 2008 będzie postrzegany, jako przypływ fali niepokojów społeczno-politycznych na całym świecie.
Od dłuższego czasu jesteśmy bombardowani i zalewani wzrastającą propagandą libertariańską (a dokładniej „anarcho-kapitalistyczną”[1]), która – nie wiadomo czemu - czyni wszystko by wymusić uznawanie „anarcho-kapitalizmu” za pewien nurt anarchizmu. Ba często można odnieść wrażenie, że celem tej propagandy jest próba przekonania nas, iż „anarcho-kapitalizm” stanowi wyraz „najprawdziwszego” anarchizmu i pełnego rozumienia „wolności”. Ich „teoretycy” oraz zwolennicy często nazywają tzw. społeczne nurty anarchizmu mianem, „lewicowego anarchizmu” co ma sugerować, że obok tego „lewicowego” nurtu istnieje także „prawicowy”, „libertariański”.
Nie damy się oszukać: nikt nie może być "naszym przedstawicielem w rządzie", ponieważ oddając nasze głosy, dajemy politykom mandat, by robili co chcą. No i rzeczywiście głosują jak chcą, a my nie mamy żadnej szansy, żeby ich odwołać, choćby działali wbrew naszym interesom i łamali obietnice wyborcze. Prawie każdy polityk obiecuje wszystko podczas kampanii wyborczej... A potem albo okazuje się, że nie miał wcale zamiaru spełniać swoich obietnic, albo postanowił zrezygnować ze swoich postulatów, albo zaistnieć w jakiejś koalicji.
Po raz kolejny, politycy sięgają po władzę. I znów nic się nie zmieni, gdyż polityka, to tylko gra o podział władzy pomiędzy biorącymi w niej udział.
W Polsce, po upadku rządów komunistycznych, koncentrowano się wyłącznie na lewej stronie sceny politycznej. Pilnowano, by postkomunistyczne ugrupowania nie urosły ponownie w siłę, zaś zupełnie ignorowano zagrożenie ze strony skrajnej prawicy. Dziś wśród elit politycznych nie można mówić o wyraźnie odznaczających się grupach skrajnie nacjonalistycznych, ale wobec załamania się prestiżu SLD i podupadania całej lewicy, polska prawica zaczyna odgrywać coraz bardziej znaczącą rolę.
Kiedy we wrześniu 1939 roku na bezbronne polskie miasta i wsie spadły faszystowskie bomby, masakrując ludność cywilną, nie były to pierwsze przypadki zbrodni wojennych dokonanych przez hitlerowskich lotników. Ponad dwa lata wcześniej 26 kwietnia 1937 roku dokonali oni pierwszego masowego mordu, atakując baskijskie miasto Guernica.
Od 9 lat zachodni politycy wszelkiej maści zapewniają swych wyborców, że islam jest zagrożeniem i że jedynym sposobem obrony jest zbrojny atak na kraje i organizacje oskarżane o sponsorowanie i ochronę islamskich terrorystów. Od 9 lat „mainstream” media krzykliwie im wtórują, powtarzając do znudzenia, że islamski terror jest motywowany zajadłą nienawiścią Muzułmanów do demokracji, wolności i świeckiej kultury Zachodu. Wciąż słyszymy o „islamo-faszyźmie”, który rzekomo zagraża tzw „Wolnemu Światu”, dążąc do ustanowienia globalnego kalifatu pod dyktatem fanatycznych interpretatorów Koranu.
Wiosną 2010 roku, roku wyborów prezydenckich i samorządowych, na podświetlanych reklamach wielkoformatowych można było przeczytać hasło: „Bez nas politycy są bez szans”. Sugerowało ono w jednoznaczny sposób, jakie jest faktyczne pochodzenie władzy w naszym systemie politycznym: bez finansów, bez marketingu, bez reklamy i budowy wizerunku, nikt ubiegający się o miano przedstawiciela narodu, nie odniesie sukcesu.
Jedną z najbardziej skutecznych i dobrze wypróbowanych metod działania każdego współczesnego propagandysty, zatrudnionego w korporacyjnych mediach, jest wykorzystanie hasła „teoria spiskowa", jako łatwego, bo nie wymagającego przedstawiania żadnych argumentów, sposobu dyskredytowania wszelkich racjonalnych opinii, które mogłyby rzucić jakikolwiek cień podejrzeń na uczciwość postępowania menadżerów globalnego systemu ekonomicznego. Uczciwość tych, którzy rządzą w Waszyngtonie jest nienaruszalnym fundamentem przekonań duchowych ludzi, odpowiedzialnych za kształtowanie opinii publicznej w atmosferze bałwochwalczej afirmacji kultury zachodniej, a w szczególności jej politycznych symboli.
Szanownemu czytelnikowi, który zdecydował się na lekturę niniejszego pisma, należy się wyjaśnienie rzeczy podstawowej, a mianowicie przyczyn skłonności polskich anarchistów do szukania inspiracji w programie "Samorządnej Rzeczpospolitej".
Pierwsza przyczyna jest banalnie oczywista. Po prostu każda inicjatywa i projekt zmierzający do samostanowienia jednostek ludzkich zasługuje na naszą uwagę i czynne wsparcie. Że walka o władzę nad sensem i znaczeniem wykonywanej pracy jest jedną z dewiz anarchizmu, nie muszę chyba specjalnie wyjaśniać. Program "Samorządnej Rzeczpospolitej" okazuje się dla nas właśnie dlatego, że pozwala wszystkim pracownikom najemnym zdobyć sobie wolność w miejscach pracy. Do wyzyskania jest również okoliczność, że tak wiele związków zawodowych w naszym kraju powołuje się na dziedzictwo pierwszej "Solidarności" z lat 1980-81.
Globalizacja kapitalistyczna zasadniczo zmierza do utworzenia rynku światowego i zmuszenia pracowników najemnych do bezpośredniej konkurencji między sobą. Tendencją jest ustanowienie powszechnie obowiązujących norm, które dotyczą jednocześnie płac i rentowności. Konkurencja między pracownikami wywiera presję na równanie warunków bytowych w dół. Projekty inwestycyjne realizuje się tylko wtedy, gdy związana z nimi rentowność również równa do norm obowiązujących w skali światowej.
Przy okazji wyborów można zaobserwować jak w prosty sposób społeczeństwa pozwalają manipulować swoimi osądami, łatwo przyjmując socjotechniczne sztuczki rządzących i przede wszystkim ich sztabów, czyli speców od manipulacji opinią publiczną. Za każdym razem trudno wyjść ze zdziwienia, że ludzie autentycznie wierzą w slogany rzucane przed kandydatów i dają wiarę temu, że tzw. programy wyborcze zostaną kiedykolwiek zrealizowane, czy to przez prawicową czy lewicową władzę.
Przez wieki tysiące ludzi walczyły i umierały za prawo do głosu w wolnych wyborach. Od walk o niepodległość, przez kobiecy ruch sufrażystek, po walkę przeciw apartheidowi, prawo głosu było postrzegane jako konieczna część wolności. Przed powszechnym przyjęciem w świecie prawa glosowania przywódcy państw byli wybierani przez klasy panujące, bogaczy i Kościół, lub byli wyznaczeni przez elity rządzące. Dlaczego więc, po zwycięstwie takiego ważnego prawa, anarchiści mówią, że nie powinniśmy chodzić głosować?
Konsument stał się, dość paradoksalnie, jednym ze stałych punktów odniesienia w dyskusjach na temat strategii oporu wobec systemu neoliberalnej globalizacji. Podważanie struktur tego współczesnego imperium – czyli dekonstrukcja hegemonicznej, liberalnej wizji świata – miałaby się zatem dokonać także rękami tych, którzy są jednocześnie jej osią i głównym produktem.
Bezpardonowy atak Izraela na Flotyllę Wolności zszokował wszystkie społeczności, w tym także większość aktywistów, którzy od dawna pozbawieni są złudzeń na temat polityki izraelskiej. Wiedziałem o tej wyprawie od dawna i zdawałem sobie sprawę (podobnie jak jej uczestnicy), że Izrael będzie próbował różnych sztuczek, aby nie dopuścić do dostarczenia pomocy humanitarnej ludności Strefy Gazy.

Po katastrofie w Smoleńsku i szopce medialnej podkręcającej do granic możliwości nacjonalistyczne ciągoty polskich obywateli, nadszedł czas na kampanię wyborczą, która powoli acz nieubłaganie wdziera się do naszej świadomości i każe zastanawiać się, której twarzy z TV i plakatów można zaufać najbardziej. Zaczynają więc docierać do nas piękne slogany, obietnice, rozmaite frazesy ze strony kandydatów do tytułu „głowy naszego państwa”. Większość tzw. analityków sceny politycznej podłapuje temat i zaczyna zastanawiać się, który to kandydat ma największe szanse, najlepszą kampanię i najskuteczniej zmienił swój wizerunek przed wyborami. My zaś przyjrzymy się temu co kryje się pod tymi zjawiskami, zadamy pytania, które nigdy nie są zadawane w maistreamowych mediach i wyciągniemy wnioski, które choć nasuwają się na myśl każdemu z nas, to mało kto odważy się głośno je wypowiedzieć.
Na wstępie musimy sobie wyjaśnić co to jest komunizm. Komunizm jest starą ideą, której korzeni możemy się doszukać jeszcze w pierwszych wiekach naszej ery, we wspólnotach zawiązywanych przez pierwszych chrześcijan, wśród których "Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne".
Napisałem ten artykuł w odpowiedzi na liczne pytania, które ostatnio pojawiły się na naszej stronie. Dostrzegłem, że wielu naszych czytelników ma spore problemy ze zdystansowaniem się do wszechobecnej propagandy, która do granic możliwości upraszcza mechanizmy funkcjonowania systemu kapitalistycznego, co przejawia się m. in. w ciągle powtarzających się pytaniach w stylu: "Czy zabieranie bogatym i dawanie biednym jest sprawiedliwe?".
Wyraźniejszej ku temu przesłanki być już nie może: jak podał „Wall Street Journal”, 8 lutego na Manhattanie odbyła się zakulisowa i doniosła zarazem „kolacja”, w której uczestniczyło grono przedstawicieli funduszy hedgingowych z Wall Street, m.in. SAC Capital Advisors, Soros Fund Management, Greenlight Capital oraz Brigade Capital. W trakcie tej kolacji spekulanci mieli “przewidzieć” spadek euro aż do zrównania się z dolarem. Obecnie na euro silny wpływ ma kryzys i zadłużenie w Grecji, jak też podobne kłopoty Portugalii, Włoch, Hiszpanii oraz Irlandii (krajów PIIGS – świń, w żargonie bankierów). Dodatkowym czynnikiem osłabiającym euro były spekulacje niektórych funduszy co do złego stanu waluty, mogące przynieść im tą drogą setki milionów zysku. Innymi słowy, prognoza spadku wartości euro staje się proroctwem, którego spełnienie leży w interesie finansowej mafii. W grze „zdusić euro” wzięły również udział banki: Goldman Sachs, Bank of America-Merrill Lynch i londyński Barclays, mogące wzbogacić się na osłabieniu waluty. A wszystko to podczas jednej kolacji. Jak widać, niewiele trzeba garstce psychopatów, by sprowadzić niewypowiedziane cierpienie na miliony obywateli.
Informacje, które docierają do nas regularnie ze Strefy Gazy są pewnym symbolem upadku cywilizacji Zachodu oraz hipokryzji wartości, które ponoć reprezentują kraje rozwinięte. Palestyńczycy stali się bowiem ofiarami prawdziwego oblicza neoliberałów, którzy wyżej stawiają zysk oraz interesy z Izraelem od życia mieszkańców Palestyny. Wobec okrucieństwa i terroru izraelskich wojsk, subtelne reprymendy Zachodu pozostają zaledwie żałosnymi próbami ukrywania prawdy na temat getta stworzonego przez tych, którzy niegdyś sami byli uwięzieni w gettach.
Ostatnie komentarze
13 tygodnie 4 dni temu
13 tygodnie 6 dni temu
13 tygodnie 6 dni temu
25 tygodnie 3 dni temu
25 tygodnie 5 dni temu
33 tygodnie 4 dni temu
38 tygodnie 5 dni temu
38 tygodnie 6 dni temu
42 tygodnie 2 dni temu
43 tygodnie 2 dni temu