Palestyński kocioł i moralność Zachodu

Wersja przyjazna drukarkomWersja przyjazna drukarkom

flag.jpgInformacje, które docierają do nas regularnie ze Strefy Gazy są pewnym symbolem upadku cywilizacji Zachodu oraz hipokryzji wartości, które ponoć reprezentują kraje rozwinięte. Palestyńczycy stali się bowiem ofiarami prawdziwego oblicza neoliberałów, którzy wyżej stawiają zysk oraz interesy z Izraelem od życia mieszkańców Palestyny. Wobec okrucieństwa i terroru izraelskich wojsk, subtelne reprymendy Zachodu pozostają zaledwie żałosnymi próbami ukrywania prawdy na temat getta stworzonego przez tych, którzy niegdyś sami byli uwięzieni w gettach. Zresztą izraelskie służby nie wahają się nawet używać podrobionych paszportów krajów zachodnich, co udowodnili przy zabójstwie Mahmuda Al-Mabuha.

Materiałów dotyczących życia w Strefie Gazy oraz udokumentowanych represji wobec ludności palestyńskiej jest co niemiara. Wystarczy wejść tu albo obejrzeć te filmy, tudzież poczytać to, aby dowiedzieć się więcej. Aby być obiektywnym trzeba też potępić ataki terrorystyczne, którymi kieruje na przykład Hamas. Nie tylko nie pomagają one w sprawie, ale w dużej mierze szkodzą samym Palestyńczykom. Niemniej nawet owe ataki nie mogą usprawiedliwiać skali przemocy fizycznej oraz psychicznej, której poddani są na co dzień cywile ze Strefy Gazy.

Błędem jest myślenie, że przedstawiciele Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych czy takich krajów jak choćby Polska o tym nie wiedzą. Nie tylko wiedzą, ale zapewne wiedzą jeszcze więcej niż my. Wszakże politycy oraz zarządy korporacji mają to do siebie, że los niewinnych osób jest ostatnią pozycją na liście ich priorytetów. Izrael jest bowiem zbyt cennym partnerem biznesowym, aby ryzykować jego utratę. Podobne mechanizmy funkcjonują przy kontaktach z Rosją (kwestia Czeczenii) bądź Chinami (kwestia Tybetu). Kontrakty, umowy, przetargi, handel, profity - to wszystko jest cenniejsze aniżeli życie niszczonych społeczności. Toteż tak wspaniali piewcy wolności oraz równości jak Barrack Obama czy kanclerz Merkel chętnie wysyłają wojska do Iraku dla dobra demokracji, ale całkowitym przypadkiem w kwestii Palestyńczyków nie są już tak skorzy do jakichkolwiek działań. Kwestia palestyńska potwierdza więc to co udowodnił trwający kryzys gospodarczy. Tak jak skorumpowane elity finansowe, tak i elity polityczne są przeżarte zepsuciem i moralną gangreną. Zaś obłuda, którą emanują w swojej polityce przekracza wszelkie możliwe miary etyczne.

Przypadek Palestyny jest więc symboliczny dla nas mieszkańców krajów "demokratycznych", które biorą udział w krucjatach w Afganistanie czy Iraku. Dzięki wielu aktywistom (część z nich straciła nawet życie) mamy możliwość oglądać realne oblicze rządzących nami ludzi, zobaczyć to kim są nasi liderzy tam, gdzie nie możemy patrzeć im na ręce. Nasuwa się zatem jednoznaczny wniosek, że systemu, który tym kieruje nie da się naprawić, należy go po prostu zmienić, na nowo przekształcić wartości ludzkie tak aby priorytetem był człowiek. Ponadto jest szczególnie smutnym, a zarazem przerażającym, fakt że naród tak boleśnie dotknięty przez historię jest w stanie dopuszczać się tak straszliwych zbrodni.

Źródło