„Niekasuj.pl” to oddolna inicjatywa mieszkańców Wrocławia niezadowolonych z funkcjonowania transportu publicznego i komunikacji w mieście. Aby rozwiązać problemy najbardziej zakorkowanej metropolii w Polsce, proponują wprowadzenie darmowej komunikacji miejskiej, przekonując, że z powodu prostego rachunku ekonomicznego bardzo wielu użytkowników dróg przesiądzie się z samochodów do miejskich autobusów lub tramwajów. Przyniesie to znaczne oszczędności związane z nakładami na remonty dróg. Aktywiści „niekasuj.pl” przekonują mieszkańców Wrocławia jak i samorządowców, że każdy powinien móc decydować o kształcie budżetu miasta, że to ludzie a nie urzędnicy powinni decydować na co zostaną wydane ich podatki.

Jako formę protestu, domagania się wprowadzenia swoich postulatów proponują strajk lub „dyskretne” kasowanie. Jak sami piszą „Miasto doskonale wie jaki jest powód naszego sprzeciwu. Urzędnicy dobrze wiedzą, że mieszkańcy są niezadowoleni z niesprawnego i drogiego transportu miejskiego.26 października oficjalnie rozpoczęliśmy strajk, o który sami się prosili. Zbierz przynajmniej 10 zaufanych osób. Składajcie się co miesiąc po 10 zł. Jeśli ktoś zostanie złapany zapłaćcie w ciągu tygodnia (kwota nie narośnie) karę z zebranych składek. Jeśli będziecie musieli płacić mandat częściej niż raz w miesiącu podnieście składki do 20 bądź 30zł.
Na pewno proponowany przez nas system wyjdzie taniej niż kupowanie biletów, a miasto dostanie czytelny sygnał, że trwa strajk. Urzędnicy znają nasze żądania, więc będą wiedzieli w czym rzecz.”
Kampania Waszej inicjatywy trwa już od jakiegoś czasu, co do tej pory udało się osiągnąć?
Przede wszystkim zaangażowanie większej ilości ludzi i to jakby od początku było naszym głównym celem. Zaczynaliśmy tę kampanię dosłownie w kilka osób, pierwsze spotkanie organizacyjne odbyło się na Rynku, pod pręgierzem. W tej chwili szacuję, że nawet ludzie, których nigdy nie widzieliśmy na oczy, którzy nigdy się z nami w żaden sposób nie kontaktowali, zaangażowali się w tę kampanię, promując ją zupełnie niezależnie od nas. To tak naprawdę był nasz cel. Poza tym udało nam się jako tako zaistnieć w mediach, co było dla nas kwestią drugorzędną ale też powiedzmy liczymy na to, że przez to do pewnych ludzi dotarliśmy.
Na pewno dzięki temu wywarliśmy jakąś presję na władzę, to znaczy przez to, że o naszej kampanii zrobiło się w pewnym momencie głośno w mediach, władze zaczęły traktować nas poważnie i zaczęły się nas po prostu bać. Zaowocowało to jak na razie zaostrzeniem represji ze strony Urzędu Miejskiego wobec gapowiczów, co też jest pewnym efektem,
bo mam nadzieję, że ludzi to w pewnym momencie wkurzy i że dojdą do wniosku, że jest to głupota. To jest drugi cel, który udało się nam osiągnąć. No i wreszcie obecność, co jest dla mnie bardzo miłe, a mam nadzieję, że będzie to przynosić jakiś efekt, mianowicie coraz bardziej jesteśmy widoczni w mieście. Wlepek jest coraz więcej, pojawiają się murale, które też nie my robimy ale są jakieś składy, które się tym zajmują. Kiedy podchodzę do przystanku
i widzę na nim namazane markerem „niekasuj.pl” a wiem, że nie zrobiłem tego ani ja, ani ktokolwiek z inicjatorów tej akcji, tylko ktoś kto przeczytał o nas w internecie czy w gazecie,
no to jest oczywiście sukces. Udało nam się po prostu zaistnieć w świadomości ludzi.
Jako formę protestu proponujecie strajk - nie kasowanie biletów połączone z samodzielnym ubezpieczaniem się, zorganizowanych grup osób czy też tzw. „dyskretne kasowanie” biletów. Czy taki sposób działa? Czy nie jest zbyt utopijna wiara w jego skuteczność
Bardzo chciałbym poznać odpowiedź na to pytanie, w tę stronę będą zmierzać nasze kolejne działania. W tej chwili jesteśmy w okresie przegrupowania, wynika to też z tego, że mieliśmy inne ważne kampanie którymi musieliśmy się zająć. Bardzo chcielibyśmy nawiązać kontakt z ludźmi, którzy faktycznie podjęli strajk.
A myślę, że tak się stało. Nie wiem czy można wierzyć panu Wildowi, który jest wiceprezesem wrocławskiego MPK ale w rozmowie radiowej powiedział on, że 26 października (dzień rozpoczęcia strajku) spadła sprzedaż biletów. Nie wiem czy można w to wierzyć, czy był to tylko z jego strony chwyt marketingowy uzasadniający kolejne represje.
Lub kolejne podwyżki
Tak, masa jest tutaj różnych niewiadomych ale liczymy faktycznie, że ktoś zaczął strajkować albo jeśli dotychczas nie kasował to teraz nie kasuje z większym przekonaniem.
Kiedy wczoraj mówiłem znajomym, że będę wywiad przeprowadzał z Tobą, to zgodnie stwierdzili, że od dawna prywatnie prowadzą tę akcję.
Dokładnie. Na pewno chcieliśmy poprawić morale ludzi, którzy nie kasują, a po drugie nadać temu nie kasowaniu, takiemu codziennemu, wymiar polityczny. To znaczy powiedzieć jakie jest nasze konkretne żądanie, powiedzieć co proponujemy w zamian. Bo co?
Nie kasujemy i co?
Że nie jest to tylko nie kasowanie biletów, tylko, że stoi za tym jakaś idea i strategia?
Taki jest pomysł, natomiast wracając jeszcze do twojego pytania, chcielibyśmy bardzo żeby wszyscy ludzie, którzy podjęli strajk, którzy mają jakiekolwiek doświadczenia związane ze strajkiem, żeby się z nami kontaktowali. Na wszystkim materiałach, które kolportujemy, wydrukowaliśmy nasz email,nasz telefon.
Także proszę wszystkie ekipy niekasujące o kontakt żeby podzielić się informacjami. Myślimy też o forum internetowym, na razie zdania są podzielone, czy taka formuła byłaby dobra, ale chodzi o to, żeby stworzyć jakąś platformę wymiany doświadczeń. Np. czy 20 zł to jest dużo czy mało na taką składkę. Gdzie pojawiają się kanary? Z czym są problemy? Jak przebiegają formalności związane z uiszczaniem kar, itd. itd. To są wszystkie informacje techniczne, które po prostu pomogą innym strajkować. Dlatego chcielibyśmy żeby tymi informacjami się wymieniać. Jest pomysł taki żeby zakładać na twitterze, na blipie czy na innych serwisach mikroblogowych, kanały i np. oznaczać je hasztagiem „widziano kanara”.
Wymieniać się w ten sposób informacjami o najczęstszych miejscach kontroli albo o przebiegu strajku. Chodzi nam o to żeby ta informacja jakoś cyrkulowała, żeby to nie było tak, że my jesteśmy sekretariatem generalnym.
Rozumiem, że chodzi wam o oddolne organizowanie się. Tylko co zrobić z ludźmi, np. starszymi osobami, które niekoniecznie używają twittera, blipa. Jak dotrzeć do nich? Bo taka forma strajku może przekonywać ludzi młodych, a co z przysłowiowymi pracownikami, 50 cio letnimi pracowniczkami tesco na przykład? Jak dotrzeć do takich ludzi?
Robiliśmy 5 pikiet ulicznych, z transparentami, z rozdawaniem ulotek, z rozmawianiem z ludźmi przede wszystkim.
obiliście to na przystankach?
Tak. Były dwie pikiety na głównym przystanku na Nowym Dworze, jedna pikieta na przystanku na Psim Polu, była pikieta na placu pierwszego Maja, na tym powrotnym w stronę Kosmosu i Kozanowa. Była też akcja w rynku, przy okazji wejścia na obrady Rady Miasta. Także były cztery pikiety na przystankach, w dwóch przypadkach były zorganizowane na typowych osiedlach robotniczych. Psie Pole i Nowy Dwór, choćby po godzinach gdy jest tłok na przystankach można poznać, że większość ludzi pracuje w klasycznym systemie 6 – 14. Także to są, można powiedzieć tacy „zwykli” pracownicy, tak? Tak samo jeśli chodzi o powrotny przystanek na Maja, tu byli różni ludzie, ale też wielu „zwykłych” pracowników.
Nasza akcja spotykała się z bardzo dobrym odzewem u bardzo różnych ludzi. Z jednej strony to są ludzie młodzi, nawet też nastolatkowie ale z drugiej strony to również osoby starsze, często emeryci. Ludzie generalnie są wkurzeni, to jest fakt.
Też na korki i sytuację komunikacyjną w mieście, z którą ta akcja się wiąże.
Oczywiście, że tak. Są też wkurzeni na władzę. Są wkurzeni na to, że płacą podatki i nic nie dostają w zamian. Spotykaliśmy się z zupełnie spontanicznymi, nie sprowokowanymi przez nas wypowiedziami typu: „Kopnijcie od nas Tuska w dupę!”. Dużo krytycznych słów a propos prezydenta Dutkiewicza żeśmy się nasłuchali. Także w ludziach jest jakaś niezgoda i to nam się bardzo podoba, chcemy wyjść temu naprzeciw. Chcemy tylko zachęcić i pokazać co można robić. Ludzie do nas przychodzili z zupełnie innymi problemami, z tym, że np. do przedszkoli się nie można zapisać.
Okazuje się, że ludzie w różnym wieku, z różnych środowisk mają chęć działania. Natomiast w jaki sposób się organizować?
To jest dla nas problem, bo jednak najłatwiej jest współcześnie działać i publikować w internecie. Jeżeli chodzi o ludzi, do których nie możemy dotrzeć za pomocą internetu, pozostaje nam poczta pantoflowa, która jest dosyć dobrym sposobem. My zawsze dając komuś ulotkę a rozdaliśmy wydaje mi się kilka tysięcy już, liczymy, że nie zostaną wyrzucone. Mam nadzieję, że ona trafiła do mamy, siostry, córki, takiego człowieka. Liczymy na ludzi, którzy malują już tymi markerami, że oni też będą przekonywać swoich znajomych. Ale to jest trudna sprawa, zawsze są kanały komunikacji, których nie można przekroczyć. Wlepki też nie do każdego docierają.
Murale pojawiły się na Psim Polu, też nie przez nas robione, jakaś lokalna załoga musiała się sprawą zająć. Mamy nadzieję, że tymi różnymi kanałami będą informacje docierać. To nie jest też tak, że ludzie muszą realizować nasze pomysły.
Bardzo możliwe, że za miesiąc, i to będzie właśnie dzień naszego triumfu, powstanie strona z zupełnie innym pomysłem, który będzie lepszy i znajdzie więcej zwolenników. Może studenci czy licealiści zrobią swoją akcję na ten sam temat ale taką która będzie bardziej rozpropagowana od naszej. Jeżeli daliśmy jakiś impuls ludziom do przemyśleń i zmiany status quo to jest rewelacja.
Czy próbowaliście kontaktować się z pracownikami MPK we Wrocławiu. Jakoś ich wciągnąć w tę akcję? Wielu z nich zapewne odnosi się krytycznie co do funkcjonowania swojego zakładu pracy.
Sprawa jest prosta. Pracownicy MPK mają zakaz mówienia o swojej firmie, są w pewnym sensie sterroryzowani. Takie przynajmniej odnieśliśmy wrażenie. Próbowaliśmy kilkakrotnie różnymi kanałami kontaktować się z pracownikami MPK, również zaczepiając ich na irc’u, czyli w takiej dosyć intymnej przestrzeni. Okazywało się, że pracownicy MPK nie chcą rozmawiać o swojej firmie bo się boją. „Nie możemy mówić wprost jak jest w firmie”, „Nie reprezentujemy zarządu”, „Boimy się represji, czy zwolnienia”. Pracownicy MPK bodajże od trzech lat nie dostali podwyżek i również są niezadowoleni z sytuacji w firmie. Co więcej pracownicy MPK podjęli w trakcie trwania naszej akcji strajk, którego im zresztą już serdecznie gratulowaliśmy kilkoma drogami. Był to dziki strajk włoski, kierowców linii numer sześć.
Związany z absurdalnym pomysłem na przesiadanie się motorniczych i czekanie na kolejny tramwaj na pętlach?
Tak. To była oczywiście próba przerzucenia kosztów. Wydaje się, że nie trzeba nikomu tłumaczyć, że władze naszego miasta nie mają żadnego kompletnie sensownego pomysłu na komunikację publiczną Z jednej przerzuca się koszty usprawnienia MPK na pasażerów, zmuszając ich do płacenia coraz więcej za bilety no i przesiadek oczywiście. Z drugiej strony przerzuca się koszty na pracowników MPK, np. motorniczych. Jeszcze w sierpniu niektórzy kontrolerzy biletów byli zatrudnieni na umowę zlecenie i dostawali pieniądze „od połowu”. Nie wiem jak to teraz wygląda, bo sytuacja zmienia się bardzo dynamicznie. Coraz więcej inwestują w kontrolerów. Te pierwsze zwiększenie ilości kontrolerów z 12 do 25 ekip odbyło się kosztem pracowników po prostu.
A strajk na linii 6 polegał na dokładnym przestrzeganiu przepisów.
Okazało się wówczas, że komunikacja miejska nie jeździ, jeśli miała jeździć zgodnie z przepisami to tworzyły się takie opóźnienia, że władze się wycofały z pomysłu. To pokazuje, że pracownicy są niezadowoleni, co więcej, że nie chcą protestować drogami legalnymi, przy pomocy związków zawodowych (mają w zakładzie Solidarność). My popieramy walki pracowników MPK w 100%.
Dla nas najważniejsze jest stworzenie takiej wizji komunikacji publicznej, która będzie dobra, nie kosztem pasażerów, nie kosztem pracowników MPK, tylko będzie dobra, bo będzie priorytetem budżetowym dla miasta. Że miasto zamiast przeznaczać pieniądze na kolejne pierścienie obwodnicy, które tak naprawdę nie zmniejszą drastycznie ruchu, zamiast przeznaczać pieniądze na fontanny (chodzi o tę nową, która kosztowała podatników 20 mln zł - przyp.red) i inne duperele skoncentruje się na komunikacji miejskiej.
A co z kontrolerami, tzw. kanarami? To też pracownicy. Niekasuj.pl jest wyraźnie skierowane przeciwko nim. Na portalu nasza-klasa Wasz profil nazywa się „Anty Kanar”. Czy po ewentualnym sukcesie kampanii kontrolerzy musieliby się przekwalifikować?
Szczerze ci powiem, że nawet nie wiedziałem, że tak się nazywa ten profil na naszej klasie, ponieważ nie ja go zakładałem i nigdy nie prowadziłem. Zasada jest prosta – my nigdy nie atakujemy personalnie ludzi, atakujemy funkcje systemu. My nie jesteśmy przeciwnikami kontrolerów, którzy prywatnie mogą być złotymi ludźmi. My jesteśmy przeciwnikami kontroli biletów, przeciwnikami zdzierania ze zwykłych ludzi pieniędzy których bardzo często nie mają. Uważamy, że transport powinien być darmowy, ponieważ i tak sponsoruje go społeczność.
Transport miejski jest chyba dotowany z budżetu miejskiego?
2/3 sumy jest i tak dopłacane z naszych podatków , to są również podatki osób, które nie kasują biletów, a później płacą kary. Tymczasem kierowcy jeżdżą za darmo po drogach i nie płacą żadnych kar. Uważamy po prostu, że instytucja kontrolera biletowego czy kanara jest szkodliwa, co nie znaczy, że mamy coś przeciwko kontrolerom jako osobom, że chcemy ich bić czy wypychać z tramwajów, opluwać. Nie, absolutnie nie popieramy takich działań. Naszym zasadniczym celem jest doprowadzenie do bezpłatnego transportu, co oczywiście spowoduje, że kontrolerzy stracą pracę. Bardzo bym chciał żeby instytucje pośrednictwa pracy w tym kraju działały tak żeby oni tę pracę znaleźli spokojnie bez kłopotu, tak jak każdy zwalniany pracownik powinien otrzymać możliwość szybkiego i łatwego zatrudnienia.
Niestety to tak nie działa. Gdybyśmy mieli bronić wszystkich pracowników, również szkodliwych społecznie zawodów, tylko dlatego, że stracą oni pracę to nic nie moglibyśmy zrobić. Wszystkie funkcje tego systemu, które są funkcjami patologicznymi, takie jak wciskanie ludziom na chama towaru, którego nie potrzebują, wymyślne sposoby kontroli pracowników w fabrykach, to wszystko musielibyśmy zostawić w imię tego, że to komuś daje pracę. Musimy powiedzieć wprost – tak, jesteśmy za likwidacją tego zawodu, mamy nadzieję, że wszyscy byli kontrolerzy będą mogli zatrudnić się gdzie indziej. Mamy nadzieję, że jako Związek Syndykalistów Polski przyjdzie nam kiedyś zrobić akcję żeby władze zatrudniły kontrolerów na innych stanowiskach.
Lokalne media pisząc o Waszej inicjatywie natychmiast przywoływały głosy tzw. „ekspertów”, którzy zawzięcie krytykowali pomysł darmowej komunikacji miejskiej.
Naszym celem od początku była demokratyzacja debaty dotyczącej transportu miejskiego. Chodzi o to aby w debacie zabrało głos jak najwięcej ludzi. Wszelka debata publiczna we Wrocławiu to jest debata pomiędzy „dworem Dutkiewicza” i mediami. I to jest koniec. Ewentualnie jakiś jeden czy drugi profesor, gdzieś tam puszczony z boku się odezwie. Ja byłbym zachwycony gdyby doszło do takiej prawdziwej demokratycznej wymiany poglądów między pasażerami, między szeregowymi pracownikami MPK. Oczywiście moim ideałem zarządzania miastem byłby wiec. Oczywiście nie organizowany przy każdej okazji. Jestem zwolennikiem demokracji bezpośredniej i uważam, że głos każdego obywatela się liczy.
Czy to pracownika MPK, czy emerytki czy właściciela zieleniaka, najlepiej nie zatrudniającego pracowników najemnych. (śmiech)
I nie na czarno.
I nie na czarno oczywiście. Każdy taki głos jest dla mnie ważny, uważam, że wszystkie te głosy powinny być brane pod uwagę. Powinna być swobodna możliwość debaty, bo dobry pomysł może się zrodzić w głowie każdego, niekoniecznie profesora.
Lub specjalisty z Gazety Wyborczej.
Tak, tudzież ludzi, którzy są opłacani żeby w tym mieście się nic nie zmieniło.
Ludzi, którzy mają z góry założony swój neoliberalny projekt ideologiczny.
Ślad tych projektów można znaleźć praktycznie w każdym dokumencie miejskim i mają one konkretny cel – uczynienie z Wrocławia miasta dla bogatych. Taki jest główny cel polityki Dutkiewicza i jego dworu. No i niestety to widać. Na przykład głosy osób, które jeżdżą komunikacją miejską są nieważne, ważne są głosy kierowców.
Na blogu piszecie o kolejnych miastach wprowadzających darmowy transport publiczny. Czy mógłbyś powiedzieć o nich coś więcej?
Są dwa miasta w Europie Zachodniej o których wiemy na pewno, że tam jest transport w 100% darmowy belgijskie Hasselt i francuskie Campion. W jaki sposób to tam wywalczono? Czy poprzez kampanie podobne do Waszej?
Nie. W obu miastach była to inicjatywa samorządowców tamtejszych, nawiasem mówiąc sfinansowana przez Unię Europejską.
My nie chcemy podpowiadać naszym samorządowcom, co powinni robić. Tak długo jak my nie zarządzamy budżetem w sposób bezpośredni, to to jest tak naprawdę poniekąd ich sprawa skąd wygospodarują pieniądze na społeczne potrzeby. Ale prawda jest taka, że skoro Hasselt i Campion dostały dotacje, bardzo możliwe, że Wrocław też by dostał. To że Wrocław startuje w takich a nie innych projektach unijnych, dotyczących właśnie fontann, czy dróg dla samochodów, to jest kwestia wyboru władz miasta,
a nie mieszkańców. Innym miastem gdzie w strefie centralnej jest transport darmowy jest Brno. Również był to pomysł samorządowców. Sam pomysł kas oszczędnościowych na wypadek zatrzymania przez kontrolera biletowego jest pomysłem szwedzkim,
w Sztokholmie istnieją grupy samopomocowe, które ubezpieczają się w ten sposób już od wielu lat. Kiedy oni wywalczą darmowy transport trudno mi powiedzieć, zobaczymy kto będzie pierwszy.
Tekst: PPS
Organ 8 - Prasowy CRK
Komentarze
Chyba źle trafiłem
Kogo wy tu promujecie? Zamiast walczyć z uciskiem podatkowym propagujecie wyzysk kierowców autobusów! Czy anarchizm zakłada, że władza będzie się opiekować ludźmi? Że będzie ich "za darmo" wozić, albo remontować drogi?
Mam wrażenie, że "lewicowy" anarchizm to po prostu komunizm.
to zależy...
Jeśli chodzi o jazdę za darmo autobusem, to nie jest to dogmat ale postulat, który ma swoje dobre i złe strony, choć moim zdaniem najsłabszą stroną tego postulatu jest fakt, że wciąż żyjemy w tak przestarzałym i dysfunkcjonalnym systemie jakim jest kapitalizm.
Skoro masz wrażenie "że "lewicowy" anarchizm to po prostu komunizm" znaczy, że jesteś zielony w temacie, więc zanim zaczniesz się wypowiadać na konkretne tematy radziłbym nadrobić zaległości, zwłaszcza, że nawet na łamach naszego portalu pisaliśmy już o tym nie raz:
http://www.anarchista.org/search/node/komunizm
A to, czy dobrze, czy źle trafiłeś, zależy od tego, czy jesteś w stanie obiektywnie odnieść się do odmiennego światopoglądu.
Ps Anarchizm od samego początku był na wskroś lewicowy a jego dzieje były nierozerwalnie złączone z działaniami mas ludowych walczącymi o wolność, równość i sprawiedliwość społeczną. Z kolei powstanie czegoś takiego jak prawicowy anarchizm jest jedynie dowodem na bardzo niski poziom kultury walki politycznej na prawicy, która co rusz przywłaszcza sobie postulaty lewicy, by ogłupić ludzi i w ostatecznym rozrachunku zdyskredytować lewicowe postulaty, podobnie jak to miało miejsce z "narodowym socjalizmem" itp. Tu polecam artykuł:
http://www.anarchista.org/narodantifa