Być czy nie być konformistą?

Wersja przyjazna drukarkomWersja przyjazna drukarkom

crass logo1.png W powszechnym odczuciu konformizm ma raczej pejoratywne zabarwienie, jest kojarzony z rezygnacją z wyższych wartości i podporządkowaniem się, w celu zaspokojenia niskich pobudek. Z kolei postacie, które nie podporządkowały się presji otoczenia, czy autorytetu i podążały ścieżką wyznawanych przez siebie wartości, uważane są często za bohaterów i zasługują na uznanie. Lecz chociaż ich postępowanie z perspektywy czasu zasługuje na podziw i pochwałę to jednak bezpośrednie reakcje ich otoczenia nie są bynajmniej pozytywne. Nonkonformista dopiero, po upływie dłuższego czasu od swego nonkonformistycznego czynu, może zbierać pochwały historyków lub stać się bożyszczem literatury i filmu, lecz doraźnie nie cieszy się zazwyczaj poważaniem i sympatią.
Widzimy tu ewidentną rozbieżność pomiędzy deklarowanym a faktycznym stosunkiem współcześnie żyjących ludzi do zjawiska konformizmu...

By dojść do źródła owej niekonsekwencji i wykazać wynikające z tego faktu konsekwencje, zdefiniujmy sobie wpierw słowo konformizm. Prof. Eliott Aronson definiuje go jako: „Zmianę zachowania lub opinii danej osoby spowodowaną rzeczywistym lub wyobrażonym naciskiem ze strony jakiejś osoby lub grupy ludzi”. Tak więc analogicznie nonkonformistami możemy nazwać ludzi nie ulegających wpływom autorytetów, grup, społeczeństw, czy szeroko pojętego systemu.

alter.jpg

Obecnie możemy zaobserwować typowo nonkonformistyczne zachowania m.in. wśród działaczy związanych z ruchem alterglobalistycznym. Mówi się o nich zazwyczaj podczas szczytów globalnych instytucji jak ostatnie G20 w Londynie, czy szczyt NATO w Strasburgu. Kontrowersyjne działania niektórych członków ruchu jak niszczenie korporacyjnych posiadłości, walka z policją, czy próby przerwania obrad, przyciągają uwagę mediów, które skupiają się przede wszystkim na pokazywaniu płonących budynków, z rzadka wspominając o przyczynach tych „aktów wandalizmu”, będących desperacką próbą zwrócenia uwagi na niecierpiące zwłoki problemy, jak: klęska głodu na bezprecedensową w historii ludzkości skalę, będąca skutkiem kolonialnych i postkolonialnych praktyk krajów wysoko rozwiniętych i ich korporacji; degradacja środowiska w tym przede wszystkim wycinanie lasów równikowych, których brak może okazać się tragiczny w skutkach; coraz większy wpływ na każdy aspekt naszego życia potężnych, ponadnarodowych korporacji, które będąc instytucjami całkowicie niedemokratycznymi stawiają sobie za jedyny cel jak najszybsze i jak największe zyski, nawet za cenę znacznego pogorszenia się standardu życia (łącznie ze śmiercią głodową i śmiertelnymi chorobami) osób żyjących w obszarze działań korporacji.
Alterglobaliści, których działania bynajmniej nie ograniczają się do aktów "wandalizmu" dążą do przeforsowania rozwiązań korzystnych dla możliwie jak największej grupy ludzi na świecie a nie tylko, jak to było dotychczas, dla bardzo wąskiej grupy elit finansowych…
Jednak w związku z destruktywnym wizerunkiem kreowanym w mediach, alterglobaliści uznawani są za niebezpiecznych dewiantów, są marginalizowani i odsuwani od dyskusji publicznych. A podczas dyskusji na ich temat nie trudno spotkać się z opiniami, że policja w walce z nimi powinna używać wszystkich możliwych środków.

I tu docieramy do wspomnianej wcześniej niekonsekwencji.
Przecież podobne pobudki, wartości, postulaty i działania przyświecały też innym nonkonformistycznym aktywistom w przeszłości… I tak np.: Izolacjoniści amerykańscy, których słynna herbatka bostońska (wyrzucenie do morza ładunku herbaty należącej do kompanii wschodnioindyjskiej) uznawana jest dzisiaj jako bohaterski czyn w drodze do wolności amerykanów. Podobnie było z Gandhim który nawoływał do obywatelskiego nieposłuszeństwa i niepłacenia podatków na rzecz korony brytyjskiej, co doprowadziło do dekolonizacji tamtego regionu. Czy krwawe walki z policją i rasistami w latach 60, które wymusiły zmianę amerykańskiego ustawodawstwa dzięki czemu, ktoś kto jeszcze 50 lat temu nie mógł siedzieć w jednej części autobusu z białym dzisiaj jest prezydentem tego kraju.
Jak widzimy z czasem historia rozgrzesza wielu buntowników, jednak o tym, czy tak się stanie decyduje przede wszystkim jedna rzecz i nie chodzi tu wcale o to, czy ich walka była słuszna czy nie. Dzieje się tak, gdy ów buntownicy lub ich naśladowcy w przyszłości przeforsują, chociaż część postulowanych przez siebie zmian, co pozwoli docenić konformistom wartość owej walki.
Potwierdzenie faktu, że większość ludzi w życiu codziennym przychyla się bardziej do postaw konformistycznych niż nonkonformistycznych, można znaleźć w wynikach badań Stanleya Schachtera.
W eksperymencie brało udział 9 uczestników, przy czym sześciu z nich było prawdziwymi badanymi, a trzech - płatnymi pomocnikami eksperymentatora. Każdy z pomocników odgrywał jedną z trzech ról: osoby „modalnej”, która zajmowała stanowisko zgodne z przeciętnym stanowiskiem prawdziwych studentów; „dewianta”, który zajmował stanowisko diametralnie przeciwne w stosunku do ogólnej orientacji grupy; oraz osoby „nawróconej”, która początkowo zajmowała podobne stanowisko jak „dewiant”, lecz w trakcie dyskusji stopniowo przechodziła na stanowisko przeciętne, zgodne z poglądami większości grupy. Wyniki wykazały wyraźnie, że osobą najbardziej lubianą była osoba „modalna”, czyli ta która mówiła to co wszyscy pomijając skrajne wypowiedzi. Z kolei naj mniej lubiany był „dewiant”.
Jak widzimy grupa skłonna jest bardziej lubić konformistów niż nonkonformistów.

Powstaje więc pytanie dlaczego ludzie tak lubią podporządkowywać się i unikają dewiantów, jednocześnie twierdząc co innego?
Dzieje się tak ponieważ przeświadczenie, że to my podejmujemy decyzje a nie ktoś inny za nas podtrzymuje w nas poczucie własnej wartości i indywidualizmu. Z kolei zachowania dewianta, nawet jeśli słuszne i właściwe, zazwyczaj niosą za sobą problemy, komplikacje a nieraz nawet niebezpieczeństwo dla tych, którzy przejmują takie postawy. Poza tym żeby zaakceptować punkt widzenia nonkonformisty, trzeba najpierw wyzbyć się, lub przemodelować swój, co skutecznie utrudnia duma i tzw. zasada skąpca poznawczego (głosząca, że jednostka w poznawaniu świata idzie po najmniejszej linii oporu i nie lubi wysiłku intelektualnego). Z drugiej strony zasada, że jakieś zachowanie jest poprawne o tyle, o ile inni również tak postępują, jest zwykle całkiem rozsądna. Trzymając się jej jesteśmy w stanie szybciej podejmować decyzje. Jednak ta cecha reguły społecznego dowodu słuszności stanowi zarówno o jej sile, jak i słabości. Reguła ta dostarcza nam wygodnej "drogi na skróty" przy podejmowaniu decyzji, jak należy postąpić. Czyni nas ona jednak podatnymi na manipulacje tych, którzy chcą tę regułę - i nas - wykorzystać.

Społeczny dowód słuszności

Robert B. Cialdini nazywa to zjawisko społecznym dowodem słuszności. Najprostszym tego przykładem jest tzw. śmiech z puszki, czyli natrętny odgłos śmiechu, który towarzyszy większości seriali komediowych. Tutaj dowcip polega na tym, że mimo iż denerwuje nas sztuczny śmiech to jednak dla większości ludzi, odczucie śmieszności materiału zwiększa się, gdy towarzyszy mu nawet wyraźnie sztuczny śmiech.
W przypadku śmiechu z puszki, problem polega na naszym reagowaniu na społeczny dowód słuszności w sposób tak bezrefleksyjny i odruchowy, że dajemy się zwieść dowodom niepełnym lub całkiem pozornym. Nasza nieroztropność polega nie na posługiwaniu się śmiechem innych przy decydowaniu o tym, co jest śmieszne.
Ten mechanizm jest tak silny, że wszelkiego rodzaju sprzedawcy są instruowani, by jak najczęściej nadmieniali o innych klientach, którzy zakupili już dany produkt. Zgrabnie ujął to Cavett Roberts, konsultant handlowy, w swojej instrukcji dla uczących się zawodu sprzedawcy: "Ponieważ 95% ludzi to imitatorzy (naśladowcy), a tylko 5% to inicjatorzy, większość ludzi bardziej przekonuje postępowanie innych, niż jakikolwiek dowód jakości produktu, który moglibyśmy im przedstawić". Ta zasada wykorzystywana jest zarówno w polityce jak i w sprzedaży bardziej konwencjonalnych produktów. I tak np.: wszyscy wiemy że Coca-Cola to najlepszy napój a kapitalizm to najlepszy system finansowy. To jak perfidnie jesteśmy do tego przekonywani doskonale obrazuje następujący film:

Jest to przykład narastającego problemu, który zbyt długo był ukrywany, choć nęka niemal cały zglobalizowany świat. Cialdini nazywa to zjawisko inwazją konsumentów z Marsa. W swojej książce radzi on: kiedykolwiek sam napotkasz taką próbę wpłynięcia na ciebie za pomocą naciąganych dowodów, powinien odezwać się w nas alarm z instrukcją: "Uwaga! Uwaga! Fałszywy dowód społeczny. Wyłączyć tymczasowo automatycznego pilota". Działanie nie musi ograniczać się jedynie do oczywistego zignorowania fałszywej informacji. Musimy też w obronie własnej przystąpić do aktywnego kontrataku, starając się użądlić tych, którzy dopuszczają się fałszowania dowodów społecznych…
Reguła ta jest wykorzystywana również w celach terapeutycznych. Np. Albert Bandura, który skonstruował wiele metod służących eliminowaniu niepożądanych zachowań, wykazał że ludzie cierpiący na fobie mogą w zadziwiająco prosty sposób zostać z nich wyleczeni. W jednym z badań Bandury i jego zespołu, cierpiące na silny lęk przed psami dzieci oglądały przez 20 minut dziennie chłopca wesoło bawiącego się z psem. Pomimo prostoty tego zabiegu, już po czterech dniach jego program badawczy wykazał, że nawet coś tak osobistego, jak siła odczuwanego bólu, pozostaje pod wpływem zasady społecznego dowodu słuszności. W jednym z tych badań wykazano na przykład, że osoby mające okazję obserwować innego człowieka dzielnie znoszącego ból wywołany szokami elektrycznymi, same odczuwały słabszy ból, co wykazały nie tylko ich subiektywne oceny, ale również psychofizyczne miary wrażliwości czuciowej, elektrycznego przewodnictwa skóry czy tempa akcji serca. Jednak w ten sposób dzieci uczą się nie tylko pozytywnych, ale i negatywnych zachowań. Wyniki dobrze kontrolowanego eksperymentu, wykonanego przez Roberta Lieberta i Roberta Barona w 1972 r. są mocno niepokojące. Jedna grupa dzieci oglądała program telewizyjny przedstawiający wzajemną, zamierzoną agresję ludzi, podczas gdy inna grupa oglądała film kontrolny z wyścigami konnymi. Po obejrzeniu filmu dzieci z pierwszej grupy ujawniały znacznie więcej agresji w kontaktach z rówieśnikami niż dzieci z grupy drugiej. Dotyczyło to obu płci i obu badanych grup wiekowych (5-6-latkowie i 8-9-latkowie). Ponadto w innych badaniach wykazano, że agresywne modele wpływają na agresję mężczyzn, kobiet, dzieci, jak i dorosłych; wpływają na zachowanie i w laboratorium, i poza nim; i uczą agresji bez względu na to, czy model jest postacią z filmu rysunkowego czy osobą realną, i czy agresja jest odosobnionym aktem, czy częścią skomplikowanej fabuły, na przykład kryminalnego serialu telewizyjnego.

Społeczny dowód słuszności w służbie wiary

Ciekawym aspektem społecznego dowodu słuszności jest kwestia umacniania wiary dzięki niemu.
Trzej psychologowie - Leon Festinger, Henry Riecken i Staniey Schachter, postanowili zbadać procesy zachodzące w młodych ruchach religijnych. Wybrali metodę obserwacji uczestniczącej, a ich obiektem badawczym była apokaliptyczna sekta z Chicago. Metoda ta pozwoliła im uzyskać bogaty i bezpośredni wgląd w rozwój rozgrywających się w grupie wydarzeń przed i po dniu prorokowanego przez nich kataklizmu. W okresie poprzedzającym dzień zagłady i zbawienia badacze zaobserwowali, że poziom zaangażowania wyznawców w te wierzenia był bardzo wysoki. Świadczyło o tym podejmowanie różnych nieodwracalnych kroków: rzucali prace, kursy, odcinali się od przyjaciół etc. Drugim zjawiskiem, jakie uderzyło badaczy, była dziwna bierność grupy w pozyskiwaniu nowych wyznawców, poprzestając jedynie na kontaktach z tymi, którzy i tak już wierzyli.
Unikano też wszelkiego rozgłosu do tego stopnia, że gdy rozeszła się wiadomość o usunięciu z pracy jednego z członków sekty ci grozili zaciekawionym dziennikarzom postępowaniem sądowym za naruszenie ich prywatności.
Jednak tuż po niedoszłym końcu świata ich nastawienie zmieniło się diametralnie. W ciągu kilku godzin zmienili się z powściągliwych i sekretnych strażników słowa, w fanatycznych jego głosicieli. To jednak nie pomogło i wkrótce sekta się rozpadła.

Dlaczego wybrali tak niesprzyjający moment na krzewienie swojej wiary?
Dzieje się tak, gdyż ludzie ci uzmysławiają sobie, że wiara jest im po prostu potrzebna, dlatego zaczynają rozpaczliwie szukać czynników pozwalających im pozostać przy wierze. W takich przypadkach jedyny dowód, jaki zazwyczaj zostaje członkom sekty na to, że ich wiara ma sens jest wiara innych. Więc narażenie się na publiczną śmieszność i pogardę ze strony niewierzących staje się bezwzględną koniecznością, ponieważ pozyskanie nowych wyznawców stanowi jedyną nadzieję uzyskania nowych dowodów słuszności własnych wierzeń.
Jednak nie wszystkie sekty głoszące koniec świata rozpadły się w ten sposób. Jeżeli udawało im się pozyskać nowych wyznawców, a dzięki temu i dowody prawdziwości głoszonych wierzeń, udawało się im także przetrwać. Na przykład, kiedy rok 1533 nie przyniósł końca świata zapowiadanego przez holenderskich anabaptystów, rozwinęli oni niesłychanie intensywną kampanię misyjną, nawracając dwie trzecie mieszkańców holenderskich miast na swoją wiarę. Dopiero silne represje związane z kontrreformacją zdołały ich powstrzymać i w końcu unicestwić.

Obezwładniający konformizm

Klasycznym i szeroko komentowanym w dziennikarskich, politycznych i naukowych kręgach była historia zabójstwa mieszkanki Nowego Jorku, Catherine Genovese. Otóż przez ponad pół godziny 38 szanowanych i respektujących prawo obywateli Queens przyglądało się człowiekowi mordującemu kobietę na Kew Gardens. Dwukrotnie wystraszyły mordercę głosy i widok światła zapalanego w oknach. Jednak za każdym razem powracał, odnajdywał ranną kobietę i ponownie ranił ją nożem. Nikt nie zrobił nic by pomóc ofierze, jedna osoba zatelefonowała tylko na policję, ale nic to nie pomogło gdyż ofiara zmarła zanim policja przyjechała.
Przyciągnęło to uwagę dwóch nowojorskich psychologów, Bibba Łatanego i Johna Darleya. Zanalizowali oni dostępne relacje o tym wydarzeniu i sformułowali wyjaśnienie: Trzydziestu ośmiu świadków zdarzenia nie zareagowało na nie właśnie, dlatego, że było ich aż tak wielu!
Latane i Darley stwierdzili, że szanse udzielenia pomocy przez świadków jakiegoś wypadku maleją, jeżeli są oni w towarzystwie innych świadków. Ludzie myślą w takim przypadku może ktoś inny zadzwoni po policję, albo już to zrobił, może ktoś inny jest bardziej kompetentny do udzielenia pomocy, lub „a jeśli nie bez powodu reszta nie reaguje a ja o czymś nie wiem”, czyli mówiąc ogólnie nikt nie zareagował dlatego że nikt nie chciał, czy nie wiedział jak się wyłamać spośród biernego tłumu.
Nie bez znaczenie jest tu również fakt iż ludzie tak przywykli do faktu życia w wysoce wyspecjalizowanym społeczeństwie, w którym do wykonania najzwyklejszych czynności potrzebny jest odpowiedni specjalista, że gdy trzeba było wykazać ludzki odruch pomocy, nikt nie czuł się kompetentny.

Powstaje jednak pytanie, czy zawsze społeczny konformizm działa tak samo mocno a jeśli nie to, co ma na to wpływ?
Badaniem tego zagadnienia zajmowali się w 1968 r. Homstein, Fisch i Holmes, którzy umieszczali "zagubione" portfele w różnych miejscach Manhattanu i obserwowali, co z nimi uczynią znalazcy. Każdy portfel zawierał parę dolarów, czek na niewielką sumę oraz różne dokumenty zawierające nazwisko i adres "właściciela". Zawierał też list do właściciela napisany przez rzekomego pierwszego "znalazcę", dzięki któremu stawało się jasne, że obecny znalazca jest już drugim znalazcą rzeczonego portfela. Ów pierwszy "znalazca" pisał, że cieszy się z tego, iż może właścicielowi odesłać jego zgubę.
pierwszy znalazca był albo podobny, albo niepodobny do „przeciętnego Amerykanina”.
Badanie to wykazało rolę identyfikacji z osobą wywierającą na nas wpływ, na skuteczność we wzbudzaniu naśladowczych zachowań. Podczas gdy w wersji "przeciętnego znalazcy" aż 70% rzeczywistych znalazców szło w jego ślady i odsyłało portfel właścicielowi, w wersji znalazcy nietypowego postąpiło tak jedynie 33% znalazców rzeczywistych. Wskazuje to na istotne ograniczenie reguły dowodu społecznego.

Jak fałsz staje się społecznie przyjętą prawdą

Mimo wyraźnych ograniczeń reguła społecznego dowodu słuszności, może z powodzeniem być wykorzystywana w skali makro. Tak się dzieje zazwyczaj gdy rządy dążą do maksymalnej unifikacji jednostek w państwie. Dzięki temu rządzący sprawiając pozory różnorodności przekazów medialnych lecz jednomyślności w kluczowych dla systemu sprawach mogą przekonać społeczeństwo do najbardziej absurdalnych poczynań. Jak ujął to Goebbels:
„Szare masy społeczeństwa są zwykle znacznie bardziej prymitywne niż sobie
wyobrażamy. Propaganda musi zatem być przede wszystkim prosta i powtarzania
wielokrotnie. Na dalszą metę ten tylko osiągnie podstawowe rezultaty w oddziaływaniu
na opinię publiczną, kto potrafi sprowadzić problemy do najprostszej
postaci, i kto ma odwagę, żeby zawsze powtarzać je w tej uproszczonej formie,
pomimo sprzeciwów intelektualistów".
Według Goebbelsa powtarzanie prostych komunikatów, obrazów i sloganów tworzy naszą wiedzę o świecie, określając, co jest prawdą i ustalając, jak powinniśmy przeżyć nasze życie.
Seria przeprowadzonych niedawno eksperymentów potwierdza trafność spostrzeżeń Goebbelsa - powtarzanie jakiejś informacji zwiększa jej postrzeganą prawdziwość. W eksperymentach tych uczestnikom przedstawiano twierdzenia takie jak „Leonardo da Vinci miał jednocześnie dwie żony" i „Tybet, którego powierzchnia wynosi 1,2 miliona kilometrów kwadratowych, zajmuje jedną ósmą całkowitego obszaru Chin". Niektóre z tych twierdzeń były powtarzane wielokrotnie. Oto wyniki: uczestnicy tych badań oceniali powtarzane twierdzenia jako bardziej „prawdziwe" niż twierdzenia nie powtarzane.
Niepokojącym jest fakt iż techniki te nie przestały być stosowane wraz z upadkiem nazizmu lecz są wciąż wykorzystywane przez przemysł Public Relations, do przemycania fałszywych faktów i obietnic. Doskonałą ilustracją do tego zjawiska jest poniższy fragment filmu „Stawiamy na kryzys”:

Oczywiście w systemie demokratycznym, takie kreowanie fałszywych obrazów rzeczywistości nie wytrzymują konfrontacji z rzeczywistością i mogą w skrajnych przypadkach doprowadzić do impeachmentu skompromitowanego władcy. Jednak gdy odpowiedzią na kłamstwo jest kolejne kłamstwo bez wyraźnych głosów sprzeciwu, takie zakłamane błędne koło może trwać niemal w nieskończoność. Doskonały opis efektu takiego działania można znaleźć we wspomnieniach Alberta Speera (jednego z głównych doradców Adolfa Hitlera). W swych wspomnieniach opisuje on otoczenie Hitlera jako całkowicie konformistyczne: żadne odchylenia nie były dozwolone. W takiej atmosferze nawet najbardziej barbarzyńskie poczynania wydawały się racjonalne, gdyż brak różnicy zdań stwarzał złudzenie jednomyślności, przez co każdemu o wiele trudniej było wziąć pod uwagę inne alternatywy.
Najbardziej znane badania nad tym zjawiskiem z poziomu grupy wywierającej nacisk prowadził Solomon Asch:
W eksperymencie brało udział 4 uczestników, w tym jedna osoba badana i trzech pomocników eksperymentatora.
Zadaniem osoby badanej było porównanie wyświetlanego odcinka X do docinków A, B, C i powiedzeniu do którego jest on najbardziej zbliżony długością.
ash.jpg
Osoba badana odpowiadała jako ostatnia. Badanie z pozoru wydaje się banalne, schody zaczynają się dopiero, gdy po kolejnych seriach kiedy wszyscy byli jednomyślni, nagle poprzednicy mówią, że: najbardziej zbliżone do X jest np. C a osoba badana wie że to było np. B… I co wtedy robi?
Biorąc pod uwagę wszystkie odpowiedzi, stwierdzono, że przeciętnie 35 % ogółu odpowiedzi było zgodnych z niepoprawnymi ocenami podawanymi przez wspólników Ascha. Czyli w sytuacji, gdy dowody są ewidentne i osobie odstającej od grupy nie grozi żadna kara za dewiację, to i tak jest 35% prawdopodobieństwo, że podporządkuje się większości. To daje do myślenia np. jeśli chodzi o rolę mediów w odzwierciedlaniu rzeczywistości i jak potężnie oddziałuje fakt marginalizacji i przemilczania pewnych faktów, czy opinii, co daje poczucie, że wszyscy sądzą tak samo więc „widz” myśli sobie „co ja będę się wychylał”. Jaskrawym acz kontrowersyjnym przykładem na to zjawisko „atak terrorystyczny na stany zjednoczone” 11.IX.2001 r. W oficjalnej wersji podanej przez kanały rządowe i powtarzane wielokrotnie w mediach podano, że w pentagon oraz dwie wieże WTC uderzyły porwane przez Alkaidę samoloty. Pożar wywołany przez samoloty spowodował zawalenie się wież WTC 1 i 2 a szczątki spadających budynków doprowadziły do pożaru w WTC 7 wskutek czego ten również runął. Jednak z tą wersją nie zgadza się aż 46 procent amerykanów. Zakładam że wszyscy znamy uzasadnienia dla wersji oficjalnej gdyż była ona wystarczająco często powtarzana, by dotrzeć nawet do osób, które nie korzystają z żadnego typu mediów. Skupmy się więc na zastrzeżeniach do tej wersji:
1) Jest bardzo mało prawdopodobne, by niedoświadczony pilot małych awionetek wykonał, Boeingiem 757 z pasażerami na pokładzie, manewr okrążenia 310 stopni, przy jednoczesnej redukcji wysokości i prędkości z 460 węzłów do 120 węzłów. W kręgach pilotów ma miejsce dyskusja, czy taki manewr w tych warunkach jest w ogóle wykonalny.
2) Dziura w pentagonie zaraz po zderzeniu była niemal dwukrotnie mniejsza od wielkości Boeinga 757.
3) Zaraz po wybuchu skonfiskowano nagrania wideo ze wszystkich budynków znajdujących się w pobliżu pentagonu i upubliczniono jedynie pięć klatek, na których widzimy jedynie smugę pozostawiona przez lecący obiekt, który jest zasłonięty przez budynek, oraz moment wybuchu, co nie jest żadnym dowodem na uderzenie rejsowego samolotu pasażerskiego w pentagon.
4) Wytłumaczenie, że nie znaleziono tytanowych części samolotu, gdyż te wyparowały jest absurdalne, gdyż temperatura topnienia tytanu to 1688 stopni Celsjusza przy czym maksymalna temperatura spalania paliwa samolotowego to 1120 stopni Celsjusza, którą osiąga ono po 40 minutach.
5) W wieżach WTC 1 i 2 znajdowało się 47 pionowych kolumn zbrojeniowych o grubości 90/40 cm każda, dzięki czemu nawet gdyby parę z nich uległo zniszczeniu przez samolot, wtedy budynek w najgorszym wypadku przechyliłby się lub nawet złamał, lecz jest fizyczną i techniczna niemożliwością, by runął pionowo bez uprzedniego pozbycia się stalowej konstrukcji z dolnych kondygnacji.
6) Budynki te były zaprojektowane tak, by wytrzymać trzęsienie ziemi, bombardowanie, czy uderzenie samolotu. Miały na to odpowiednie atesty w tym ASTM E119.
7) Zawalenie się dwóch 110 piętrowych wież o wysokości 416 metrów z prędkością 10 s. jest możliwe tylko w przypadku swobodnego spadania bez żadnego innego oporu, poza oporem powietrza.
8) Budynki zawaliły się w sposób do złudzenia przypominający profesjonalne wyburzanie budynków a to jest wyjątkowo trudne do osiągnięcia i nie bez przyczyny wymaga specjalistycznej wiedzy i środków.
9) Żaden wieżowiec w historii nie zawalił się z powodu pożaru (a to według raportu komisji 11.IX.2001 to było przyczyną zawalenia się budynków), mimo iż wielokrotnie takie przypadki miały miejsce, np.: w 1945 r. w Empire State Building uderzył bombowiec, jednak ten wiekowy już wieżowiec stoi po dziś dzień; w 2004 r. w Wenezueli 56 piętrowy biurowiec płonął przez 17 godzin, 26 pięter spłonęło doszczętnie jednak budynek ten się nie zawalił. Jednak dwie wieże WTC, w których pożar zajął zaledwie 4 piętra zawaliły się doszczętnie w 56 i 103 min. od momentu wybuchu pożarów.
10) Według raportu komisji 11.IX.2001 przyczyną zawalenia się WTC 7 był pożar który wybuchł po uderzeniu w niego odłamków wież WTC 1 i 2, jednak nie wyjaśnia w jaki sposób te szczątki mogły wywołać pożar i tym bardziej zawalić budynek.
11) Komisja do zbadania przyczyn zamachów 11.IX.2001 miała zaledwie 3 mln dolarów na swoje cele, przy 40 mln przeznaczonych na tzw. aferę rozporkową.
Jak widzimy jest wiele zasadnych wątpliwości co do oficjalnej wersji raportu, jednak w obliczu przeświadczenia iż establishment zgadza się z wnioskami raportu a media wciąż je powtarzają, ponad połowa społeczeństwa amerykańskiego przestała zadawać jakiekolwiek pytania nazywając wszelkie wątpliwości podsycaniem teorii spiskowych. W ten sposób radzą oni sobie z wywołanym dysonansem poznawczym odcinając sobie drogę do poznania jakichkolwiek nowych faktów. W związku z czym zaczęła się na masowa skalę podejrzliwość w stosunku do wszystkich ludzi pochodzenia arabskiego. W krajach zachodnich notowane były wręcz lincze na muzułmanach. Podstawą do tych barbarzyńskich zachowań było ciągłe powtarzanie w mediach informacji o zagrożeniu pochodzącym ze strony arabskich terrorystów. W ludziach powstało uczucie iż muszą coś zrobić i bronić się przed nowym zagrożeniem. Wtedy nie trudno o sytuacje w której dziwne zachowanie przybysza ze wschodu może wzbudzić paniczną reakcję jednostek, których spontaniczna reakcja rozprzestrzeniła się lawinowo na zachowania innych. Tak właśnie się dzieje w nowych, zaskakujących albo kryzysowych sytuacjach, a więc wówczas, kiedy definicja sytuacji jest niejasna. Ludzie patrzą na zachowania innych jak na ważne źródło informacji i wykorzystując je do wybierania właściwych kierunków jego działania. Takie zachowanie zazwyczaj kończy się prywatną akceptacją, czyli dostosowaniem się do zachowania innych ludzi ze względu na przekonanie o tym, że to, co oni robią albo mówią, jest słuszne.
Najlepiej uchronić się przed niewłaściwym wykorzystaniem innych jako źródła informacji poprzez sprawdzenie, czy informacje, których od nich otrzymujemy, nie są sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem i naszymi zasadami moralnymi.
Najczęściej jednak takie zachowania kończą się, gdy zostanie szeroko rozpropagowane przekonujące wyjaśnienie zaistniałych wydarzeń i podane alternatywne możliwości zachowania. Wraz z nową definicją sytuacji panika czy też histeria skończy się tak szybko, jak się zaczęła. Jednak niestety nie zawsze możemy mieć pewność iż wyjaśnienie, które słyszymy jest prawdziwe. Tak było miedzy innymi gdy w dniu 31 sierpnia 1939 r. kiedy hitlerowscy bojówkarze przebrani w polskie mundury zaatakowali, Niemiecką radiostację w Gliwicach, co nagłośnione przez machinę propagandową III Rzeszy dało Niemcom pretekst do agresji na Polskę. Tylko te osoby cieszące się autorytetem były dopuszczane do mediów, które zgadzały się z oficjalną wersją rządu. Dzięki temu Niemcy nabrali przekonania że muszą się bronić...

Granice konformizmu

Kiedy po wojnie rozpoczęły się tzw Procesy Norymberskie, uderzający był fakt iż niemal wszyscy stojący na ławie oskarżonych naziści twierdzili iż nie poczuwają się do odpowiedzialności za swoje czyny, gdyż wykonywali oni jedynie swoje obowiązki i rozkazy. Ta z pozoru kiepska wymówka natchnęła Stanleya Milgrama do skonstruowania eksperymentu w którym badał granice posłuszeństwa u zwykłych ludzi.

milgram.jpg

Badani byli informowani iż uczestniczą w eksperymencie nad zapamiętywaniem i ich zadaniem było odpytywanie innych badanych (w rzeczywistości aktora) i w przypadku błędnej odpowiedzi rażenie go prądem. Przy czym za każdą złą odpowiedzą szoki były mocniejsze o 15 wat.
Wyniki tych badań dostarczyły bardzo ciekawej wiedzy na temat siły z jaką oddziaływają na nas autorytety. Otóż średnie maksymalne natężenie zaaplikowanych uczniowi wstrząsów elektrycznych wyniosło 360 woltów, a 62,5% badanych zastosowało szok o najwyższym natężeniu — 450 woltów, 80% uczestników eksperymentu emitowało wstrząsy nadal, nawet wówczas, gdy uczeń — który wcześniej wspominał, że ma kłopoty z sercem — krzyczał: „Pozwólcie mi stąd wyjść! Pozwólcie mi stąd wyjść! Serce mi nawala! Pozwólcie mi stąd wyjść! [...] Zabierzcie mnie stąd! Nie chcę już uczestniczyć w tym eksperymencie!"

Jak stwierdził Staniey Milgram:
Nawet Eichmann (Główny wykonawca i koordynator Ostatecznego Rozwiązania Kwestii Żydowskiej) odczuwał mdłości, gdy objeżdżał obozy koncentracyjne, a jego uczestnictwo w masowym morderstwie sprowadzało się do siedzenia za biurkiem i przerzucania papierów. Natomiast osoba w obozie, która wpuszczała cyklon B do komór gazowych, mogła uzasadnić swoje postępowanie tym, że wykonywała jedynie rozkazy płynące z góry. Zatem mamy tu do czynienia z fragmentaryzacją całkowitego ludzkiego działania. Żaden człowiek w swoim przeświadczeniu nie zdecydował się i na wykonanie złego czynu i na konfrontację z jego konsekwencjami. Jest to najbardziej powszechna cecha zorganizowanego zła we współczesnym świecie.
Dlatego w momencie gdy uświadamiamy sobie że dzieje się coś niewłaściwego wokół nas powinniśmy czuć się zobowiązani do reagowania. Takie postępowanie daje większe skutki niż tylko indywidualna satysfakcja. Widzimy to w innej wersji eksperymentu Milgrama, w którym brało udział trzech nauczycieli, przy czym dwóch z nich było współpracownikami eksperymentatora. Gdy jeden z „tajnych współpracowników” buntował się przeciwko „krzywdzeniu os badanej”, prawdziwi badani uwalniali się od swego konformizmu i zdecydowanie łatwiej im było powiedzieć „nie".
Istnieje więc duża presja na konformizm wtedy, gdy ludzie pozostają sami z decyzją czy podporządkować się autorytetowi. Jest jednak łatwiej im się zbuntować, gdy ktoś inny da im przykład i tu ujawnia się wyjątkowo pozytywna rola nonkonformistów.

Konformistyczni buntownicy

Takie buntowanie się przeciwko zastanemu porządkowi, często skłania nas do wstąpienia w szeregi subkultur, zwłaszcza młodzieżowych. Jednak czy takie osoby rzeczywiście są nonkonformistami?

grópa odniesienia porównawczego.jpg

Na zdjęciu po lewej widzimy grupę osób, które możemy nazwać konformistycznymi jeśli chodzi o wygląd oraz buntownika - dewianta, który wyraźnie wyróżnia się na tle grupy. Jednak ta grupa jest dla niego zaledwie grupą odniesienia porównawczego pozwalającą jednostce umiejscowić się w świecie społecznym, znaleźć odpowiednie miejsce w danej grupie, czy też odnieść pozycję grupy do innych grup.



gr odn normatywnego.jpg

Grupą z którą identyfikuje się ta osoba i która wywiera na nią nacisk, jest grupa odniesienia normatywnego, do której jednostka należy lub pragnie należeć i która stanowi dla jednostki wzorzec do naśladowania w różnych aspektach zachowań i działań. Jest to grupa, z której systemem norm i zasad jednostka się utożsamia. Osobnik ten jest względem tej grupy nastawiony konformistycznie. Dzieje się tak niemal w każdej subkulturze zwłaszcza młodzieżowej.








mods.jpg

I tak na przykład modsi powstali w latach 50-tych charakteryzowali się pedantycznym sposobem ubioru, nienawiścią do edukacji, zainteresowaniem najnowszymi trendami mody oraz muzyką eksperymentalną, często nosili fryzury a’la Presley i chętnie opowiadali się za hasłami związanymi z rewolucją seksualną. Poruszali się na skuterach przeważnie marki Vespa.<.p>














hippies.jpg

Hipisi pojawili się w latach 60-tych charakteryzowali się oczywiście specyficznym wyglądem, składającym się z kolorowych, zwiewnych ubrań z naturalnych tworzyw. Nosili długie włosy lub afro. Głównymi wartościami dla nich były wolność i pokój, których przejawów szukali w muzyce, sztuce, psychodelicznych narkotykach i oczywiście w sposobie życia. Tworzyli tzw komuny, będące próbą urzeczywistnienia XIX w. koncepcji wspólnotowej egzystencji.












pistols.jpg

W połowie lat 70-tych w Wielkiej Brytanii powstał ruch ceniący sobie przede wszystkim wolność. Pierwsi przedstawiciele tego ruchu kreowali się na nihilistycznych nonkonformistów. Przychodzili oni na koncerty zespołów grających minimalistycznego rock’n’rolla z prowokacyjnymi tekstami. Jedyne co początkowo charakteryzowało ich wygląd to delikatnie mówiąc spore odstępstwo od społecznie przyjętej normy. Na zdjęciu obok widzimy członków zespołu Sex Pistols uważanych (nieco na wyrost) za prekursorów tego nurtu. Gdy przyjrzymy się bliżej, strój każdego z nich jest kompletnie inny.

cat woman.jpg

Obok widzimy przykładową "fankę" tego zespołu, jak widać jej wygląd nie jest w niczym podobny do żadnego z członków zespołu. Podobnie było z innymi fanami rodzącego się punk rocka wykazującymi się niezwykłą pomysłowością w wynajdywaniu niekonwencjonalnych, prowokacyjnych strojów, od masek gazowych po przezroczyste płaszcze przeciwdeszczowe jako jedyny element garderoby.














exploited.jpg

Jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać nowe punkowe zespoły. Jednak w związku z powstaniem tego "dziwnego zjawiska" i prowokacyjną postawą młodych ludzi media starały się uchwycić sedno tej subkultury pokazując najdziwniej wyglądające egzemplarze i najbardziej skandaliczne ich zachowania. Dzięki czemu w świadomości opinii publicznej utrwalił się stereotyp chuligana z irokezem.










klony.jpg

I tak zaczęło się klonowanie tego wzorca, czyli konformistyczne podporządkowanie się normom zachowania i wyglądu przedstawicieli subkultury, którzy przecież m.in. od tego typu nacisków chcieli uciec.

papa pank.jpg







Ten stereotyp tak głęboko wrył się w świadomość społeczną, że niemal każdy widząc zdjęcie papieża, któremu wiatr zawiał włosy na środek kojarzy ten widok z pewna subkulturą...










Co sprawia, że tak trudno uciec od popadania w powtarzalne formy występujące w grupie?
Tym czynnikiem jest normatywny wpływ społeczny, czyli podporządkowywanie się wpływom społecznym grupy, które są ukrytymi regułami dotyczącymi akceptowanych zachowań, wartości i przekonań. Pod jego wpływem zmieniamy swoje zachowanie, by dorównać innym, nawet nie dlatego, że zdają się wiedzieć lepiej, co się wokół dzieje, ale dlatego, że chcemy zostać członkami grupy i chcemy nadal czerpać korzyści wynikające z uczestnictwa w niej, albo pragniemy uniknąć ośmieszenia lub odrzucenia. Najbardziej jesteśmy skłonni zachować się konformistycznie, gdy zależy nam na grupie zwłaszcza, gdy członkowie grupy są jednomyślni w swoich przekonaniach.

Z kolei brak reakcji na wpływy normatywne może być bardzo bolesny w skutkach dla jednostki, gdyż może grozić jej od narażenia się na śmieszność, poprzez ostracyzm społeczny aż po sankcje prawne.
Jak nie trudno się domyślić takie naciski normatywne wpływają na to, co mamy w zwyczaju jeść, na nasz image, nasze hobby itd. Takie naciski działają nie tylko na zwarte grupy lecz również na całe społeczeństwa. Najwyraźniejszym tego przejawem jest moda. Wymowną ilustracją, dla tego zjawiska jest wypowiedź jednego z internautów:

„pamiętacie ohydne dżinsy "Piramidy", będące hitem na początku lat 90? Cos
koszmarnego… aż trudno uwierzyć, ze cos takiego mogło mi sie podobać ;-)”

Oczywiście normatywny wpływ społeczny nie ogranicza się tylko do trendów w modzie. Owe wzorce mogą nawet pośredniczyć w przemianach społecznych. Np. w związku z naciskami społecznymi i odkryciami naukowymi jak np. słynny eksperyment na dzieciach dr Jane Elliott (w którym wykazała skutki działania stereotypów na zachowania dzieci) w latach 60-tych wszczęto publiczna kampanię na rzecz tolerancji rasowej. Dzięki czemu w szybkim tempie, zwłaszcza w tzw klasie średniej, stało się wręcz nietaktem wygłaszanie opinii rasistowskich, co do tego czasu było powszechnie akceptowane.

Uprzedzenia jako forma konformizmu

Często spotykamy się z opiniami niechęci, wrogości, czy lęku w stosunku do obcych lub innych. Często źródłem ich jest bezkrytyczne podejście do stereotypów etnicznych. Thomas Pettigrew
wykazał, że chociaż część uprzedzeń wynika z rywalizacji ekonomicznej, z frustracji i potrzeb osobowościowych, to jednak najwięcej zachowania wynikające z uprzedzeń są pochodzą z niewolniczego konformizmu wobec norm społecznych. Na przykład w badaniach nad napięciami między rasowymi w Afryce Południowej wykazano, że te osoby, które były najbardziej skłonne do stosowania się do najrozmaitszych norm społecznych, wykazywały także większe uprzedzenie wobec Murzynów. Innymi słowy, konformiści są również bardziej uprzedzeni, sugeruje to, że uprzedzenie może być po prostu jeszcze jedną normą, do której ludzie się dostosowują. Wyraźniej widać ten wpływ, gdy przenosi się taka osoba do innego regionu lub kraju, w którym dana norma jest nacechowana większym uprzedzeniem, a wyraźny spadek uprzedzenia, gdy będą pod wpływem normy w mniejszym stopniu cechującej się uprzedzeniami. I tak się właśnie dzieje. W jednym z badań Jeanne Watson stwierdziła, że ludzie, którzy niedawno przenieśli się do Nowego Jorku i zaczęli stykać się bezpośrednio z osobami o nastawieniu antysemickim, sami przyjęli postawy bardziej antysemickie.
Nacisk skłaniający do konformizmu może być stosunkowo jawny, jak w eksperymencie Ascha. Z drugiej strony, konformizm względem normy nacechowanej uprzedzeniem może po prostu wynikać z braku dostępu do ścisłych danych i z przewagi błędnej informacji. W takiej sytuacji ludzie mogą przyswajać sobie negatywne postawy na podstawie zasłyszanych wieści czy pogłosek.


Jak widzimy, człowiek żyje w stanie ciągłego napięcia między wartościami związanymi z indywidualnością a konformizmem. Mimo iż nadużyciem byłoby twierdzenie, iż każdy przejaw uległości wobec przyjętych norm jest "zły", to wiadomo na pewno, że bezrefleksyjne podporządkowanie się grupom, autorytetom i narzucanym przez nie zasadom jest największym zagrożeniem dla współczesnych społeczeństw. Dlatego jak mawiał Mohandas Gandhi: „Każdy, kto podporządkowuje się niesprawiedliwemu prawu, ponosi (moralną) odpowiedzialność za to wszystko, co jest tego konsekwencją. Toteż, jeżeli prawo i sprawiedliwość są w konflikcie, musimy wybrać sprawiedliwość i nieposłuszeństwo wobec prawa”.



Autor: Noam Abramowski

Bibliografia

1) E. Aronson, Człowiek istota społeczna, Wydawnictwo naukowe PWN, 2008
2) E. Aronson, Wiek propagandy, Wydawnictwo naukowe PWN, 2004
3) R. Cialdini, Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, 2007
4) A. Giddens, Socjologia, Warszawa 2005.
5) P. Sztompka, Socjologia, Kraków 2002.
6) Z. Bauman, Socjologia, Zysk i S-ka 2004
7) N. Chomsky, Rok 501. Podbój trwa, PWN, Warszawa-Poznań, 1999
8) N. Clein, „No logo”, Świat Literacki , 2004.
9) J.E. Stiglitz, „Globalizacja”, PWN, 2007.

Inne źródła

Filmy:
1) Korporacja, reż. Jennifer Abbott
2) Stawiamy na kryzys, reż. Rachel Boynton
3) 11 września: Niewygodne fakty, reż. Dylan Avery
4) Bolesne złudzenia, reż. Eric Hufschmid
5) Pięć Kroków do Tyranii, reż. Elizabeth McIntyre
6) Upadek zachodniej cywilizacji, reż. Penelope Spheeris