Następujące rozważania, których podstawą jest artykuł opublikowany w grudniu 1897 roku w "Wolności" nie mogą być pojmowane jako życzenie zastąpienia bezpośredniej anarchistycznej propagandy obojętnie jakim środkiem pomocniczym czy "konikiem"; rozważania te narzucają powszechne pytanie, które o ile mi wiadomo, do dzisiejszego dnia było zaniedbywane: możliwość nowej formy i układ walki klasowej. Jestem żądny krytyki anarchistycznej, która całkiem pominąwszy ogólną możliwość ma do zbadania czy zaprezentowane tu środki prowadzą do wolności, a więc czy wspierają cele anarchistów.
Postęp w ruchu robotniczym wydaje się być bardzo powolny. Idee, które sprawiają wrażenie jasnych, zrozumiałych i możliwych do przyjęcia często natykają się na tak ogromną ilość uprzedzeń i obojętności, że wydaje się wątpliwe czy te wielkie masy kiedykolwiek je sobie świadomie i poważnie przywłaszczą, kiedy nie widzą przed sobą istotnych zmian lub prób na wielką skalę. I nawet tam, gdzie tego rodzaju próby częściowo mają już miejsce, gdzie np. solidarność na płaszczyźnie ekonomicznej jest nie tylko demonstrowana przez propagowanie wolnościowych idei, lecz także przez bezpośrednie korzyści materialne, niezależnie od tego, jak byłyby małe (jak w przypadku związku zawodowego i spółdzielni), masy nie będą ściśle współpracowały nawet po stuleciu agitacji i propagandy.
Niezależnie od tego, czy ten pesymistyczny pogląd jest uzasadniony, nie będzie kwestionowana konieczność i możliwość znalezienia nowych środków wzmacniających pozycję klasy robotniczej; a wiele stałych i przejściowych środków działania było proponowanych a nawet wypróbowanych w ostatnich latach: strajk generalny, strajk zbrojny, międzynarodowy strajk górników, pochody bezrobotnych lub strajkuj ących w stolicach (w Ameryce, a niedawno we Francji), sabotaże itd. Były także czynione próby wykorzystania zorganizowanej pracy klasy robotniczej jako producentów i konsumentów do bezpośredniej akcji ekonomicznej, a mianowicie przez połączenie związków zawodowych i spółdzielni konsumentów, osiedli kooperacyjnych, wymiany pracy (amerykańskie wyrażenie dla bezpośredniej wymiany produktów pracy) itd. I na tej linii znajduj ą się środki, które chcę tutaj zaproponować. Anarchiści mogą się do nich ustosunkować jak dopiero co wymienionych, a mianowicie w miarę możliwości popierać je w praktyce, jednak bez odchylenia od propagandy naszego pełnego i ostatecznego celu: wolnych ludzi w wolnym społeczeństwie.
To, co wydaje się być konieczne oprócz bezpośredniego duchowego propagowania idei anarchistycznych i rzeczywistej akcji rewolucyjnej, która jest niezależna od wszystkich wcześniejszych dyskusji, jest doprowadzenie dużych i ciągle powiększających się mas ludowych do zapoznania się z zasadami ludzkiego honoru, wolności i solidarności i próbą dostosowania życia do tych zasad. Następnie konieczne jest, aby nierozerwalne połączenie obu tych reguł zostało powszechnie zaakceptowane. Ponieważ uznanie i powierzchowna interpretacja tylko pierwszej zasady bardzo łatwo prowadzi
do indywidualistycznego sobkostwa i do bezwzględnego (z)robienia kariery ponad plecami bliźnich, solidarność bez honoru i wolności jest właśnie tym, co widzimy codziennie dookoła nas, co nas w każdej chwili porusza: solidarność zwartej większości z najbardziej okropnym umiłowaniem powstającego porządku, a więc: konkurencją, patriotyzmem, religią, partiami politycznymi itp. Tym sposobem połączenie i zespolenie uczucia wolności i solidarności jest konieczne, ponieważ ludzie nie będąc w tym dalece zaawansowani, będą bardziej skłonni do przyjęcia naszych idei lub mówiąc dosadniej - będą je lepiej rozumieć niż mogą to czynić dzisiaj szerokie warstwy społeczne. Dlatego sądzę, że uznanie i połączenie tych wymagań można ustalić kryterium czy sprawdzianem dla wszystkich środków działania, natomiast środki nie będące o takim standardzie powinny zostać do takiego stanu doprowadzone.
Zanim przejdę do istoty moich badań muszę wyjaśnić swój pogląd odnośnie dwóch punktów, w których, wierzę, mógłby się przyjąć heretycki punkt widzenia pod względem utartego ekonomicznego credo. Z całym jednak przekonaniem czynię to odnośnie zwykłych argumentów w agitacji. Moje późniejsze wnioski będą się opierały właśnie na tych obu punktach.
Jeden zajmuje się tym, co nazywa się publiką i opinią publiczną i moim zdaniem, czynnik ten był do tej pory zbyt mało brany pod uwagę, jeśli chodzi o walkę robotników. Zorganizowani pracownicy jakiejś gałęzi przemysłu lub rzemiosła walczą o poprawę swego ekonomicznego położenia. Przedsiębiorcy odpierają strajk dzięki zorganizowanej akcji i będą mogli być zmuszeni do czynienia ustępstw robotnikom tylko wtedy, gdy strajk odniesie sukces lub gdy związki zawodowe będą wystarczająco mocne. Ale konsumenci produktów różnych gałęzi przemysłu i rzemiosł, które z reguły nie są w ogóle zorganizowane, nie robią nic, co mogłoby przynieść im korzyści i by mogli nabywać (wytwarzane przez siebie przecież) produkty po jak najniższej cenie. Naturalne jest więc, że kapitaliści zrzucają potem skutki owych ustępstw na barki kupujących mas. O ile wiem, robotnikom nie o to chodzi. Ceny szybko idą w górę, produkty stają się mniej wartościowe, a ogół, opinia publiczna jako najsłabsza część poniesie koszty tych ustępstw, które robotnicy wydarli kapitałowi.
Czymże jest więc owa publiczność, kto to jest? Oczywiście wszyscy konsumenci. Można ich podzielić na dwie klasy: na taką, która ma duże dochody, dla której zmiany cen produktów nie stanowią poważniejszych trudności (i tych nie musimy brać pod uwagę) i na ogromną masę ludzi o małych dochodach, dla których chociażby najniższy wzrost cen oznacza poważne trudności w dalszej egzystencji. Z pewnością pokaźna liczba tych konsumentów, jako przekonani socjaliści czy anarchiści czy po prostu z instynktownych uczuć solidarności i umiłowania sprawiedliwości, którą czynią podstawą naszych nadziei na jaśniejszą i piękniejszą przyszłość, z lekkim sercem poniosłaby ten ciężar - końcowy rezultat walki ich współpracowników. Wiem jednak, że okłamywałbym siebie samego, gdybym chciał przymknąć oko na fakt, iż wielkie masy, których nie obchodzą postępowe idee i szlachetne uczucia (jeżeli nie byłby to przypadek, to jak zniosłyby one
potem powstały porządek społeczny?), nie odczuwają w takich przypadkach żadnej sympatii dla walczących robotników i zachowuj ą się wobec nich obojętnie same nie biorąc udziału, jeżeli w ogóle nie są uprzedzone czy wrogie. Gdyby przykładowo podczas strajku górników człowiek sympatyzujący ze strajkującymi oddał funduszowi strajkowemu parę fenigów, to jego żona, która powinna była, jak i wcześniej, zaspokoić wszystkie potrzeby za tą samą niską pensj ę swego męża pomimo wyższych cen spowodowanych brakiem węgla - byłaby w wielu przypadkach daleka od tego, aby podzielać jego sympatię i nie ukrywałaby tego. W najlepszym razie nastąpiłaby neutralizacja uczuć obojga małżonków.
Strajki tego rodzaju nie pozwalają na zmianę układów zarówno w sensie ekonomicznym, jak i moralnym nawet wówczas gdy strajkujący są zwycięzcami, ponieważ wymuszone ustępstwa zostaną zrzucone przez kapitalistów na barki kupującego ogółu, a im biedniejsi będą konsumenci, tym ciężej odczują skutki tego buntu. Moralne podniesienie i entuzjazm strajkujących i sympatyzuj ących z nimi środowisk zostaną zrównoważone przez głuchą wrogość mas, które w rzeczywistości będą musiały zapłacić rachunki.
Byłoby zatem potrzebne znalezienie środków za pomocą których publika (szerokie masy pracujących) byłaby nie tylko zainteresowana strajkiem uczuciowo, lecz także materialnie jak sami strajkujący. Jeżeli ogół chociaż raz zająłby się na poważnie strajkiem jego pomoc mogłaby być bardzo duża; pomijam tu sympatię i wsparcie mając na myśli potężną broń jaką jest bojkot.
Jest to pierwszy z dwóch punktów.
Drugi punkt mojego heretyckiego sądu dotyczy odpowiedzialności robotników za pracę, którą wykonują. Odpowiedzialność ta nie jest obecnie w ogóle zauważana. Powszechne jest postrzeganie mężczyzny jako prawego robotnika, kiedy pracuje on dla pensji i nikogo nie zastanawia to co on robi. Nie ma chyba takich zajęć, nikczemnych i haniebnych, które byłyby unikane i znienawidzone i które mocno zawstydzałyby wykonujących je ludzi, niezależnie od tego jakie by te zajęcia nie były.
Pominąwszy drastyczny przykład kandydatów do posady kata (czytamy czasem, że pracujący we wszystkich gałęziach przemysłu należący do klasy robotniczej lub średniej właśnie o to się starają) czy bycie policjantem nie jest dla wielu ambitnym celem? A czy ci policjanci nie będą podobnie jak żołnierze, utrzymywani przez nieświadome niewiasty, naród, biedne służące i kucharki? Żołnierze zgłaszający się dobrowolnie na służbę w Anglii dobrze wiedzą, że ich zwykłym zajęciem nie jest obrona własnego kraju, który nie został przez nikogo napadnięty, ale tłumienie zrywów biednych, słabo uzbrojonych tubylców. Wiedzą oni również, że ich zadaniem jest czynić to bezboleśnie zduszając powstanie i rebelię już w zarodku. Młodzi ludzie nie wstydzą się poświęcić nieustannej pracy policjanta czy kata; także duża część narodu nie wstydzi się żyć w przyjaźni z żołnierzami. Nie brak nigdy także woźnych sądowych, egzekutorów dóbr, wykonawców aresztowań, kontrolerów itp. Tak zwana opinia publiczna głosząca tyle haseł o ludzkości i cywilizacji wydaje się nie dostrzegać wśród nas wrogów i ich narzędzi. A nawet
jeżeli je widzi, to tylko po to, aby im współczuć i powiedzieć: to nie wasza wina. Jeszcze gorzej! Te szumowiny społeczne nie cieszące się u ludzi zbyt dużym powodzeniem mają po prostu haniebne rzemiosło i zajęcie, które są wykonywane przez większe instytucje, do których - zdaje się - nikt nie ma zastrzeżeń. Myślę o ogromnych masach robotników, które pracą swoich rąk budują poślednie domy, produkują poślednią odzież i małowartościowe jedzenie i wiele innych rzeczy degradujących życie, uciskających i rujnuj ą- cych ducha i ciało bliźnich. Kto wybudował w dużych miastach te potworne pieczary, czynszowe "koszary" i kto - co jest jeszcze gorsze - otrzymywał je po pozornym remoncie, który umożliwia ich nieustanne wykorzystanie? Kto produkuje tandetne ciuchy, wstrętną ohydną żywność i napoje? - tylko na nie biednych stać. Kto zachwala je publice - biednym po tym, jak inni je pozornie uświetnili (o ile jeszcze komuś na tym zależy), kto reklamuje je przez namowy, fałszywe informacje i kłamstwa? Wszystko to czynią (aczkolwiek niewątpliwie inspirowani przez kapitalistów, którzy jako jedyni ciągną z tego zyski) wielkie gałęzie ciężko pracuj ących, cenionych i dobrze zorganizowanych zakładów budowlanych, rzemiosł tekstylnych i formacji handlowych. Jest to odrażające i oburzające i nie znajdujemy żadnego usprawiedliwienia, jeżeli nigdzie nie widać chociażby starań o zauważenie takiego stanu rzeczy, nie mówiąc już o jego likwidacji.
Wszędzie spotykamy się z obojętną reakcją: Muszę to (z)robić! Nie mogę znaleźć sobie pracy! Jeżeli ja nie pracuję, ktoś przecież to robi. Nie zarobię na tym. Wykonywałbym chętniej faktycznie potrzebną pracę. Ale nie jestem za to odpowiedzialny: odpowiedzialność ponosi przedsiębiorstwo, które każe mi to robić!
Naszym zdaniem, dopóki będziemy akceptować to wymijające usprawiedliwienie, dotąd nie powstaną dla nas lepsze widoki na przyszłość. Na podstawie tego poglądu kapitaliści będą zawsze mogli przekupić połowę pracujących (apatycznych, osłabionych i bezsilnych) mas w umysłowym i fizycznym poniżeniu, a one same (masy) nie zauważą nawet niekończącej się radości życia na skutek uciskającego środowiska, w którym żyj ą i nędznej żywności, która buduje ich ciało i ducha. A praca fizyczna nie przynosząca dobrych efektów jest wykonywana przecież przez robotników, przez tych, którzy, jak i wszyscy inni, mocno cierpią na skutek istniejącego stanu rzeczy. Bezpośredni mord (żołnierze strzelający do strajkujących) i pośrednie zabójstwa przez stworzenie tego okropnego otoczenia, pożywienia i wielu innych rzeczy, które niszczą bliźnich - obie te rzeczy mają w równym stopniu szkodliwe następstwa i jako takie muszą być postrzegane, zanim wolno nam będzie myśleć o poprawie sytuacji.
To jest właśnie to, co chcę nazwać odpowiedzialnością robotnika za to, co on produkuje. Mówiąc więcej: brak świadomości pozbawia godności zarówno robotników, jak i ich poświęcenie. Nikt nie zaprzeczy, że policjanci i żołnierze chamiej ą i grzęzną przez zawodowe łapanki, zdradę i morderstwa, które popełniają. I nie waham się zauważyć, że to samo dzieje się z każdym robotnikiem trudniącym się rzemiosłem i drobnym przemysłowcem, kiedy to co robią oparte jest na oszustwie. Przykładowo przyjrzyjmy się robotnikom,
którzy rzekomo naprawiają rury i instalacje odwadniające w rzeczywistości nie robiąc nic lub sprzedawcom, którzy całe dnie spędzaj ą na wciskaniu ludziom rzeczy, których ci wcale nie chcą mieć, a tylko właściciel sklepu chce się ich pozbyć, ponieważ przyniosą mu największe zyski lub dlatego, że się niedługo popsuj ą. Nie wierzę, że charakter tych ludzi - uczciwych, lubiących pracę, o dobrym sercu, jacy mogli być na początku - polepszy się wraz z upływem czasu. Do przyj ęcia jest raczej to, że staną się oni twardsi i bardziej obojętni niż wolni czy zdolni do zachwytu. W ten sam sposób masy producentów małowartościowych i indyferentnych (obojętnych - przyp. tłum.) towarów okazują ledwo zainteresowanie pracy swych rąk. Ale nikt nie może żyć nie zajmuj ąc się swoj ą pracą, jeżeli jego zdolności nie zostaną przytępione czy jego intelekt zmniejszony, ostatecznie zaś człowiek nie będzie umiał pojąć idei wolności i rebelii. O ile mniej będzie on mógł wtedy zdziałać! Wystarczy porównać tych ludzi z tymi, którzy są napiętnowani przez Williama Morrisa w "Reaktywacji pracy ręcznej" lub w "Klientach z Nikąd" i stanie się jasne, co mam na myśli.
Każdy jest więc ofiarą tego zła, także dopuszczający się niespołecznych działań. Wszyscy robotnicy czują pogardę dla szpiegów i szpicli; wielu brzydzi się łamistrajkami. Dopóki jednak uczucie antypatii nie obejmie wszystkich tych, którzy wykonują tą niespołeczną pracę, pracę szkodzącą bliźnim, nie widzę nadziei na lepszą przyszłość.
To jest drugi punkt moich uwag wstępnych. Tym sposobem doszliśmy do właściwego tematu, który wystarczy tylko krótko opracować, ponieważ
pojęcia zostały już wyjaśnione przez powyższe uwagi.
* * *
Chcę znaleźć formę działania, która poprowadziłaby wielkie masy narodu do pojęcia i zrozumienia rzeczywistego i poważnego połączenia nierozerwalnych uczuć ludzkiego honoru, wolności i solidarności.
Wierzę także, że tego rodzaju forma działania jest możliwa do osiągnięcia, jeżeli w odpowiedni sposób zostałyby połączone i wykorzystane wyżej wymienione elementy. A mianowicie: Konieczność zainteresowania ogółu (mas robotniczych) strajkiem z punktu widzenia ekonomii w równej mierze co sami strajkujący - i konieczność poczucia odpowiedzialności robotników za to, co wytwarzają!
Takie działanie oznaczałoby potężny impuls dla godności własnej i solidarności i doprowadziłoby masy na drogę wolności, i udostępniłoby ją dalszej propagandzie. Teorie propagandowe nie kolidowałyby dłużej w takim samym stopniu z ich i naszym życiem.
Szkice tego rodzaju środków, moim zdaniem, znajdują się w odrzuceniu przez robotników takiej pracy, która szkodzi całemu narodowi. Mogliby oni wzmocnić swą pozycj ę przez to, że wyraźnie i bezpośrednio zdemaskują oszustwo wyćwiczone na masach narodu. A dla publiki środkiem tym jest wspieranie ruchów robotniczych, aktywne sympatyzowanie ze strajkami (właśnie to będzie podstawą prowadzenia strajku) i - bojkot. Strajk wolno
zakończyć, kiedy nastąpią wyraźne korzyści zarówno dla robotników, jak i dla ogółu. Koszty mieliby ponieść kapitaliści przez zmniejszenie swych zysków. Tego rodzaju strajki nie mogłyby z pewnością zniszczyć fundamentów istniejącego porządku: żaden bunt nie jest w stanie tego dokonać, jeżeli nie jest on zdecydowaną odmową pracy dla innych: strajkiem generalnym, społeczną rewolucją. Ale rebelie tego rodzaju mogą na dobre połączyć ze sobą klasy pracujące, mocniej niż to ma miejsce dzisiaj. Strajki zostaną pozbawione swego indywidualnego charakteru i w interesie ogółu staną się tym, czym są dzisiaj tylko dzięki uczuciowej chwili i osobistemu wrażeniu niektórych, a czym powinny być z racji swej ekonomicznej podstawy.
W praktyce ta taktyka przyjmuje oczywiście różne formy. Jeżeli stałaby się ciałem i duszą świadomości związków zawodowych, przede wszystkim socjalistów, z pewnością nie brakowałoby praktycznych sposobów i form jej wykorzystania.
Jeżeli przykładowo zorganizowani robotnicy postanowiliby nie dotykać się żadnych czynszowych "koszar", ani żadnych nie budować, ani nie remontować i jednocześnie objaśniliby ogółowi beznadziejny i niezdrowy charakter całej tej łataniny. Kwestia mieszkaniowa nabrałaby wtedy większego znaczenia niż miała wcześniej pomimo tych wszystkich zebrań, kampanii prasowych i komitetów. Nic dziwnego, że szerokie masy narodu nie brały udziału w tej agitacji widząc, że w rzeczywistości wszystko idzie innym trybem. Jedni - zatrudnieni w przemyśle budowlanym - przez swoje śmieszne ulepszenia sprawili, że nędza mieszkaniowa stała się rzeczą stałą, podczas gdy inni pracujący np. w przemyśle spożywczym dostarczali murarzom, budowlańcom itd. trujące pożywienie i napoje. Jeden drugiemu podrzyna gardło, a kapitaliści dają tylko wytyczne. Ruiny mieszkaniowe powinny zostać w końcu potępione, ale nie przez mieszkańców czy robotników, którzy je ulepszali, tylko przez autorytety opieki zdrowotnej. Ci jednak solidarnie współpracują z klasą bogatych i tylko ją chronią przed zagrożeniem niszcząc ogniska chorobotwórcze. Własna inicjatywa i poczucie godności są mało znane wśród ofiar istniejącego systemu, a starania, aby obudzić te uczucia są zabronione. Poczucie odpowiedzialności jest jednym ze środków, który mógłby prowadzić do celu.
Jeżeli budowlańcy z Londynu postanowiliby mocniej położyć ręce na ogromnym obszarze slumsów we wschodnim i zachodnim Londynie na porządku dziennym stanęłaby sprawa nie tylko mieszkań, ale i maj ątków ziemskich. Odpowiedzią publiki byłby krzyk: "Żadnego czynszu!". A pracownicy (umysłowi) mogliby ze swej strony pomóc przez to, że wzbranialiby się przed dalszym kupnem ohydnej żywności, która jest im oferowana. Niejeden mógłby podsunąć pomysł mieszkańcowi ze Wschodu, aby dogłębniej przestudiował on komfortowe warunki mieszkaniowe w Londynie Zachodnim; tak samo należałoby się dokładniej przyjrzeć dokom dostarczającym żywność. W każdym przypadku istniałaby możliwość likwidacji kilku najgorszych pociągów na Wschodzie - jest to, bądź co bądź, już coś - a duża ilość nowej i lepszej pracy, którą robotnicy wykonywaliby w ładniejszym otoczeniu na nowo skompensowałaby ofiary poniesione w tymże strajku.
Przemysł tekstylny powinien unaocznić publice złą jakość tandetnej odzieży i wzbraniać się przed ich dalszą produkcją. Samodzielne małe oddziały, które przykładowo zajmuj ą się robieniem tych rzeczy świecącymi i kuszącymi, mogłyby przejąć inicjatywę w tej sprawie.
Natomiast zakłady chemiczne, to piekło bieli ołowiowej, i wiele innych tego rodzaju zakładów, w których sama praca a nie produkty niszczą zdrowie robotnika, gdzie żadna litość czy współczucie nie są wystarczająco mocne, należałoby ustawowo wyludnić i zamknąć. Powinni się wstydzić ci, którzy owe zakłady utrzymują przy życiu, bowiem tak długo, dopóki będą w ruchu, będą przyciągały nowe ofiary często nieświadome jakiej pracy się podejmują. Dzień w dzień będą napływać nowi. Zapełnią oni szeregi, które opuściły niechybne ofiary.
Czyż pomocnicy handlowi nie uzyskaliby spełnienia wielu postawionych wymagań, jeżeliby postanowili nie uważać za honorowe powiedzenie publice o wszystkich kłamstwach? Czy nie doszliby szybciej i w sposób bardziej bezpośredni do celu, gdyby nie spróbowali utrzymać czy ulepszyć swą pozycję dzięki sprzedaży większej ilości towaru? Publika na pewno by ich wsparła. Ów uporczywy kierownik sklepu ze swoją niewartościową zepsutą żywnością zostałby zbojkotowany. Rzeczywiście publice ciężko jest czuć sympatię dla klasy robotniczej, takiej, jaka jest dziś: Współczujemy im z powodu długiego czasu pracy i w dobrym humorze godzimy się z nieprzyjemnościami, które powstają przez wcześniejsze zamknięcie sklepu, ale wiemy zarazem, że nasza sympatia nie przeszkodzi sklepikarzom sprzedać nam zepsute pożywienie zamiast świeżego, jeżeli tylko leży to w interesie właściciela sklepu.
Krótko mówiąc: jako konsumenci nie możemy czuć żadnej sympatii dla narzędzi kapitalistów, a ponieważ w obu przypadkach to robotnicy dzielą się na wrogie sobie obozy i tylko praktyczne działanie, wzajemna solidarność i pomoc mogą pokonać tą istniejącą wrogość. Przekonanie i współczucie są także ważnymi czynnikami, ale nie we wszystkich przypadkach są wystarczające.
Myślę, że podane tu przykłady; niezależnie od tego czy zostały dopasowane do sytuacji, czy nie, wystarczą do zilustrowania moich myśli, a one nie zależą bynajmniej (tylko) od wyprowadzonych tu przykładów. Oczywiście zdaj ę sobie sprawę z trudności, jakie mogą wystąpić na początku pójścia we wskazanym przeze mnie kierunku i dlatego jako pierwszy punkt polecam przedyskutowanie pojęcia "odpowiedzialność". Jeżeli zasada już raz powstanie, a ludzie się z nią zapoznaj ą nie będzie więcej takiej sytuacji, kiedy ludzie - nie będąc przygotowani czy zorganizowani - zaczną działać. Ruch ten zacznie się w najmniejszym nawet zakładzie, w którym robotnik odłoży swoje narzędzia, by nie kontynuować bezwartościowej pracy lub zostanie wprowadzony starym ortodoksyjnym sposobem przez rezolucj ę w kongresie: idea jest tylko małym krokiem naprzód w dziedzinę altruizmu: jeżeli mężczyzna, który swoj ą siłę roboczą poświęca obniżeniu wynagrodzenia swoich współpracowników, na podstawie tego niespołecznego aktu zostanie uznany łamistrajkiem, pogarda powinna zostać rozszerzona na wszystkie prace
niespołeczne. A jeżeli robotnicy, o których nam chodzi, nie uznają tego za najważniejszą rzecz, niech to zrobi publika, a potem niech zacznie działać.
Wszystko to brzmi groźnie i bez serca, widzę jednak tylko dwie alternatywy: albo być sentymentalnym, przymknąć oczy na wszystkie sensowne powody, współczuć wszystkiemu, wszystko usprawiedliwiać, poprzestaj ąc na opłakiwaniu rannego lub zabitego żołnierza czy policjanta, który podczas sprawowania służby wojskowej odniósł obrażenia albo być logicznym i w ten sposób działać! Wtedy nie znajdzie się usprawiedliwienie dla tych wszystkich rzeczy wyłączając kompletnie nieprzygotowany stan opinii publicznej. Następnym krokiem musi być zezwolenie publice na przyjęcie stanowiska w tej kwestii. Jednak kiedy odrzucimy zasady odpowiedzialności lub je zignorujemy, bardzo szybko podążymy kłamliwą metodą powierzchowności i tchórzostwa, pozostawiaj ąc oboj ętnie komu do zrobienia to, z czego sami się wymigaliśmy i zatracimy się w sentymentach, zamiast przyjąć niechętnie nawet widzianą prawdę. Nazywam ją niemile widzianą, ponieważ pomnaża ona chwilowo pracę, która musi zostać wykonana, zanim można będzie oczekiwać rzeczywistej zmiany stosunków (społecznych - przyp. tłum.). Ale jak już powiedziałem wcześniej zmiana ta nie nastąpi, dopóki ludzie się nie zmienią.
Z postępowania jasno wynika, że moja propozycja składa się z dwóch części: wykształcenie uczucia odpowiedzialności i jego wykorzystanie dla tzw. strajku zbiorowego w interesie ogółu. Jeżeli ta druga część okaże się niepraktyczna pozostanie przecież pierwsza i muszą zostać znalezione inne środki, które obudzą to uczucie i przerodzą je w czyn. Głęboko wierzę, że dla niektórych niegodne jest wyrządzanie szkody bliźnim tylko dlatego, że wymaga tego kapitalista. Usprawiedliwienie: "Jestem tylko narzędziem" nie może nigdy zostać przyjęte. Dla tych, którzy uznają obecny porządek i są zadowoleni z pełnienia funkcji narzędzi kapitalistów i ujarzmiaj ących bliźnich to wystarczy, ale ci, którzy działają niespołecznie odrzucając istniej ący system są nieświadomymi tchórzami i nigdy nie zmienią istniejącego stanu rzeczy. Chcemy powołać do życia takich ludzi, którzy zostali najpierw uwolnieni w swoim duchu, którzy zrobią te odrzucane rzeczy, na stałe zmienią nędzę i niewolę bliźnich, wywołają prąd sympatii i solidarności i staną się motorem wszystkich przyszłych działań.
Taka ekonomiczna akcja ludzi upatrujących swej wolności w wolności i pomyślności wszystkich innych wydaje się być najbardziej odpowiednia. Jeżeli nawet nie mogą oni zgotować końca obecnego porządku przez to, że całkowicie odrzucą pracę dla kapitalistów powinni przynajmniej w każdej sytuacji próbować nie pracować ze szkodą dla swych bliźnich. I to powinni czynić z poczucia godności własnej, oboj ętnie czy na ich solidarność ktoś odpowie, czy nie. To jest anarchistyczne: robienie tego, co byśmy chcieli widzieć zrobione.
Stary polityczny i autorytarny sposób: "Myjemy swoje ręce w niewinności" proklamuje te rzeczy jako nieuniknione i takimi je uwiecznia ufając, że inni będą to czynić, czego my nie możemy lub nie chcemy robić. (Słowa, które są bardzo często zamienne!) Ponieważ odrzucamy tą zasadę polityczną
powinniśmy zaprzeczyć jej także w sprawach społecznych w najszerszym tego słowa znaczeniu i z naciskiem akcentować odpowiedzialność każdego za to, co robi.
Chcę jeszcze tylko dodać, że w omawianej sprawie słowo "moralność" nie powinno być rozpatrywane w takim sensie, że robotnicy powinni być bardziej moralni. Tego nie miałem na myśli i mogłoby łatwo dojść do nieporozumienia. Powinni mieć dane poczucie godności własnej i być świadomi swego honoru, a przede wszystkim powinni być wolni. Dzięki własnym uczuciom odrzucą niespołeczne działania i powstrzymają się przed łamaniem strajków czy szpiclowaniem. Można prościej powiedzieć, że system kapitalistyczny musiałby zostać najpierw zniszczony, a dopiero potem przyswoimy sobie wszystkie te cechy. Ale kto powinien zniszczyć ten system - należałoby zapytać - odkąd dogmat, że jakiś kapitalista pożre innych, aż nie zostanie na świecie ani jeden przestał nam już wystarczać i zadowalać, jak to jest w przypadku socjaldemokratów.
Na koniec powtarzam, że nie zamierzałem obniżać znaczenia innych środków propagandowych i życzyłbym sobie przedyskutowania zaproponowanej tu metody szczególnie na zebraniach anarchistów i związkowców. Rozszerzenie działalności związkowej, począwszy od interesów pojedynczych zawodów czy gałęzi przemysłu a skończywszy na rozległym uwolnieniu mas, mogłoby być rezultatem takiej dyskusji i można by było wtedy zyskać sympatię tych wszystkich, którzy są wolni i chcieliby wszystkich takimi widzieć.
Londyn, listopad 1899
Ostatnie komentarze
13 tygodnie 4 dni temu
13 tygodnie 6 dni temu
13 tygodnie 6 dni temu
25 tygodnie 3 dni temu
25 tygodnie 5 dni temu
33 tygodnie 4 dni temu
38 tygodnie 5 dni temu
38 tygodnie 6 dni temu
42 tygodnie 2 dni temu
43 tygodnie 2 dni temu