Czym się różni komunizm od anarchizmu?

Wersja przyjazna drukarkomWersja przyjazna drukarkom

anarchokomunizm.jpgNa wstępie musimy sobie wyjaśnić co to jest komunizm. Komunizm jest starą ideą, której korzeni możemy się doszukać jeszcze w pierwszych wiekach naszej ery, we wspólnotach zawiązywanych przez pierwszych chrześcijan, wśród których "Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne".

Zasadniczym założeniem komunizmu jest to, że wszyscy ludzie są równi i powinni dzielić się wzajemnie wszystkim co mają. Oczywiście jest to piękna, ale bardzo trudna do utrzymania forma społeczeństwa, narażona dodatkowo na zagrożenia płynące ze strony tych którzy jej nie akceptują, lub są skażeni "kapitalistyczna mentalnością" (będą gromadzić więcej niż im potrzeba). Niejako w odpowiedzi na ta wadę komunizmu powstała w XIX w. koncepcja państwa socjalistycznego, które wykorzystując stare struktury państwowe wdraża reformy społeczne mające na celu doprowadzić do komunizmu. I ten stan przeobrażania się państwa kapitalistycznego w ustrój komunistyczny, mylnie nazywany jest dzisiaj komunizmem. Jednak już w XIX w. anarchiści przewidywali, że przeniesienie przywilejów jakimi cieszyli się niegdyś tzw burżuje na nową klasę rządzącą, spowoduje wyalienowanie tej klasy od społeczeństwa, co doprowadzi do zaprzestania przemian w stronę komunizmAu i w ostatecznym rozrachunku może doprowadzić do większych tragedii niż były dziełem klasycznego kapitalizmu. Dlatego też anarchiści już w XIX w. nazwali tą wizję "komunizmu", głoszonego przez obóz Marksa - kapitalizmem państwowym, co lepiej oddaje prawdziwą naturę tego systemu.
Mimo tych obaw jedną z propozycji wdrożenia idei anarchizmu powstałą pod koniec XIX w. jest tzw anarchokomunizm, jednak był on pozytywistyczną próba odnalezienia naukowych przesłanek uzasadniających realność istnienia idealnego komunizmu, pod warunkiem zerwania z przeszłością państwowo-kapitalistyczną i jako taki miał więcej wspólnego z modelem życia pierwszych chrześcijan, niż z tym co znamy z historii XX w. państw totalitarnych. Ponad to musimy pamiętać, że jest to jedynie jedna z wielu koncepcji wdrożenia idei anarchizmu.

I tu dochodzimy do tego czym jest anarchizm jako taki. Ogólnym założeniem anarchizmu jest wprowadzenie społeczeństwa opartego na równości społecznej, solidarności międzyludzkiej i poszanowaniu wolności każdej jednostki bez względu na pochodzenie. To jest cel jaki przyświeca przyświeca aktywistom wszystkich nurtów i ruchów anarchistycznych (no może poza ludźmi utożsamiającymi się z wykreowanym przez media wizerunkiem anarchisty-chuligana, którego marzeniem jest totalny chaos, oraz tzw anarchokapitalistów o których później), jednak sposobów na ziszczenie tej wizji jest wiele i są one uzależnione od wielu czynników takich jak: pochodzenie, doświadczenie życiowe, kultura, region możliwości materialne, fizyczne i społeczne i oczywiście inspiracje klasycznymi myślicielami anarchistycznymi, którzy stworzyli podwaliny pod główne nurty anarchistyczne, z których najważniejsze to: anarchoindywidualizm, anarchokolektywizm, anarchokomunizm, anarchosyndykalizm i anarchizm bezprzymiotnikowy. Funkcjonuje również taki teoretyczny byt jak anarchokapitalizm, będący kwintesencją nierówności społecznych a wolności upatruje w możliwości posiadania jak najwięcej dóbr materialnych, lecz nie wywodzi się on ani z tradycji anarchistycznej, ani (jak nie trudno się domyśleć) nie ma wspólnych celów z innymi nurtami anarchizmu.

Przypomnę jeszcze w tym miejscu, że największym przypadkiem wdrożenia idei anarchizmu w życie, była tzw. rewolucja anarchistyczna w Hiszpanii (1936-39) a dzisiaj najbardziej aktywni są anarchiści w tzw. zachodniej europie a przede wszystkim w Grecji, gdzie stanowią oni znaczącą siłę polityczną. Otwartym pozostaje jednak problem wdrożenia tej idei w warunkach współczesnego kapitalizmu. Dlatego też większość działalności anarchistów współcześnie ogranicza się do tzw. pracy u podstaw i bezpośredniej pomocy lokalnej ludności. Tworzone są squoty, centra socjalne i inne miejsca służące celom rozwoju społecznego a w dziedzinie obrony pracowników coraz popularniejsze stają się anarchosyndykalistyczne związki zawodowe, z których największe w Polsce to Inicjatywa Pracownicza i Związek Syndykalistów Polski.

Reasumując anarchizm różni się od komunizmu tym, że nie dąży do tego by ludzie stali się szarą masą jednostek, będących jedynie trybami systemu, nie ma też tendencji do hierarchizacji i centralizacji władzy, jest za to ideą uwolnienia ludzi od wszelkiej formy ucisku i wyzysku, oraz stworzenia świata wolnych podmiotów społecznych, które świadome swoich potrzeb i możliwości, będą nieograniczenie się rozwijać po to, by potem móc dać z siebie jak najwięcej społeczeństwu. Co zaspokoi ich wyższe potrzeby akceptacji, uznania i samorealizacji (a sprawiedliwa dystrybucja dóbr, zapewni zaspokojenie wszystkich podstawowych potrzeb). Oczywiście takie społeczeństwo będzie mogło przybierać kształt komun, ale tylko dobrowolnie, dając każdej jednostce możliwość wystąpienia z takiej struktury.

Autor: Noam Abramowski
______________

By uniknąć niemerytorycznych dyskusji, przed odpowiedzią na powyższy tekst radzę: przeczytać go uważnie w całości, upewnić się czy został on właściwie zrozumiany i czy z kontekstu nie wynika odpowiedź na nasze pytanie. Ponadto proszę nie odnosić się do zdań wyjętych z kontekstu, tylko do zagadnień w takiej formie, w jakiej je zrozumieliśmy, co z pewnością zaoszczędzi nam zbędnego bicia piany i ułatwi ew. dyskusję.

Komentarze

Sprostowanie ws. ZSP

Nie wiem czy jest sens dyskutować z anonimowym propagandzistą, ale napiszę o ZSP dla mniej zorientowanych.

1) ZSP jest nieformalną organizacją pracowniczą działającą na zasadach anarchosyndykalistycznych (akcja bezpośrednia, demokracja bezpośrednia, federalizm, brak biurokracji itd).

2) Anarchosyndykalizm nie wymaga aby grupa miała charakter uznanego przez państwo związku zawodowego. Jesteśmy organizacją niesekciarską. Nie interesuje nas to czy pracownicy w danym zakładzie są w IP, Solidarności, OPZZ, czy Sierpniu 80, czy w ogóle są w jakimś związku. Współpracujemy ze wszystkimi pracownikami i raczej działamy jak łącznik w danym zakładzie niż jako kolejna sekta związkowa, która chce wyrwać czlonków innej sekcie związkowej. Nie współpracujemy natomiast w żadnym wypadku z biurokracją związkową bez względu na barwy. Dlatego nie interesują nas żadne kontakty ze Śniadkiem (szefem Solidarności), czy Ziętkiem (władcą Sierpnia 80, skazanym notabene za łamanie praw pracowniczych). Nie podpisujemy z nimi żadnych porozumień. Interesują nas wyłącznie pracownicy, a nie zrakowaciała narośl jakim jest biurokracja związkowa.

3) Sama sekcja wrocławska, w której działam, to co najmniej kilkunastu aktywnych, a nie papierowych, członków i członkiń oraz co najmniej kilkudziesięciu sympatyków. Lepiej jeden konkretny aktywista, niż 100 członków, którzy poza tym, że "są na liście" nic nie robią. Takich nie potrzebujemy. Dlatego ZSP nie jest bardzo liczną organizacją, bo nie stosuje praktyk zawyżania swojej liczebności, jak wszystkie inne związki zawodowe.

4) ZSP nie jest organizacją platformistyczną. Nie spełnia np. postulatu "jedności ideologicznej". W naszych szeregach są zarówno anarchosyndykaliści, anarchokomuniści (i generalnie zwolennicy anarchizmu społecznego), jak i wolnościowi marksiści/marksistki, czy wręcz osoby którym to jest obojętne jak się określą ideologicznie.

5) Zarzuty o entryzm są nietrafne. Nie wiem gdzie niby stosowany jest ten "entryzm". Entryzm stosują trockiści i polega on na cichym przejęciu kierowniczych lub kluczowych stanowisk w danej organizacji. Nic takiego nie ma miejsca ze strony ZSP.

1. Po pierwsze ZSP nie jest

1. Po pierwsze ZSP nie jest związkiem zawodowym, i ciężko mówić do tego go że największym, bo liczy w porywach kilkanaście osób. Już bliższym prawdy było by napisać, że największym związkiem jest Federacja Anarchistyczna, bo choć podobnie jak ZSP związkiem nie jest, to choć liczy większą ilość aktywistów...

2. Obraz ruchu komunistycznego który dąży do tego żeby ludzie stali się "szarą masą jednakowych jednostek", jest wzięty z jakiegoś propagandowego obrazu liberałów. Zasadniczo, ruchy oparte na marksizmie, nie zajmują się wymyślaniem tego jak ma wyglądać społeczeństwo porewolucyjne.

3. Sformułowanie "kapitalizm państwowy", nie wymyślili anarchiści, a tym bardziej w XIX wieku. Krytykę praktyki państwowej bolszewików, rozwijali w tym kierunku nomen omen komuniści, związani z nurtem komunizmu rad, później przejęli tą retorykę trockiści.

Itd, itp.

Ad. 1 Użyłem sformowania

Ad. 1 Użyłem sformowania największy, mając na myśli aktywność grupy a nie formalną ilość członków. FA może i jest dużo liczniejsza od ZSP, ale stała się zbiorem pogrążonych w apatii aktywistów przeważnie nie zdolnych do wyjścia poza sztywne ramy jakie sami sobie narzucili, w przeciwieństwie do organizacji w stylu ZSP, które aktywne walczą o prawa pracownicze.

Ad. 2 To oczywiste że "ruchy oparte na marksizmie, nie zajmują się wymyślaniem tego jak ma wyglądać społeczeństwo porewolucyjne" gdyż stan ten nigdy nie nadchodzi, gdyż władza stając się nową burżuazją za wszelką cenę stara się do tego nie dopuścić (jak to miało miejsce w sierpniu 1980 roku kiedy to masy ludowe w PZPR upomniały się o lewicowe postulaty wolności, równości i sprawiedliwości społecznej i zostały za to surowo ukarane stanem wojennym).

Ad. 3 A czy przypadkiem Bakunin nie pisał w polemikach z Marksem o tym, iż wizja Marksa doprowadzić może co najwyżej do "kapitalizmu państwowego"?

Ad. 1 To na tej zasadzie

Ad. 1 To na tej zasadzie aktywność jednej sekcji FA (np. z Poznania) zarówno pod względem ilościowym, jak i jakościowym jest większa, niż całej ZSP. Nadal to jednak nie czyni ZSP związkiem zawodowym, ba wręcz działalność poza werbalnymi odwołaniami do anarchosyndykalizmu, bardziej przypomina praktykę grup platformistycznych (dbanie o czystość ideową, interwencjonizm, entryzm) niż związków anarchosyndykalistycznych.

Ad. 2 Nie nie dlatego, wynika to z materialistycznej wizji dziejów na której się opierają. "Wymyślanie" tego jak ma wyglądać przyszłe społeczeństwo jest domeną myślicieli idealistycznych. W artykule natomiast zawarto tezę że anarchizm "nie dąży do tego by ludzie stali się szarą masą jednakowych jednostek", tyle że gdyby spytać jakie ugrupowanie marksistowskie (czy według nomenklatury artykułu "komunistycznych") do tego dąży, czyli takie założenie zawiera, nie wiem jego program polityczny, to nie dałoby się takiego wskazać. Równie dobrze można by napisać, że komunizm w przeciwieństwie do anarchizmu nie dąży do tego aby na świecie panował chaos, i żeby ludzie się mordowali.

Ad. 3 Nie Bakunin nigdy nie krytykował założeń ekonomicznych Marksa, gdyż się z nimi zgadzał. Kontrowersja dotyczyła okresu przejściowego po rewolucji i wykształcenia się nowej klasy panującej. Pojęcie "państwowy kapitalizm" zostało użyte przez grupę tzw. opozycji robotniczej w łonie partii bolszewickiej, jako opisujące prawdziwy charakter państwa leninowskiego.

odp.

Ad 1. Ok jeśli masz jakąś osobistą satysfakcję, albo korzyść z deprecjonowania działań ZSP, to już twój problem a to nie miejsce żeby go leczyć. Jeśli chodzi o poznańskie FA, to z tego co wiem ich aktywność jest związania z działalnością rozbratu i IP a nie samej federacji jako takiej. Mi osobiście wcale nie zależy na umniejszeniu ich roli, tylko stwierdzam fakt iż działalność federacji jako takiej jest nikła i trawią ją wewnętrzne konflikty (sądząc po tonie niektórych wypowiedzi, to nie trudno zgadnąć dlaczego).
AD 2. No właśnie o to chodzi, że nie trzeba być idealistą żeby umieć przewidzieć skutki pewnych posunięć. Sami marksiści rościli sobie pretensje do miana socjalistów naukowych, jednak wbrew uzurpatorskiej nazwie ich przewidywania okazały się mniej trafne od przewidywań i założeń anarchistów, których tezy i założenia doczekały się dziś prawdziwie naukowych podstaw.
Ad 3. No tak "wiesz że dzwoni, ale nie wiesz w którym kościele" a mimo to śmiesz pouczać i poprawiać innych!
To nie w łonie bolszewików powstał termin kapitalizm państwowy, tylko właśnie anarchiści (szczególnie anarchosyndykaliści) podczas rewolucji bolszewickiej rozsławili ten termin, bo o ile wcześniej funkcjonował on jako byt teoretyczny, tak tam stał się niezaprzeczalnym faktem i doskonale opisywał kreowaną przez bolszewików rzeczywistość.

Przy okazji ponawiam apel o nie bicie piany, bo to utrudnia korzystanie z naszego portalu!

Ad. 1 Tylko to co piszesz

Ad. 1 Tylko to co piszesz nadal nie sprawi, że ZSP stanie się związkiem zawodowym o charakterze anarchosyndykalistycznym. A w artykule dosyć jasno stoi, że jest związkiem zawodowym, co może nie byłoby niczym szczególnym, ale faktem jest że anarchosyndykalizm w swoich założeniach odrzucał taki sposób organizacji jaki prezentuje ZSP, po prostu partia jest partią, stowarzyszenie stowarzyszeniem, a związek związkiem. ZSP związkiem nie jest i tyle, jest grupką aktywistów odwołujących się do anarchosyndykalizmu, choć realnie bliżej im do praktyki platformistycznej. Nie wiem co widzisz w tym deprecjonującego?

Ad. 2 Tyle tylko co to ma wspólnego z meritum? Ja zakwestionowałem twierdzenie, że komunizm dąży do tego "by ludzie stali się szarą masą jednakowych jednostek", a ty mi odpowiadasz o tym że marksiści się w czymś mylili. W tym sensie "komunizm" dązy do tego, w takim samym stopniu w jakim anarchizm dąży do powszechnego chaosu i gwałtów na zakonnicach. Jest to stwierdzenie nieprawdziwe i wyjątkowo naiwne. Zresztą mówiąc o tym kto się pomylił, fakty są takie że anarchiści bezwarunkowo poparli rewolucję październikową, a wielu komunistów wywodząc z teorii marksistowskiej, krytykowało pomysł rewolucji w kraju tak nierozwiniętym jak Rosja. Twierdząc, że dyktatura proletariatu nie może zaistnieć w kraju w którym proletariatu praktycznie nie ma. Anarchiści rosyjscy wykazali się wówczas wyjątkową krótkowzrocznością, "nie potrafiąc przewidzieć skutków pewnych posunięć", poparli przewrót, przyczynili się walnie do jego zwycięstwa, jednocześnie nie mając żadnych podstaw do myślenia, że są w stanie tą rewolucję obronić. Za tą krótkowzroczność zapłacili dużą cenę, zapłacił za to cały ruch rewolucyjny.

Ad. 3 Doskonale wiem w jakim kościele dzwonią, termin "kapitalizm państwowy" pojawiał się w dyskusjach socjaldemokracji, używali go zarówno bolszewicy jak i anarchiści (choć zdecydowanie był to już XX wiek), tyle że wcześniejsze jego użycie miało zupełnie inny kontekst: atakowano parlamentarną drogę do socjalizmu z pozycji rewolucyjnych. Kapitalizmem państwowym było wówczas coś co później nazwano welfere state. Cóż zapewne anarchosyndykaliści również używali tego terminu, ale faktem jest że pierwsze poważne opracowanie powstało w łonie opozycji robotniczej, anarchosyndykaliści atakowali bolszewicką rzeczywistość z trochę innych pozycji.

O kapitalizmie państwowym

O kapitalizmie państwowym pisał już bodajże Kropotkin w XIX w miał na myśli po prostu upaństwowienie środków produkcji proponowane generalnie przez marksistów. Myśle że powinieneś brać to poważnie biorąc pod uwagę że te wszystkie ostrzeżenia sprawdziły się później. Anarchiści w Rosji na pewno nie popierali zadnej "dyktatury proletariatu" chociaż to prawda że popierali obalenie Rządu Tymczasowego. czy oni byli krótkowzroczni, nie sądzę ale mieli swoje wady które wytykał im już Machno kiedy ta rewolucja trwała

Upaństwowienie środków

Upaństwowienie środków produkcji nie było GENERALNIE popierane przez marksistów. Były odłamy, które to postulowały, ale były i takie, które tego nie robiły i z taką wizją "komunizmu" polemizowały, zbliżając się do pozycji bliskich anarchistom: część lewicowych komunistów, komuniści rad, sytuacjoniści, autonomiści. To raz.

Dwa, to nawet odnośnie samego Marksa istnieją kontrowersje, czy jego "dyktaturę proletariatu" powinno się interpretować jako upaństwowienie środków produkcji pod skrzydłami jakiejś "robotniczej" monopartii. Jakby nie było, to bodajże w "Wojnie domowej we Francji" Marks ostro zjechał blanquistów - jedną z frakcji Komuny Paryskiej, w pewnym stopniu "proto-bolszewików" - za koncepcję "zawodowych" rewolucjonistów, robiących "rewolucję" i przejmujących stery rządowe "w imieniu proletariatu" (bowiem w innych miejscach podkreślał, że "wyzwolenie proletariatu musi być dziełem samego proletariatu"). W tym samym dziele dał też wyraz swojej radości z faktu ZNISZCZENIA STRUKTUR PAŃSTWOWYCH przez komunardów, poniekąd dystansując się od pomysłów wyrażonych wcześniej w "Manifeście Komunistycznym". Natomiast Engels w przedmowie do "Wojny..." stwierdza wprost: "Cóż, panowie, chcecie wiedzieć, jak wygląda ta dyktatura? Przyjrzyjcie się, Komunie Paryskiej. Była to dyktatura proletariatu"

Ja bym w związku z tym uważał z wrzucaniem wszystkich marksistów, a także samego Marksa i Engelsa, do worka z napisem "państwowy kapitalizm/komunizm a la ZSRR".

Dobra, a teraz przeczytaj

Dobra, a teraz przeczytaj sobie jeszcze raz to zdanie i o co w ogóle chodzi, przede wszystkim chodzi o Kropotkina i koniec XIX a w tych czasach marksiści byli GENERALNIE socjaldemokratami. Marks to nieco wcześniej a lewicowi komuniści itd to z kolei później. Po trzecie bolszewicy też byli marksistami (wywodzącymi się zresztą z socjaldemokracji) i ten rodzaj marksizmu już po rewolucji październikowej najbardziej sie rozpowszechnił więc znowu marksiści GENERALNIE zaczęli popierać upaństwowienie. Proporcje były zawsze odwrotne niż to przedstawiasz, chociaż byli i tacy marksiści którzy tego nie popierali.

Ok, przyznaję. Trochę się

Ok, przyznaję. Trochę się zagalopowałem z tym, że "marksiści GENERALNIE nie popierali upaństwowienia środków produkcji". Ale jeśli dostrzegasz te komunistyczne nurty, które były i są bliższe anarchizmowi w tej kwestii oraz - najważniejsze - nie negujesz użyteczności przynajmniej ich teoretycznego dorobku (np. twórczość Gillesa Dauve), to myślę, że nie mamy się w tej kwestii o co spierać...

Tak w ogóle to w moim poście chciałem nawiązać nie tylko do twojej wypowiedzi, ale też niektórych tez wygłoszonych w artykule, zwłaszcza tej: "anarchiści już w XIX w. nazwali tą wizję "komunizmu", głoszonego przez obóz Marksa - kapitalizmem państwowym, co lepiej oddaje prawdziwą naturę tego systemu". Stąd ten wtręt o Marksie i Engelsie, "Wojnie domowej..." i że ogólnie z tym "obozem" to spore uproszczenie.

prosba do autora

Witam.

Jako człek uporczywie poszukujący swej życiowej drogi, mam dwa pytania do autora tego ciekawego wpisu. Krótkie i nieco dłuższe:

1. Co to jest równość społeczna?

2. Jeżeli mowa o solidarności społecznej i poszanowaniu wolności to czy będą one w społeczeństwie anarchistycznym wolicjonalne czy wymagane? Jeżeli wymagane, to jak będzie wyglądać system, który zapewnia przestrzeganie tego wymogu?

Pozdrawiam.

odp.

Ad. 1) Równość społeczna w rozumieniu anarchistycznym to stan, w którym każda jednostka funkcjonująca w społeczności anarchistycznej ma zagwarantowane maksymalne szanse rozwoju i samorealizacji, które nie są zależne od rasy, płci, miejsca uradzenia itp a jedynie od możliwości wytwórczych tej społeczności.

Ad. 2) To akurat jest dosyć trudne pytanie. Jest sporo koncepcji z których każda na swój sposób próbuje rozwiązać ten problem i z pewnością jeszcze nie raz będziemy pisać o tych zagadnieniach na naszej stronie, bo to właśnie stanowi główną różnicę pomiędzy poszczególnymi nurtami anarchizmu. Ogólnie rzecz biorąc ideałem byłoby wprowadzić takie zmiany, na które wszyscy się zgodzą i ludzkość będzie żyła długo i szczęśliwie, jednak świadomość krwawego ataku faszystów gen Franco na ogarniętą reformami społecznymi Hiszpanię sprawia, że nie musimy się liczyć z różnymi atakami ludzi uzależnionych od kapitalizmu, gdyż kapitalizm narodził się z przemocy i trudno z nim skończyć bez niej, ale na pewno będziemy próbować :)
Tak więc polecam częściej odwiedzać naszą stronę w poszukiwaniu cząstkowych odpowiedzi a już teraz mogę polecić książki: Świat po kapitalizmie , Mury i wyłomy, czyli bariery i szanse, Demokracja finansowa i Projektując przyszłość - będące najnowszymi próbami odpowiedzi na to pytanie.

dzięki

Dziękuję za odpowiedź. Do pierwszego linka niestety nie mam dostępu, byłbym wdzięczny za wymienienie tych książek z autorami. Bardzo chętnie nabędę i przeczytam.

Co do moich wątpliwości - pojawiły się niestety kolejne. Najważniejsze, o które natychmiast zapytałem sam siebie, dotyczą sposobu (mechanizmów?) gwarancji maksymalnych szans rozwoju, oraz tego kto będzie ich udzielać i kto będzie decydować o tym czym są te szanse dla konkretnych jednostek (zakładam, że sytuacja każdej jednostki jest unikatowa, więc dla każdej jednostki ktoś musi ustalić jakie działania należy podjąć w celu maksymalizacji jej szans rozwoju).

Pozdrawiam.

A ja raczej proponuję

A ja raczej proponuję anarchistyczne książki z Wydawnictwa Trojka, sa znacznie lepsze :)
www.bractwotrojka.pl

książki

Z pewnością nie jedna pozycja z wydawnictwa trojka równie dobrze i obszernie zakreśli alternatywne koncepcje dla systemu kapitalistycznego, ale nie wszystkich stać na kupno książek, więc nie chcę kłaść kapitalistycznej kłody pod nogi ludziom, którzy są spragnieni wiedzy, która wg mnie jest bezcenna. Dlatego polecam pozycje, które mniej wprost, ale równie ambitnie i merytorycznie zarysowują wizję alternatywnych systemów nie opartych na społecznej hierarchii i wyzysku.

książki

linki powinny już działać.
a autorzy tych książek to:
Naomi Klein - Mury i wyłomy, czyli bariery i szanse
David Korten - Świat po kapitalizmie
Jacek Andrzej Rossakiewicz - Demokracja finansowa
Jacque Fresco - Projektując przyszłość

"Będą gromadzić więcej, niż im potrzeba"

To źle?

Utopia nie możliwa do stworzenia

No właśnie ta sprawa związana jest z tym ,że ustrój Komunistyczny jest ustrojem utopijnym , idealnym niemożliwym do stworzenia i to przez ludzi.
Przecież zastanówmy się nad słowami Marksa:
"Każdy według swoich zdolności, każdemu według jego potrzeb."
Jak widać ,to zdanie zaprzecza sobie - ponieważ z jednej strony według potrzeb z drugiej zdolności . Czyli kto dostanie więcej - robotnik które po prostu chcę coś , czy naukowiec który wymyśla wynalazki które owy robotnik chce?
Oczywiście w idealnym społeczeństwie nie ma takiego problemu - powiedzmy ,że wszystkie dobra wytwarzają maszyny człowiek dostaje tylko to co chcę , i co najważniejsze nie ma ani jednej jednostki której zachciałoby się tyle ,że musiałoby zabraknąć dla innej jednostki - ba - nawet jeśli przyjmiemy powiedzmy już abstrakcyjną magię - to i tak zawsze może znaleźć się ktoś kto będzie chciał - coś co należy do jego sąsiada - oczywiście może wydawać się ,że to ta jednostka ma za duże "chciejstwo" i nie nadaje się do życia w społeczeństwie - ale przecież to niszczy od razu całą ideologię , po co on może za to ,że chcę więcej niż inni.

Niestety komunizm ale i anarchia są ustrojami utopijnymi i nie można ich stworzyć ponieważ nie ma idealnych ludzi .

W tym przypadku zawsze ktoś może stwierdzić ,jeszcze że tych przeciwnych można zmusić - jednak niszczy to całą idee i właśnie powoduje powstanie już innych totalitarnych ustrojów takich jak socjalizm , monarchia ale i w pewnym stopniu demokracja (głównie kapitalistyczna , bo sama demokracja bezpośrednia też jest zwykłą ideą.).

Robotnik "chce coś" tak samo

Robotnik "chce coś" tak samo jak naukowiec, przecież naukowcom tez przede wszystkom chodzi o to żeby mieć środki do życia, poza tym robotnik pracuje może nigdy nie słyszałeś o tym :) Myślisz że te wynalazki które wymyślają naukowcy tworzą się potem same? Więc kto powinien dostać więcej ten kto je wymyśla czy ten kto je tworzy? Jakby nikt ich nie wymyślił to by ich nie było, jakby nikt ich nie stworzył byłyby tylko pomysłem.
Ani komunizm Marksa ani anarchizm nie są utopijne, w ogóle nie wiesz co znaczy to słowo, jak już napisał ci "A". Ale co do komunizmu i jego problemów związanych z ograniczonością zasobów mógłbym się zgodzić ( wtym sensie że nie można mieć wszystkiego co się chce jest to też od zawsze główny punkt sporu miedzy anarchokomunistami i innymi anarchistami) z tym że chyba nie rozumiesz że nie jest to żaden argument na rzecz kapitalizmu. Już dzisiaj na świecie wytwarza się tyle żywnosci i innych podstawowych dóbr że spokojnie starczyłoby dla wszystkich, ale miliony ludzi umierają z głodu - problemem nie jest brak tych podstawowych dóbr tylko niesprawiedliwy ich podział.

Jeśli chodzi o "idealnych ludzi" to jest dokładnie na odwrót niż myślisz, pod tym względem znacznie bardziej "utopijne" (w twoim znaczeniu) sa inne ideologie, bo zakładają że na przykład jeśli da sie niektórym ludziom władzę to oni nie będa jej nadużywac i będą działać w interesie społeczeństwa a nie swoim własnym (i na kazdym kroku. codziennie potwierdza sie to że to nieprawda) Czy to nie jest "utopijna" wiara? Tymczasem anarchiści od zawsze mowią że jeśli da się niektórym ludziom uprzywilejowaną pozycję czy to w polityce czy w gospodarce to będą działać w swoim interesie na koszt innych, bo "władza deprawuje". Więc odpowiedz sobie na pytanie kto tu wykazuje się naiwną wiarą, na pewno nie my.

Rozsądek, a nie żadna utopia

Zacznijmy od tego jak definiujemy słowo "utopia". Pierwszym, powszechnie używanym znaczeniem tego słowa jest: przedstawienie jakiegoś projektu niemożliwego do osiągnięcia tzw. wyidealizowanego. Drugim, chyba już rzadziej używanym obecnie w społeczeństwie znaczeniem tego słowa jest: przedstawienie jakiegoś projektu w charakterze pozytywnym, dobrym, jako np. stworzenie lepszego(lecz nie - idealnego) świata. Jeśli chodzi o pojęcie pierwsze to mogę napisać tyle: nie ma czegoś takiego jak "utopia", ponieważ wszystko wokół nas ciągle się zmienia. Uczy chociażby nas tego nasza "najlepsza nauczycielka" - przyroda. W kontekście drugiego znaczenia, to owszem, anarchizm jest w tym pozytywnym sensie utopią, ponieważ chce zmienić byt na zdecydowanie lepszy, lecz nie idealny! Społeczeństwa, życia idealnego moim zdaniem nie jesteśmy w stanie osiągnąć, za to lepsze, dobre(może i nawet bardzo - owszem). To mass media i ludzie rządzący głoszą ciągle tą zakłamaną propagandę, że życie polegające na dostatku jest niemożliwe dla wszystkich ludzi, a następnie mówią, że to właśnie oni są tymi "wybranymi", którzy powinni mieć ten dostatek - to jest chore, ale prawdziwie. Właśnie tak to wygląda, garstka całkowicie zdegenerowanych jednostek tworzy dyktat, radykalnie stosując manipulacje na społeczeństwie, które mimo swojego ogromnego niedostatku czasem mówi nawet, że żyje mu się nie najgorzej. Orwellowska wizja świat niestety się ziściła... Właśnie dlatego, by nie doszło do żadnych totalitaryzmów, to trzeba edukować społeczeństwo, merytorycznie tłumacząc mu o co chodzi. Przykładowo zapewne dlatego powstał ten portal. Jeśli ktoś by nie chciał żyć w stanie anarchii - to ok, jest to jego wybór, lecz nie mógłby on ograniczać mi mojej swobody np. tworząc nowe państwo(czy jakiś taki twór), które chciałoby mną władać. Jeśli dana osoba chce, by ktoś nią rządził, to ok, jest to jej własny indywidualny wybór w jakim bycie będzie żyła, lecz nie można narzucać nikomu swoich poglądów na siłę. To wszystko jest możliwe, trzeba tylko chcieć i działać. Bierność i suche spekulacje nic nie dadzą, a raczej jedynie mogą jeszcze bardziej pogłębić obecny i tak już bardzo zdeprawowany system.

oczywiście że tak

Oczywiście, że gromadzenie więcej niż jest potrzebne do życia i samorealizacji jednostki jest złe, ponieważ wynika z nieznajomości swoich potrzeb i wskazuje na wadliwe ukształtowanie osobowości. Taka jednostka nigdy nie będzie nasycona i zawsze będzie odczuwała niedostatek. A biorąc pod uwagę, że takie osoby dały sobie wmówić, że tylko posiadanie dóbr materialnych daje szczęście, wtedy z pewnością takie osoby będą nieszczęśliwe.

To ciekawe co piszesz

Ale, po pierwsze - dlaczego uważasz, że to właśnie Ty wiesz lepiej, co jest "potrzebne do życia i samorealizacji" innych ludzi i lepiej znasz ich potrzeby, niż oni sami (7 miliardów!). To jednak pestka. Druga, ważniejsza kwestia jest taka: jak wyobrażasz sobie rozwój gospodarki bez ciągłej produkcji, akumulowania i przechowywania większej ilości, niż się potrzebuje do "nasycenia"? Chcesz, żebyśmy wrócili do poziomu wspólnoty zbieracko-łowieckiej (neolit)? Bo tylko takie wspólnoty nie akumulują nadmiarów, zabierają naturze dokładnie tyle, ile potrzebują aktualnie i na krótki termin zapasów.

odp.

1 Wystarczy poczytać trochę książek psychologicznych, które traktują o ww zagadnieniach (oczywiście nie chodzi mi o sponsorowane przez korporacje poradniki "psychologiczne") i będziesz wiedział skąd się bierze np zakupoholizm. Jeśli chodzi o samorealizację to każdy człowiek ma pewne predyspozycje, których szkolenie i wykorzystywanie w życiu dla dobra innych (poczucie przydatności i skuteczności) sprawia, że człowiek ma poczucie samorealizacji, ale w warunkach wolnego rynku ludzie wyjątkowo rzadko mogą robić rzeczy odpowiadające ich wrodzonym talentom a jedynie muszą się dostosować do ciągle zmieniających się warunków.
2 Chyba źle się zrozumieliśmy. Nie chodzi o to żeby nie gromadzić dóbr, których ew niedobór mógłby zagrozić zdrowemu funkcjonowaniu społeczeństwa (społeczne spichlerze z żywnością itp. są konieczne i to jest kwestia bezdyskusyjna). Chodzi o to, żeby jednostka nie magazynowała dla siebie jak najwięcej dóbr, których sama nie może skonsumować, bo takie postępowanie sprawia, że może nie wystarczyć tych dóbr dla innych. Klasycznym przykładem jest sytuacja, w której właściciel fabryki karmi swoje psy lepszymi smakołykami niż te, które może zjeść dziecko robotnika pracującego w jego fabryce. Jest to patologia i zaburzenie społeczne, które generuje nawarstwiające się problemy.

No może i patologia

ale wyobraź sobie takie coś: posadziłem sobie super egzotyczne drzewo dające mega super świetne owoce. Dbałem o nie, wydałe kupę kasy na sadzonkę, nawozy, opryski. Potem cieszę się tymi owocami i je sobie zajadam, z pełną świadomością (ale bez nadmiernej radości), że nikt w okolicy takich nie ma.

Pytanie: dlaczego ktoś inny ma mieć prawo do tych super owoców, np. rolnik z sąsiedztwa, alkoholik, który poprzedni rok spędził nie na pielęgnowaniu swoich pól, roślin itd, tylko na leżeniu nawalonym w różnych miejscach?

Nierealny przykład? Pojedź na wschód Polski i popatrz, jak wyglądają wsie.

Nie obraź się...

Nie obraź się, ale jak byłeś mały to bawiłeś się swoimi zabawkami z innymi dziećmi, czy nikomu ich nie pozwoliłeś brać i bawiłeś się sam? (pytanie retoryczne)
Normalną sytuacją jest taka, w której sprawia nam satysfakcję dzielenie się z innymi tym co mamy. Ja osobiście nie jestem zwolennikiem odbierania na siłę osobom pazernym ich dobytku, dlatego też marnuję swój cenny czas na tłumaczenie innym, że warto się dzielić ;)
Wg mnie wszyscy ludzie powinni nauczyć się czerpać satysfakcję z dzielenia się z innymi. Na szczęście większość ludzi jeszcze nie utraciła tej zdolności, ale w związku z tym, że jest wiele osób pazernych, które "biorą rękę, gdy im się daje palec" a w dodatku sami nie dzielą się z nikim, dlatego ludzie "normalni" ograniczają swoją dobroczynność do osób które znają i wiedzą, że właściwie zinterpretują ich akt altruizmu. Jednak takie akty nie powinny ograniczać się wyłącznie do rodziny, gdyż może to doprowadzić do tworzenia się systemów mafijnych w stylu włoskim.
Tak więc wracając do przykładu z drzewem, uważam że taka osoba powinna sama czuć potrzebę podzielania się z innymi efektami swojej pracy i nauczyć się czerpać radość z dawania innym. To wbrew pozorom nie jest dawaniem za nic bo ludzie mają naturalną potrzebę odwdzięczania się więc (używając kapitalistycznej nomenklatury) taka "inwestycja" na pewno się opłaci :)

Dlaczego uważasz, że warto się dzielić z pijakiem?

Heroiniście dał byś w prezencie szprycę? Samobójcy - sznur?

Nie ma to nic wspólnego z dzieleniem się z normalnymi osobami - czego dotyczy też Twój przykład z przedszkolem - wtedy nie dotyczyło to dzielenia się z pijakami, dewiantami, ludźmi którzy często niszczą życie innych (bo np. lubią wpierdolić żonie), niszczą społeczeństwo, otoczenie...

Poza tym jeszcze zawsze pozostaje pytanie: a co, jeśli posiadacz tego wspaniałego drzewa jednak nie chce się podzielić - bo po prostu nie chce, i nie tłumaczy nawet dlaczego. W takim przypadku jak rozumiem idea zarówno komunizmu, jak i anarchokomunizmu biorą w łeb. Ale musisz przyznać, że taka postawa jednak jest odwieczną częścią natury ludzkiej; możesz ją nazwać patologią, możesz zachłannością, mi szczerze mówiąc to dynda co kto robi ze swoimi "zabawkami".

System społeczny, który jest niezgodny z tą wrodzoną ludziom, naturalną (bo wyniesioną z natury, odziedziczoną od prostszych organizmów) cechą, jest nieralny i zawsze taki będzie. Równie dobrze można dyskutować o systemie społeczno-gospodarczym właściwym dla Marsjan. Może i jest to w jakimś tam sensie ciekawe, ale ogólnie rzecz biorąc - raczej jałowe...

już w którejś dyskusji na tej

już w którejś dyskusji na tej stronie obaliłem twoje naiwne wybrażenia o naturze ludzkiej rodem z Hobbesa, nie wracaj do tego znowu. Jest to ogólnie rzecz biorąc raczej jałowe... tak w ogóle kiedy masz na myśli "Jestem zachłanny chciwy" itp to nie pisz że ludzie są zachłanni czy chciwi, mów za siebie :) typowe projektowanie swoich cech na innych dla zagłuszania wyrzutów sumienia

Warto się dzielić

Warto się dzielić z każdym, kto potrzebuje pomocy. Oczywiście osoby uzależnione są sporym problemem, gdyż należą do grupy używających pewnych środków w większych ilościach niż są im potrzebne do normalnego funkcjonowania, więc oni podobnie jak inne ofiary systemu kapitalistycznego powinny uzyskać pomoc w wyjściu ze swojego uzależnienia.

Jeśli chodzi o postępowanie z jednostkami o trwałych skłonnościach socjopatycznych, które mimo wszelkich dołożonych starań nie rokują poprawy, to rzeczywiście jest to spory problem, jednak całkowita zmiana systemu funkcjonowania ludzi i odcięcie jednostek od środowiska wywołującego patologiczne zachowania powinno wywołać pożądany efekt w postaci zmiany zachowania. A jeśli nie, zawsze pozostają sankcje karne takie jak ostracyzm, czyli wykluczenie ze społeczności.

Na koniec pragnę podkreślić, że zachłanność nie jest wrodzoną wadą ludzi, lecz jedynie skutkiem wadliwego uwarunkowania jednostek w procesie socjalizacji.

Ale nie chodzi o zachłanność

Chodzi o terytorialność, o chęć posiadania, ostatecznie - o dyskrecję. Czy ktoś, kto jeździ mercedesem, a nie corollą, jest zachłanny? A corollą, zamiast seicento? A seicento, zamiast rowerem? A rowerem, zamiast oddać cały majątek i żyć życiem mnicha-żebraka?

wracamy do problemu poznania swoich potrzeb

Gdy człowiek zna swoje potrzeby wtedy nie ma problemu z określeniem co mu jest do życia potrzebne i tak człowiek lubiący jeździć rowerem postara się o dobry rower, duża rodzina o samochód który ją pomieści itd itp. Są jednak dobra, które nawet nazywają się zbytecznymi i są jedynie wynikiem pustki wewnętrznej osób które je nabywają. Można do nich zaliczyć super szybkie samochody, limuzyny, bardzo drogie, czasochłonne i wymagające niedostępnych surowców dania, rekreacyjne podróże na orbitę ziemską itp. Bez tym ostatnich na pewno społeczeństwo mogłoby się obyć i nikt przy zdrowych zmysłach nie powinien za tym płakać.

Z drugiej strony

Gdyby nie frywolne zachcianki, to nie byłoby takiego dużego postępu. Wg Twojej definicji np. samochody formuły pierwszej są takimi frywolnymi, zupełnie niepotrzebnymi dobrami luksusowymi - z czym się zgadzam! Ale należy wziąć pod uwagę to, że one są platformą testową dla mnóstwa nowoczesnych rozwiązań, które potem wchodzą do produkcji masowej. Łącznikiem, czynnikiem zbiorczym, który motywuje do takiego wykorzystania luksusu, żeby przynosił on korzyść producentowi masowemu - a przez to całemu społeczeństwu, które ma coraz lepsze, bezpieczniejsze itd samochody - jest właśnie kapitalizm, krwiożercza chęć zysku.

Już pomijam fakt, że jakiekolwiek ograniczenia w dostępie i posiadaniu dóbr luksusowych mają bardzo mało wspólnego z anarchizmem, bo ich realizacja wymagałaby powołania komando przeczesującego domy i konfiskującego a to co droższe obrazy, a to co lepszą biżuterię...

No i jeszcze jedna sprawa. Zdajesz sobie sprawę z tego, że gdyby nie frywolność i chęć posiadania luksusów w przeszłości, nie mielibyśmy obrazów Leonarda da Vinci, Kaplicy Sykstyńskiej, i ogólnie kultura i sztuka, pozbawiona mecenatu kosmicznie dzianych osobistości, leżałaby i kwiczała? (Tylko proszę nie replikuj mi przykładami kultury i sztuki uspołecznionej, jej "super" efekty możemy podziwiać w muzeach ZSRR i PRL).

Kiepski argument ten ostatni

Kiepski argument ten ostatni (znowu :) Tak się akurat złożyło że Leonardo da Vinci żył w konkretnym społeczeństwie i czy bysmy ją mieli czy nie to nikt tego nie wie, równie dobrze można powiedziec że bez bolszewizmu w Rosji nie byłoby elektryfikacji, bo akurat w Rosji zrobili to bolszewicy :) Krwożercza chęć zysku prowadzi głównie do szkód, reszta jest przy okazji. Jak zachować pozytywy (np postęp) usuwając negatywy - nad tym zastanawiają się ludzie krytyczni wobec wszystkich systemów akurat w tym przypadku kapitalizmu. jakby ich nie było może żylibyśmy w stechnicyzowanym świecie faraonów. Tak czy inaczej każdy argument typu "obecnie przy okazji zysków jest też postęp więc bez kapitalizmu nie będzie postępu" jest błędny.