Czy zabieranie bogatym i dawanie biednym jest sprawiedliwe?

Wersja przyjazna drukarkomWersja przyjazna drukarkom

sprawiedliwość.jpgNapisałem ten artykuł w odpowiedzi na liczne pytania, które ostatnio pojawiły się na naszej stronie. Dostrzegłem, że wielu naszych czytelników ma spore problemy ze zdystansowaniem się do wszechobecnej propagandy, która do granic możliwości upraszcza mechanizmy funkcjonowania systemu kapitalistycznego, co przejawia się m. in. w ciągle powtarzających się pytaniach w stylu: "Czy zabieranie bogatym i dawanie biednym jest sprawiedliwe?".

Próbując odpowiedzieć na tego typu pytania trzeba zdać sobie sprawę z tego, że współczesny kapitalizm generuje takie zjawiska jak:
1 Sztuczne kreowanie niedoborów, dzięki czemu zapobiega się spadkowi rynkowej wartości towarów;
2 Kreowanie niedoborów doprowadziło do największego w historii ludzkości głodu, co skutkuje tym że średnio co 2 sek. umiera z głodu dziecko;
3 Notuje się stały odpływ miejsc pracy z krajów o wysokim poziomie życia i pracy do krajów III świata, gdzie prawa człowieka i pracownika nie są respektowane, co z kolei skutkuje wzrostem bezrobocia w krajach rozwiniętych;
3 Wdrażając nowe technologie w miejscu pracy, zamiast skracać jej czas, redukuje się zatrudnienie;
4 Tam, gdzie wzrasta bezrobocie - wzrasta przestępczość, więc część bezrobotnych masowo ląduje w więzieniu.
5 Po to, by odizolować sfrustrowanych i doprowadzonych do ostateczności ludzi od reszty społeczeństwa, wciąż rozbudowywany jest aparat (pseudo)bezpieczeństwa, (pseudo)sprawiedliwości i system penitencjarny (opłacany z pieniędzy podatników);

Tak więc nie stoimy przed wyborem "dać czy nie dać" z własnej kieszeni na cele społeczne, ale czy dać na policję, sądy i więzienia, a przez to na pogłębienie procesu degeneracji osób bezrobotnych i potrzebujących, czy przeznaczyć nadwyżki z "uwolnionej produkcji" na pomoc osobom potrzebującym, by stali się produktywną i usatysfakcjonowaną z życia częścią społeczeństwa (nawet jeśli ich produktywność sprowadzałaby się do przeprowadzania staruszek przez ulicę). Anarchizm zakłada właśnie, że pomoc wzajemna ma być podstawowym czynnikiem zdrowego rozwoju społeczeństwa. O tym już nie raz pisaliśmy i pisać będziemy na naszej stronie, więc zajmę się naszymi oponentami i przeanalizujmy czemu służy ich pseudo wolnościowa retoryka zmierzająca do zniesienia wydatków socjalnych. Te środowiska są związane z szeroko pojętą skrajną prawicą, która nie pozwala nam myśleć o cierpieniu drugiego człowieka, a gdy ten, w akcie desperacji zrobi coś głupiego, to wedle ich doktryny trzeba go surowo karać i zmusić do tego, by sam wpadł na to, jak ma przeżyć nie szkodząc innym ( nawet jeśli nie miał w swoim życiu pozytywnych wzorców ani nie ma ku takiej egzystencji sposobności). Potocznie nazywamy ten drugi system faszyzmem, który jako taki był odpowiedzią klas wyższych (posiadających środki materialne znacznie przekraczające średnią społeczeństwa) na dziewiętnastowieczny bunt ludzi wyzyskiwanych.
Szczęście w nieszczęściu jednak nie żyjemy (już/jeszcze?) w systemie faszystowskim. Obecny system to tzw. burżuazyjna demokracja (inaczej demokracja przedstawicielska), czyli system zakładający, że prawda leży zawsze po środku. Tak więc przeforsowywanie tych dwóch skrajnych wizji przypomina przeciąganie liny. Jednak sędzia w tej grze, którym są media, niestety nie jest bezstronny, ponieważ media prywatne są własnością jednej ze stron tego konfliktu czyli klasy wyższej, media kościelne, również z uwagi na historię, trzymają się kurczowo prawej strony sceny politycznej, z kolei media państwowe są w posiadaniu władzy, która jest wybierana przez ludzi urabianych przez te pierwsze. Pozostaje jeszcze internet będący miejscem, gdzie teoretycznie każdy ma taką samą szansę wypromowania swojej idei. Jednak i tu szanse nie są równe, ponieważ dzięki środkom finansowym można zagwarantować sobie i tu lepszą docieralność do odbiorców, do tego dochodzi cały wachlarz nieuczciwych technik marketingowych, jak opłacanie rzeszy ludzi piszących tendencyjne, niemerytoryczne, a nawet obraźliwe sentencje na forach internetowych, by utrudnić merytoryczną dyskusję i zdyskredytować swoich przeciwników.

Pozostaje jeszcze pytanie: dlaczego ci ludzie szkodzą społeczeństwu, zamiast je uzdrawiać?

Zazwyczaj klasy wyższe stanowią ludzie majętni od pokoleń lub ludzie gotowi za wszelką cenę się wzbogacić. Oczywiście są też i tacy, którym dzięki ciężkiej pracy, talentowi i odrobinie szczęścia udało się wybić, ale oni nie są typowymi przedstawicielami tej klasy i albo żyją na jej obrzeżach, albo, jeśli nie stosują się do reguł swojej klasy, są z niej wykluczani przez ostracyzm i utrudnianie działania na rynku. Głównym zajęciem osób należących do klasy wyższej jest poszerzanie zakresu swojej wolności i władzy. To oni są beneficjentami systemu kapitalistycznego i to oni żyją amerykańskim snem.

Zapytacie: co w tym złego?

Często słyszymy o tzw. tajnych organizacjach w stylu głośnych ostatnio bilderbergów czy słynnych masonów. Są one źródłem dowcipów, ale i wielu teorii spiskowych. Jednak koncentrowanie się na pojedynczych ekskluzywnych grupach i przypisywanie im wszystkich negatywnych zjawisk społecznych jest infantylne i mija się z celem, gdyż człowiek będący istotą społeczną zawsze dąży do kontaktu z drugim człowiekiem. Nie inaczej jest z bogaczami, którzy stanowiąc ekskluzywną grupę ludzi mają swoje plany, których realizacja ze względu na zasięg i wpływy tych osób zawsze pociąga za sobą duże koszty społeczne. Jednak ze względu na to, że decyzje podejmowane przez takie grupy są rzadko upowszechniane, zwykli ludzie są zmuszani do domyślania się przyczyn tych zjawisk, albo wręcz są im podsuwane tzw. historyjki fasadowe, mające odciągnąć uwagę ludzi od prawdziwego źródła problemów. I, mimo że bogacze stanowią niewielki promil światowej populacji, to wśród 8 mld ludzi jest ich całkiem sporo, więc i takich "tajnych organizacji" musi też być niemało.

Co robi taka grupa ludzi, która "ma już wszystko"?

Otóż mentalność kapitalistyczna daje tu pewną furtkę, gdyż pozwala myśleć, że nigdy nie masz tyle, by nie móc mieć więcej, a im więcej masz, tym jesteś szczęśliwszy. Ale gdy z rynku wyciska się ile się da, trzeba poszukać alternatywnych źródeł dochodów. I tu znaleziono wyjście, ponieważ ludzie ci do niedawna byli obciążeni ogromnymi wydatkami na cele społeczne, które na nic im się nie przydają (oprócz ochrony przed społeczeństwem przez policję, i narzędziem do podbijania nowych rynków i surowców w postaci wojska, no i więziennictwa, by izolować od społeczeństwa ofiary tego systemu), gdyż szeroko pojęta opieka społeczna, szkolnictwo publiczne, publiczna służba zdrowia itp. nie są im do niczego potrzebne, więc naciskają, by ograniczyć do minimum związane z nimi wydatki. Tak powstała idea totalnego kapitalizmu, który przybiera formy od klasycznego faszyzmu, w którym państwo jest gwarantem przywilejów klasy posiadającej, po tzw. anarchokapitalizm (nie mylić z klasycznym anarchizmem), gdzie klasa posiadająca wyręcza władzę państwową w większości obowiązków przejmując na siebie "brzemię" faktycznej władzy.
Klasa wyższa ma też swoje słabości, jedną z nich jest nostalgia za czasami kolonializmu, kiedy to mogli korzystać z pracy niewolników oraz dóbr materialnych leżących na ziemi należącej do "dzikich plemion". Odległości dzielące oprawcę od ofiary pozwalały nie zawracać sobie głowy nieopłacalnymi wyrzutami sumienia. W tych "pięknych" czasach szlachta była zwolniona z podatków, którymi obarczone było jedynie pospólstwo. Dziś mamy do czynienia z powrotem do tamtych układów, gdyż dzisiejsze klasy wyższe, będące odpowiednikami niegdysiejszej szlachty, wykorzystują swoje wpływy do przeforsowywania powrotu do tej idei pod przykrywką projektów pomocy krajom III świata i rekonstrukcji światowej gospodarki w duchu tzw globalizacji. Taką "pomocą" jest krzewienie idei tworzenia rajów podatkowych i stref wolnego handlu, dzięki którym rzekomo ma odrodzić się gospodarka krajów III świata. Dzięki korupcji, przemocy i udanym akcjom propagandowym udało się przeforsować tą idee. A setki lat kolonizacji, wyniszczania kultury i środowiska naturalnego sprawiły, że popyt na pracę w tych krajach jest dużo większy niż podaż, jaką mogą zaoferować firmy tam działające. Wykorzystując ten fakt, elity finansowe zmuszają kraje III świata do wyścigu do dna, czyli przyjmują ofertę postawienia fabryki na terenie danego kraju, jeśli państwo zagwarantuje, że uniemożliwi robotnikom walkę o ich prawa. Dzięki temu już dziś większość towarów, jakie możemy nabywać w sklepach za stosunkowo niską cenę, pochodzi z krajów, gdzie robotnicy są zmuszani do pracy nawet ponad 48 godz. non stop, za stawkę często nie przekraczającą 10 c/godz., a następnie są wyrzucani z pracy po przekroczeniu 25 roku życia, ponieważ są już "wyeksploatowani"!!!

Tak więc tzw. klasom wyższym udało się już teraz przywrócić idee niewolnictwa w nieco odświeżonej, ale nie mniej niż kiedyś okrutnej i bezwzględnej formie. Lecz i tego im mało, ponieważ w zachodniej Europie wciąż panują nieznośne dla nich wydatki socjalne, które sprawiają, że ludzie nie będąc zdesperowani nie godzą się na podłe warunki pracy za złe wynagrodzenie. A duża kumulacja kapitału w rękach pospólstwa sprawia, że jest ono znaczącą siłą polityczną mogącą stanowić nacisk na rządy, by te poszerzały zakres ich wolności. Ta sytuacja jest nie do zniesienia dla tych, którzy przyzwyczaili się do życia ponad społeczeństwem. Dla nich rachunek jest prosty: jeśli wypłacę powiedzmy 10.000 pracownikom mniej o 100$/m-c, to oni stracą tylko po 100$ na głowę, ale właściciel zyska 1 mln$/ m-c, więc jego możliwy zysk znacznie przekracza stratę przeciętnego robotnika (którego i tak prawie nic nie łączy z pracodawcą), więc wskrzeszanie jakiejkolwiek empatii w stosunku do pracowników jest dla pracodawców szkodliwą słabością. Takie kalkulacje sprawiają, że inwestycje na walkę z wszelkimi ruchami społecznymi i robotniczymi są wyjątkowo opłacalne.
I tak generowane są kryzysy i atmosfera strachu przed terroryzmem, by w ogólnej wrzawie wprowadzać uprawnienia dla policji i możliwości inwigilacji, o których jedynie mogły pomarzyć dawne reżimy totalitarne. A gdy społeczeństwo zachodnie będzie już dokładnie trzymane w szachu przez aparat bezpieczeństwa, będzie można bez problemu odebrać mu ochłapy, które łaskawie skapywały z pańskiego stołu.

Dlatego właśnie anarchiści oraz inne grupy lewicowych działaczy tak stanowczo atakują kapitalizm. Dla nas nie jest on ziszczeniem idei sprawiedliwości w jakimkolwiek sensie, a jedynie systemem, w którym osoby stwarzające problemy społeczne są nagradzane, a ich ofiary karane. To zjawisko jest dla nas kwintesencją niesprawiedliwości, dlatego też pytanie, czy bogaty ma dzielić się z biednym uważam za nie na miejscu, gdyż bogactwo którym dysponuje bogacz wynika z niesprawiedliwego podziału a nie jego uczciwej pracy.

Autor: Noam Abramowski
______________
By uniknąć niemerytorycznych dyskusji, przed odpowiedzią na powyższy tekst radzę: przeczytać go uważnie w całości, upewnić się czy został on właściwie zrozumiany i czy z kontekstu nie wynika odpowiedź na nasze pytanie. Ponadto proszę nie odnosić się do zdań wyjętych z kontekstu, tylko do zagadnień w takiej formie, w jakiej je zrozumieliśmy, co z pewnością zaoszczędzi nam zbędnego bicia piany i ułatwi ew. dyskusję.

Komentarze

Matka natura nie stworzyła

Matka natura nie stworzyła wszystkich jednakowych, jesteśmy różni, mamy różne talenty, różnie je używamy(lub nie), mamy różne doświadczenia, różne pozycje startowe, różne wychowanie, różne wartości, kultury czy wreszcie różne ambicje.

Już od samego początku zanim się nawet urodzisz nie jesteś taki sam jak inni. Ludzie nie są równi, koniec kropka. Ignorowanie tego jest arogancją. Możesz narzekać na "Boga"/"Matkę Naturę"/"Reinkarnację"/"Inne siły wyższe" i mówić że to "niesprawiedliwe" co nie zmieni faktu, że to jest naturalne. I dlatego naturalną konsekwencją tych różnic są różne "poziomy podziału".

Sprawiedliwość «uczciwe, prawe postępowanie» mocne słowo, często używane tutaj w kontekście "bogactwa".
W zasadzie upraszczając wiele spraw i sprowadzając rzecz do fundamentów można zapytać:
Czy uczciwym jest aby ludzie dostawali taką samą dniówkę za tę samą robotę ? Jeśli tak, to czy uczciwym byłoby, żeby człowiek z talentem/doświadczeniem dostał większą dniówkę, ponieważ w tym samym czasie zrobi więcej danej pracy. Jeśli tak, i jeśli przyjmiesz własność prywatną oraz możliwość jej przekazywania potomstwu to akumulacja bogactwa w niektórych rękach jest naturalna i nieunikniona.

Akurat system kapitalistyczny(wolny rynek, wolna konkurencja, dowolność obrotu swoim kapitałem) który tak krytykujesz jest jednym z tych który są bardziej sprawiedliwe i wolne. W feudaliźmie jak się urodziłeś chłopem to byłeś nim do śmierci bogatym lub biednym ale chłopem, w systemie kastowym który do dziś defacto funkcjonuje w niektórych regionach Indii nie masz żadnej wolności. Urodzisz się "niedotykalnym" to będziesz nim do końca. W kapitaliźmie masz wolność wyboru zawodu, owszem nie zawsze i nie wszyscy mają możliwość np. pójść na studia z powodów finansowych. Tu uważam można mieć pole do popisu i "wyrównywania szans" ze względu na możliwości i talenty danego człowieka a nie na zawartość portfela. Wiadomo, że obecny system nie jest idealny i że są sytuacje gdy silniejszy wykorzystuje swoją pozycję i w trudnych warunkach np. obniża pensje. Ale prawda wygląda tak, że w miejscach gdzie rynek funkcjonuje normalnie i nie ma nadmiernej regulacji, monopoli, konkurencja powoduje że wyzyskiwanie nie jest "normalnością" tylko wyjątkami. Jak ktoś nie płaci przyzwoicie to się zwalniasz i szukasz innej roboty. Nie mówię że jest to łatwe ale jest możliwe, jeśli państwo jakoś normalnie funkcjonuje.

Redystrybucja jako lekarstwo na nierówność w podziale bogactwa - o tym, dlaczego ta nierówność występuje pisałem wyżej i uważam, że twierdzenie "bogactwo którym dysponuje bogacz wynika z niesprawiedliwego podziału a nie jego uczciwej pracy" jest bzdurą. Nie mówię, że jest idealnie ale gdy prawo jest równe i sprawiedliwe - kapitalizm jako system działa.
Słów parę dlaczego redystrybucja jest nieskuteczna i powoduje szkodliwe dla społeczeństwa skutki. Otóż jak pisałem ludzie nie byli, nie są i nigdy nie będą równi chyba że na świecie zostaną klony tylko jednej osoby. Stąd zawsze będą nierówności. Spora ich część bierze się z braku ambicji czy mówiąc wprost - lenistwa.
Żebyśmy się zrozumieli nie mam zupełnie nic przeciwko buddyjskim mnichom którzy nie mają ambicji gromadzenia bogactwa. Mają swoją drogę przez życie i są z tym szczęśliwi i super. Mówiąc o braku ambicji i lenistwie mam na myśli ludzi którzy żyją na "socjale" państw zachodnich. W Polsce tak się może nie da ale jeśli pojeździcie po zachodzie gdzie bezrobotne jest wyższe, często bezterminowe i do tego występują rozmaite dodatki zobaczycie dużo osób, które nie pracują bo im się nie chce. Jak byłem w Angli dobrych pare late temu jeszcze zanim weszliśmy do EU, roboty tam było dużo, jeśli ktoś był anglikiem w tamtym czasie i nie pracował to oznaczało że po prostu nie chciał.
Sąsiad koło którego mieszkaliśmy był takim przypadkiem, facet 30 lat, żona, dwoje dzieci nikt u nich nie pracował, gość siedział całe dnie w pubie. Pogadałem z nim chwile - nie pracował bo nie chciał, "nie opłacało mu się" bo jakby chodził do roboty to by dostał tylko 300 funtów więcej niż wyciąga z socjala a musiałby pracować. W Niemczech też spotkałem parę takich przypadków.
Przechodząc do sedna sprawy uważam że "redystrybucja" która tutaj występowała była niesprawiedliwa i wręcz krzywdziła tego faceta.
Niesprawiedliwa - bo gość żerował na osobach pracujących i płacących podatki. Krzywdząca go bo gdyby się skończył socjal to on po paru latach będzie miał bardzo ciężko żeby znowu zacząć normalnie funkcjonować w społeczeństwie a nie jako sęp.

Ludzie mają to do siebie, że równają w dół. Nie ukrywam, że moja opinia o ludziach jako gatunku jest niska. Jeśli nie musi to się nie ruszy. Jeśli będziesz dawał tę samą pensje grupie ludzi która wykonuje tą samą pracę to najlepszy z nich wyrówna do najgorszego. Ludzie nie są równi i tacy sami ale jeśli będziesz płacił tak samo za godzinę a nie za robotę to możesz być pewien że będą robić "minimum" mimo że niektórzy z nich dzięki swoim umiejętnościom/talentom/doświadczeniu mogliby robić lepiej czy więcej. Niesprawiedliwym dla mnie jest dawać np. murarzom tą samą dniówkę za murowanie gdy jeden położył x cegieł a drugi 2x cegieł. A że zrodzi to "nierówny podział" ? I co z tego ? Niech lepszy za większą dniówkę sobie kupi lepsze ubrania i poszuka fajniejszej dziewczyny z którą będzie miał dziecko o lepszych perspektywach albo niech sobie odłoży coś i otworzy własny biznes, a gorszy ? Cóż będzie marudził i miał mniejsze szanse ale tak to już jest. Ludzie nie są równi.

Piszesz jeszcze o głodzie, w kontekście całego świata stawiając tezę, że winny temu jest "współczesny kapitalizm", ponieważ "sztucznie kreuje niedobory". Nie będę wnikał w cyfry, śmierć z głodu to tragedia ale nie sposób nie zauważyć, że nie na całym świecie mamy kapitalizm. Dwa proste przykłady:
1. Korea Północna - system komunistyczny, gdzie mamy redystrybucję dóbr, totalne przeciwieństwo kapitalizmu. Tylko, że tych dóbr nie starcza dla wszystkich. Dlaczego ?
2. Zimbabwe- Mugabe wypędził wszystkich "kapitalistów", znacjonalizował wszystkie farmy należące do "białych posiadaczy(wyzyskiwaczy) ziemskich". Trzeba przy tym wiedzieć, że Zimbabwe ma znakomite gleby nadające się pod uprawę żywności. Tak jak mówi się o Ukrainie, że jest spichlerzem Europy tak Zimbabwe jest spichlerzem Afryki. Lekko są w stanie wykarmić cały kontynent, a jednak ludzie umierają tam z głodu i kapitalizm nie ma tu nic do rzeczy.

Przykładów można by jeszcze parę przytoczyć szczególnie w rejonach gdzie toczą się wojny ale chodzi mi o dwie sprawy które już widać:
Po pierwsze pokaż mi przykład kapitalistycznego kraju, z normalnym prawem gwarantującym równość gdzie ludzie umierają z głodu. Owszem polityka dotacji rolniczych i ceł jaką prowadzi np. unia europejska zdecydowanie nie sprzyja rozwojowi państw biedniejszych. To że np. banany nie mogą być krzywe ani za długie to wszystko jest spowodowane rozgrywkami politycznymi i dostępem pewnych a nie innych państw do rynku EU bo były byłymi koloniami francuzów czy portugalczyków. Wzdrygam się przed podciągnięcie tego pod kapitalizm, któreho istotą jest wolny rynek, i tutaj regulacja jak krzywy jest banan jest tego zaprzeczeniem ale rozumiem że chodzi nie o idee ale o status quo. Tym niemniej powiedz w których krajach gdzie jest kapitalizm, z prawem które jakoś funkcjonuje ludzie umierają z głodu.
Po drugie, używanie wszystkich zgonów z powodu głodu, nawet tych ewidentnie nie powiązanych w żaden sposób a wręcz odcinających się od kapitalizmu dla poparcia tezy, że przez kapitalizm umierają ci ludzie jest ewidentną manipulacją.

Anarchia jest wyższą formą naszej ewolucji...

Yogos, co do kwestii kapitalizmu:

Na początku XXI wieku, dominującym mechanizmem właściwie każdej ekonomii na świecie jest jakaś forma "Systemu Monetarnego". System Monetarny używa pośredniczącego medium, zwanego pieniędzmi, jako środka dostępu do pracy, produkcji, dystrybucji i konsumpcji dóbr i usług. Użycie tego medium wymiany monetarnej, jako bazy dla systemu ekonomicznego, może być nazwane "Ekonomią Monetarną".
Choć praktycznie żaden naród na planecie nie używa obecnie niczego innego, jak Ekonomii Monetarnej, pewne różnice istnieją. Ogólnie rzecz biorąc, te różnice sprowadzają się do stopnia, w jakim rząd kraju kontroluje ten system. Sortując je malejąco, od najwyższej kontroli, do najniższej, mamy najpierw Komunizm (maksymalna kontrola), następnie Socjalizm (częściowa kontrola) aż w końcu Kapitalizm (bardzo mała lub żadna kontrola). Te różnice w zastosowaniu ekonomii można nazwać Systemami Społecznymi.
Naczelnym Systemem Społecznym świata jest obecnie Kapitalizm. Zwykle idący w parze z kolejną teorią znaną jako "Wolny Rynek" jest on definiowany następująco: "system ekonomiczny, w którym środki produkcji są własnością prywatnych osób, gdzie operuje się nimi dla zysku i gdzie inwestycje, dystrybucja, przychód, produkcja oraz ceny dóbr, i usług są determinowane poprzez operacje "wolnego rynku".
Wolny Rynek jest zasadniczo nieregulowaną przestrzenią handlu, w której "wymiana dóbr dokonuje się w wyniku dobrowolnie zawieranych transakcji pomiędzy kupującymi, a sprzedającymi przy dobrowolnie ustalonej przez nich cenie. Na wolnym rynku kupujący i sprzedający, nie podlegają żadnym ograniczeniom ani przymusowi ze strony podmiotów zewnętrznych (np. władzy publicznej), a warunki transakcji - w szczególności cena - zależą jedynie od ich obopólnej zgody". Pojęcie Wolnego Rynku ma wiele interpretacji i wariantów. Przykładowo, jedną z najbardziej ekstremalnych, ale i najpopularniejszych obecnie ideologii jest "Szkoła Austriacka", zakładająca "Leseferyzm" ("laissez-faire"), który zasadniczo oznacza odstąpienie od jakichkolwiek interwencji rządowych w sprawach ekonomii. Z tej perspektywy, "opieka społeczna" i jakiekolwiek inne, sponsorowane przez rząd, programy "społeczne" mogą być uważane, za niewłaściwe.
Teraz, pomijając już ogólną terminologię, najważniejszym atrybutem Ekonomii Monetarnej jest tak zwana "Teoria Wartości". Poziom 'wartości' danego produktu lub usługi jest uzależniony od dwóch czynników:
1) Niedoboru (dostępności) użytych materiałów.
2) Ilości ludzkiej pracy potrzebnej do produkcji dobra lub usługi.
Przykładowo:
Wyobraź sobie ile czasu wymagało zrobienie prostej koszuli przed nadejściem elektryczności i nowoczesnych technologii przemysłowych. Cały proces mógł polegać na: przygotowaniu gleby - zasianiu bawełny - doglądaniu pola przez okres wzrostu - zbiorze wełny - obrobić nasiona - przerobić bawełnę na nić - połączyć ją w tkaninę - i zrobić z tkaniny koszulę.
Biorąc pod uwagę powyższy scenariusz, patrząc tylko z punktu widzenia ludzkiej pracy, wartość koszuli byłaby relatywnie wysoka, a sam produkt sprzedawany po cenie adekwatnej do ilości wykonanej pracy. Wartość nasion bawełny (materiał składowy) byłaby nikła, gdyż są one produktem ubocznym poprzednich zbiorów, przez co ich niedobór byłby bardzo mały. Z tego też powodu, właściwa wartość koszuli bierze się z ilości ludzkiej pracy koniecznej do jej wykonania.
Teraz, hipotetycznie, co by się stało, gdyby ta produkcja w ogóle nie wymagała ludzkiej pracy, zaś ziarna/woda/światło słoneczne/gleba zachowały swoją naturalną obfitość? Jaka byłaby wtedy wartość koszuli? Oczywiście, żadna.
Na początku XXI wieku Maszyny Przemysłowe, przejęły rolę rudzi w sianiu i zbieraniu produktów agrokultury do tego stopnia, że jeden rolnik może teraz samemu obsługiwać ponad 1000 akrów ziemi. Pojawienie się wyposażenia takiego jak Odziarniarka do Bawełny dramatycznie zredukowało ludzki wysiłek, zaś obecnie postępująca komputeryzacja przemysłowa, przysuwa nas coraz bardziej do całkowitej automatyzacji, między innymi przemysłów tekstylnych i agrokulturowych. Chodzi o to, że pozycja "Wartości Ekonomicznej", jako teoretycznie statycznego pojęcia w ekonomii, zostaje obecnie przyćmiona przez wpływ technologii (zwiększenie łatwości produkcji i dostępności materiałów), co może, teoretycznie, wyeliminować całkowicie pojęcie "wartości".
Kiedy ludzka praca zostaje zredukowana/zastąpiona przez pracę maszyn, rzekoma "wartość", czyli równanie "pracy" do "ceny", również spada. "Wartość" produktu wynikowego przesuwa się więc w kierunku produkcji/obsługi maszyn, które obecnie pełnią rolę pracowników. W konsekwencji, im bardziej wydajne i niezawodne są te maszyny, tym bardziej "wartość" produktu spada.
Zrozumienie tego wzorca automatyzacji, wraz z nowymi innowacjami, które znajdują substytuty dla "rzadkich" surowców, mogłoby doprowadzić nas w miejsce, gdzie żadne dobro czy usługa nie będzie już potrzebować "wartości" czy metki z ceną. Po prostu nie miałoby to sensu. Dla wielu jest to niepojęte, biorąc pod uwagę co widzimy w codziennym życiu. Niezależnie jednak od Twojej opinii, prawda jest taka, że ciągły technologiczny rozwój wraz z automatyzacją może teoretycznie stworzyć ekonomię, w której obfitość materiałów i środków produkcji będzie tak wysoka i wydajna, że większość ludzi nie będzie miała potrzeby czegokolwiek "kupować", nie mówiąc już o "pracy" w tradycyjnym sensie. Co więcej, jeśli maszyny powoli zastąpią jedynie mniejszą część ludzi, zwiększając bezrobocie, implikacje będą systemowe, a cała ekonomia stanie się coraz bardziej niestabilna i niepraktyczna. Ten temat będzie rozwinięty w Rozdziałach 2 i 5. Odchodząc na razie od tego, przeanalizujmy kilka empirycznych mechanizmów Systemu Monetarnego, konkretnie w kontekście Kapitalizmu, których ten system potrzebuje, by zachować integralność. W kolejnych sekcjach tego rozdziału przeanalizujemy 5 najbardziej podstawowych atrybutów, koniecznych do istnienia tego systemu, przyczyny ich istnienia oraz konsekwencje.
Mechanizm Pierwszy - Potrzeba Cyklicznej Konsumpcji
Role ludzi w systemie monetarnym są podzielone w następujący sposób: Pracownik, Konsument, Pracodawca (Właściciel/Producent)
Pracownik wykonuje określone zadania dla Pracodawcy w zamian za "Pensję", czyli monetarną zapłatę, podczas gdy Pracodawca sprzedaje produkt lub usługę Konsumentowi w zamian za "Zysk", czyli inny rodzaj monetarnej zapłaty. Z drugiej strony zarówno Pracodawca jak i Pracownik funkcjonują w charakterze Konsumentów, gdyż ich monetarna zapłata ("pensja" lub "zysk") zostają wykorzystane do zakupu dóbr i usług, których potrzebują do przeżycia. Akt kupowania dóbr i usług, który jest rolą Konsumenta, jest tym, co generuje Zysk u Pracodawcy, jednocześnie umożliwiając my płacenie Pensji Pracownikowi.
Innymi słowy, to właśnie ciągła Konsumpcja utrzymuje Pracodawcę w biznesie i zapewnia zatrudnienie Pracownikowi.
Teraz, ważne jest, by zrozumieć, że ten cykl płaca-konsumpcja, (lub cykliczna konsumpcja) nie może się zatrzymać, gdyż w takiej sytuacji cała struktura zawaliłaby się. Pieniądze nie trafiałyby do Pracodawcy, ten nie byłby w stanie zapłacić Pracownikowi, i żaden z nich nie mógłby kontynuować cyklu jako Konsument.

Konsekwencje:
1 - Nic co wyprodukowane nie może zachować swojej funkcjonalności przez czas dłuższy niż ten wymagany do zachowania integralności ekonomicznej poprzez "cykliczną konsumpcję".
Innymi słowy, każde wyprodukowane "dobro" musi się zepsuć po odpowiednim okresie czasu, tylko po to, żeby zachować cyrkulację pieniądza utrzymując wszystkich graczy (konsument/pracownik/pracodawca) w grze. Można to nazwać "Planowane Zużywanie"
Planowane Zużywanie, może przyjąć dwie formy: a) Zamierzone: Celowe blokowanie wydajności by rzeczony produkt się popsuł b) Wynikowe: Oparte na poszukiwaniu zysku cięcia w produkcji, zwykle przyjmujące formę tanich materiałów lub słabego projektu i mające na celu oszczędność tudzież zapewnienie sobie klientów na przyszłość. To natychmiast przekłada się na produkt słabej jakości. [Używanie plastiku na obudowy sprzętu elektronicznego jest tanie, zarówno dla producenta jak i konsumenta, ale wytrzymałość tego materiału jest słaba w porównaniu do, na przykład, tytanu, który jest jednak znacznie droższy]
2 - Wprowadzanie nowych dóbr i usług musi być ciągłe, by zrównoważyć jakikolwiek wzrost wydajności poprzednich generacji produktów, niezależnie od wartości użytkowej, co generuje nieskończone marnotrawstwo.
Innymi słowy, tworzenie odpadów jest celowym produktem ubocznym potrzeby utrzymania "cyklicznej konsumpcji" w przemyśle. To oznacza, że zastąpiony/przestarzały produkt jest wyrzucany, zwykle na wysypiska śmieci, zanieczyszczając środowisko. Ciągłe powielanie przyspiesza zanieczyszczenie.
"Potrzeba Cyklicznej Konsumpcji", którą można nazwać "silnikiem" napędzającym system ekonomiczny, jest zwyczajnie niebezpieczna i zepsuta, ponieważ jej natura nie pozwala by użycie stabilnych, z punktu widzenia środowiska, praktyk było maksymalizowane. Ciągłe odtwarzanie produktów słabej jakości, marnotrawi dostępne zasoby i zanieczyszcza środowisko.
By wyjaśnić to z nieco innej strony, wyobraź sobie ekonomiczne następstwa metod produkcji, które strategicznie maksymalizują wydajność i stabilność każdego dobra, poprzez użycie najlepszych znanych materiałów i technik. Wyobraź sobie samochód zaprojektowany tak dobrze, że nie potrzebowałby obsługi przez 100 lat. Wyobraź sobie dom zbudowany z ogniotrwałych materiałów, w którym wszystkie urządzenia, instalacja elektryczna i hydrauliczna etc. zostały skonstruowane z najwytrzymalszych materiałów dostępnych na Ziemi. W takim rozsądnym świecie, w którym faktycznie tworzymy rzeczy tak, by trwały, redukując jednocześnie zanieczyszczenie i marnotrawstwo poprzez zanik powielania i maksymalizację wydajności, system monetarny nie mógłby istnieć. Cykliczna konsumpcja, zwolniłaby dramatycznie osłabiając ciągle tak zwany "wzrost ekonomiczny".
Mechanizm Drugi - Obfitość Niedoboru
W Ekonomii Monetarnej istnieje dobrze znana koncepcja "Popytu i Podaży", która mówi w zasadzie, że "im więcej jest czegoś tym mniej jest to warte". Przykładowo, kiedyś woda pitna występowała bardzo obficie, co sprawiało, że nie trzeba było płacić za jej konsumpcję w sensie komercyjnym. Zanieczyszczenie wody sprawiło jednak, że obecnie filtrowana woda jest komercyjnie sprzedawana, czasem po cenach wyższych, niż ceny benzyny. Innymi słowy, niedobór zasobów się opłaca. Jeśli firma przekona ludzi, że jej produkt jest "rzadki", to może więcej sobie za niego policzyć. To daje silną motywację do tworzenia niedoboru produktów. Z innej strony, trzeba powiedzieć, że Banki Centralne krajów, również tworzą niedobór wewnątrz systemu monetarnego w celu utrzymania presji na systemie rynkowym. Bernard Lietaer, projektant systemu walutowego Unii Europejskiej, wskazuje:
"Chciwość i Konkurencja nie są wynikiem niezmiennego ludzkiego temperamentu. Chciwość i strach przed niedoborem są w istocie ciągle tworzone i wzmacniane przez rodzaj pieniędzy, których używamy. Możemy wyprodukować więcej jedzenia niż potrzeba, by nakarmić wszystkich na świecie... ale zdecydowanie nie ma dość pieniędzy, by za to wszystko zapłacić. Niedobór istnieje w naszych walutach. W zasadzie zadaniem banków centralnych jest właśnie tworzenie i utrzymywanie tego niedoboru waluty. Bezpośrednią konsekwencją tego jest fakt, iż musimy walczyć ze sobą na wzajem o przetrwanie".
Konsekwencje tej obfitości niedoboru są zwyczajnie tragiczne. Jeśli zysk może być generowany jako wynik niedoboru, tworzonego przez zanieczyszczenie, to istnieje chora podstawa dla obojętności wobec problemów środowiska naturalnego. Jeśli firmy wiedzą, że mogą zarobić więcej pieniędzy utrzymując swoje produkty w niedoborze, to jak może kiedykolwiek powstać świat obfitości? Nie może, gdyż korporacje są zmotywowane do tworzenia niedoboru, jeśli tylko istnieje taka potrzeba. Z drugiej strony niedobór w jako takiej podaży pieniądza, tworzy motywację dla nas, byśmy konkurowali ze sobą w nieetycznym, prymitywnym trybalizmie generując konflikty, stres i choroby.
Mechanizm Trzeci - Priorytetem jest Zysk
Podstawową motywacją w systemie monetarnym jest Zysk lub zdobywanie pieniędzy poprzez wykorzystanie pracy innych. Wszyscy gracze muszą, aby utrzymać się przy życiu, szukać strategii pozyskania dochodu. Pracownik szuka najlepszej możliwej zapłaty za swoje usługi, podczas gdy Pracodawca stara się ciągle zmniejszać koszty produkcji by zwiększyć swoje zyski. To jest dominująca "mentalność" w Systemie Monetarnym, zaś ci, którzy osiągają największe bogactwo (materialny "sukces") są najczęściej najbardziej bezwzględni. Choć wiele osób broniących tego systemu, może w nieskończoność powtarzać, jakie to "etyczne" standardy stosują w swoich praktykach, historia pokazała, że nastawienie na zysk jest tak naprawdę chorobą, nie tylko zatruwającą nasz dobrobyt i standardy życia, ale również środowisko na którym polegamy, we wszystkim, co jest nam potrzebne jako gatunkowi.
Zanim jednak przejdziemy do negatywnych konsekwencji tej "mentalności", zastanówmy się nad tym, co wielu uważa za dobrą stronę systemu nastawionego na zysk - "Motywacji".
Jak głosi teoria, potrzeba zysku dostarcza ludziom/organizacjom motywacji do pracy nad nowymi pomysłami/produktami, które potem będą sprzedawać na rynku. Innymi słowy, założenie jest takie, że potrzeba przetrwania poprzez zysk jest jedyną motywacją, pozwalającą na osiąganie jakiegokolwiek postępu w społeczeństwie.
Zacznijmy od tego, że najbardziej wartościowy wkład w społeczeństwo prawie nigdy nie pochodził od korporacji szukających zysku. Nikola Tesla nie wymyślił prądnicy prądu przemiennego po chciał zarobić trochę gorsza. Louis Pasteur, Charles Darwin, Bracja Wright, Albert Einstein i Isaac Newton nie wnieśli swojego gigantycznego wkładu do społeczeństwa z powodów materialistycznych. Choć jest prawdą, że przydatne wynalazki pochodzą czasem z chęci osobistego zysku ich intencja nie ma nic wspólnego z problemami ludzkimi czy społecznymi. To myślenie o własnym przetrwaniu jest tam prawdziwą motywacją.
Chęć zysku niemal zawsze jest stawiana przed zagadnieniami czysto ludzkimi, a jeden rzut oka na powodujące raka konserwanty w żywności, planowane zużywanie się niemal wszystkiego co jest produkowane i przemysł farmaceutyczny liczący sobie po $300 za antybiotyk pozwala stwierdzić, że "Oparta na Zysku Motywacja" jest w istocie szkodliwa, gdyż prawdziwą motywacją nie jest by przysłużyć się społeczeństwu w sensowny sposób, ale by wyssać z niego jak się da tyle bogactwa ile się da. Zysk jest w istocie błędną motywacją. Problemy w naszym, opartym na zysku, społeczeństwie rozwiązuje się tylko wtedy, kiedy da się na tym zarobić.
Konsekwencje:
Psychologiczne i socjologiczne efekty stawiania zysku na pierwszym miejscu są zabójcze kiedy weźmie się pod uwagę zachowanie ludzi. W zasadzie cała struktura narzuconej kontroli została stworzona by radzić sobie z niekończącymi się problemami związanymi z potrzebą przetrwania poprzez zysk. Nazywa się ona Systemem Prawnym. Choć niezwiązane z systemem monetarnym przestępstwa, zwykle rodzące się z ego, zazdrości, emocjonalnej deprawacji czy innych kwestii psychologicznych są obecnie problemem, częstość ich występowania jest niczym, w porównaniu do przestępstw umotywowanych pozyskaniem pieniędzy lub własności. W zasadzie jeśli zdefiniujemy Przestępstwo jako Zepsucie, zaś Zepsucie jako "Moralne zboczenie, nieuczciwość", to zyskujemy zupełnie nową perspektywę. Gdy się przyjrzysz zobaczysz, że niemal każda strategia prowadząca do zysku jest zepsuta u podstaw. Jest jedynie, w określonym zakresie, w którym zachowany zostaje konsensus, przyjmowana za "normalną" przez uwarunkowaną kulturę.
Przykładowo, kiedy idziesz do spożywczego i kupujesz paczkę płatków w 9 na 10 przypadków zajmują one jedynie 60% powierzchni wewnątrz opakowania. Ta "strategia marketingowa", jak nazwałaby to firma produkująca płatki, jest w istocie po prostu wierutnym, marnotrawnym kłamstwem. Agencje marketingowe, wraz ze swoimi taktykami manipulacji są prawdopodobnie najbardziej jednymi z najbardziej zepsutych instytucji na tej planecie. Niestety, zostaliśmy uwarunkowani by nazywać to wszystko "promocją" lub "strategią". Więcej o społecznych wypaczeniach powodowanych przez reklamy w sekcji "Wypaczenie Wartości" tego rozdziału.
Teraz, dla ułatwienia dalszej dyskusji o mającym swój początek w systemie monetarnym zepsuciu, podzielimy te negatywne zachowania na trzy kategorie: Zwykłe Przestępstwo, Korporacyjne Przestępstwo i Rządowe Przestępstwo.
Zwykłe Przestępstwo, biorące się z pogoni za pieniędzmi, zaczyna się od najprostszej kradzieży, przez nielegalną sprzedaż czy oszustwo, po brutalny napad rabunkowy. Tym produktom ubocznym systemu monetarnego zwykle nie poświęca się odpowiedniej uwagi, gdyż większość zdaje się traktować tych "przestępców" jako rodzaj społecznej anomalii niż połączyć ich zachowanie z potrzebą przetrwania czy zabezpieczenia swojego bytu. Nieodłączny stres i inne tego rodzaju czynniki również są pomijane.
Badania "Merva-Fowles" przeprowadzone w latach '90-tych na Uniwersytecie Utah odkryły silne powiązania, między bezrobociem a przestępstwem. Badania przeprowadzono 30 głównych metropoliach świata, których łączna populacja przekraczała 80 milionów.
Ich wyniki pokazują, że jeden procent wzrostu bezrobocia dał:
6.7% wzrostu ilości morderstw
3.4% wzrostu ilości brutalnych napadów
2.4% wzrostu ilości kradzieży

W latach 1990-1992 przełożyło się to na:
1 459 dodatkowych morderstw
62 670 dodatkowych brutalnych napadów
223 500 dodatkowych kradzieży

Gdybyś pozbawił dobrze ułożoną osobę, o wysokich standardach moralnych wszystkiego, co posiada i wyrzucił ją w biednym mieście z jedną koszulą na plecach, to jest wysoce prawdopodobne, że ta osoba, chcąc przetrwać, zaczęłaby kłamać, oszukiwać i kraść. Nie ma nic dziwnego w tym, że najbiedniejsze dzielnice w Stanach Zjednoczonych przodują w statystykach przestępczości. Ktoś, kto urodził się w zdeprawowanym środowisku, z niewielką ilością zasobów, słabą edukacją i marnymi perspektywami na pracę będzie robił to, co musi żeby przetrwać. Chodzi o to, że to ekonomiczne zepsucie (niedobór) a nie tak zwane genetyczne "przestępcze skłonności" tworzą tego rodzaju negatywne zachowanie.
Przestępstwo Korporacyjne, niemal zawsze umotywowane wyłącznie chęcią zysku, może przybierać różne formy: Planowane zużywanie, manipulacja rynkiem, outsourcing, zmowy cenowe, praktyki monopolistyczne i wykorzystywanie pracowników to tylko niektóre warte odnotowania. Poczynając od firmy Enron, celowo wyłączającej Kalifornijskie elektrownie, celem podbicia cen swoich akcji, aż po korporację farmaceutyczną Bayer, świadomie wprowadzającą do obiegu leki zakażone HIV. Powinno być jasne dla większości ludzi, że Przestępstwa Korporacyjne zdarzają się ciągle i często są znacznie gorsze od Zwykłych Przestępstw, gdyż ich reperkusje dotykają zwykle olbrzymich grup ludzi.
Potrzeba zabezpieczenia swojej pozycji rynkowej w przypadku Przestępcy Korporacyjnego nie jest niczym innym, niż potrzeba przeżycia Zwykłego Przestępcy. Podczas gdy ten ostatni zwykle popełnia przestępstwa żeby utrzymać się przy życiu, ten pierwszy robi to, chcąc zabezpieczyć swoją pozycję, władzę, styl życia i bogactwo. Jest to oparte na strachu. Pojęcie "Chciwości", manifestujące się często poprzez ciągłą niepewność pochodzącą ze strachu przed utratą tego, co się posiada, służy za motywację dla większości przestępstw korporacyjnych. To jak uzależnienie od hazardu. Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Ta neuroza jest podtrzymywana i umacniana przez społeczne czynniki produkowane przez system monetarny. Istnieje bowiem niekończący się strumień nowych "luksusów" dostępnych wraz z powiększaniem się siły nabywczej danego człowieka (posiadłości, jachty, limuzyny, diamenty, ziemia etc.). Więcej na ten temat w rozdziale "Wypaczenie Wartości".
Przestępstwo Rządowe jest jednym z najbardziej skomplikowanych i trudnych rodzajów zachowań do przeanalizowania, ponieważ na pojmowanie rządu silny wpływ mają systemy wartości, jakie "klasa rządząca" utrzymuje w społeczeństwie za pośrednictwem mass mediów i tradycyjnego, polityczne szowinizmu. Innymi słowy, patrząc na horror rządów Hitlera wielu zdaje się zapominać, że ludność Niemiecka również popierała wartości antysemickie propagowane przez reżim za pomocą mediów. To samo można powiedzieć o Amerykańskiej inwazji na Irak. Była ona początkowo napędzana przez społeczne poparcie, bazujące na nienawiści i strachu przed tak zwanymi "Islamskimi terrorystami", a wywołane atakami z 11 września 2001. Biorąc to pod uwagę, odejdźmy od naszych tradycyjnych wartości lojalności i "patriotyzmu" i zobaczmy czym rząd, wewnątrz Ekonomii Monetarnej, faktycznie jest i co reprezentuje.
Zacznijmy od tego, że każdy w rządzie dostaje pensję, a wszelkie ich przedsięwzięcia muszą być finansowane. Te pieniądze pochodzą oczywiście z "Podatków" nakładanych na ludność, lub z pożyczek udzielanych przez banki, lub inne rządy. Podatki są generowane przez "handel" lub "dochód z handlu", podczas gdy pożyczki muszą zasadniczo zostać spłacone pieniędzmi pochodzącymi również z handlu, kolejnych pożyczek, lub kolejnych podatków.
Głównym zadaniem rządu jest ustalanie praw regulujących funkcjonowanie społeczeństwa. W idealnym układzie to dobro publiczne byłoby dla rządu na pierwszym miejscu. Niestety, historia pokazała, że nie jest, i rzadko kiedy bywało. Zamiast tego, rząd jaki znamy, jest w zasadzie korporacją "nadrzędną" wobec wszystkich innych, działających w gospodarce kraju. Oczywiście ma to sens biorąc po uwagę fakt, iż wartość kraju jest liczona zgodnie ze stanem jego gospodarki. To oznacza, że rząd jest "żywotnie zainteresowany" stanem gospodarki swojego kraju, a już w szczególności swojej własnej klasy społecznej - bogatej klasy wyższej. Zainteresowanie jakiejś osoby lub grupy osób tym, że może coś zyskać lub stracić zależnie od rządowych decyzji jest dwukierunkowe. Polityk może dostać monetarne "dotacje" od jakiejś firmy, której sprzyja w swoich działaniach, podczas gdy ta firma czerpie zyski z praw ustalonych zgodnie z jej interesami. Lobbing i Dotacje w Stanach idą w miliony dolarów dawane pod pretekstem dotowania na realizację programu partii.
Przykładów zmów korporacji z rządem jest wiele, począwszy od zatwierdzania nieprzetestowanych leków przez Amerykańskie FDA [lub podobne instytucje innych krajów - przypis tłumacza] aż po zniesienie - za sprawą lobby paliwowego - Kalifornijskiego zakazu emisji gazów cieplarnianych. Tym niemniej, największym wynikającym z systemu monetarnego przestępstwem rządów jest wypowiadanie Wojny w celu zapewnienia zysków korporacjom.
Słowami dwukrotnego odbiorcy Medalu Honoru, generała dywizji Smedley'a D. Butlera: "Wojna to przekręt. Zawsze nim była. Możliwe, że najstarszym, chyba najbardziej dochodowym, a już na pewno najbardziej paskudnym. To jedyny przekręt na skalę międzynarodową. Jedyny, w którym zyski liczone są w dolarach, a straty - w życiu. Przekręt można, moim zdaniem, najlepiej opisać jako coś, co nie jest tym, czym się większości ludzi wydaje. Jedynie niewielka grupa ludzi "wewnątrz" wie w czym rzecz. Zyskuje na nim niewielu, a wielu ponosi straty. Trzymając się z dala od wojny, niewielu dorabia się prawdziwych fortun...
W [Pierwszej] Wojnie Światowej jedynie garstka ludzi zyskała na konflikcie. Przynajmniej 21 000 nowych nowych milionerów i miliarderów pojawiło się w Stanach podczas Wojny Światowej... według raportu Kongresu dotyczącego zarobków korporacji i dochodów rządowych. Biorąc pod uwagę zyski 122 producentów konserw, 153 producentów bawełny, 299 wytwórców ubrań, 49 stalowni i 340 producentów węgla działających podczas wojny. Zyski poniżej 25% były wyjątkami. Przykładowo, kompanie węglowe zarabiały między 100 a 7856% na swoich akcjach w czasie wojny. Pakowacze z Chicago podwajali lub potrajali swoje zyski.
Nie zapominajmy też o bankowcach, którzy finansowali Wielką Wojnę. Jeśli ktokolwiek spijał śmietankę zysków, to były to właśnie banki. Będąc częściej spółkami cywilnymi niż korporacjami nie musiały się tłumaczyć swoim udziałowcom, a ich zyski były równie tajne, co wielkie. Nie wiem jak banki zarobiły swoje miliony i miliardy, ponieważ te sekrety nigdy nie wyszły na jaw - nawet przed komisją Senacką."
II Wojna Światowa, Wojna w Korei, Wietnam a teraz Irak i Afganistan nie stanowią wyjątku. Przyspieszona produkcja w przemyśle, kontrakty z wojskiem, kontrakty na odbudowę, pozyskiwanie (kradzież) źródeł energii i surowców, wysoko oprocentowane pożyczki wydawane po wojnie, przez Bank Światowy i prywatne banki, krajom w niej uczestniczącym, a nawet przemyt narkotyków przez CIA to tylko kilka z najbardziej dochodowych środków.
Motywacja dla wojny jest złożona z trzech części: 1) Zyski w przemyśle, maksymalnie zwiększane przez elitę, 2) Pozyskiwanie Surowców (kradzież), 3) Geopolityczne układy mające na celu ułatwienie dalszego powiększania zysków przemysłu oraz kradzieży surowców.
To jedna z najpoważniejszych chorób powodowanych przez potrzebę bogactwa i władzy. Rząd, mając pod ręką swój zespół morderców o wypranych mózgach, jest uwikłany w ostateczną formę ochrony swojego bytu kosztem innych i tak długo, jak długo wszystkie zasoby świata będą gromadzone dla ochrony interesów grupki ludzi, cykl wojen nigdy się nie zakończy.
Powyższa klasyfikacja "zepsucia" jest tylko generalizacją. Wiele niuansów codziennego ludzkiego życia również jest zatrutych przez mechanizmy dążenia do zysku. Nieuczciwość, przejawiająca się choćby w "sztuce negocjacji", gdzie dwoje ludzi biznesu konkuruje ze sobą mając na uwadze tylko swój własny interes, przy całkowitym braku szacunku dla drugiego. Czy choćby poprzez brak równowagi wbudowany w relacje pracownik-pracodawca, w których jeden próbuje zmaksymalizować ilość wykonywanej pracy, by zredukować ilość płatnych godzin pracy, podczas gdy drugi stara się zwiększać ilość spędzonego przy pracy czasu, celem zyskania większego przychodu.
Podsumowując, Nastawienie na Zysk powoduje powstanie mentalności "my kontra oni", ponieważ wewnątrz systemu monetarnego musi istnieć relacja kupujący-sprzedający, pracownik-pracodawca, klient-właściciel... mieć-nie mieć... W tej rzeczywistości każda ze stron musi starać się o wytworzenie warunków, które są dla niej najbardziej zyskowne, przez co nowe strategie są ciągle poszukiwane i rozgrywa się nieustanna walka. Wszyscy prowadzimy ze sobą na wzajem wojnę o przetrwanie. Ta batalia nie daje zbyt dobrych rezultatów w kwestii zrównoważonego rozwoju ludzkości, a chory, zanieczyszczony i spaczony świat, który widzisz dookoła siebie jest tego wynikiem.

Mechanizm Czwarty - Wypaczenie Wartości
Nasze Wierzenia i Wartości są kreowane przez kulturę. Choć istnieją określone genetyczne podstawy dla pewnych ludzkich cech i zachowań, to jednak wiedza, którą posiadamy i sposób w jaki postępujemy i myślimy, bazując na tej wiedzy, ma swoje podstawy w środowisku.
Biorąc to pod uwagę, system monetarny wymaga sposobu, w jaki firma mogłaby informować opinię publiczną o tym, co ma do sprzedania. Ta forma komunikacji, nosi nazwę "reklamy". Charakterystyczna dla reklamy jest "promocja", ona zaś jest formą komunikacji, która, mówiąc ogólnie, ma nastawić ludzi przychylnie do rzeczonego produktu. Innymi słowy, rolą reklamy jest zachęcić... lub w bardziej dosadnych słowach - wmanipulować ludzi w kupno określonego produktu. Ta manipulacja może przyjmować różne formy, ale jedną z najbardziej efektywnych jest manipulacja i/lub wykorzystanie "wartości" widowni - czyli tego, co widownia uważa za ważne.
Zanim przejdziemy dalej należy wspomnieć, że nie zawsze istniała tak masowa konsumpcja, którą widać obecnie w Stanach Zjednoczonych i innych krajach świata. Ameryka na przykład została początkowo zbudowana, do pewnego stopnia, na rodzaju "Protestanckiej etyki", gdzie zapobiegliwość i oszczędność były dominującymi wartościami. Tym niemniej, na początku XX wieku skoncentrowany wysiłek społeczności biznesowej wypaczył te wartości i stworzył nową armię impulsywnych, ciągle niezadowolonych, martwiących się o status społeczny konsumentów. Agencje reklamowe przerzuciły się z argumentów dotyczących utylitarnych na emocjonalne i zorientowane na status społeczny. W konsekwencji obecnie przeciętny Amerykanin kupuje dwukrotnie więcej, niż przed IIWŚ.
Teraz, jedną z najpotężniejszych metod manipulacji wartościami jest podłączenie czyjejś tożsamości pod określony ideał. Patriotyzm i Religia są tu klasycznymi przykładami, ponieważ dzięki indoktrynacji w bardzo młodym wieku, człowiek zwykle jest uwarunkowany, by czuć silne, osobiste przywiązanie do kraju lub religii, jednocześnie chcąc bezwarunkowo wspierać ich doktryny.
Innym przykładem jest "moda". Moda przybiera wiele różnych form, poczynając od noszonych przez ludzi ubrań aż po ideologie jakie głoszą. By zilustrować jak świetny przemysł reklamowy stał się w manipulowaniu ludzkimi wartościami przypomnijmy, że wielu ludzi można zobaczyć noszących różne produkty w taki sposób, by eksponować logo marki, widząc w tym jakiś rodzaj "ekspresji" czy podwyższenia statusu. Napis "Tommy Hilfiger" na koszulach, "Torby Prady" czy błyszczący zegarek Rolex to przykłady produktów, w przypadku których ich przydatność czy funkcja straciły znaczenie, gdyż liczy się to, co dany przedmiot "reprezentuje".
Smutne jest, że ci ludzie często nie zdają sobie sprawy, że są w istocie niczym innym, jak chodzącymi reklamówkami określonych firm.
"Status" i "ekspresja" istnieją w rzeczywistości tylko w "projekcjach wartości" w które uwarunkowana została dana osoba, a jeśli uda się odpowiednio dużą liczbę ludzi zmanipulować w określony sposób, pojawia się trend. On zaś ponownie wzmacnia urojenie, gdyż identyfikują się z nim całe grupy. Te trendy mogą być na tyle silne, że ci, którzy nie wpasowują się w nurt mogą zostać nazwani "odszczepieńcami" i mogą zostać odrzuceni.
Teraz, zapominając o "próżności", musimy również przeanalizować spaczone wartości stworzone przez różne mentalności i światopoglądy. Ta ciągła potrzeba zainteresowania samym sobą zwykle, niczym rak, rozprzestrzenia się na inne psychologiczne rejony, tworząc i wzmacniając takie neurozy jak "Chciwość", "Zazdrość" i "Ego".
Chciwość jest najpewniej główną, poza przetrwaniem, siłą zapewniającą ciągłość systemu monetarnego. Z powodu niechybnego podziału dostępności dóbr i usług (a co za tym idzie również standardów życia) zależnie od posiadanej siły nabywczej, ludzie bez końca chcą więcej bogactwa. Rezultatem jest kultura nie znająca pojęcia równowagi, umiaru i nie rozumiejąca co jest naprawdę ważne. Reklamy wykorzystują to podsuwając nam coraz to nowe wizje "możliwości", zwykle sprawiając, że ludzie kwestionują własną wartość ponieważ nie mają "tego co najlepsze z życia".
Zazdrość wydaje się być kultywowana od najmłodszych lat, nawet w szkole, kiedy nauczyciel chwali ucznia dostającego wysokie oceny, ganiąc tego, poradził sobie gorzej. W efekcie ten ostatni czuje zazdrość w stosunku do tego, kto otrzymał wyższą ocenę. Niezależnie od źródła zazdrości, klasyczną taktyką reklamową jest wykorzystanie tej neurozy pokazując człowiekowi coś, czego nie ma i sprawiając, by poczuł potrzebę posiadania tej rzeczy, aby czuć się "równym". To bardzo podobne do chciwości, z tą różnicą, że ludzie uczą się dzielić ludzi zależnie od ich stanu posiadania, tworząc społeczne napięcia i konflikty.
Ego jest zwykle definiowane jako "uczucie wyższości w stosunku do innych". To spaczenie przybiera zasadniczo jedną z dwóch form:
1) Ogólna wyższość bazująca na bogactwie lub pozycji w społecznej hierarchii
2) Arogancja wynikająca z kreatywnego wkładu danej osoby, wymaganie prestiżu, wdzięczności lub jakiejś innej "nagrody".

To ostatnie wielu ludziom wydaje się naturalne, jako że ludzie dzisiaj uwielbiają czerpać "uznanie" ze swoich dzieł i wynalazków. Ma to silne wsparcie w systemie monetarnym ponieważ w kwestii zysku, człowiek zostaje dosłownie "wynagrodzony" za swoje własne wynalazki i działania. To dodatkowo pogłębia skłonność ludzi do wymagania uznania za swoje dzieła, nawet, kiedy nie ma to nic wspólnego z pieniędzmi. Musi być jasne, że nikt nie "wynajduje" i nie tworzy niczego samemu. Każda idea i twórczość wynika z tego, co zostało wniesione przez poprzednie pokolenia, wpływów środowiska i/lub badań. Isaac Newton powiedział kiedyś: "Jeśli widzę dalej to tylko dlatego, że stoję na ramionach olbrzymów". Chodziło mu o to, że jego badania, a co za tym idzie również odkrycia, bazowały na pracy wielu naukowców, którzy żyli przed nim. Jego zasługi nie należą zatem wyłącznie do niego, ale do wszystkich naukowców, od których uczył się, i z którymi pracował.
Ten rodzaj Ego nie ma podstaw, kiedy człowiek rozumie, że WSZYSTKIE odkrycia i dzieła są tak naprawdę wynikiem następujących po sobie aktów współpracy, w ten czy inny sposób.
Teraz, co do pierwszego z wyżej wymienionych rodzajów Ego ("Ogólna wyższość bazująca na...") jest to usposobienie będące wynikiem klasowych podziałów i, na pewnym poziomie, psychologiczny mechanizm mający sprawić, by człowiek czuł się lepszy od innych ludzi. Bogaczowi znacznie łatwiej zlekceważyć bezdomnego mijanego na ulicy poprzez stwierdzenie, że "to tylko leniwy włóczęga", niż zauważyć, iż jest on ofiarą kultury. Z innej strony, ślepy elityzm, w formie "klasowego rasizmu", prowadzi do lekceważenia tych, którzy posiadają mniejszą siłę nabywczą jako "gorszych" i "nieprzydatnych". Społeczna pozycja, edukacja i styl życia, na który stać tą elitę jest bowiem w dużej mierze niedostępny dla pozbawionych określonej mocy nabywczej, co tworzy podziały w obrębie całej kultury.
W ostatecznym rozrachunku, nasze wartości są oparte na tym, co działa i pozwala nam wieść lepsze, łatwiejsze życie. Jeśli żyjemy w systemie, który nagradza konkurencję, nieoświecony egoizm, korupcję, pychę i arogancję to te wartości będą się ciągle uwidaczniać w naszym społeczeństwie. Podczas gdy wiele osób powtarza, że trzeba być "uczciwym, skromnym i troszczyć się o innych", łatwo jest zauważyć, dlaczego te wartości nie przeważają. Po prostu system przetrwania w dzisiejszym społeczeństwie nie wspiera i nie umacnia ich.
Mechanizm Piąty - Manipulacje Fiskalne
Waluta używana w dzisiejszym świecie nazywana jest "pieniądzem fiducjarnym", co oznacza, że jej wartość pochodzi wyłącznie z dekretu rządowego. Innymi słowy, nie stoi za nią nic. No, może poza potem pracowników wymieniających swoje usługi za tą walutę. Wiele lat temu, większość walut na świecie było "wymiennych w złocie", co zapewniało pseudo-empiryczną podstawę dla wartości zapisanej na banknocie. Oczywiście to również było całkowicie umowne - wartość była zwyczajnie przerzucana na materiał zwany "złotem", który jednak sam z siebie nie ma żadnej nieodłącznej wartości. "Wartość" każdego materiału zależy od jego niedoboru (podaży) i zapotrzebowania (popytu), a te atrybuty są ciągle zmienne i niestabilne.
To tak zwane "równanie popytu i podaży" odnosi się bezpośrednio do Wartości Monetarnej. Wartość w systemie fiducjarnym pochodzi z tego, ile pieniędzy znajduje się w danym czasie w obiegu. Podobnie jak z surowcami naturalnymi, im więcej jest pieniędzy, tym mniej każda jednostka waluty jest warta. Kiedy spada ilość pieniędzy w obiegu, ich wartość rośnie. Te fenomeny, mówiąc ogólnie, zwą się odpowiednio "Inflacją" i "Deflacją". Najprościej rzecz ujmując, jeśli do gospodarki trafiają nowe pieniądze, nie mające odniesienia do obecnego zapotrzebowania na dobra i usługi, ceny zaczną rosnąć, ponieważ każda jednostka waluty staje się proporcjonalnie mniej warta. To się zwie "efektem inflacyjnym". Jeśli jednak pieniądze zostaną szybko wykorzystane do produkcji dóbr i usług, oraz istnieje zapotrzebowanie na te produkty, to mogą one trafić do gospodarki nie wywołując efektu inflacyjnego. Przykładowo, jeśli jest zapotrzebowanie na nowe mieszkania i rząd wpuści do obiegu dodatkowy miliard dolarów, a wszystkie te pieniądze zostaną zużyte na zbudowanie nowych domów, które ktoś potem kupi, efekt inflacyjny jest minimalny.
Zwiększanie podaży pieniądza w ekonomii jest nazywany Ekspansją Monetarną, zaś jej zmniejszanie Restrykcją Monetarną. Kiedy obie te siły działają razem mamy do czynienia ze zjawiskiem, zwanym "Cyklem Koniunkturalnym" (więcej o tym za chwilę). Ogólnie rzecz ujmując, okres Ekspansji to czas, w którym zwykle występuje tak zwany "Wzrost Gospodarczy", gdyż więcej pieniędzy jest wykorzystywanych i zwykle tworzonych jest więcej miejsc pracy. Z drugiej strony, okres Restrykcji jest zwykle nazywany Recesją lub Depresją - mniej pieniędzy jest używanych, a co za tym idzie ludzie tracą pracę, a firmy upadają.
Koncepcja "Wzrostu Gospodarczego" jest zwykle definiowana następująco: "okresowy wzrost ilości dóbr i usług produkowanych przez gospodarkę". System mierniczy PKB (Produkt Krajowy Brutto), który zasadniczo porównuje "przychód" z "wydatkami" gospodarki w danym okresie czasu, jest zwykle używany do mierzenia tego "Wzrostu Gospodarczego".
Teraz, zanim przejdziemy dalej, niech będzie jasne, że cały pomysł "Wzrostu Gospodarczego", wedle jego tradycyjnej interpretacji, jest nonsensem biorąc pod uwagę prawdziwy ludzki rozwój. Nie ma czegoś takiego, jak prawdziwy wzrost gospodarczy, ponieważ cały mechanizm jest niemal całkowicie oparty na ilości pieniędzy w systemie. Innymi słowy, jeśli ja sfałszuję 100 milionów dolarów, dam Ci je, a Ty za nie rozpoczniesz działalność gospodarczą (nie wiedząc, że są sfałszowane), kupisz i odrestaurujesz budynek, zatrudnisz pracowników i zaczniesz produkować coś, co ludzie będą kupować, to mogłoby to być uznane, za "ekspansję" ekonomii. Zainwestowałeś w coś realnego, zwiększyłeś zatrudnienie i wyprodukowałeś rzeczy, które ludzie kupują, zwiększając cyrkulację pieniędzy (cykl konsumpcyjny). Teraz, co by się stało, gdyby odkryto, że pieniądze, które początkowo miałeś były sfałszowane? Cały biznes zostałby zamknięty. To byłaby "restrykcja" gospodarki, ponieważ pieniądze znikają z obiegu. Twoi pracownicy zostaliby zwolnieni, budynek przejęty a produkcja zatrzymana.
Biorąc pod uwagę powyższy scenariusz, powinieneś zapytać: Co było prawdziwym wzrostem? Jeśli zwiększenie (ekspansja) ilości pieniędzy może wpłynąć na stworzenie miejsc pracy i zwiększenie produkcji, podczas gdy jej zmniejszenie (restrykcja) powoduje utratę pracy i zmniejszenie produkcji, to jaki był w tym sens?
Żeby to zrozumieć musimy zobaczyć, jak pieniądze są tworzone i regulowane przez rząd i/lub jego bank centralny. Jako przykładu użyjemy Stanów Zjednoczonych i ich banku centralnego - Federalnej Rezerwy.
Jak opisaliśmy powyżej, Cykl Koniunkturalny jest mechanizmem, który łączy się z wstrzykiwaniem i wyciąganiem pieniędzy z systemu. Ten wzorzec jest w dużej mierze kontrolowany przez Bank Centralny (Federalną Rezerwę w Stanach, lub NBP w Polsce) przy użyciu Stóp Procentowych. Stopa Procentowa to opłata pobierana od pożyczkobiorcy w zamian za możliwość skorzystania z określonych pieniędzy. Ta opłata jest obliczana procentowo w stosunku do pożyczonej kwoty. Ponieważ wszystkie pieniądze w gospodarce Stanów Zjednoczonych, oraz niemal każdej innej na świecie, są tworzone z długu za pomocą pożyczek, szybkość z jaką są one tworzone zależy od tego, ile ktoś jest w stanie zapłacić odsetek. Banki Komercyjne określają swoje oprocentowanie bazując na wartościach ustalonych przez Bank Centralny. Przykładowo, w Ameryce "podstawowa stopa procentowa" ("Prime Rate") określa najniższe oprocentowanie, jakie banki naliczają swoim najbardziej wiarygodnym klientom. Bazuje ona na wartości ustalonej przez Rezerwę Federalną. Zakres tej książki nie obejmuje opisu skomplikowanych, wypełnionych żargonem, metod działania systemu bankowego. Tym niemniej, ważne jest by zrozumieć, że Bank Centralny ma możliwość wpływania na oprocentowanie we wszystkich bankach komercyjnych. To przekłada się na władzę nad ilością pieniędzy, które zostają pożyczone, a co za tym idzie, na ilość pieniędzy w obiegu. Kiedy Fed obniża stopy procentowe, wtedy kredyty w bankach komercyjnych stają się tańsze. Kiedy je podwyższa, kredyty drożeją. Kiedy oprocentowanie jest niskie, więcej ludzi chce brać kredyty, używać pożyczonych pieniędzy i generować tak zwany "wzrost gospodarczy". Gdy oprocentowanie jest wysokie, mniej ludzi może pozwolić sobie na pożyczanie pieniędzy, mniej pieniędzy jest używanych, a wzrost gospodarczy zwalnia, lub zaczyna się cofać. To jest cały sens "Cyklu Koniunkturalnego" a Bank Centralny, kontrolując stopy procentowe, może do pewnego stopnia kierować ekspansją i restrykcją podaży pieniądza jak mu się podoba.
Dlaczego bank centralny musi to kontrolować?
By to zrozumieć, musisz pamiętać, że (1) wszystkie pieniądze są tworzone z długu (pożyczek) i (2) wzrost podaży pieniądza może prowadzić do inflacji.
Jeśli podaży pieniądza pozwolić ciągle rosnąć, to jest tylko kwestią czasu, zanim rynek nasyci się nadmiarem płynności, a wzrost gospodarczy zacznie się dławić. To doprowadzi do inflacji, zmniejszając wartość waluty i podnosząc ceny. Jednocześnie zalegający dług jest wprost proporcjonalny do podaży pieniądza, więc im większa ekspansja w gospodarce tym więcej długu jest tworzone. To sprawia, że systemowy kryzys jest nieunikniony, ponieważ pieniądze konieczne do zapłacenia już naliczonych odsetek zwyczajnie nie istnieją w gospodarce. Dlatego jest zawsze więcej długu niż istnieje pieniędzy. Kiedy dług przekroczy wartość, na którą osoba lub firma może sobie pozwolić, zaczynają się bankructwa (zwykle ciągnąć za sobą kolejne), ilość pożyczek spada a podaż pieniądza zaczyna maleć. Taki scenariusz, w którym dług przerasta ekspansję można nazwać "kryzysem finansowym".
Teraz, zanim przejdziemy dalej, musimy powiedzieć więcej o jako takim długu. Trzeba zrozumieć, że dług jest również bardzo aktywnym narzędziem kontroli społeczeństwa, choć nie w sposób, jaki większości ludzi przychodzi do głowy. W Systemie Monetarnym cała struktura oparta jest na udziale ludzi. Struktura jest hierarchiczna, dlatego ci na szczycie piramidy zawsze zyskują więcej, niż większość na jej spodzie. Co za tym idzie, utrzymywanie ludzi w motywacji, by posiadać pracę oraz w strachu przed jej utratą jest pozytywną konsekwencją dla tych na szczycie. Osoba, która "potrzebuje" pracy chętniej zgodzi się na niższą pensję, i będzie prawdopodobnie sprawiać mniej problemów. Jedną z najlepszych metod sprawienia, by ludzie pracowali i podporządkowywali się, jest wpakowanie ich w długi. Ktoś, mający długi będzie znacznie bardziej uległy wobec systemu niż ktoś, kto tych długów nie ma. O tym mechanizmie "Niewolnictwa poprzez Dług" rzadko się mówi, ponieważ większość nawet o nim nie myśli. Każdy dolar w obiegu musi teoretycznie zostać oddany do systemu bankowego, a żeby go oddać, zadłużone strony muszą go "zarobić", zwykle w formie "pensji" lub "zysku".
Ta kwestia łączy się z faktem, że zawsze jest więcej długu, niż pieniędzy w obiegu (w związku z oprocentowaniem), przez co wszelkie próby "wyjścia na zero" są w systemie całkowicie daremne. Dług może tylko rosnąć, zapewniając zniewolenie mas.

Bardzo długa odpowiedź, w

Bardzo długa odpowiedź, w której pod tematem kapitalizmu jest podjętych wiele innych rzeczy powiązanych z kapitalizmem ale nie jednoznacznym z nim. Ale po kolei.

Teoria wartości, popyt,podaż - te pojęcia nie wywodzą się z "kapitalizmu". One już istniały zanim jeszcze ktokolwiek zaczął kombinować z systemami społecznymi. Dana rzecz/usługa nie jest warta tyle ile kosztuje jej wyprodukowanie tylko tyle ile ktoś jest skłonny za nią zapłacić. Ludzie od zawsze dokonywali wymiany, ponieważ nie są w stanie osobiście wyprodukować wszystkiego. Taka wymiana to dwustronna umowa w danych warunkach, warunki się zmieniają więc "ceny" też się zmieniają. Jeśli zgodnie z przysłowiem założymy, że najstarszy zawód świata to prostytucja, to podejrzewam, że dla każdego będzie jasne, że osoba prostytuująca się będzie zupełnie inaczej zarabiać w przełożeniu na artykuły żywnościowe w czasach obfitości a zupełnie inaczej w czasach głodu. Tak było od zawsze, ceny się zmieniają, ludzie dokonują wymiany. W dzisiejszych czasach jest to bardziej aktualne niż kiedykolwiek z powodu dalej niż kiedykolwiek posuniętej specjalizacji zawodów. Aby ułatwić wymianę i wycenę towarów/usług potrzebny jest uniwersalny środek wymiany "wartości" i tu dochodzimy do pieniądza i idąc dalej systemu monetarnego.

Obecne systemy monetarne w państwach rozwiniętych to oczywiście jak piszesz pieniądz fiducjarny przy czym dodam, że w wydaniu keynesistowskim. Ale jak również zauważasz nie zawsze tak było. Ten eksperyment trwa dopiero od 60 lat czyli sporo krócej niż powstała teoria kapitalizmu, podczas gdy złoto funkcjonowało tysiące lat czyli z kolei sporo dłużej. System monetarny to temat rzeka i można by na jego temat długo dyskutować. Począwszy od zasadności pieniądza fiducjarnego, przez podejście do pieniądza fiducjarnego w ujęciu keynisistowskim, aż do teorii cyklów o którą także zahaczasz. Ale tu nie o to chodzi.
Temat wpisu brzmi "Czy zabieranie bogatym i dawanie biednym jest sprawiedliwe?" i w poprzedniej odpowiedzi starałem się pokazać, że ta nierównowaga jest naturalna, zawsze będzie występować nie zależnie od sztucznie narzuconego systemu a siłowe naruszenie tego stanu czyli "zabieranie" (kto o tym będzie decydował ?, jak to wykonać ?) może prowadzić wprost do totalitaryzmu. A czy to będzie faszyzm czy wydanie komunizmu jakie mieliśmy w ZSSR czy Polsce przez 50 lat to już są szczegóły.

Wracając na chwile do status quo, uważam, że jesteśmy już przy końcu możliwości obecnego systemu monetarnego w państwach rozwiniętych. To wszystko co przykleiłeś z jakiegoś tekstu już nie działa. Bernanke położył stopy na zerze a i tak mu agregaty spadają. Ilość kredytu się zmniejsza mimo stymulacji. Koniec. Kaput. System się wali pod ciężarem długu. Politycy nie mają jaj żeby obciąć wydatki na które nie mają pieniędzy i psują pieniądz pustym drukiem. Powołujesz się na przykład USA, tam sprawa jest stosunkowo jasna, minęli już punkt bez powrotu. Jeśli podniosą teraz stopy procentowe czyli nie tylko koszt nowego kredytu ale również obecnie istniejącego który trzeba zrolować spowodują podmuch deflacji który ich zmiażdży. Jeśli tego nie zrobią to druk pustego pieniądza w pewnym momencie spowoduje spadek wartości wszystkich pieniędzy, załamanie wartości towarów w stosunku środka wymiany i hiperinflacje. Inercja gospodarek zachodu które są społeczeństwami liczącymi setki milionów ludzi jest na tyle duża, że to się nie stanie od razu w tydzień,dwa. Ale w perspektywie dekady na pewno. Można to różnie interpretować, powiedzieć, że system kapitalistyczny się zapędził w kozi róg(tylko proszę, nie zapomnij dodać, że w sytuacji pieniądza fiducjarnego w dodatku od dekad starowanego ideologią keynisistowską), można powiedzieć, że stało się tak z powodu upadku etyki i wartości moralnych, można zauważyć, że stosowanie statycznych równań do opisu dynamicznego procesu jest głupotą. A można zauważyć, że gros tych długów jest spowodowanych sztuczną redystrybucją dóbr, co wywołało presje na gwaranta pieniądza fiducjarnego, której nie mógł się oprzeć w negatywnych warunkach demograficznych, co z kolei spowoduje załamanie "wiary" na której jest oparty i zanik jego "wartości". A także długu który jest rzekomo używany do kontroli społeczeństwa. Niezależnie od interpretacji, obecny system społeczny(czyli np. emerytury) i sporo środków wymiany które znasz, za pare lat nie będą istnieć w takiej formie.

Wróćmy do tematu. Zawsze będzie jakiś środek wymianu czy to będzie złoto, srebro, pieniądz oparty na ziemi, energii czy wierze. Zawsze będzie ktoś kto będzie go posiadał więcej niż inni. I zawsze będzie tak, że jeśli będziesz chciał go "rozdystrybuować" to będziesz musiał użyć takiego czy innego środka przymusu bo z dobrego serca nie wprowadzisz takiego systemu. A to prowadzi do rozwiązań siłowych czyli totalitaryzmu którego jest zdecydowanym przeciwnikiem.

Kolejny błąd

"Teraz, co by się stało, gdyby odkryto, że pieniądze, które początkowo miałeś były sfałszowane? Cały biznes zostałby zamknięty. To byłaby "restrykcja" gospodarki, ponieważ pieniądze znikają z obiegu. Twoi pracownicy zostaliby zwolnieni, budynek przejęty a produkcja zatrzymana."

A słyszałeś o czymś takim, jak restrukturyzacja długu? Finansowanie DIP? Licytacja komornicza? A ktoś, kto kupuje majątek upadłej firmy na licytacji komorniczej - robi to po co? Żeby go trwale wyłączyć z produkcji? No chyba nie bardzo by mu się to opłacało, prawda? Robi to po to, żeby taniej, niż normalnie na rynku (często zresztą niedużo taniej, może to być tak mała różnica, jak 1%), pozyskać środki produkcji dla własnej firmy. Nie można zrównywać fali bankructw z trwałą i nieodwracalną kontrakcją gospodarki. Deflacja, kontrakcja gospodarki i bankructwa - one służą temu, żeby gospodarka się oczyściła. Likwidowane są nieopłacalne, często głupie i nadmiernie spekulacyjne przedsiębiorstwa, a ich majątek trafia w ręce takich, których istnienie ma sensowne podstawy rynkowe, jest popyt na ich produkty i usługi - poprostu gospodarka się restrukturyzyje, reorientuje.

To ty się mylisz...

Cóż za aroganckie, małostkowe czepianie się! Sypiesz regułkami z prokapitalistycznych propagandówek, które już dawno przestały mieć cokolwiek wspólnego z rzeczywistością.
Jak na razie to rynek oczyszcza się z małych przedsiębiorstw a upadłości po nich są kupowane, bądź przejmowane tylko gdy to się opłaca. Jednak istnieje niekończąca się lista upadłości po miejscach, których teoretyczna wartość rynkowa sięga nawet setek milionów, ale budynki te niszczeją i nie służą nikomu i w ostatecznym rozrachunku tracą astronomicznie na wartości aż do momentu, gdy z ogromnej połaci ziemi z kompleksem budynków, robi się ogromna połać ziemi z kupą gruzu. Do tego jeszcze dochodzi problem bezrobocia po bankructwie dużych zakładów produkcyjnych etc. Tak więc takie "mądre" frazesy możesz sobie zostawić dla tych, którzy są laikami w tym temacie.

A może jakieś konkretne przykłady?

I wytłumacz nam jeszcze, po co jakaś firma miałaby kupować majątek upadłościowy innej, gdy ma on potem leżeć odłogiem. Działalność charytatywna na rzecz komornika, żeby prowizję skasował?

The take

tu znajdziesz odpowiedź: http://www.anarchista.org/node/102

Zapędziłeś się w kozi róg

Popatrz sobie na statystyki produkcji przemysłowej i zatrudnienia w Argentynie w latach 2000-2010. Na tej podstawie odpowiedz sobie, czy majątek został trwale wycofany z produkcji albo zniszczony - czy raczej zrestrukturyzowany i zaczął pracować w innych firmach? Oraz: czy ludzie zostali trwale pozbawieni pracy, czy poprostu zmuszeni do przejścia z niewydajnych, plajtujących przedsiębiorstw - do innych (bezrobocie przejściowe związane z restrukturyzacją).

Tu masz bezrobocie w Argentynie: http://www.latin-focus.com/latinfocus/countries/argentina/argunemp.htm
Tutaj wzrost produkcji przemysłowej: http://www.indexmundi.com/argentina/industrial_production_growth_rate.html

Wybacz, ale nie wygląda mi to na jakiś kataklizm :D

Dane nie kłamią. Argentyna przeżyła silną, ale bardzo krótką depresję gospodarczą (ok. roku-półotra), która była całkowicie zasłużona - kraj się gigantycznie zapożyczył w dolarach, i to zarówno rząd, jak i podmioty prywatne. Nastąpił krach, a potem bardzo szybka restrukturyzacja i powrót do wzrostu - który dość ewidentnie widać na wykresach.

Ok rozumiem...

Ok rozumiem... Sam ewidentnie nie rozumiejąc moich wypowiedzi, wypominasz mi pisanie nie na temat, z kolei pisząc a propos treści przedstawiającej sposoby i efekty walki z kapitalizmem, piszesz jakoby miał to być dowód na zdrowy mechanizm odradzania się kapitalizmu. Jest to jeden z wielu RAŻĄCYCH przykładów arogancji, ignorancji i bezczelnej demagogii jaką się wykazałeś na naszej stronie, a biorąc pod uwagę, że większość twoich tekstów ma taki charakter, oraz fakt, że już nie raz proszony byłeś o zaprzestanie, informuję cię, iż kończę z tobą rozmowę.
Ostatnią treścią jaką mogę ci polecić w tym momencie jest to:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Trollowanie

Tym samym:
APELUJĘ PO RAZ OSTATNI O POWSTRZYMANIE SIĘ OD JAKICHKOLWIEK KOMENTARZY JEŚLI ICH TREŚĆ JEST NIEPRZEMYŚLANA, OBRAŹLIWA, NIEMERYTORYCZNA LUB W JAKIKOLWIEK INNY SPOSÓB ZANIŻAŁA POZIOM DYSKUSJI.

Kolejny błąd - ekonomiczny

"Teraz, hipotetycznie, co by się stało, gdyby ta produkcja w ogóle nie wymagała ludzkiej pracy, zaś ziarna/woda/światło słoneczne/gleba zachowały swoją naturalną obfitość? Jaka byłaby wtedy wartość koszuli? Oczywiście, żadna."

Oczywiśćie że nie żadna. Skąd się wzięły maszyny, które wykonują pracę? One są bezwartościowe? A skoro są wartościowe, to ktoś musiał zainwestować (pieniądze, czas, pracę) żeby je wyprodukować, uruchomić, nadzorować, naprawiać itd.

Proszę o wstrzemięźliwość w wytykaniu błędów...

Proszę o wstrzemięźliwość w wytykaniu błędów, zwłaszcza jeśli się nie zrozumiało właściwie idei którą się krytykuje.
Wracając do tematu: Maszyny do wytworu dóbr materialnych, gdy zostałyby uspołecznione i działały dla dobra społeczeństwa, produkowałyby tyle dóbr materialnych ile społeczeństwu potrzeba do prawidłowego rozwoju (oczywiście przy odpowiedniej ilości zasobów naturalnych). A jeśli chodzi o wartość już uspołecznionych maszyn, to jedne maszyny produkując części potrzebne do produkcji innych nadałyby tym maszynom taką samą wartość jak całej reszcie wytworów wyprodukowanych w ten sposób. A prawdziwa suma kosztów i zysków potrzebnych do wyprodukowania danego przedmiotu byłaby równa (w przybliżeniu) zero. Prawdziwe straty ponosiłby bowiem robotnik poświęcający czas i energię na pracę przy tych maszynach oraz społeczeństwo poświęcające złoża naturalne (które w kapitalizmie zwyczajowo są zawłaszczane przez uprzywilejowane warstwy społeczne na drodze wojen, przekupstwa i innych zbrodniczych praktyk), ale zarówno społeczeństwo jak i pracujący robotnicy otrzymaliby potem rekompensatę w postaci wyprodukowanych dóbr materialnych. Dlatego też uśredniona suma kosztów i zysków płynących z produkcji tych dóbr materialnych byłaby równa zeru, chociaż jakby się uprzeć można by oczywiście spróbować policzyć wartość każdego z wytworzonych w ten sposób przedmiotów mierząc stopień ich wykorzystania, tzn. na ile przydały się ludziom do zaspokajania ich potrzeb, lub wytwarzania innych przedmiotów (nie tak jak jest teraz, gdy wartość przedmiotów wylicza się przede wszystkim na podstawie ich niedoborów), jednak ze względu na absurdalność takich wyliczeń przyjęto umownie zero za przybliżoną wartość takich przedmiotów, które dopiero opuściły fabrykę.

Piszesz nie na temat

To, że uśredniona (i to tylko w długim okresie) wartość bilansów księgowych całej gospodarki wynosi zero (to oczywiście prawda), nie ma żadnego związku ani z wartością koszuli, ani wartością maszyn użytych do jej produkcji.

Przekręciłeś parę rzeczy

Nie przebrnąłem jeszcze przez cały ten Twój gigantyczny wpis, ale już na początku popełniasz błędy. Szkoła Austriacka nie postuluje eliminacji instytucji nierynkowych, niekapitalistycznych, pomocowych, dobroczynnych itd. Wręcz przeciwnie, główni twórcy szkoły - Mises i Hayek - byli zwolennikami (niezbyt rozbudowanej) pomocy społecznej świadczonej przez państwo i normalnych regulacji handlu, produkcji i bankowości (np. zakaz oszustw, zakaz prowadzenia systemów argentyńskich, zakaz utrzymywania rezerw cząstkowych i związanej z tym emisji pieniądza dłużnego itd). Obawiam się, że Twoje wyobrażenie o Szkole Austriackiej bierze się z jakichś głupawych opracowań (przy czym proszę zwróć uwagę, że w tym przypadku określenie "głupawe" nie jest atakiem na Ciebie, ale na autorów tych opracowań), pisanych przez zwolenników tej szkoły, albo z tego, że wziąłeś opinie zwolenników najbardziej radykalnej części tej szkoły, wywodzącej się zasadniczo od Rothbarda, za opinie całego ruchu.

Austriacy...

Za wszystko mogę zapłacić nowoczesnym pieniądzem dłużnym... ale Panika broniący Austriaków... bezcenne! W imieniu zwolenników w/w szkoły i mitomanii opartej na złocie składam podziękowania. :)

Niezły artykuł, ale...

Niezły artykuł, ale z tym spamowaniem to po prostu wykrakałeś. Aż żal odpisywać takim kretynom, bo oni licząc na ludzką naiwność, niewiedzę, czy głupotę, łamią prawa logiki, matematyki, statystyki, emonomii... robią dosłownie wszystko, by odwrócić kota ogonem i tylko pozostaje pytanie, czy robią to dla pieniędzy, idei, z głupoty, czy z powodu jakiś chorób psychicznych.
Ja skłaniam się ku tej ostatniej tezie, bo biorąc pod uwagę chociażby teksty tego całego panikarza2008, że nie ma co się przejmować tym, że dzisiaj miliony ludzi umierają z głodu, bo prawie sto lat temu żył psychol, który doprowadził do podobnej tragedii, to po prostu brak mi słów... Nawet jak ktoś mu za to płaci, to i tak koleś przegiął. Takich szkodników jak on to powinno się leczyć (bez względu na ich subiektywne intencje) i chyba stanę się zwolennikiem zamkniętych zakładów psychiatrycznych, bo wszelkie kontakty z takim socjopatami muszą mieć tragiczne konsekwencje!

Poza tym obrażasz mnie

w wyjątkowo tandentny sposób, pisząc, że w moich tekstach jest gdzieś, że "nie ma co się przejmować tym, że dzisiaj miliony ludzi umierają z głodu".

Wskaż mi miejsce, gdzie to napisałem, albo przyznaj, żeś manipulator, ślepy albo debil, innej możliwości nie widzę.

Łamią prawa matematyki?

Hooltaj napisał, że aktualny głód na świecie jest "największy w historii", gdzie umiera rocznie - wg waszych danych! - 0,7% populacji. Na Ukrainie w 1940 umierało 12,5% rocznie, ale oczywiście to ja łamię prawa matematyki, bo przecież powszechnie wiadomo, że 0,7% > 12,5%, a kto temu przeczy, ten debil, reakcjonista, kapitalista i faszysta.

Gdyby sprawa nie dotyczyła drażliwej materii, jaką jest NEGACJONIZM LUDOBÓJSTW uprawiany przez autora artykułu, to by nawet było śmieszne.

Z całym szacunkiem ale 0.7% z

Z całym szacunkiem ale 0.7% z 6 mld to troszkę wiecej niż 12,5% z 40 milionów...

pytanie

Przepraszam za moje lenistwo, pewnie mógłbym to wygrzebać gdzieś na necie, ale to tutaj jest Wasza rozmowa, która mnie zaciekawiła. I w związku z nią mam pytanie: poza oczywistym brakiem państwa i jego struktur anarchizm różni się jakoś zasadniczo od komunizmu?
pozdr.

Przykładowa i myślę, że

Przykładowa i myślę, że merytoryczna odpowiedź na twoje wątpliwości... http://www.anarchista.org/node/305

pytanie...

Dziękuję bardzo za link.

Największy głód w historii ludzkości?

1 dziecko na 2 sek to 43200 dziennie lub 15,8 mln rocznie - na całym świecie. Odpowiada to, biorąc pod uwagę populację 7 mld, rocznej stopie śmiertelności 0,22%. W czasie Hołodomoru (Wielkiego Głodu) na Ukrainie bywały okresy (np. cały rok 1941), gdy roczna stopa śmiertelności wynosiła 12,5%. Że już nie wspomnę o Kambodży albo Korei Płn.

Proponuję trochę więcej szacunku dla ofiar prawdziwych ludobójstw.

Prawdziwe ludobójstwo!!!

Sorry nieaktualne dane - już co sekundę umiera z głodu dziecko i przypominam że dorośli to też ludzie i w sumie z głodu ginie średnio ok 50 mln ludzi rocznie! Wedle raportów ONZ przez ostatnie 15 lat umarło z głodu więcej ludzi niż podczas wszystkich wojen i rewolucji w historii ludzkości!!!
Taka jest skala współczesnych zbrodni kapitalizmu!

Tania demagogia

50 mln rocznie to ciągle 0,7% w skali świata. Ciągle "trochę" brakuje do szczytowego osiągnięcia komunistycznego dobrobytu na Ukrainie - 12,5%.

Poza tym 0,7% rocznie w skali kuli ziemskiej jest ilością, w ujęciu historycznym, małą - bo trend jest malejący. A liczby wyglądają na takie strasznie duże WYŁĄCZNIE dlatego, że nastąpiła eksplozja demograficzna i dziś na ziemi żyje 7 mld ludzi, podczas gdy sto lat temu było niecałe 2 mld, a 200 lat temu - miliard.

Więcej spokojnej analizy liczb zalecam.

Brałeś praktyki u Stalina z

Brałeś praktyki u Stalina z tą "analizą liczb"? "Śmierć milionów to tylko statystyka". W sumie to bardzo dobrze pokazuje mentalność niektórych zwolenników kapitalizmu.

No koleś załamujesz mnie

1 Widzę że kompletnie zlekceważyłeś mój apel o ustosunkowywanie się do tekstu po uprzednim jego przeczytaniu, co świadczy o poziomie twojej kultury osobistej jak i kultury wypowiedzi.
2 Sucho przeliczając ilość ofiar na procenty z populacji, bez wzięcia pod uwagę kontekstu i przyczyn takiego stanu rzeczy, ujawniasz w sobie iście socjopatyczne skłonności.

Hooltaj, to ty zacząłeś tą żenującą dyskusję

swoją opinią, że aktualnie mamy do czynienia z "największym głodem w historii ludzkości", cyt.:

"Kreowanie niedoborów doprowadziło do największego w historii ludzkości głodu, co skutkuje tym że średnio co 2 sek. umiera z głodu dziecko"

Jest to ewidentna nieprawda i wyraz braku szacunku dla ofiar prawdziwych ludobójstw i naprawdę poważnych klęsk głodu. To jest dokładnie tak samo, jak by twierdzić, że śmierć 10 Żydów w zamachu bombowym była największą tragedią w historii tego narodu. Jest to żenujące, głupie, dziecinne, bezczelne i chamskie.

wątpię żeby ktokolwiek kto

wątpię żeby ktokolwiek kto tłumaczy się w ten sposób, że system którego jestem zwolennkiem zabija "tylko" 15 mln ludzi rocznie (a to tylko dane dotyczące dzieci umierających z glodu w krajach kapitalistycznych) miał prawo mówić o jakimkolwiek szacunku dla ofiar. masz do tego mniej więcej takie prawo jak esesman.

Ja tylko prostowałem rażące błędy

popełnione w artykule.

Jak by ktoś napisał, że śmierć 10 Żydów w zamachu bombowym to największa tragedia w historii tego narodu, a ja bym prostował, że jednak Holokaust był "troszkę" cięższą zbrodnią, to też byś popluwał?

ja też sprostuję swoją

ja też sprostuję swoją wypowiedź, porównanie z esesmanem było przesadzone, bo hilterowcom zabicie 15 mln ludzi zajęło 5 lat, a nie rok.

Jeśli tak postawisz sprawę,

Jeśli tak postawisz sprawę, jak w tytule, to mi kojarzy się z redystrybucją dóbr w kapitalizmie. Są sobie bogaci i ktoś im zabiera a potem daje biednym. zwykle robi to państwo stąd pomysły w rodzaju Stiglitza, którego książka jest niżej. Przecież nie chodzi o to, żeby wprowadzić "sprawiedliwy podział" między bogatych i biednych, to jest niemożliwe. Wszystko co ci bogaci mają wzięło się stąd, że odebrali je innym, że żyją kosztem pracy innych ludzi. Chodzi o usunięcie tego podziału a nie o to żeby był "sprawiedliwy", bo nigdy nie będzie, są to mrzonki niektórych zwolenników kapitalizmu, którzy uważają że wystarczy część bogactwa redystrybuować z powrotem do pracowników i wszystko będzie OK. Niestety dalej nie będzie.

Zupełnie nie rozumiem, o co chodziło tutaj:

A duża kumulacja kapitału w rękach pospulstwa sprawia, że jest ono znaczącą siłą polityczną mogącą stanowić nacisk na rządy, by te poszerzały zakres ich wolności.

Ignorancja aż oczy bolą

"Wszystko co ci bogaci mają wzięło się stąd, że odebrali je innym".

Nie, kolego.

Widzisz, ekonomia nie jest grą o sumie zero, bo gdyby była, to ciągle bylibyśmy na poziomie wczesnych wspólnot osiadłych, nic nowego by nie powstało. A powstaje. Z roku na rok lawinowo przybywa towarów, majątku trwałego, maszyn, nieruchomości, czy nawet głupich gadżetów konsumenckich...

Jednym z efektów, jak i przyczyn bogacenia się, jest wartość dodana. Zobacz: jestem rolnikiem. Mam tonę ziarna. Sieję. Za rok zbieram z pola 5 ton. Tada! Zarobiłem 4 tony. Czy musiałem kogokolwiek "wykorzystać"? Nie, nie musiałem. Taką ilość zboża mogę wysiać i zebrać sam. Wzbogaciłem się. Wara komukolwiek od tego.

Że co, 5 ton ziarna to nie bogactwo? No ok, bo to paskudna branża. Weź inny przykład: założyłem spółkę z kumplem i klepiemy gry we flashu, puszczamy w net, co roku spływa nam od zadowolonych klientów po 200k$, dzielimy się na pół. To już jest konkretny pieniądz, znacznie ponad średnią. I co, nie da się? Zapewniam Cię, że dokładnie właśnie ten przykład nie jest wyssany z palca :)

A, i jeszcze zauważ, że w moim przypadku miała miejsce współpraca nad projektem, w firmie, bez wyzysku! Tada! Czysty kapitalizm :)

Jeszcze jedno przykład który

Jeszcze jedno przykład który podaleś na końcu nie tylko nie jest "czystym kapitalizmem" ale w ogole nie jest kapitalizmem. Jeśli tam nie ma pracy najemnej i jest to firma posiadana wspólnie przez kilka osób działająca na rynku to jest to raczej coś w rodzaju rynkowego socjalizmu (wspólne środki produkcji +rynek)

To Ty chyba jakiś inny kapitalizm masz na myśli

za wikipedią:

"Kapitalizm – system ekonomiczny oparty na prywatnej własności środków produkcji czyli kapitału, który jest maksymalizowany przez właściciela.

System kapitalistyczny opiera się na zasadach:

* wolnego obrotu towarami i usługami
* wolnej konkurencji pomiędzy podmiotami
* wolnego obrotu kapitałem oraz środkami produkcji
"

Spółka maksymalizująca zysk rynkowy z własnego kapitału (komputery, software), reinwestująca ten zysk, kontrolująca i zarządzająca kapitałem - co może być bardziej kapitalistycznego?

A jeszcze dodam żeby ci

A jeszcze dodam żeby ci pokazac jak bardzo się mylisz, że takie "upowszechnienie własnosci" bez pracy najemnej, czyli właśnie firmy posiadane przez samych pracowników i działające na rynku (+ system banków ludowych z których ci pracownicy-właściciele mieliby kredyty) postulował Proudhon francuski socjalista uważany za "ojca anarchizmu" tyle że poźniej anarchiści zweryfikowali te poglądy.

defincja z wikipedii jest

defincja z wikipedii jest może nie tyle błedna, co niepełna kapitalizm tym się rózni od innych sytemów że opiera się na pracy najemnej. Jak nie ma pracy najemnej (i tym samym wyzysku) to nie kapitalizm. Inne cechy moze miec wspólne z innymi systemami (np rynek) Jak powiedziałem ta firma której przykład podałes nie jest kapitalistyczna, bo nie ma tam pracy najemnej

defincja z wikipedii jest

defincja z wikipedii jest może nie tyle błedna, co niepełna kapitalizm tym się rózni od innych sytemów że opiera się na pracy najemnej. Jak nie ma pracy najemnej (i tym samym wyzysku) to nie kapitalizm. Inne cechy moze miec wspólne z innymi systemami. Jak powiedziałem ta firma której przykład podałes nie jest kapitalistyczna, bo nie ma tam pracy najemnej

Oczywiście że powstaje.

Oczywiście że powstaje. Wszystko co powstaje tworzą pracownicy swoją pracą, tak właśnie powstaje bogactwo, tylko że jest kumulowane przez kapitalistów.

Mylisz się

Praca nie jest jedynym tytułem do zysku. Innym jest ponoszenie ryzyka. Dlaczego uważasz, że kapitalista ma ryzykować swoimi pieniędzmi, majątkiem, nieruchomościami, kapitałem, reputacją, bez wynagrodzenia?

A firmy ubezpieczeniowe wg Ciebie też powinny działać charytatywnie? Bo wiesz, oni też żyją wyłącznie z ponoszenia ryzyka, też nic nie "produkują".

Słyszałem o tym argumencie,

Słyszałem o tym argumencie, jest zupełnie do bani, chyba że o czymś nie wiem i pracownikom zwykle kapitalista płaci się z góry. tak nie jest i oni tez ryzykują że im nie zapłaci i po wykonaniu pracy zostaną z niczym. takich przypadków nawet w Polsce jest multum.

Różnica w poziomie ryzyka

Pamiętaj jeszcze o tym, że ryzyko, które ponosi pracownik najemny, ogranicza się do jednej pensji - bo po braku jej wypłaty po prostu zostawia robotę i szuka sobie innej. Natomiast kapitalista ryzykuje całym kapitałem wniesionym do przedsiębiorstwa. To prawda, że kapitalista się nie "narobi" w tradycyjnym sensie słowa "narobić". Ale z drugiej strony prawdą jest też, że pracownik etatowy, najemny się nie "naryzykuje", on ma mieć na koncie pensję na czas i o 17 fajrant. Każdy ma, co lubi.

Pracownik ryzukuje środkami

Pracownik ryzukuje środkami do życia a nie tylko miesięczną wypłatą, do tego często zdrowiem a nawet i czasami życiem.

Pracownikom się należy, a kapitaliście nie?

No jak to? Skoro i jedni, i drudzy ponoszą ryzyko (z czym się zgadzam) to chyba obydwaj mają prawo do wynagrodzenia, prawda?

Nie, dlatego że wynagrodzenie

Nie, dlatego że wynagrodzenie pracownika nie jest za ryzyko, tylko za jego pracę, za ryzyko są jakies dodatki np wyzesz płace za pracę w ryzykownych warunkach. Zresztą nawet gdyby tak było tak jak piszesz to sprawiedliwe byłoby co? Każdy pracownik zarabia dwa razy więcej niż właściciel?? (za ryzyko +za pracę)

Ciekawe, że np. w USA do

Ciekawe, że np. w USA do pracowników trafia obecnie jakieś 19% wartości dodanej, a jeszcze 40 lat temu było to 50% ;) Panika pierniczysz takie farmazony, że w pale się nie mieści.

Ja tylko polemizowałem z anarchistycznym Anonimusem

który napisał: "Wszystko co powstaje tworzą pracownicy swoją pracą" - z czego by wynikało, że kapitalista nie ma ŻADNEGO prawa do zysku (zwróć uwagę na obecność w tekście, z którym dyskutuję, obecność słowa "wszystko"). Żaden zysk - to zero, zero procent, 0%, nic, nothing, nada, null.

Także nie wiem, z kim lub z czym dyskutujesz, ale na pewno nie ze mną.