Jiddu Krishnamurti - anarchista duchowości

Wersja przyjazna drukarkomWersja przyjazna drukarkom

jiddu.jpgŻyjemy fragmentami. Jesteś kim innym w biurze, kim innym w domu. Mówisz o demokracji, a w głębi serca jesteś autokratą. Mówisz o miłości bliźniego, a zabijasz go konkurencją. Każda nasza część działa i spostrzega niezależnie od drugiej. Czy jesteśmy świadomi tej fragmentaryczności w swym życiu? Społeczeństwo jest w pewnym stopniu chore, niezwykle dalekie od prawdy i przepełnione nieuświadomioną hipokryzją. Każdy z nas ponosi odpowiedzialność za każdą wojnę, gdyż sami jesteśmy agresywni, egoistyczni, przepojeni szowinizmem, ideologiami i uprzedzeniami.





"Nie jest miarą zdrowia być dobrze przystosowanym do głęboko chorego społeczeństwa." - Jiddu Krishnamurti


K.jpg"Jiddu Krishnamurti jest jedną z bardziej unikatowych i kontrowersyjnych postaci XX wieku" - tak sformułowane zdanie pozostawia olbrzymi niedosyt. Powstaje jednak pytanie, czy można tę pracę rozpocząć od zdania innego. Czytelnik z pewnością poczułby się pewniej, gdyby bohater tego tekstu już na samym początku został określony mianem filozofa, nauczyciela, mędrca, guru, mistyka lub przynajmniej myśliciela. Wtedy wiedziałby z kim ma do czynienia i zapewniłoby mu to komfort polegający na tym, że będzie wiedział czego mniej więcej ma się spodziewać. Problem tkwi w tym, że sam Krishnamurti, nie wiedział kim jest i nigdy tego w sposób jednoznaczny nie określił. Z wielką żarliwością natomiast walczył z przyklejaniem mu etykietek, które zostały wymienione powyżej. Należałoby więc zadać pytanie zastępcze: „co robił i z czego zasłynął Krishnamurti?". I w tym przypadku niemożliwe jest udzielenie prostej i satysfakcjonującej odpowiedzi. Z pewnością jeździł po świecie, aby wygłaszać mowy do zgromadzonych ludzi oraz rozmawiał z nimi indywidualnie. Ryzykowne byłoby użycie stwierdzenia „nauczał", gdyż wielokrotnie twierdził, że ani on, ani żaden inny człowiek nie jest w stanie nauczyć innych czegoś wartościowego. Uważał, że człowiek może się uczyć jedynie od samego siebie, a on jest tylko kimś, kto ten proces w pewnym stopniu pobudza. Mówił: „Moje słowa są tylko zwierciadłem, w którym macie oglądać siebie samych" mimo że nie stworzył żadnego systemu mistycznego nie mówiąc już o jakiejkolwiek instytucji czy zakonie, udało mu się odmienić życie dużej ilości osób, którzy po wysłuchaniu jego wykładów przechodzili wewnętrzną rewolucję. Oczywiście konsekwencją tego był fakt pojawienia się osób, które zaczęły uważać go za swojego guru. Krishnamurti nigdy jednak nie godził się na to, by go w ten sposób postrzegano. Świetnie świadczy o tym sytuacja, którą przywołuje w jednej ze swej książek: po jednym z wykładów, podeszła do niego osoba, która stwierdziła, że jego nauczanie odmieniło jego życie i uważa go za swojego guru, na co on odpowiedział - „Patrzenie jest pańskim guru"
W swoich wykładach dotykał najważniejszych, ludzkich problemów, takich jak nienawiść, konflikt, miłość, świadomość, duchowość i religia. W zasadzie, dla większej precyzji, nie tyle „dotykał", co prowokował ludzi do głębokiego wglądu właśnie w te zagadnienia i sądząc po wielu reakcjach, oraz tym, jaką popularnością cieszą się jego książki (będące w większości zapisami tychże wykładów) czynił to niezwykle skutecznie. Z drugiej strony - swymi mowami, głównie ze względu na dogłębną krytykę wszelkich instytucjonalnych, aczkolwiek niezwykle mocno usankcjonowanych kulturowo podziałów, zniechęcił do siebie pokaźną liczbę osób, więc trudno uznać je za „atrakcyjne" w sensie „łechcące gusta większości". W książce pt. „Współcześni mistycy i mędrcy" autorstwa Anne Bancroft został nazwany „samotnym wyzwolicielem" i chyba właśnie mniej więcej takie o nim wyobrażenie funkcjonuje w świadomości większości ludzi, którzy się zetknęli z jego „nauczaniem". W tytule niniejszej pracy określiłem go jednak mianem „anarchisty duchowości". Anarchia bowiem kojarzy się z obalaniem tego co stare, ze swego rodzaju rewolucją, z ciosem wymierzonym w pewną zastaną hierarchię, a także z uniezależnieniem się od tradycyjnych systemów. To są dużo bardziej wyraziste cechy rozpoznawcze Krishnamurtiego, aniżeli wątpliwe pełnienie roli „wyzwalającego", których przecież było tysiące.


I ŻYCIE

O ile np. pisarze, czy inni artyści bądź myśliciele, którzy otwarcie wypowiadają się w sposób antyreligijny, mogą budzić wątpliwości, czy aby wygłaszane przez nich poglądy nie są elementem tworzenia odpowiedniego dla nich wizerunku, tak w przypadku Krishnamurtiego, zapoznanie się z jego biografią nie pozostawia cienia wątpliwości, że naprawdę posiadał on powody do buntu, który w dużej mierze zaowocował w jego „nauczaniu". Życie Krishnamurtiego z pewnością mogłoby stać się kanwą filmu fabularnego (aż dziw, że jeszcze nikt stworzył scenariusza na jego podstawie) i z pewnością byłby to film budzący wiele kontrowersji.
Jiddu Krishnamurti urodził się 12 mają 1895 roku w Madanapele (Indie). Przyszedł na świat w pomieszczeniu zwanym puja, będącym pewnym rodzajem domowej świątyni. Był ósmym dzieckiem ubogiego bramina Jiddu Naraniaha i Sanjevaami. Jego imię składa się z nazwy miejsowości w której zamieszkiwał (Jiddu), zaś drugi człon otrzymał na cześć Kriszny, awatara Boga Wisznu (poza tym w tradycji indyjskiej ósme dziecko w rodzinie otrzymywało właśnie to imię). We wczesnym dzieciństwie był bardzo chorowity (cierpiał na malarię). Największymi radościami jego życia były: kontakt z przyrodą (zafascynowanie jej pięknem dało o sobie znać w jego późniejszych wykładach, gdzie niejednokrotnie posługiwał się nią, by zilustrować różne, nie dające się wyrazić werbalnie stany świadomości) oraz matka, do której był bardzo mocno przywiązany, która zmarła jednak, gdy Jiddu miał 10 lat. Był nerwowym i nieśmiałym dzieckiem. Był słabym uczniem - niektórzy wręcz uważali go za lekko opóźnionego. W swych pamiętnikach mówił o ezoterycznych zdolnościach, które posiadał (widział zmarłych ludzi, np. swoją siostrę, doświadczał eksterioryzacji, percypował aury), jednak, jak można wnioskować z później głoszonych tez, nie stanowiły one dla niego dowodu na poparcie typowo ezoterycznej wizji świata . Raczej odżegnywał się od niej uważając, że stanowi tylko swego rodzaju iluzję stworzoną ze strachu przed zetknięciem się z prawdziwymi problemami, które dręczą człowieka .
Przełomowym momentem w życiu Krishnamurtiego, był dzień, gdy podczas zwykłego, codziennego spaceru po plaży w towarzystwie brata, spotkał niejakiego C.W. Leadbeatera, podającego się za jasnowidza. Podobno zauważył u chłopca niezwykłej mocy aurę, więc postanowił opowiedzieć o tym wydarzeniu członkom Towarzystwa Teozoficznego, do którego sam należał (podobnie jak ojciec Jiddu). Towarzystwo Teozoficzne było organizacją, założoną przez Helene Bławatską i pułkownika Olcotta. Jego zadaniem było zrzeszanie ludzi różnych wyznań i wspólne studiowanie wiedzy i odnajdywanie prawd rozsianych po różnych religiach oraz działalność dążąca do jednoczenia podzielonej ludzkości. Teozofowie wierzyli, iż na jednym z wyższych planów rzeczywistości (tuż przed Buddą i Panem Świata Sanatem Kumarem) istnieje byt zwany Boddhisatvą Maitreją, który raz na jakiś czas pojawia się w historii ludzkości, by przekazać jej pewne, odpowiednie dla danego momentu rozwoju cywilizacji, duchowe prawdy. Dotychczas przyszedł pod postacią Kriszny i Jezusa z Nazaretu. Według Teozofów w niedługim czasie miał nadejść po raz kolejny, nic więc dziwnego, że zaczęto widzieć w młodym Jiddu długo oczekiwanego mesjasza.
Niedługo później Krishnamurti został zaadoptowany przez Annie Besant, która piastowała wówczas funkcję przewodniczącej Towarzystwa Teozoficznego. Z początku ojciec Jiddu zgodził się na to, bowiem uznano, że chłopca trzeba „przygotować" do pełnienia funkcji przyszłego „Nauczyciela świata". Był to bardzo nieszczęśliwy okres w życiu Krishnamurtiego - został praktycznie odizolowany od świata zewnętrznego, zawsze towarzyszyło mu przynajmniej dwóch członków Towarzystwa. Pilnowano, by inne osoby nie dotykały przedmiotów, którymi się posługiwał (ze względu na „zły magnetyzm"). Jego życie było obwarowane niezliczoną ilością przepisów i zasad, które Leadbeater i Bessant rzekomo otrzymywali na drodze telepatycznych od niematerialnych istot. Opracowano w ten sposób nawet specjalną dietę dla Jiddu (opierającej się na mleku i jajkach), która spowodowała u niego niestrawność i inne problemy z żołądkiem. Fakt, uwielbienia ze strony innych członków Towarzystwa, z jakim się stykał, dostarczał mu frustracji. Nie podobało mu się życie, które dla niego zaplanowano; marzył o normalnej egzystencji.
Trudno powiedzieć, czy Krishnamurti zdawał sobie wówczas sprawę z tego, jak wielkie zamieszanie wywołał w ówczesnej elicie okultystycznej. W wieku 12 lat zaczął nauczać (głównie były to treści, z którymi zapoznawał się w trakcie odbywanych „podróży astralnych"). Bessant założyła w tym czasie Zakon Gwiazdy Wschodu, któremu Jiddu miał przewodzić. Niedługo później nastąpiła, z powodu Krishnamurtiego, schizma w Towarzystwie - odłączył się od niego słynny okultysta Rudolf Steiner, by później założyć Towarzystwo Antropozoficzne. Ojciec Jiddu w pewnym momencie doszedł do wniosku, że wpływ Bessant i Leadbeatera (był podejrzany o homoseksualne ekscesy) jest demoralizujący i postanowił odzyskać syna. Ten, został jednak wywieziony przez Bessant i był ukrywany min. w Londynie i na Sycylii.
W błyskawicznym tempie zdobywał kolejne teozoficzne wtajemniczenia, jego nauczanie cieszyło się olbrzymim poważaniem, a mimo to nie pozwolił, by owładnęło nim jakiekolwiek poczucie władzy nad ludźmi. Był antyinstytucjonalistą w kwestiach duchowych, co zaowocowało faktem rozwiązania Zakonu Gwiazdy Wschodu (przez samego Krishnamurtiego rzecz jasna) w roku 1929. Mawiał wówczas: „(...) nie interesuje mnie budowanie nowych klatek czy nowych dekoracji do tych klatek. Interesuje mnie jedynie to aby ludzie byli wolni" . Sam podważał mistyczny czy tez ezoteryczny charakter swoich wizji: „Gdy byłem małym chłopcem widywałem Sri Krishnę, z fletem, takiego jakim przedstawiają go Hindusi (...) Gdy dorosłem i zetknąłem się z Biskupem Leadbeaterem i z Towarzystwem Teozoficznym, zacząłem widywać Mistrza K.H. - znów w postaci jaką mi przedstawiono (...) Jeszcze później, w miarę jak dojrzewałem, zacząłem widywać Maitreję. Było to przed dwoma laty, stale zaś widywałem go w takiej postaci, jaką mi przedstawiono" . Najwyraźniej, w boskość Krishnamurtiego wierzyli wszyscy poza samym Krishnamurtim. Co więcej, uważał on, że nie jest ludzkości potrzebny żaden „Nauczyciel świata", którego rola przypadła to właśnie jemu.Dalszą część życia spędził na podróżach do wielu zakątków świata, w trakcie których wykładał swoją naukę.
Od roku 1930 Krishnamurti zamieszkał u Rajagopala, członka Towarzystwa. Ten zajął się od strony organizacyjnej przyszłą działalnością Jiddu. Układ ten (mimo pewnej niezgodności charakterów) funkcjonował przez kolejne 30 lat. Okazało się, że Krishnamurti nie potrzebował statusu „Nauczyciela świata", czy też „Nowego mesjasza", aby zgromadzić na swych wystąpieniach bardzo dużą ilość słuchaczy. Życie prywatne bohatera niniejszej pracy było wówczas niemalże równie burzliwe, jak jego dzieciństwo. W roku 1932 Jiddu, który dotąd żył w celibacie, zaczął romansować z Rosalind, kobietą Rajagopala, z którym aktualnie była w separacji (i z którym miała dziecko). Efektem romansu były trzy ciąże: dwie zostały usunięte, ze względu na zagrożenie życia matki, a jedna skończyła się poronieniem.
W czasie II wojny światowej przebywał w Kaliforni, gdzie zaprzyjaźnił się ze słynnym „duchowym eksperymentatorem" Aldousem Huxleyem. Podobno właśnie on nakłonił go do pisania. Na jego początkową twórczość składały się głównie opisy przyrody połączone ze swoistą „krishnamurtowską" filozofią. Niektórzy twierdza, że właśnie w tym okresie doznał on oświecenia.
W 1968 roku powstała Krishnamurti Foundation, zajmująca się organizacją dalszej działalnością Jiddu. Na ten okres przypada również zerwanie współpracy z Rajagopalem. Fundacja zaczęła wydawać również biuletyn. Wówczas, Jiddu zaczął współpracować ze znanymi naukowcami, zwłaszcza słynnym fizykiem Davidem Bohmem, który stał się członkiem Krishnamurti Foundation. Miało to istotny wpływ na dalszą część jego nauczania - zaczął uwzględniać w swoich mowach kwestie naukowe.
Krishnamurti udzielał się również społecznie - został patronem trzech szkół w Indiach, a jedna z nich została powołana do życia, aby edukować dzieci z najbiedniejszych rejonów tego kraju. W międzyczasie cały czas prowadził swą działalność polegającą na wygłaszaniu mów do rozmaitych zgromadzeń. Zmarł 17 lutego 1986 roku. Ostatnia z wypowiedzi, którą udało się zarejestrować brzmiała następująco: "Nie boję się umierać, bo żyłem ze śmiercią przez całe życie. Nigdy nie dźwigałem wspomnień"


II NAUCZANIE

Czy tytuł niniejszego podrozdziału jest adekwatnym scharakteryzowaniem działalności Krishnamurtiego? Sam Krishnamurti z pewnością zaprzeczyłby i wolałby, aby tę działalność określić np. „wyzwalaniem wglądu", bądź „nauką umiejętności Patrzenia". Trudno powiedzieć, czy do końca jest to słuszne, bowiem, mimo iż kładł na to olbrzymi nacisk, permanentnie zdarzało mu się opisywać działanie ludzkiej psychiki z punktu widzenia rozwoju duchowego. Z drugiej strony, zdarzało mu się również mówić, że opisuje on swój własny wgląd i nie należy tego kopiować, tylko skoncentrować się na indywidualnym, wolnym od kulturowego balastu nauczania wszelkich guru, spojrzeniu na świat wewnętrzny i zewnętrzny. To powinno go usprawiedliwiać, aczkolwiek, gdy ma tu miejsce pewna dysproporcja: Krishnamurti bardzo często opisywał na jakiej zasadzie działa umysł, czego należy się wystrzegać etc., natomiast o tym, że to jego własne odkrycia, których nie należy kopiować, mówił bardzo sporadycznie. Czy jest to niekonsekwencja, czy też nie, spróbujemy rozstrzygnąć w ostatnim rozdziale. Na razie skoncentrujmy się na samym przekazie, a słówko „nauczanie" pozostawmy dla literackiej wygody.
Krishnamurti nigdy nie sformułował swego nauczania w prostych zasadach, nigdy nic nie wypunktowywał i nie tworzył własnych systemów. Nie tworzył nawet własnych terminów, jak Crowley, Gurdżijew czy Spare. Pobieżne zapoznanie się z treścią jego mów, może przynieść lekką dezorientację. To że tekst nie jest pod względem formalnym wysoko zorganizowany (wszak to jest zapis wykładów, które rządzą się nieco innymi prawami), nie powinno wprowadzać w błąd polegający na przekonaniu, iż można go uznać za niespójny. Nauczanie Jiddu, pod względem merytorycznym stanowi logiczną całość, a zarazem nie dzieje się to kosztem oschłości, czy też wysokim sformalizowaniem języka.
Jak już mówiliśmy, Krishnamurti nie tyle próbuje dostarczyć recepty na rozwiązanie zasadniczych problemów nękających ludzką jednostkę (śmierć, nienawiść, gwałt, przemijanie), co oferuje pewną instrukcję, dzięki, której każdy człowiek sam ją odnajdzie. Tą instrkcją jest nauka umiejętności Patrzenia. Posługuje się przy tym swoistą, typowo krishnamurtowską perswazją (nie mylić z „manipulacją"), którą oddziałuje zarówno na sferę poznawczą jak i emocjonalną słuchacza. Strukturę jego wykładów można by przedstawić w następujący sposób:

1. ZROZUMIENIE POWAGI PROBLEMU

Krishnamurti słusznie zakłada, że człowiek żyje w pewnym zamknięciu, odizolowaniu od przyczyn zasadniczych problemów. Obwarowywuje się przy tym dużą ilością mechanizmów obronnych, samousprawiedliwieniem, co przyczynia się do braku wglądu, bez którego nie można sobie z nimi poradzić, a jedynie cierpieć i to cierpieć w nieświadomości. Uważa przy tym, że całe społeczeństwo jest w pewnym stopniu chore, niezwykle dalekie od Prawdy (o tym, co to jest „Prawda", w jego rozumieniu powiemy nieco później) i przepełnione nieuświadomioną hipokryzją. „Każdy z nas ponosi odpowiedzialność za każdą wojnę, gdyż sami jesteśmy agresywni, egoistyczni, przepojeni szowinizmem, ideologiami i uprzedzeniami" - ta wypowiedź to jeden tylko z rozlicznych przykładów w jaki próbuje uświadomić słuchaczom jak istotny wpływ na całe losy świata i jego największe tragedie (wojny religijne, holocaust) ma sposób życia i myślenia każdej jednostki. Podważenie swego rodzaju „wygodnictwa" w postrzeganiu świata i własnej osoby odgrywa zasadniczą rolę w każdym jego wykładzie. Inny przykład: „Żyjemy fragmentami. Jesteś kim innym w biurze, kim innym w domu. Mówisz o demokracji, a w głębi serca jesteś autokratą. Mówisz o miłości bliźniego, a zabijasz go konkurencją. Każda nasza część działa i spostrzega niezależnie od drugiej. Czy jesteśmy świadomi tej fragmentaryczności w swym życiu?" . Krishnamurti stara się w pewnym sensie zniszczyć, bądź przynajmniej podważyć konformizm i dobre mniemanie o sobie słuchaczy - czyni to prawdopodobnie dlatego, iż uważa, że właśnie te cechy stoją na przeszkodzie wewnętrznej transformacji jednostki. Następnie pokazuje konsekwencje, jakie niesie za sobą to, jaka ta jednostka jest. Wszystko to ma na celu wywołanie chęci i gotowości do autentycznej zmiany, przeprowadzenia wewnętrznej rewolucji.

2. OSTRZEŻENIE PRZED PUŁAPKAMI

Krishnamurti doskonale zdaje sobie sprawę z faktu, iż na drodze do wewnętrznej rewolucji stoją rozmaite pułapki, przekłamania, nieprawidłowe, egoistyczne motywacje, czy też podszepty konformistycznego, niechętnego pożądanej akomodacji umysłu. Oto przykładowe „ostrzeżenia":
„Możecie powiedzieć: "Nie pragnę zmiany", i większość ludzi jej nie chce, zwłaszcza ci, którzy czują, że są należycie zabezpieczeni pod względem społecznym i ekonomicznym lub trzymają się dogmatów wiary i wystarcza im akceptacja siebie oraz taki stan rzeczy, jaki jest, co najwyżej nieco ulepszony. Ta grupa ludzi nas nie interesuje. Możecie też odpowiedzieć subtelniej: "To jest zbyt trudne, to nie dla mnie". W takim wypadku już zablokowaliście siebie, przestaliście dociekać i nie ma sensu iść dalej. Możecie jeszcze rzec: "Widzę konieczność zasadniczej zmiany wewnętrznej w sobie, lecz jak mam to zrobić? Proszę, wskaż mi drogę, pomóż mi w tym". Jeżeli tak mówicie, nie jesteście zainteresowani samą zmianą, nie obchodzi was naprawdę zasadnicza rewolucja - szukacie tylko metody, systemu dokonywania zmiany"
Według Krishnamurtiego nie wystarcza więc sama motywacja do zmiany - musi to być WŁAŚCIWA motywacja. Za jedną z najbardziej błędnych i bezpłodnych, uważa on wspomniane w cytacie pożądanie nauczyciela, bądź pewnych twierdzeń, które wystarczy przyjąć do wiadomości, aby uczynić swe życie lepszym. Mowa tu głównie o zawierzeniu autorytetom i wielowiekowym tradycjom, które powinny zostać na samym wstępie odrzucone. Krishnamurti uważa (o czym świetnie świadczy jego biografia), że zawierzenie starym systemom, kapłanom, religiom, czy nawet psychologii to tak naprawdę przeszkoda w lepszym zrozumieniu siebie. Najlepiej oddają to następujące fragmenty jego mów:
„Toteż wypada nam teraz uczyć się siebie samych - nie opinii mojej czy jakiegoś psychoanalityka lub filozofa, bowiem gdy uczymy się siebie według kogoś innego, uczymy się tylko jego, a nie siebie. Przystępujemy zatem do uczenia się tego, czym aktualnie jesteśmy" .
„Nie możesz siebie zrozumieć na podstawie teorii głoszonych przez Freuda, Junga czy przeze mnie. Teorie innych nie mają dla ciebie żadnego znaczenia. To siebie samego musisz zapytać, czy strach należy dzielić na świadomy i podświadomy?"
Nierzadko również mówił, aby nie słuchać nawet jego - nie oceniać tego co mówi, ani się z tym zgadzać, ani nie zgadzać: „Jeżeli mówię: "Miłość nie ma dnia jutrzejszego ani wczorajszego" lub: "Gdy nie ma środka, wówczas jest miłość", to jest to rzeczywistością, dla mnie, ale nie dla was. Możecie mnie cytować, a z cytatu zrobić receptę, ale to nie ma znaczenia. Musicie to ujrzeć sobą"

Do największych pułapek stojących na drodze wewnętrznej rewolucji zalicza on:

— Zawierzenie i wiarę (zwłaszcza w autorytet, głównie religijny, ale nawet naukowy)
— Porównywanie się z innymi
— Patrzenie przez pryzmat czasu
— Praktyki religijne (np. asceza, mantry)
— Praktykowanie koncentracji, zamiast uważności
— Nauczycieli (uważał, że nauczyciel niszczy ucznia, a uczeń nauczyciela)
— Traktowania „zrozumienia" jako intelektualnego procesu (uczenie się nie jest według niego patrzeniem na swoje wnętrze przez pryzmat nagromadzonej wiedzy)
— Uważanie, że „coś się osiągnęło"
— Dążenie do celu (uważał, iż cel powinien być równoznaczny z działaniem)
— Fragmentaryzację we wszelkich dziedzinach życia (narodowości, podmiot i przedmiot, rasy, religie, tradycje), które rodzi szkodliwą identyfikację, poczucie przynależności, która z kolei rodzi nienawiść i gwałt.

3. UMIEJĘTNOŚĆ OBSERWACJI PROBLEMU

Tylko człowiek wolny od oceniania, człowiek zdolny do bezstronnej obserwacji jest w stanie poznać siebie. Taka obserwacja jest poniekąd równoznaczna z prawidłową (jedyną właściwą) medytacją (której poświęcimy osobny rozdział). Na dłuższą metę, sama umiejętność Patrzenia pomaga zrozumieć strukturę problemu, która jest równoznaczna z jego rozwiązaniem, a raczej uświadomieniem sobie, że problem nie istnieje. Wiąże się z tym uwolnieniem się od napięcia i ustaniem cierpienia:
„Czy przeprowadziliście kiedyś eksperyment, który polega na patrzeniu na jakiś konkretny przedmiot, na przykład na drzewo, z pominięciem wszelkich skojarzeń, wszelkiej posiadanej o nim wiedzy, wszelkiego osądu, wszelkich słów, które stwarzają barierę pomiędzy wami i drzewem i nie pozwalają widzieć go takim, jakim teraz jest? Spróbujcie, a zobaczycie, co się dzieje, gdy obserwujecie drzewo całą swą istotą z całą swą energią. W tej intensywności odkryjecie, że nie ma w ogóle obserwatora. Jest tylko uwaga. To tylko w stanie nieuwagi istnieje obserwator i przedmiot obserwowany. Gdy patrzycie na coś z pełną uwagą, wówczas nie ma miejsca na koncepcje, formuły czy pamięć. Ważne jest zrozumienie tego faktu, jako że przechodzimy do kwestii wymagającej bardzo starannego zbadania" .
Umiejętność patrzenia jest czymś, co należy stosować zawsze - zarówno by móc percypować piękno, odczuwać miłość, jak i rozwiązywać problemy takie jak gwałt, nienawiść, strach i konflikt. Percepcja którą proponuje Jiddu nie uwzględnia patrzenia przez pryzmat czasu,wiedzy na jakiś temat, porównań, podziałów (np. na podmiot i przedmiot) oraz wyobrażeń (które są stare, wypłowiałe).

4. ZROZUMIENIE STRUKTURY PROBLEMU = PODWAŻENIE JEGO ISTNIENIA

Na tym etapie Krishnamurti chętnie dzieli się własnym sposobem postrzegania procesów umysłowych, które rodzą cierpienie, równocześnie zachęcając do indywidualnej eksploracji własnego umysłu. Mówi jednak wyraźnie, iż wewnętrzna transformacja sama w sobie nie jest czasowym procesem, a swego rodzaju rewolucją; nie nabywa się jej w sposób stopniowy - jest, albo jej nie ma. Oto jedno z ciekawszych postrzeżeń, które zawarł w swej książce „Wolność od znanego":
„(...) Ale wtedy włącza się myśl i doznaną rozkosz przemienia we wspomnienie. Myśl chce powtórzyć doznanie, a im częściej je powtarza, tym bardziej mechaniczne ono się staje. Im więcej o nim myślisz, tym większą siłę nadaje myśl przyjemności. W ten sposób myśl, za pomocą pragnienia, stwarza i podtrzymuje przyjemność, daje jej ciągłość. Dlatego naturalna reakcja pragnienia tego, co piękne,
zostaje wypaczona przez myśl. Myśl przekształca ją we wspomnienie, a wspomnienie żywi się powtarzającym się raz za razem rozmyślaniem o niej" .
Przy okazji zawarcia w pracy tego cytatu, można wspomnieć o roli jaką przypisywał on pamięci w życiu człowieka. Uważał, że pamięć, sama w sobie, jest niezwykle potrzebną zdolnością poznawczą, jednakże, gdy wkrada się ona niepostrzeżenie do sposobu percypowania przyjemności, piękna i strachu, jest w stanie zmienić życie człowieka w coś matowego, jałowego i wypłowiałego. Przykładowo - strach sam w sobie nie jest niczym złym, czy niepożądanym, niepożądana jest jego aktywacja, polegająca na przywoływaniu w pamięci obiektów lękotwórczych. Czyni to z człowieka jednostkę zastraszoną i niezdolną do korzystania z pełni życia. Sytuację tę porównuje często do kompulsywnego dotykania językiem zepsutego, bolącego zęba. Podobnie jest z percepcją przyjemności - komponentem przeżywania przyjemności winno być, według Krishnamurtiego, pozwolenie na jej przeminięcie (analogiczne do twierdzenia mistrzów Zen o tym, że każda chwila powinno być jak „dobrze wypalone ognisko"). Natura umysłu (czy też jego uwarunkowanie - trudno to jednoznacznie stwierdzić), jest taka, że dąży on do odświeżania „przyjemnych" śladów pamięciowych, co skłania jednostkę do prowokowania sytuacji, w której zostanie ona powtórzona dokładnie w takiej samej formie, jak miało to miejsce w przeszłości. Jednak rzeczywistość jest dynamiczna i dlatego tego typu postępowanie jest skazane na porażkę i rodzi tylko frustrację, sprawiając, że żyjemy niejako „przeszłością".Równie szkodliwe jest życie „przyszłością".


III MEDYTACJA

W swej działalności Krishnamurti wiele czasu poświęcił na naukę medytacji. Odrzucał wszelkie wielowiekowe techniki, które oferowały różne religie i systemy mistyczne. Po jednym z jego wykładów podszedł do niego człowiek, wyznawca Wedanty, który stwierdził, że nie rozumie on jego ciągłego upierania się przy tym, iż proponuje coś nowego, gdyż głosi na temat medytacji dokładnie te same teorie co jego religia. Jiddu odpowiedział następująco:
„(...) Ten świat nie jest złudzeniem, ale straszliwą rzeczywistością, zbudowaną przez człowieka wspólnie z innymi ludźmi. To właśnie musimy zrozumieć, a nie wasze wedantyczne teorie powiązane z rytuałami i wszelkimi akcesoriami zinstytucjonalizowanej religii" .
Ta wypowiedź świadczy o jednej z zasadniczych różnic w postrzeganiu roli medytacji w stosunku do części buddyzmu i hinduizmu, mianowicie - jej rola nie sprowadza się do podważenia rzeczywistości, uświadomienia sobie, iż wszystko jest Mają, gdyż ma to niewielkie zastosowanie, a jest wręcz szkodliwe, ponieważ stanowi swego rodzaju ucieczkę, a nie odważne stawienie czoła bolączkom ludzkości. W podobny sposób krytykował ascetów, których praktykę nazywał „otępiającą". Jego rozumienie medytacji można natomiast podzielić na warstwę „negacji" i „afirmacji".

1. NEGATYWNY OPIS MEDYTACJI

Oczywiście termin „negatywny" należy tu rozumieć nie jako krytykę medytacji, ale jako formułowanie twierdzeń pt. „czym medytacja nie jest" i jakich atrybutów „nie posiada". Prawdopodobnie, Krishnamurti korzystał często z tej formy wypowiedzi, aby podważyć pewne mity.

- Medytacja nie MA celu („ Medytacja nie jest środkiem wiodącym do jakiegoś celu. Jest zarówno środkiem, jak i celem")
- Medytacja nie polega na przeżywaniu konkretnych doznań („Doznania nie mogą sprawić, by umysł stał się nieskalany. To negacja doznań wywołuje ów pozytywny stan czystości, którego myśl nie jest w stanie kształtować") .
- Medytacja nie polega na stosowaniu jakiejś, tradycyjnie rozumianej „techniki" („Medytacja nie polega na powtarzaniu jakiegoś słowa, doznawaniu wizji czy pogrążaniu się w ciszy. Różaniec i słowo wyciszają paplaninę umysłu, ale jest to pewna odmiana autohipnozy. Równie dobrze można by zażyć pigułkę") .
- Medytacja nie powinna BYĆ celem („Jeśli zamierzasz medytować, to nie będzie to medytacja")
- W medytacji nie powinna być obecna myśl („Medytacja nie jest drogą, po której podąża myśl, myśl bowiem jest przebiegła, dysponuje niezliczonymi możliwościami oszukiwania siebie, a zatem przegapi drogę medytacji")
- Medytacja nie powinna być formą ucieczki, ani izolacji („Tak więc medytacja nie jest czynnością, która izoluje, a wręcz przeciwnie - jest codzienną działalnością wymagającą współpracy, wrażliwości i inteligencji)
- Medytacja nie jest działaniem („Medytacja, przeciwnie, jest doskonałym niedziałaniem, które kładzie kres wszelkim doznaniom")
- Medytacja nie jest czymś różnym od zwykłego życia („Medytacja nie jest czymś różnym od codziennego życia, nie odchodź w kąt, żeby medytować przez dziesięć minut a potem stamtąd wrócić i nadal być rzeźnikiem - czy w metaforycznym sensie czy też rzeczywiście")
- Medytacja nie ma końca („Nie mówisz „Osiągnąłem kres, oto oświecenie."")

2. AFIRMACYJNY OPIS MEDYTACJI

- Medytujący jest medytacją, a wiąże się to z zaprzestaniem myślenia, które wprowadza ten szkodliwy podział („Medytacja ucisza myśl; nie dokonuje tego medytujący, on bowiem j est medytacj ą")
- Medytacja polega na bezstronnej, nieoceniającej obserwacji całego umysłu i danych zmysłowych („Medytujący umysł postrzega - patrzy, słucha, bez słów, bez komentarzy, bez opinii - przez cały dzień uważnie śledzi ruch życia we wszystkich jego
związkach")
- Medytacja wymaga pracy i dyscypliny, ale także indywidualnego podejścia nieskażonego czymś, co ktoś narzuca z zewnątrz („Medytacja jest ciężką pracą. Wymaga najwyższej dyscypliny - nie dostosowywania się, nie naśladownictwa, nie posłuszeństwa ale takiej
dyscypliny, która jest efektem nieustannego uświadamiania sobie tego, co otacza nas z zewnątrz, i tego, co dzieje się wewnątrz")
- Medytacja polega na negacji („Stan pozytywny pojawia się dzięki negacji. Samo gromadzenie doświadczeń lub życie w ich obrębie niweczą czystość medytacji")

Na sam koniec należy wspomnieć, że medytacja, tak jak ją widział Krishnamurti nie ma żadnego związku z religią i nie jest również czynnością w żaden sposób uświęconą (ba, w ogóle nie jest czynnością). Jiddu twierdził, że nie należy wyróżniać z całości rzeczywistości, która składa się na naszą egzystencję przedmiotów sakralnych i nie-sakralnych. Głosił, że powinniśmy za świętość uważać albo całość rzeczywistości, albo w ogóle wyeliminować ten termin, bowiem fragmentaryzacja, z którą walczył przez całe życie, rodzi jedynie podziały, które prowadzą do konfliktów (zarówno wewnętrznych, jak i konfliktów między ludźmi). Warto zacytować słowa które wypowiedział pewnego razu na temat Boga:
„Bóg jest jedynie symbolem, słowem, które faktycznie straciło swój sens, zniszczyły go bowiem kościoły i miejsca kultu. Oczywiście ten, kto nie wierzy w Boga, przypomina wierzącego; obaj cierpią i przeżywają niedole krótkiego i bezcelowego życia; a gorycze dnia codziennego pozbawiają to życie sensu" .
„Prawdę" natomiast uważał za coś, do czego nie prowadzi żadna droga, za coś żywego i dlatego posiadającego niezwykłe piękno. Zaprzeczał iż można w jakiś sposób „dotrzeć" do prawdy, czy też ją osiągnąć, ponieważ oznaczałoby to, że jest ona czymś odrębnym od całości istnienia, czy też nie-istnienia.


IV KRYTYKA

Pierwszym rzucającym się w oczy mankamentem filozofii Krishnamurtiego jest swego rodzaju niekonsekwencja, ale warto sobie od razu zadać pytanie - czy jest to niekonsekwencja faktyczna czy pozorna? Z jednej strony olbrzymia krytyka wszelkiego autorytetu, instytucji mistrza, czy nauczyciela, technik mistycznych oraz głoszonych teorii psychologicznych oraz religijnych, a z drugiej strony oferował on mimo wszystko własne spojrzenie na świat, choćby niezwykle się tego wypierał. Dobrym przykładem jest tutaj przedstawienie procesu odświeżania przez umysł przyjemnych doznań. Czy tkwi w tym pewna logiczna niespójność, czy też może nieustanne podkreślanie, iż są to jedynie jego przemyślenia i nie należy ich kopiować stanowi usprawiedliwienie? Czy należy w tym upatrywać szczerości, czy też jest to tylko perswazyjny trick ? Myślę, iż każdy czytelnik powinien sam sobie na to pytanie odpowiedzieć. Podobny zarzut sformułował również imiennik bohatera niniejszego tekstu, „nie-uczący nauczyciel" - U.G. Krishnamurti.
Inną kwestią jest to, czy nauczanie Jiddu nie było pewnym „wymuszonym nowatorstwem". Krishnamurti odcinał się od posądzeń, jakoby uczył tego samego co poprzedni mistrzowie i poprzednie religie, ale można wskazać bardzo dużą liczbę podobieństw między treścią jego przekazu, a treścią przekazu osób, które od rozmaitych tradycji i autorytetów się nie odżegnywały. Najprostszym przykładem są jego „negatywne definicje" medytacji oraz tezy o konieczności przyzwolenia na przeminięcie każdej chwili (obie są analogiczne do ponadtysiącletnich tradycji Zen). Również walka z autorytetem nauczyciela przypomina nieco okultystyczne zalecenia, mówiące o tym, że uczeń powinien „zabić swojego mistrza", a podważenie wartości doznawanych wizji łatwo da się odnieść do zenistycznego „Jeśli ujrzysz Buddę, to oznacza, że doznałeś halucynacji". Osobiście, wydaje mi się, że odżegnywanie się od tych tradycyjnych elementów innych systemów nie wynika z silenia się na oryginalność, ale stanowi element krishnamurtowskiej metodologii, w której istotną rolę pełniło zniszczenie zawierzenia autorytetowi, w celu skłonienia jednostki do własnych, nieuwarunkowanych kulturowo odkryć. Ale i tę kwestię pozostawiam do indywidualnego rozpatrzenia każdemu czytelnikowi.
Jednym z największych plusów jego przekazu jest zaś próba stymulacji rozwoju duchowego nie wykluczająca życia w społeczeństwie. Rozmaite zakony, pustelnie, eremy i sanghi nie są rozwiązaniami, które byłyby akceptowalne dla większości współczesnych ludzi, co nie oznacza jednak, że muszą oni być skazani na cierpienia wynikające z przepełnionego mitami i szkodliwymi poglądami życia. Właśnie dlatego, mimo iż Krishnamurti w pewien sposób wypowiedział wojnę przeciętnemu postrzeganiu rzeczywistości przez żyjącą w takim, a nie innym świecie jednostkę ludzką, jego przekaz jest do niej dopasowany dużo lepiej od religii i dotychczasowych tradycji mistycznych.

źródło wykreowania tekstu

Komentarze

do autora

Proszę o podanie źródła tekstu "Żyjemy fragmentami. Jesteś kim innym w biurze, kim innym w domu. Mówisz o demokracji, a w głębi serca jesteś autokratą. (...)"

źrodło to:

Jiddu Krishnamurti "wolność od znanego", rozdział: "świadomość, suma życia, świadomość siebie".

Krytyka krytyki

"Niekonsekwencja " Krishnamurtiego wynika jedynie z ograniczeń naszego umysłu. Na tym poziomie postrzegania, postrzegania przez uwarunkowany umysł, Krishnamurti chce nas postawić na krawędzi przepaści,w którą skoczyć możemy jedynie sami.Jest to skok bez skaczącego.Myśl zawsze będzie chciała przetrwać, lepiąc się do wszystkiego. Krishnamurti nie tworzy wyobrażeń na temat tego co Rzeczywiste, bo znając mechanizmy naszego umysłu wie, że stworzyłby sobie on z tych wyobrażeń kolejne niebo. Dlatego jedyne co nam może zaproponować to zobaczenie fałszu w fałszu. I tu znowu musimy zobaczyć to sami-zrozumieć. Jak z piciem wina-mogę ci opowiadać o trunku, o jego bukiecie, itd., ale dopóki sam go nie spróbujesz, to jedyne co będziesz miał to tylko wyobrażenie smaku wina. Więc zostawmy Krishnamurtiego, wszystkich innych-wielkich, otwórzmy sami tę butelkę i napijmy się...
Tekst bardzo dobry, strona ciekawa. Szlachetne zamiary twórców podzwiam, ale przy braku głębszego wejrzenia w siebie, wszelkie zmiany na zewnątrz w świecie są dla mnie tylko nakładaniem kosmetyków na twarz, która nadal pozostaje szkaradna. Co czyni twarz szkardną, choroba, która toczy wnętrze. Rację więc ma Krishnamurti, że jedyna rewolucja musi się dokonać w nas. Jest on według mnie jedynym prawdziwym anarchistą, choć wiem,że obraziłby się za etytkietowanie go w ten sposób (jak przystało na prawdziwego anarchistę:-)).Pozdrawiam Marek