Chciwość i Konkurencja nie są wynikiem niezmiennego ludzkiego temperamentu. Chciwość i strach przed niedoborem są w istocie ciągle tworzone i wzmacniane przez rodzaj pieniędzy, których używamy. Możemy wyprodukować więcej jedzenia niż potrzeba, by nakarmić wszystkich na świecie... ale zdecydowanie nie ma dość pieniędzy, by za to wszystko zapłacić. Niedobór istnieje w naszych walutach. W zasadzie zadaniem banków centralnych jest właśnie tworzenie i utrzymywanie tego niedoboru waluty. Bezpośrednią konsekwencją tego jest fakt, iż musimy walczyć ze sobą na wzajem o przetrwanie
Termin "Ekonomia" jest ogólnie definiowany jako "nauka społeczna analizująca oraz opisująca produkcję, dystrybucję oraz konsumpcję dóbr i usług".
Na początku XXI wieku, dominującym mechanizmem właściwie każdej ekonomii na świecie jest jakaś forma "Systemu Monetarnego". System Monetarny używa pośredniczącego medium, zwanego pieniędzmi, jako środka dostępu do pracy, produkcji, dystrybucji i konsumpcji dóbr i usług. Użycie tego medium wymiany monetarnej, jako bazy dla systemu ekonomicznego, może być nazwane "Ekonomią Monetarną".
Choć praktycznie żaden naród na planecie nie używa obecnie niczego innego, jak Ekonomii Monetarnej, pewne różnice istnieją. Ogólnie rzecz biorąc, te różnice sprowadzają się do stopnia, w jakim rząd kraju kontroluje ten system. Sortując je malejąco, od najwyższej kontroli, do najniższej, mamy najpierw Komunizm (maksymalna kontrola), następnie Socjalizm (częściowa kontrola) aż w końcu Kapitalizm (bardzo mała lub żadna kontrola). Te różnice w zastosowaniu ekonomii można nazwać Systemami Społecznymi.
Naczelnym Systemem Społecznym świata jest obecnie Kapitalizm. Zwykle idący w parze z kolejną teorią znaną jako "Wolny Rynek" jest on definiowany następująco: "system ekonomiczny, w którym środki produkcji są własnością prywatnych osób, gdzie operuje się nimi dla zysku i gdzie inwestycje, dystrybucja, przychód, produkcja oraz ceny dóbr, i usług są determinowane poprzez operacje "wolnego rynku".
Wolny Rynek jest zasadniczo nieregulowaną przestrzenią handlu, w której "wymiana dóbr dokonuje się w wyniku dobrowolnie zawieranych transakcji pomiędzy kupującymi, a sprzedającymi przy dobrowolnie ustalonej przez nich cenie. Na wolnym rynku kupujący i sprzedający, nie podlegają żadnym ograniczeniom ani przymusowi ze strony podmiotów zewnętrznych (np. władzy publicznej), a warunki transakcji - w szczególności cena - zależą jedynie od ich obopólnej zgody". Pojęcie Wolnego Rynku ma wiele interpretacji i wariantów. Przykładowo, jedną z najbardziej ekstremalnych, ale i najpopularniejszych obecnie ideologii jest "Szkoła Austriacka", zakładająca "Leseferyzm" ("laissez-faire"), który zasadniczo oznacza odstąpienie od jakichkolwiek interwencji rządowych w sprawach ekonomii. Z tej perspektywy, "opieka społeczna" i jakiekolwiek inne, sponsorowane przez rząd, programy "społeczne" mogą być uważane, za niewłaściwe.
Teraz, pomijając już ogólną terminologię, najważniejszym atrybutem Ekonomii Monetarnej jest tak zwana "Teoria Wartości". Poziom 'wartości' danego produktu lub usługi jest uzależniony od dwóch czynników:
1) Niedoboru (dostępności) użytych materiałów.
2) Ilości ludzkiej pracy potrzebnej do produkcji dobra lub usługi.
Przykładowo:
Wyobraź sobie ile czasu wymagało zrobienie prostej koszuli przed nadejściem elektryczności i nowoczesnych technologii przemysłowych. Cały proces mógł polegać na: przygotowaniu gleby - zasianiu bawełny - doglądaniu pola przez okres wzrostu - zbiorze wełny - obrobić nasiona - przerobić bawełnę na nić - połączyć ją w tkaninę - i zrobić z tkaniny koszulę.
Biorąc pod uwagę powyższy scenariusz, patrząc tylko z punktu widzenia ludzkiej pracy, wartość koszuli byłaby relatywnie wysoka, a sam produkt sprzedawany po cenie adekwatnej do ilości wykonanej pracy. Wartość nasion bawełny (materiał składowy) byłaby nikła, gdyż są one produktem ubocznym poprzednich zbiorów, przez co ich niedobór byłby bardzo mały. Z tego też powodu, właściwa wartość koszuli bierze się z ilości ludzkiej pracy koniecznej do jej wykonania.
Teraz, hipotetycznie, co by się stało, gdyby ta produkcja w ogóle nie wymagała ludzkiej pracy, zaś ziarna/woda/światło słoneczne/gleba zachowały swoją naturalną obfitość? Jaka byłaby wtedy wartość koszuli? Oczywiście, żadna.
Na początku XXI wieku Maszyny Przemysłowe, przejęły rolę rudzi w sianiu i zbieraniu produktów agrokultury do tego stopnia, że jeden rolnik może teraz samemu obsługiwać ponad 1000 akrów ziemi. Pojawienie się wyposażenia takiego jak Odziarniarka do Bawełny dramatycznie zredukowało ludzki wysiłek, zaś obecnie postępująca komputeryzacja przemysłowa, przysuwa nas coraz bardziej do całkowitej automatyzacji, między innymi przemysłów tekstylnych i agrokulturowych. Chodzi o to, że pozycja "Wartości Ekonomicznej", jako teoretycznie statycznego pojęcia w ekonomii, zostaje obecnie przyćmiona przez wpływ technologii (zwiększenie łatwości produkcji i dostępności materiałów), co może, teoretycznie, wyeliminować całkowicie pojęcie "wartości".
Kiedy ludzka praca zostaje zredukowana/zastąpiona przez pracę maszyn, rzekoma "wartość", czyli równanie "pracy" do "ceny", również spada. "Wartość" produktu wynikowego przesuwa się więc w kierunku produkcji/obsługi maszyn, które obecnie pełnią rolę pracowników. W konsekwencji, im bardziej wydajne i niezawodne są te maszyny, tym bardziej "wartość" produktu spada.
Zrozumienie tego wzorca automatyzacji, wraz z nowymi innowacjami, które znajdują substytuty dla "rzadkich" surowców, mogłoby doprowadzić nas w miejsce, gdzie żadne dobro czy usługa nie będzie już potrzebować "wartości" czy metki z ceną. Po prostu nie miałoby to sensu. Dla wielu jest to niepojęte, biorąc pod uwagę co widzimy w codziennym życiu. Niezależnie jednak od Twojej opinii, prawda jest taka, że ciągły technologiczny rozwój wraz z automatyzacją może teoretycznie stworzyć ekonomię, w której obfitość materiałów i środków produkcji będzie tak wysoka i wydajna, że większość ludzi nie będzie miała potrzeby czegokolwiek "kupować", nie mówiąc już o "pracy" w tradycyjnym sensie. Co więcej, jeśli maszyny powoli zastąpią jedynie mniejszą część ludzi, zwiększając bezrobocie, implikacje będą systemowe, a cała ekonomia stanie się coraz bardziej niestabilna i niepraktyczna. Ten temat będzie rozwinięty w Rozdziałach 2 i 5. Odchodząc na razie od tego, przeanalizujmy kilka empirycznych mechanizmów Systemu Monetarnego, konkretnie w kontekście Kapitalizmu, których ten system potrzebuje, by zachować integralność. W kolejnych sekcjach tego rozdziału przeanalizujemy 5 najbardziej podstawowych atrybutów, koniecznych do istnienia tego systemu, przyczyny ich istnienia oraz konsekwencje.
Mechanizm Pierwszy - Potrzeba Cyklicznej Konsumpcji
Role ludzi w systemie monetarnym są podzielone w następujący sposób:
Pracownik, Konsument, Pracodawca (Właściciel/Producent)
Pracownik wykonuje określone zadania dla Pracodawcy w zamian za "Pensję", czyli monetarną zapłatę, podczas gdy Pracodawca sprzedaje produkt lub usługę Konsumentowi w zamian za "Zysk", czyli inny rodzaj monetarnej zapłaty. Z drugiej strony zarówno Pracodawca jak i Pracownik funkcjonują w charakterze Konsumentów, gdyż ich monetarna zapłata ("pensja" lub "zysk") zostają wykorzystane do zakupu dóbr i usług, których potrzebują do przeżycia. Akt kupowania dóbr i usług, który jest rolą Konsumenta, jest tym, co generuje Zysk u Pracodawcy, jednocześnie umożliwiając my płacenie Pensji Pracownikowi.
Innymi słowy, to właśnie ciągła Konsumpcja utrzymuje Pracodawcę w biznesie i zapewnia zatrudnienie Pracownikowi.
Teraz, ważne jest, by zrozumieć, że ten cykl płaca-konsumpcja, (lub cykliczna konsumpcja) nie może się zatrzymać, gdyż w takiej sytuacji cała struktura zawaliłaby się. Pieniądze nie trafiałyby do Pracodawcy, ten nie byłby w stanie zapłacić Pracownikowi, i żaden z nich nie mógłby kontynuować cyklu jako Konsument.
Konsekwencje:
1 - Nic co wyprodukowane nie może zachować swojej funkcjonalności przez czas dłuższy niż ten wymagany do zachowania integralności ekonomicznej poprzez "cykliczną konsumpcję".
Innymi słowy, każde wyprodukowane "dobro" musi się zepsuć po odpowiednim okresie czasu, tylko po to, żeby zachować cyrkulację pieniądza utrzymując wszystkich graczy (konsument/pracownik/pracodawca) w grze. Można to nazwać "Planowane Zużywanie"
Planowane Zużywanie, może przyjąć dwie formy: a) Zamierzone: Celowe blokowanie wydajności by rzeczony produkt się popsuł b) Wynikowe: Oparte na poszukiwaniu zysku cięcia w produkcji, zwykle przyjmujące formę tanich materiałów lub słabego projektu i mające na celu oszczędność tudzież zapewnienie sobie klientów na przyszłość. To natychmiast przekłada się na produkt słabej jakości. [Używanie plastiku na obudowy sprzętu elektronicznego jest tanie, zarówno dla producenta jak i konsumenta, ale wytrzymałość tego materiału jest słaba w porównaniu do, na przykład, tytanu, który jest jednak znacznie droższy]
2 - Wprowadzanie nowych dóbr i usług musi być ciągłe, by zrównoważyć jakikolwiek wzrost wydajności poprzednich generacji produktów, niezależnie od wartości użytkowej, co generuje nieskończone marnotrawstwo.
Innymi słowy, tworzenie odpadów jest celowym produktem ubocznym potrzeby utrzymania "cyklicznej konsumpcji" w przemyśle. To oznacza, że zastąpiony/przestarzały produkt jest wyrzucany, zwykle na wysypiska śmieci, zanieczyszczając środowisko. Ciągłe powielanie przyspiesza zanieczyszczenie.
"Potrzeba Cyklicznej Konsumpcji", którą można nazwać "silnikiem" napędzającym system ekonomiczny, jest zwyczajnie niebezpieczna i zepsuta, ponieważ jej natura nie pozwala by użycie stabilnych, z punktu widzenia środowiska, praktyk było maksymalizowane. Ciągłe odtwarzanie produktów słabej jakości, marnotrawi dostępne zasoby i zanieczyszcza środowisko.
By wyjaśnić to z nieco innej strony, wyobraź sobie ekonomiczne następstwa metod produkcji, które strategicznie maksymalizują wydajność i stabilność każdego dobra, poprzez użycie najlepszych znanych materiałów i technik. Wyobraź sobie samochód zaprojektowany tak dobrze, że nie potrzebowałby obsługi przez 100 lat. Wyobraź sobie dom zbudowany z ogniotrwałych materiałów, w którym wszystkie urządzenia, instalacja elektryczna i hydrauliczna etc. zostały skonstruowane z najwytrzymalszych materiałów dostępnych na Ziemi. W takim rozsądnym świecie, w którym faktycznie tworzymy rzeczy tak, by trwały, redukując jednocześnie zanieczyszczenie i marnotrawstwo poprzez zanik powielania i maksymalizację wydajności, system monetarny nie mógłby istnieć. Cykliczna konsumpcja, zwolniłaby dramatycznie osłabiając ciągle tak zwany "wzrost ekonomiczny".
Mechanizm Drugi - Obfitość Niedoboru
W Ekonomii Monetarnej istnieje dobrze znana koncepcja "Popytu i Podaży", która mówi w zasadzie, że "im więcej jest czegoś tym mniej jest to warte". Przykładowo, kiedyś woda pitna występowała bardzo obficie, co sprawiało, że nie trzeba było płacić za jej konsumpcję w sensie komercyjnym. Zanieczyszczenie wody sprawiło jednak, że obecnie filtrowana woda jest komercyjnie sprzedawana, czasem po cenach wyższych, niż ceny benzyny. Innymi słowy, niedobór zasobów się opłaca. Jeśli firma przekona ludzi, że jej produkt jest "rzadki", to może więcej sobie za niego policzyć. To daje silną motywację do tworzenia niedoboru produktów. Z innej strony, trzeba powiedzieć, że Banki Centralne krajów, również tworzą niedobór wewnątrz systemu monetarnego w celu utrzymania presji na systemie rynkowym. Bernard Lietaer, projektant systemu walutowego Unii Europejskiej, wskazuje:
"Chciwość i Konkurencja nie są wynikiem niezmiennego ludzkiego temperamentu. Chciwość i strach przed niedoborem są w istocie ciągle tworzone i wzmacniane przez rodzaj pieniędzy, których używamy. Możemy wyprodukować więcej jedzenia niż potrzeba, by nakarmić wszystkich na świecie... ale zdecydowanie nie ma dość pieniędzy, by za to wszystko zapłacić. Niedobór istnieje w naszych walutach. W zasadzie zadaniem banków centralnych jest właśnie tworzenie i utrzymywanie tego niedoboru waluty. Bezpośrednią konsekwencją tego jest fakt, iż musimy walczyć ze sobą na wzajem o przetrwanie".
Konsekwencje tej obfitości niedoboru są zwyczajnie tragiczne. Jeśli zysk może być generowany jako wynik niedoboru, tworzonego przez zanieczyszczenie, to istnieje chora podstawa dla obojętności wobec problemów środowiska naturalnego. Jeśli firmy wiedzą, że mogą zarobić więcej pieniędzy utrzymując swoje produkty w niedoborze, to jak może kiedykolwiek powstać świat obfitości? Nie może, gdyż korporacje są zmotywowane do tworzenia niedoboru, jeśli tylko istnieje taka potrzeba. Z drugiej strony niedobór w jako takiej podaży pieniądza, tworzy motywację dla nas, byśmy konkurowali ze sobą w nieetycznym, prymitywnym trybalizmie generując konflikty, stres i choroby.
Mechanizm Trzeci - Priorytetem jest Zysk
Podstawową motywacją w systemie monetarnym jest Zysk lub zdobywanie pieniędzy poprzez wykorzystanie pracy innych. Wszyscy gracze muszą, aby utrzymać się przy życiu, szukać strategii pozyskania dochodu. Pracownik szuka najlepszej możliwej zapłaty za swoje usługi, podczas gdy
Pracodawca stara się ciągle zmniejszać koszty produkcji by zwiększyć swoje zyski. To jest dominująca "mentalność" w Systemie Monetarnym, zaś ci, którzy osiągają największe bogactwo (materialny "sukces") są najczęściej najbardziej bezwzględni. Choć wiele osób broniących tego systemu, może w nieskończoność powtarzać, jakie to "etyczne" standardy stosują w swoich praktykach, historia pokazała, że nastawienie na zysk jest tak naprawdę chorobą, nie tylko zatruwającą nasz dobrobyt i standardy życia, ale również środowisko na którym polegamy, we wszystkim, co jest nam potrzebne jako gatunkowi.
Zanim jednak przejdziemy do negatywnych konsekwencji tej "mentalności", zastanówmy się nad tym, co wielu uważa za dobrą stronę systemu nastawionego na zysk - "Motywacji".
Jak głosi teoria, potrzeba zysku dostarcza ludziom/organizacjom motywacji do pracy nad nowymi pomysłami/produktami, które potem będą sprzedawać na rynku. Innymi słowy, założenie jest takie, że potrzeba przetrwania poprzez zysk jest jedyną motywacją, pozwalającą na osiąganie jakiegokolwiek postępu w społeczeństwie.
Zacznijmy od tego, że najbardziej wartościowy wkład w społeczeństwo prawie nigdy nie pochodził od korporacji szukających zysku. Nikola Tesla nie wymyślił prądnicy prądu przemiennego po chciał zarobić trochę gorsza. Louis Pasteur, Charles Darwin, Bracja Wright, Albert Einstein i Isaac Newton nie wnieśli swojego gigantycznego wkładu do społeczeństwa z powodów materialistycznych. Choć jest prawdą, że przydatne wynalazki pochodzą czasem z chęci osobistego zysku ich intencja nie ma nic wspólnego z problemami ludzkimi czy społecznymi. To myślenie o własnym przetrwaniu jest tam prawdziwą motywacją.
Chęć zysku niemal zawsze jest stawiana przed zagadnieniami czysto ludzkimi, a jeden rzut oka na powodujące raka konserwanty w żywności, planowane zużywanie się niemal wszystkiego co jest produkowane i przemysł farmaceutyczny liczący sobie po $300 za antybiotyk pozwala stwierdzić, że "Oparta na Zysku Motywacja" jest w istocie szkodliwa, gdyż prawdziwą motywacją nie jest by przysłużyć się społeczeństwu w sensowny sposób, ale by wyssać z niego jak się da tyle bogactwa ile się da. Zysk jest w istocie błędną motywacją. Problemy w naszym, opartym na zysku, społeczeństwie rozwiązuje się tylko wtedy, kiedy da się na tym zarobić.
Konsekwencje:
Psychologiczne i socjologiczne efekty stawiania zysku na pierwszym miejscu są zabójcze kiedy weźmie się pod uwagę zachowanie ludzi. W zasadzie cała struktura narzuconej kontroli została stworzona by radzić sobie z niekończącymi się problemami związanymi z potrzebą przetrwania poprzez zysk. Nazywa się ona Systemem Prawnym. Choć niezwiązane z systemem monetarnym przestępstwa, zwykle rodzące się z ego, zazdrości, emocjonalnej deprawacji czy innych kwestii psychologicznych są obecnie problemem, częstość ich występowania jest niczym, w porównaniu do przestępstw umotywowanych pozyskaniem pieniędzy lub własności. W zasadzie jeśli zdefiniujemy Przestępstwo jako Zepsucie, zaś Zepsucie jako "Moralne zboczenie, nieuczciwość", to zyskujemy zupełnie nową perspektywę. Gdy się przyjrzysz zobaczysz, że niemal każda strategia prowadząca do zysku jest zepsuta u podstaw. Jest jedynie, w określonym zakresie, w którym zachowany zostaje konsensus, przyjmowana za "normalną" przez uwarunkowaną kulturę.
Przykładowo, kiedy idziesz do spożywczego i kupujesz paczkę płatków w 9 na 10 przypadków zajmują one jedynie 60% powierzchni wewnątrz opakowania. Ta "strategia marketingowa", jak nazwałaby to firma produkująca płatki, jest w istocie po prostu wierutnym, marnotrawnym kłamstwem. Agencje marketingowe, wraz ze swoimi taktykami manipulacji są prawdopodobnie najbardziej jednymi z najbardziej zepsutych instytucji na tej planecie. Niestety, zostaliśmy uwarunkowani by nazywać to wszystko "promocją" lub "strategią". Więcej o społecznych wypaczeniach powodowanych przez reklamy w sekcji "Wypaczenie Wartości" tego rozdziału.
Teraz, dla ułatwienia dalszej dyskusji o mającym swój początek w systemie monetarnym zepsuciu, podzielimy te negatywne zachowania na trzy kategorie: Zwykłe Przestępstwo, Korporacyjne Przestępstwo i Rządowe Przestępstwo.
Zwykłe Przestępstwo, biorące się z pogoni za pieniędzmi, zaczyna się od najprostszej kradzieży, przez nielegalną sprzedaż czy oszustwo, po brutalny napad rabunkowy. Tym produktom ubocznym systemu monetarnego zwykle nie poświęca się odpowiedniej uwagi, gdyż większość zdaje się traktować tych "przestępców" jako rodzaj społecznej anomalii niż połączyć ich zachowanie z potrzebą przetrwania czy zabezpieczenia swojego bytu. Nieodłączny stres i inne tego rodzaju czynniki również są pomijane.
Badania "Merva-Fowles" przeprowadzone w latach '90-tych na Uniwersytecie Utah odkryły silne powiązania, między bezrobociem a przestępstwem. Badania przeprowadzono 30 głównych metropoliach świata, których łączna populacja przekraczała 80 milionów.
Ich wyniki pokazują, że jeden procent wzrostu bezrobocia dał:
6.7% wzrostu ilości morderstw
3.4% wzrostu ilości brutalnych napadów
2.4% wzrostu ilości kradzieży
W latach 1990-1992 przełożyło się to na:
1 459 dodatkowych morderstw
62 670 dodatkowych brutalnych napadów
223 500 dodatkowych kradzieży
Gdybyś pozbawił dobrze ułożoną osobę, o wysokich standardach moralnych wszystkiego, co posiada i wyrzucił ją w biednym mieście z jedną koszulą na plecach, to jest wysoce prawdopodobne, że ta osoba, chcąc przetrwać, zaczęłaby kłamać, oszukiwać i kraść. Nie ma nic dziwnego w tym, że najbiedniejsze dzielnice w Stanach Zjednoczonych przodują w statystykach przestępczości. Ktoś, kto urodził się w zdeprawowanym środowisku, z niewielką ilością zasobów, słabą edukacją i marnymi perspektywami na pracę będzie robił to, co musi żeby przetrwać. Chodzi o to, że to ekonomiczne zepsucie (niedobór) a nie tak zwane genetyczne "przestępcze skłonności" tworzą tego rodzaju negatywne zachowanie.
Przestępstwo Korporacyjne, niemal zawsze umotywowane wyłącznie chęcią zysku, może przybierać różne formy: Planowane zużywanie, manipulacja rynkiem, outsourcing, zmowy cenowe, praktyki monopolistyczne i wykorzystywanie pracowników to tylko niektóre warte odnotowania. Poczynając od firmy Enron, celowo wyłączającej Kalifornijskie elektrownie, celem podbicia cen swoich akcji, aż po korporację farmaceutyczną Bayer, świadomie wprowadzającą do obiegu leki zakażone HIV. Powinno być jasne dla większości ludzi, że Przestępstwa Korporacyjne zdarzają się ciągle i często są znacznie gorsze od Zwykłych Przestępstw, gdyż ich reperkusje dotykają zwykle olbrzymich grup ludzi.
Potrzeba zabezpieczenia swojej pozycji rynkowej w przypadku Przestępcy Korporacyjnego nie jest niczym innym, niż potrzeba przeżycia Zwykłego Przestępcy. Podczas gdy ten ostatni zwykle popełnia przestępstwa żeby utrzymać się przy życiu, ten pierwszy robi to, chcąc zabezpieczyć swoją pozycję, władzę, styl życia i bogactwo. Jest to oparte na strachu. Pojęcie "Chciwości", manifestujące się często poprzez ciągłą niepewność pochodzącą ze strachu przed utratą tego, co się posiada, służy za motywację dla większości przestępstw korporacyjnych. To jak uzależnienie od hazardu. Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Ta neuroza jest podtrzymywana i umacniana przez społeczne czynniki produkowane przez system monetarny. Istnieje bowiem niekończący się strumień nowych "luksusów" dostępnych wraz z powiększaniem się siły nabywczej danego człowieka (posiadłości, jachty, limuzyny, diamenty, ziemia etc.). Więcej na ten temat w rozdziale "Wypaczenie Wartości".
Przestępstwo Rządowe jest jednym z najbardziej skomplikowanych i trudnych rodzajów zachowań do przeanalizowania, ponieważ na pojmowanie rządu silny wpływ mają systemy wartości, jakie "klasa rządząca" utrzymuje w społeczeństwie za pośrednictwem mass mediów i tradycyjnego, polityczne szowinizmu. Innymi słowy, patrząc na horror rządów Hitlera wielu zdaje się zapominać, że ludność Niemiecka również popierała wartości antysemickie propagowane przez reżim za pomocą mediów. To samo można powiedzieć o Amerykańskiej inwazji na Irak. Była ona początkowo napędzana przez społeczne poparcie, bazujące na nienawiści i strachu przed tak zwanymi "Islamskimi terrorystami", a wywołane atakami z 11 września 2001. Biorąc to pod uwagę, odejdźmy od naszych tradycyjnych wartości lojalności i "patriotyzmu" i zobaczmy czym rząd, wewnątrz Ekonomii Monetarnej, faktycznie jest i co reprezentuje.
Zacznijmy od tego, że każdy w rządzie dostaje pensję, a wszelkie ich przedsięwzięcia muszą być finansowane. Te pieniądze pochodzą oczywiście z "Podatków" nakładanych na ludność, lub z pożyczek udzielanych przez banki, lub inne rządy. Podatki są generowane przez "handel" lub "dochód z handlu", podczas gdy pożyczki muszą zasadniczo zostać spłacone pieniędzmi pochodzącymi również z handlu, kolejnych pożyczek, lub kolejnych podatków.
Głównym zadaniem rządu jest ustalanie praw regulujących funkcjonowanie społeczeństwa. W idealnym układzie to dobro publiczne byłoby dla rządu na pierwszym miejscu. Niestety, historia pokazała, że nie jest, i rzadko kiedy bywało. Zamiast tego, rząd jaki znamy, jest w zasadzie korporacją "nadrzędną" wobec wszystkich innych, działających w gospodarce kraju. Oczywiście ma to sens biorąc po uwagę fakt, iż wartość kraju jest liczona zgodnie ze stanem jego gospodarki. To oznacza, że rząd jest "żywotnie zainteresowany" stanem gospodarki swojego kraju, a już w szczególności swojej własnej klasy społecznej - bogatej klasy wyższej. Zainteresowanie jakiejś osoby lub grupy osób tym, że może coś zyskać lub stracić zależnie od rządowych decyzji jest dwukierunkowe. Polityk może dostać monetarne "dotacje" od jakiejś firmy, której sprzyja w swoich działaniach, podczas gdy ta firma czerpie zyski z praw ustalonych zgodnie z jej interesami. Lobbing i Dotacje w Stanach idą w miliony dolarów dawane pod pretekstem dotowania na realizację programu partii.
Przykładów zmów korporacji z rządem jest wiele, począwszy od zatwierdzania nieprzetestowanych leków przez Amerykańskie FDA [lub podobne instytucje innych krajów - przypis tłumacza] aż po zniesienie - za sprawą lobby paliwowego - Kalifornijskiego zakazu emisji gazów cieplarnianych. Tym niemniej, największym wynikającym z systemu monetarnego przestępstwem rządów jest wypowiadanie Wojny w celu zapewnienia zysków korporacjom.
Słowami dwukrotnego odbiorcy Medalu Honoru, generała dywizji Smedley'a D. Butlera: "Wojna to przekręt. Zawsze nim była. Możliwe, że najstarszym, chyba najbardziej dochodowym, a już na pewno najbardziej paskudnym. To jedyny przekręt na skalę międzynarodową. Jedyny, w którym zyski liczone są w dolarach, a straty - w życiu. Przekręt można, moim zdaniem, najlepiej opisać jako coś, co nie jest tym, czym się większości ludzi wydaje. Jedynie niewielka grupa ludzi "wewnątrz" wie w czym rzecz. Zyskuje na nim niewielu, a wielu ponosi straty. Trzymając się z dala od wojny, niewielu dorabia się prawdziwych fortun...
W [Pierwszej] Wojnie Światowej jedynie garstka ludzi zyskała na konflikcie. Przynajmniej 21 000 nowych nowych milionerów i miliarderów pojawiło się w Stanach podczas Wojny Światowej... według raportu Kongresu dotyczącego zarobków korporacji i dochodów rządowych. Biorąc pod uwagę zyski 122 producentów konserw, 153 producentów bawełny, 299 wytwórców ubrań, 49 stalowni i 340 producentów węgla działających podczas wojny. Zyski poniżej 25% były wyjątkami. Przykładowo, kompanie węglowe zarabiały między 100 a 7856% na swoich akcjach w czasie wojny. Pakowacze z Chicago podwajali lub potrajali swoje zyski.
Nie zapominajmy też o bankowcach, którzy finansowali Wielką Wojnę. Jeśli ktokolwiek spijał śmietankę zysków, to były to właśnie banki. Będąc częściej spółkami cywilnymi niż korporacjami nie musiały się tłumaczyć swoim udziałowcom, a ich zyski były równie tajne, co wielkie. Nie wiem jak banki zarobiły swoje miliony i miliardy, ponieważ te sekrety nigdy nie wyszły na jaw - nawet przed komisją Senacką."
II Wojna Światowa, Wojna w Korei, Wietnam a teraz Irak i Afganistan nie stanowią wyjątku. Przyspieszona produkcja w przemyśle, kontrakty z wojskiem, kontrakty na odbudowę, pozyskiwanie (kradzież) źródeł energii i surowców, wysoko oprocentowane pożyczki wydawane po wojnie, przez Bank Światowy i prywatne banki, krajom w niej uczestniczącym, a nawet przemyt narkotyków przez CIA to tylko kilka z najbardziej dochodowych środków.
Motywacja dla wojny jest złożona z trzech części: 1) Zyski w przemyśle, maksymalnie zwiększane przez elitę, 2) Pozyskiwanie Surowców (kradzież), 3) Geopolityczne układy mające na celu ułatwienie dalszego powiększania zysków przemysłu oraz kradzieży surowców.
To jedna z najpoważniejszych chorób powodowanych przez potrzebę bogactwa i władzy. Rząd, mając pod ręką swój zespół morderców o wypranych mózgach, jest uwikłany w ostateczną formę ochrony swojego bytu kosztem innych i tak długo, jak długo wszystkie zasoby świata będą gromadzone dla ochrony interesów grupki ludzi, cykl wojen nigdy się nie zakończy.
Powyższa klasyfikacja "zepsucia" jest tylko generalizacją. Wiele niuansów codziennego ludzkiego życia również jest zatrutych przez mechanizmy dążenia do zysku. Nieuczciwość, przejawiająca się choćby w "sztuce negocjacji", gdzie dwoje ludzi biznesu konkuruje ze sobą mając na uwadze tylko swój własny interes, przy całkowitym braku szacunku dla drugiego. Czy choćby poprzez brak równowagi wbudowany w relacje pracownik-pracodawca, w których jeden próbuje zmaksymalizować ilość wykonywanej pracy, by zredukować ilość płatnych godzin pracy, podczas gdy drugi stara się zwiększać ilość spędzonego przy pracy czasu, celem zyskania większego przychodu.
Podsumowując, Nastawienie na Zysk powoduje powstanie mentalności "my kontra oni", ponieważ wewnątrz systemu monetarnego musi istnieć relacja kupujący-sprzedający, pracownik-pracodawca, klient-właściciel... mieć-nie mieć... W tej rzeczywistości każda ze stron musi starać się o wytworzenie warunków, które są dla niej najbardziej zyskowne, przez co nowe strategie są ciągle poszukiwane i rozgrywa się nieustanna walka. Wszyscy prowadzimy ze sobą na wzajem wojnę o przetrwanie. Ta batalia nie daje zbyt dobrych rezultatów w kwestii zrównoważonego rozwoju ludzkości, a chory, zanieczyszczony i spaczony świat, który widzisz dookoła siebie jest tego wynikiem.
Mechanizm Czwarty - Wypaczenie Wartości
Nasze Wierzenia i Wartości są kreowane przez kulturę. Choć istnieją określone genetyczne podstawy dla pewnych ludzkich cech i zachowań, to jednak wiedza, którą posiadamy i sposób w jaki postępujemy i myślimy, bazując na tej wiedzy, ma swoje podstawy w środowisku.
Biorąc to pod uwagę, system monetarny wymaga sposobu, w jaki firma mogłaby informować opinię publiczną o tym, co ma do sprzedania. Ta forma komunikacji, nosi nazwę "reklamy". Charakterystyczna dla reklamy jest "promocja", ona zaś jest formą komunikacji, która, mówiąc ogólnie, ma nastawić ludzi przychylnie do rzeczonego produktu. Innymi słowy, rolą reklamy jest zachęcić... lub w bardziej dosadnych słowach - wmanipulować ludzi w kupno określonego produktu. Ta manipulacja może przyjmować różne formy, ale jedną z najbardziej efektywnych jest manipulacja i/lub wykorzystanie "wartości" widowni - czyli tego, co widownia uważa za ważne.
Zanim przejdziemy dalej należy wspomnieć, że nie zawsze istniała tak masowa konsumpcja, którą widać obecnie w Stanach Zjednoczonych i innych krajach świata. Ameryka na przykład została początkowo zbudowana, do pewnego stopnia, na rodzaju "Protestanckiej etyki", gdzie zapobiegliwość i oszczędność były dominującymi wartościami. Tym niemniej, na początku XX wieku skoncentrowany wysiłek społeczności biznesowej wypaczył te wartości i stworzył nową armię impulsywnych, ciągle niezadowolonych, martwiących się o status społeczny konsumentów. Agencje reklamowe przerzuciły się z argumentów dotyczących utylitarnych na emocjonalne i zorientowane na status społeczny. W konsekwencji obecnie przeciętny Amerykanin kupuje dwukrotnie więcej, niż przed IIWŚ.
Teraz, jedną z najpotężniejszych metod manipulacji wartościami jest podłączenie czyjejś tożsamości pod określony ideał. Patriotyzm i Religia są tu klasycznymi przykładami, ponieważ dzięki indoktrynacji w bardzo młodym wieku, człowiek zwykle jest uwarunkowany, by czuć silne, osobiste przywiązanie do kraju lub religii, jednocześnie chcąc bezwarunkowo wspierać ich doktryny.
Innym przykładem jest "moda". Moda przybiera wiele różnych form, poczynając od noszonych przez ludzi ubrań aż po ideologie jakie głoszą. By zilustrować jak świetny przemysł reklamowy stał się w manipulowaniu ludzkimi wartościami przypomnijmy, że wielu ludzi można zobaczyć noszących różne produkty w taki sposób, by eksponować logo marki, widząc w tym jakiś rodzaj "ekspresji" czy podwyższenia statusu. Napis "Tommy Hilfiger" na koszulach, "Torby Prady" czy błyszczący zegarek Rolex to przykłady produktów, w przypadku których ich przydatność czy funkcja straciły znaczenie, gdyż liczy się to, co dany przedmiot "reprezentuje".
Smutne jest, że ci ludzie często nie zdają sobie sprawy, że są w istocie niczym innym, jak chodzącymi reklamówkami określonych firm.
"Status" i "ekspresja" istnieją w rzeczywistości tylko w "projekcjach wartości" w które uwarunkowana została dana osoba, a jeśli uda się odpowiednio dużą liczbę ludzi zmanipulować w określony sposób, pojawia się trend. On zaś ponownie wzmacnia urojenie, gdyż identyfikują się z nim całe grupy. Te trendy mogą być na tyle silne, że ci, którzy nie wpasowują się w nurt mogą zostać nazwani "odszczepieńcami" i mogą zostać odrzuceni.
Teraz, zapominając o "próżności", musimy również przeanalizować spaczone wartości stworzone przez różne mentalności i światopoglądy. Ta ciągła potrzeba zainteresowania samym sobą zwykle, niczym rak, rozprzestrzenia się na inne psychologiczne rejony, tworząc i wzmacniając takie neurozy jak "Chciwość", "Zazdrość" i "Ego".
Chciwość jest najpewniej główną, poza przetrwaniem, siłą zapewniającą ciągłość systemu monetarnego. Z powodu niechybnego podziału dostępności dóbr i usług (a co za tym idzie również standardów życia) zależnie od posiadanej siły nabywczej, ludzie bez końca chcą więcej bogactwa. Rezultatem jest kultura nie znająca pojęcia równowagi, umiaru i nie rozumiejąca co jest naprawdę ważne. Reklamy wykorzystują to podsuwając nam coraz to nowe wizje "możliwości", zwykle sprawiając, że ludzie kwestionują własną wartość ponieważ nie mają "tego co najlepsze z życia".
Zazdrość wydaje się być kultywowana od najmłodszych lat, nawet w szkole, kiedy nauczyciel chwali ucznia dostającego wysokie oceny, ganiąc tego, poradził sobie gorzej. W efekcie ten ostatni czuje zazdrość w stosunku do tego, kto otrzymał wyższą ocenę. Niezależnie od źródła zazdrości, klasyczną taktyką reklamową jest wykorzystanie tej neurozy pokazując człowiekowi coś, czego nie ma i sprawiając, by poczuł potrzebę posiadania tej rzeczy, aby czuć się "równym". To bardzo podobne do chciwości, z tą różnicą, że ludzie uczą się dzielić ludzi zależnie od ich stanu posiadania, tworząc społeczne napięcia i konflikty.
Ego jest zwykle definiowane jako "uczucie wyższości w stosunku do innych". To spaczenie przybiera zasadniczo jedną z dwóch form:
1) Ogólna wyższość bazująca na bogactwie lub pozycji w społecznej hierarchii
2) Arogancja wynikająca z kreatywnego wkładu danej osoby, wymaganie prestiżu, wdzięczności lub jakiejś innej "nagrody".
To ostatnie wielu ludziom wydaje się naturalne, jako że ludzie dzisiaj uwielbiają czerpać "uznanie" ze swoich dzieł i wynalazków. Ma to silne wsparcie w systemie monetarnym ponieważ w kwestii zysku, człowiek zostaje dosłownie "wynagrodzony" za swoje własne wynalazki i działania. To dodatkowo pogłębia skłonność ludzi do wymagania uznania za swoje dzieła, nawet, kiedy nie ma to nic wspólnego z pieniędzmi. Musi być jasne, że nikt nie "wynajduje" i nie tworzy niczego samemu. Każda idea i twórczość wynika z tego, co zostało wniesione przez poprzednie pokolenia, wpływów środowiska i/lub badań. Isaac Newton powiedział kiedyś: "Jeśli widzę dalej to tylko dlatego, że stoję na ramionach olbrzymów". Chodziło mu o to, że jego badania, a co za tym idzie również odkrycia, bazowały na pracy wielu naukowców, którzy żyli przed nim. Jego zasługi nie należą zatem wyłącznie do niego, ale do wszystkich naukowców, od których uczył się, i z którymi pracował.
Ten rodzaj Ego nie ma podstaw, kiedy człowiek rozumie, że WSZYSTKIE odkrycia i dzieła są tak naprawdę wynikiem następujących po sobie aktów współpracy, w ten czy inny sposób.
Teraz, co do pierwszego z wyżej wymienionych rodzajów Ego ("Ogólna wyższość bazująca na...") jest to usposobienie będące wynikiem klasowych podziałów i, na pewnym poziomie, psychologiczny mechanizm mający sprawić, by człowiek czuł się lepszy od innych ludzi. Bogaczowi znacznie łatwiej zlekceważyć bezdomnego mijanego na ulicy poprzez stwierdzenie, że "to tylko leniwy włóczęga", niż zauważyć, iż jest on ofiarą kultury. Z innej strony, ślepy elityzm, w formie "klasowego rasizmu", prowadzi do lekceważenia tych, którzy posiadają mniejszą siłę nabywczą jako "gorszych" i "nieprzydatnych". Społeczna pozycja, edukacja i styl życia, na który stać tą elitę jest bowiem w dużej mierze niedostępny dla pozbawionych określonej mocy nabywczej, co tworzy podziały w obrębie całej kultury.
W ostatecznym rozrachunku, nasze wartości są oparte na tym, co działa i pozwala nam wieść lepsze, łatwiejsze życie. Jeśli żyjemy w systemie, który nagradza konkurencję, nieoświecony egoizm, korupcję, pychę i arogancję to te wartości będą się ciągle uwidaczniać w naszym społeczeństwie. Podczas gdy wiele osób powtarza, że trzeba być "uczciwym, skromnym i troszczyć się o innych", łatwo jest zauważyć, dlaczego te wartości nie przeważają. Po prostu system przetrwania w dzisiejszym społeczeństwie nie wspiera i nie umacnia ich.
Mechanizm Piąty - Manipulacje Fiskalne
Waluta używana w dzisiejszym świecie nazywana jest "pieniądzem fiducjarnym", co oznacza, że jej wartość pochodzi wyłącznie z dekretu rządowego. Innymi słowy, nie stoi za nią nic. No, może poza potem pracowników wymieniających swoje usługi za tą walutę. Wiele lat temu, większość walut na świecie było "wymiennych w złocie", co zapewniało pseudo-empiryczną podstawę dla wartości zapisanej na banknocie. Oczywiście to również było całkowicie umowne - wartość była zwyczajnie przerzucana na materiał zwany "złotem", który jednak sam z siebie nie ma żadnej nieodłącznej wartości. "Wartość" każdego materiału zależy od jego niedoboru (podaży) i zapotrzebowania (popytu), a te atrybuty są ciągle zmienne i niestabilne.
To tak zwane "równanie popytu i podaży" odnosi się bezpośrednio do Wartości Monetarnej. Wartość w systemie fiducjarnym pochodzi z tego, ile pieniędzy znajduje się w danym czasie w obiegu. Podobnie jak z surowcami naturalnymi, im więcej jest pieniędzy, tym mniej każda jednostka waluty jest warta. Kiedy spada ilość pieniędzy w obiegu, ich wartość rośnie. Te fenomeny, mówiąc ogólnie, zwą się odpowiednio "Inflacją" i "Deflacją". Najprościej rzecz ujmując, jeśli do gospodarki trafiają nowe pieniądze, nie mające odniesienia do obecnego zapotrzebowania na dobra i usługi, ceny zaczną rosnąć, ponieważ każda jednostka waluty staje się proporcjonalnie mniej warta. To się zwie "efektem inflacyjnym". Jeśli jednak pieniądze zostaną szybko wykorzystane do produkcji dóbr i usług, oraz istnieje zapotrzebowanie na te produkty, to mogą one trafić do gospodarki nie wywołując efektu inflacyjnego. Przykładowo, jeśli jest zapotrzebowanie na nowe mieszkania i rząd wpuści do obiegu dodatkowy miliard dolarów, a wszystkie te pieniądze zostaną zużyte na zbudowanie nowych domów, które ktoś potem kupi, efekt inflacyjny jest minimalny.
Zwiększanie podaży pieniądza w ekonomii jest nazywany Ekspansją Monetarną, zaś jej zmniejszanie Restrykcją Monetarną. Kiedy obie te siły działają razem mamy do czynienia ze zjawiskiem, zwanym "Cyklem Koniunkturalnym" (więcej o tym za chwilę). Ogólnie rzecz ujmując, okres Ekspansji to czas, w którym zwykle występuje tak zwany "Wzrost Gospodarczy", gdyż więcej pieniędzy jest wykorzystywanych i zwykle tworzonych jest więcej miejsc pracy. Z drugiej strony, okres Restrykcji jest zwykle nazywany Recesją lub Depresją - mniej pieniędzy jest używanych, a co za tym idzie ludzie tracą pracę, a firmy upadają.
Koncepcja "Wzrostu Gospodarczego" jest zwykle definiowana następująco: "okresowy wzrost ilości dóbr i usług produkowanych przez gospodarkę". System mierniczy PKB (Produkt Krajowy Brutto), który zasadniczo porównuje "przychód" z "wydatkami" gospodarki w danym okresie czasu, jest zwykle używany do mierzenia tego "Wzrostu Gospodarczego".
Teraz, zanim przejdziemy dalej, niech będzie jasne, że cały pomysł "Wzrostu Gospodarczego", wedle jego tradycyjnej interpretacji, jest nonsensem biorąc pod uwagę prawdziwy ludzki rozwój. Nie ma czegoś takiego, jak prawdziwy wzrost gospodarczy, ponieważ cały mechanizm jest niemal całkowicie oparty na ilości pieniędzy w systemie. Innymi słowy, jeśli ja sfałszuję 100 milionów dolarów, dam Ci je, a Ty za nie rozpoczniesz działalność gospodarczą (nie wiedząc, że są sfałszowane), kupisz i odrestaurujesz budynek, zatrudnisz pracowników i zaczniesz produkować coś, co ludzie będą kupować, to mogłoby to być uznane, za "ekspansję" ekonomii. Zainwestowałeś w coś realnego, zwiększyłeś zatrudnienie i wyprodukowałeś rzeczy, które ludzie kupują, zwiększając cyrkulację pieniędzy (cykl konsumpcyjny). Teraz, co by się stało, gdyby odkryto, że pieniądze, które początkowo miałeś były sfałszowane? Cały biznes zostałby zamknięty. To byłaby "restrykcja" gospodarki, ponieważ pieniądze znikają z obiegu. Twoi pracownicy zostaliby zwolnieni, budynek przejęty a produkcja zatrzymana.
Biorąc pod uwagę powyższy scenariusz, powinieneś zapytać: Co było prawdziwym wzrostem? Jeśli zwiększenie (ekspansja) ilości pieniędzy może wpłynąć na stworzenie miejsc pracy i zwiększenie produkcji, podczas gdy jej zmniejszenie (restrykcja) powoduje utratę pracy i zmniejszenie produkcji, to jaki był w tym sens?
Żeby to zrozumieć musimy zobaczyć, jak pieniądze są tworzone i regulowane przez rząd i/lub jego bank centralny. Jako przykładu użyjemy Stanów Zjednoczonych i ich banku centralnego - Federalnej Rezerwy.
Jak opisaliśmy powyżej, Cykl Koniunkturalny jest mechanizmem, który łączy się z wstrzykiwaniem i wyciąganiem pieniędzy z systemu. Ten wzorzec jest w dużej mierze kontrolowany przez Bank Centralny (Federalną Rezerwę w Stanach, lub NBP w Polsce) przy użyciu Stóp Procentowych. Stopa Procentowa to opłata pobierana od pożyczkobiorcy w zamian za możliwość skorzystania z określonych pieniędzy. Ta opłata jest obliczana procentowo w stosunku do pożyczonej kwoty. Ponieważ wszystkie pieniądze w gospodarce Stanów Zjednoczonych, oraz niemal każdej innej na świecie, są tworzone z długu za pomocą pożyczek, szybkość z jaką są one tworzone zależy od tego, ile ktoś jest w stanie zapłacić odsetek. Banki Komercyjne określają swoje oprocentowanie bazując na wartościach ustalonych przez Bank Centralny. Przykładowo, w Ameryce "podstawowa stopa procentowa" ("Prime Rate") określa najniższe oprocentowanie, jakie banki naliczają swoim najbardziej wiarygodnym klientom. Bazuje ona na wartości ustalonej przez Rezerwę Federalną. Zakres tej książki nie obejmuje opisu skomplikowanych, wypełnionych żargonem, metod działania systemu bankowego. Tym niemniej, ważne jest by zrozumieć, że Bank Centralny ma możliwość wpływania na oprocentowanie we wszystkich bankach komercyjnych. To przekłada się na władzę nad ilością pieniędzy, które zostają pożyczone, a co za tym idzie, na ilość pieniędzy w obiegu. Kiedy Fed obniża stopy procentowe, wtedy kredyty w bankach komercyjnych stają się tańsze. Kiedy je podwyższa, kredyty drożeją. Kiedy oprocentowanie jest niskie, więcej ludzi chce brać kredyty, używać pożyczonych pieniędzy i generować tak zwany "wzrost gospodarczy". Gdy oprocentowanie jest wysokie, mniej ludzi może pozwolić sobie na pożyczanie pieniędzy, mniej pieniędzy jest używanych, a wzrost gospodarczy zwalnia, lub zaczyna się cofać. To jest cały sens "Cyklu Koniunkturalnego" a Bank Centralny, kontrolując stopy procentowe, może do pewnego stopnia kierować ekspansją i restrykcją podaży pieniądza jak mu się podoba.
Dlaczego bank centralny musi to kontrolować?
By to zrozumieć, musisz pamiętać, że (1) wszystkie pieniądze są tworzone z długu (pożyczek) i (2) wzrost podaży pieniądza może prowadzić do inflacji.
Jeśli podaży pieniądza pozwolić ciągle rosnąć, to jest tylko kwestią czasu, zanim rynek nasyci się nadmiarem płynności, a wzrost gospodarczy zacznie się dławić. To doprowadzi do inflacji, zmniejszając wartość waluty i podnosząc ceny. Jednocześnie zalegający dług jest wprost proporcjonalny do podaży pieniądza, więc im większa ekspansja w gospodarce tym więcej długu jest tworzone. To sprawia, że systemowy kryzys jest nieunikniony, ponieważ pieniądze konieczne do zapłacenia już naliczonych odsetek zwyczajnie nie istnieją w gospodarce. Dlatego jest zawsze więcej długu niż istnieje pieniędzy. Kiedy dług przekroczy wartość, na którą osoba lub firma może sobie pozwolić, zaczynają się bankructwa (zwykle ciągnąć za sobą kolejne), ilość pożyczek spada a podaż pieniądza zaczyna maleć. Taki scenariusz, w którym dług przerasta ekspansję można nazwać "kryzysem finansowym".
Teraz, zanim przejdziemy dalej, musimy powiedzieć więcej o jako takim długu. Trzeba zrozumieć, że dług jest również bardzo aktywnym narzędziem kontroli społeczeństwa, choć nie w sposób, jaki większości ludzi przychodzi do głowy. W Systemie Monetarnym cała struktura oparta jest na udziale ludzi. Struktura jest hierarchiczna, dlatego ci na szczycie piramidy zawsze zyskują więcej, niż większość na jej spodzie. Co za tym idzie, utrzymywanie ludzi w motywacji, by posiadać pracę oraz w strachu przed jej utratą jest pozytywną konsekwencją dla tych na szczycie. Osoba, która "potrzebuje" pracy chętniej zgodzi się na niższą pensję, i będzie prawdopodobnie sprawiać mniej problemów. Jedną z najlepszych metod sprawienia, by ludzie pracowali i podporządkowywali się, jest wpakowanie ich w długi. Ktoś, mający długi będzie znacznie bardziej uległy wobec systemu niż ktoś, kto tych długów nie ma. O tym mechanizmie "Niewolnictwa poprzez Dług" rzadko się mówi, ponieważ większość nawet o nim nie myśli. Każdy dolar w obiegu musi teoretycznie zostać oddany do systemu bankowego, a żeby go oddać, zadłużone strony muszą go "zarobić", zwykle w formie "pensji" lub "zysku".
Ta kwestia łączy się z faktem, że zawsze jest więcej długu, niż pieniędzy w obiegu (w związku z oprocentowaniem), przez co wszelkie próby "wyjścia na zero" są w systemie całkowicie daremne. Dług może tylko rosnąć, zapewniając zniewolenie mas.
Teraz, w następnym rozdziale będziemy kontynuować naszą analizę systemu finansowego i jego założeń by pokazać, jak powtarzające się kryzysy są w niego wbudowane w ten czy inny sposób.
Zanim to zrobimy, podsumujmy co zostało powiedziane w tym rozdziale.
Podsumowanie Rozdziału 1:
- Nasz świat jest zdominowany przez System Monetarny. W tym systemie, "wartość" dóbr i usług jest definiowana jako "dostępność" (poziom niedoboru) wymaganych zasobów wraz z ilością/rodzajem ludzkiej pracy związanej z produkcją/usługą. Bazując na tej teorii, gdyby dobra i usługi mogły być produkowane bez potrzeby ludzkiej pracy, zaś zasoby byłyby obficie dostępne, "wartość" byłaby równa zero. Gdyby taka sytuacja miała miejsce, na przykład za sprawą automatyzacji oraz metod chemicznych pozwalających znaleźć substytuty trudno dostępnych zasobów, wtedy cały system finansowy nie miałby podstaw i nie mógłby istnieć.
- Siłą napędową rynku jest niedobór. Przemysł w dużej mierze chce niedoboru, ponieważ on wpływa na podaż. Ta sytuacja powoduje całkowity brak troski o ludzi i środowisko, oraz umacnia działania, mające na celu limitowanie produkcji i dostępności zasobów, zamiast ich powiększania dla ogólnego dobra. Dodatkowo waluta jest celowo utrzymywana w stanie niedoboru przez banki centralne, zmuszając ludzi do codziennej walki ze sobą na wzajem, podtrzymując biedę i podziały klasowe.
- System Monetarny wymaga "cyklicznej konsumpcji", czyli ciągłego obrotu w gospodarce. To przekłada się na naturalną tendencję/potrzebę produkcji rzeczy nietrwałych, które szybko się psują. Gdyby bowiem tworzone były produkty wytrzymałe, trwałe i stabilne, rynek by na tym ucierpiał, gdyż mniej ludzi miałoby potrzebę kupowania ponownie lub naprawiania produktów. To prowadzi do powielania, marnotrawstwa i zanieczyszczenia. Gdyby produkty w społeczeństwie były faktycznie tworzone by trwać długo, dzięki użyciu najlepszych znanych materiałów i metod produkcji, system monetarny nie mógłby istnieć, ponieważ może działać tylko przy ciągłym "wkładzie" generowanym przez kupowanie.
- Najważniejszą kwestią dla człowieka jest przetrwanie, a w Systemie Monetarnym ta oczywista potrzeba przekłada się na ciągłą pogoń za "Zyskiem". Ta mentalność pokazała, że tworzy więcej problemów niż korzyści dla społeczeństwa, ponieważ problemy społeczne zawsze schodzą na dalszy plan. Gdyby przemysł "troszczył się" o społeczeństwo, stawiając dobrobyt ludzi na pierwszym miejscu, system monetarny nie mógłby działać, ponieważ jego struktura wymaga "zróżnicowania korzyści". Innymi słowy, "równość" i "uczciwość" nie mają racji bytu w systemie, w którym podstawa przetrwania jest konkurencja. Oczywiście zwolennicy tego systemu powiedzą, że tworzy on "motywację", ale ta motywacja jest tak naprawdę zorientowana na własny, monetarny zysk, nie na pierwotne intencje. Zepsucie również jest stałą, a jego niektóre przejawy są wręcz akceptowane przez prawo i ludzi, stwierdzających, że "tak już jest". Jednocześnie Wojna jest ostateczną formą ekonomicznego bodźca i sprawia, że śmierć i zniszczenie stają się pozytywną rzeczą dla tych, którzy, z racji swojej pozycji finansowej lub politycznej, mogą czerpać z nich zyski. Wojna jest w rzeczywistości pożądana przez przemysł, niezależnie od tego jak jest to niehumanitarne. Biorąc to pod uwagę, wojna nigdy nie zniknie tak długo, jak długo funkcjonuje system zysku. Ludzkie zachowanie natomiast zawsze będzie wykazywało tendencję do nadużyć, z uwagi na potrzebę zysku czyimś kosztem w celu utrzymania się przy życiu.
- Ludzki system wartości jest w dużym stopniu produktem środowiska. Wpływ Systemu Monetarnego, zarówno w kwestii bezwzględnej mentalności wymaganej dla osiągania zysku, jak i wypaczonych wartości, tworzonych przez agencje reklamy w celu wmanipulowania ludzi w kupienie czegoś, stworzył kulturę próżnych, samolubnych, agresywnych i niepewnych ludzi. Pycha, Ego, Zazdrość i Chciwość są produktami ubocznymi systemu, zaś kiedy przychodzi do "promocji" jakiegoś produktu, cel zwykle uświęca środki. Jednocześnie oparta na konkurencji, egoistyczna motywacja konieczna dla pogoni za zyskiem tworzy ogólne lekceważenie dobra innych, powodując skłonności do nadużyć i wykorzystywania.
- W dzisiejszym świecie używa się pieniądza fiducjarnego, zwykle regulowanego przez bank centralny. W Starach Zjednoczonych, Fed (ich bank centralny) manipuluje stopami procentowymi w celu kontrolowania ekspansji i restrykcji podaży pieniądza. Długi generowane przez pożyczki (pamiętaj, że pieniądze są tworzone wyłącznie z pożyczek, generując przy tym dług) są powiększane przez naliczanie odsetek, zaś pieniądze potrzebne do spłacenia procentu nie są nigdy tworzone. Co za tym idzie, kiedy podaż pieniądza jest zwiększana, zwykle generując "wzrost gospodarczy", proporcjonalna ilość długu również jest tworzona, zmuszając ludzi do zatrudniania się w celu obsługi długu. Ponieważ odsetki + podstawa pożyczek zawsze jest wartością większą niż wynosi ilość dostępnych pieniędzy, tworzona jest forma niewolnictwa ekonomicznego, ponieważ nie jest możliwe, by ludność kiedykolwiek wyrwała się z długu. Ponadto, termin "Wzrost Ekonomiczny" jest właściwie pozbawiony sensu, ponieważ cały ten rozwój jest tymczasowy i musi być równoważony przez dekoniunkturę. Jedynym powodem, dla którego tworzy się nowe miejsca pracy jest zwiększenie ilości pieniędzy w obiegu.
Autorzy: Peter Joseph, Roxanne Meadows, Jacque Fresco
Tekst pochodzi z "Activist Orientation Guide - Zeitgeist Movement"
Wydanie w j. angielskim: Luty 2009
Wydanie w j. polskim: Maj 2009
Komentarze
zeitgeist bzdury....
Standardowa historia, którą słyszymy w mediach, opisująca aktualny kryzys, dotyczy oczywiście rynku nieruchomości. Ponieważ banki udzielały kredytów w sposób całkowicie nierozważny i nieodpowiedzialny, w tej chwili obserwujemy tego przykre konsekwencje. Nie jest to jednakże pełny obrazek historii, który powinien zostać przedstawiony. Czy rzeczywiście dlatego że niektórzy ludzie nie spłacają kredytów, to wszystkie spółki muszą tracić na wartości? Czy rzeczywiście powinny upadać banki inwestycyjne? Czy rzeczywiście powinny upadać banki detaliczne? A wreszcie, czy przez to, że jakiś pracownik w Stanach nie spłaca kredytu za mieszkanie, cały światowy system finansowy musi wariować, w tym odległa Polska i inne kraje Europy?
Te pytania wyraźnie podpowiadają nam, że chociaż u podstaw aktualnych problemów leży problem „bańki” na rynku nieruchomości, to jednak aktualne problemy są rezultatem dużo poważniejszych czynników. Gdyby problemem był tylko rynek nieruchomości, wtedy w gospodarce wystąpiłby jakiś zastój, ale przecież nie załamanie. Jeden sektor zacząłby przeżywać kłopoty, ale nie musiałoby to za sobą pociągać przykrych poważnych konsekwencji dla pozostałych sektorów.
Współczesna bankowość i system BASEL
Zanim przejdziemy do samej analizy „bańki” musimy na marginesie poruszyć kwestię tego, jak działa współczesna bankowość. Przeżyła ona bowiem w ostatnich kilkunastu latach ogromną rewolucję, a podręczniki sprzed lat dziewięćdziesiątych nie są do jej analizy bardzo przydatne. Otóż w tej chwili banki są poddane tak zwanym „regulacjom bazylejskim”, które mniej lub bardziej precyzyjnie określają jak banki powinny zarządzać swoimi księgami (będziemy tu pomijać szczegóły, podobnie jak będziemy abstrahować od tego, że regulacje te zostały zmienione w 2007 – nie zmienia to esencji tego, co przedstawimy). Krótki przykład pozwoli nam pokazać, jak współczesny bank ma ograniczone pole do udzielania kredytów. Przedstawimy to w najprostszy możliwy sposób, ale jest to niestety konieczne, żeby zrozumieć piękno manipulacji dokonanej przez amerykańskie instytucje finansowe.
Dla zrozumienia tego ważne jest omówienie „współczynnika kapitałowego”, który wylicza się dzieląc kapitał banku przez „aktywa ważone ryzykiem”. Powiedzmy, że kapitał banku wynosi 100 złotych. Współczynnik kapitałowy powinien wynosić zgodnie z bazylejskimi regulacjami przynajmniej 8%. Czyli z prostej matematyki wychodzi, że „aktywa ważone ryzykiem” mogą wynieść maksimum 1250 złotych (bo wtedy kapitał przez te aktywa, czyli 100 podzielone przez 1250 daje nam właśnie liczbę graniczną 8%).
Teraz szkopuł tkwi w tym, jakie aktywa posiada bank. Poszczególne aktywa mają różne wagi ryzyka. I tak na przykład depozyt ma zerową wagę ryzyka – z tej prostej przyczyny, że może być bezpośrednio używany do zapłaty każdego rachunku. Obligacje również mają zerową (lub bliską zeru) wagę ryzyka. Kredyty hipoteczne natomiast mają wagę 100%, ponieważ istnieje ryzyko, że mogą zostać nieściągnięte. Obligacje zawsze można upłynnić, bo ich spłatę gwarantuje swoim przymusem rząd, zobowiązanie hipoteczne przeciwnie – może zostać nieściągnięte, a ewentualna licytacja nieruchomości nie musi zapewnić sukcesu.
Jak liczymy tę wielkość „aktywa ważone ryzykiem? Powiedzmy, że bank udzielił kredytów hipotecznych na sumę 1250 złotych, a do tego posiada 500 złotych obligacji państwowych. Aktywa ważone ryzykiem liczymy tak: (1250 x 100%) + (500 x 0%). Jak widzimy posiadanie obligacji przez bank nie jest w ogóle „ryzykowne”, ponieważ zawsze mogą zostać upłynnione i zapewnić dopływ środków pieniężnych. Z kolei kredyty hipoteczne są dużo bardziej ryzykowne, więc mają wyższą wagę ryzyka (sto procent, a nie zero). Teraz, jeśli podzielimy kapitał własny banku (100) przez tę wielkość aktywów ważonych ryzykiem, wtedy zobaczymy, że jesteśmy na granicy dopuszczalnych 8%. A zatem bank nie może udzielić już więcej kredytów hipotecznych, ponieważ złamałby wtedy regulacje bazylejskie. Co więcej, wskazuje na to, że powinien zacząć inaczej zarządzać ryzykiem – być może lepiej sprzedać część tych kredytów innemu bankowi i zamienić je w księgach na obligacje państwowe, kredyty dla państwowych firm, lub jakiś instytucji kredytowych, które mają wagę niższą od 100%.
Warto zamienić te kredyty hipoteczne na coś, co będzie miało mniejszą wagę ryzyka. Powiedzmy na przykład, że udałoby się nam zamienić część kredytów hipotecznych o wartości 500 złotych na obligacje państwowe (załóżmy dla uproszczenia, że po tej samej wartości nominalnej). Wtedy po takiej zamianie aktywa ważone ryzykiem wyniosą: (750 x 100% ) + (1000 x 0%), a zatem wyraźnie mniej. Współczynnik kapitałochłonności wyjdzie z kolei: 100/750, więc ponad 13%. Regulacje bazylejskie teoretycznie (tj. w zamierzeniach urzędników) nakazują bankom umiejętne zarządzanie ryzykiem tak, aby nie narazić ich na „oficjalne” ryzyko upadku. Bo banki tak naprawdę nie bankrutują w klasycznym tego słowa znaczeniu. Współczesne banki są permanentnymi bankrutami – tylko państwowe regulacje stwierdzają, kiedy „bankructwo” zostanie de facto przeprowadzone lub nie.
W porządku – przebrnęliśmy przez najbardziej nudną i męczącą część tej opowieści. Teraz widzimy sedno sprawy – postawmy się w roli bankiera, który udziela pożyczek prywatnym instytucjom, w szczególności kredytów hipotecznych. Niestety system BASEL wyznacza granice ekspansji kredytu. A gdyby tak udało się te kredyty zaksięgować tak, żeby nie dawać im wagi ryzyka 100%, ale 0%? Wtedy współczynnik kapitałowy mógłby na papierze wzrosnąć i doprowadzić do tego, że akcja kredytowa banku rosłaby zdecydowanie poza wcześniej wytyczone granice.
Tylko jak tego dokonać?
Składnik drugi: instrumenty pochodne i kartel agencji ratingowych
Jednym ze sposobów na to, aby poprawić księgi banku jest przeprowadzenie „sekurytyzacji”, czyli mówiąc kolokwialne wrzucenie kredytów na securities, czyli „wsadzenie” ich na papier wartościowy. Bank zbiera wszystkie kredyty (zobowiązania przyszłych strumieni pieniężnych z tytułu ich spłaty) i postanawia zrobić z nich Mortgage Backed Securities, czyli papiery zabezpieczone hipotekami. Inne instrumenty pochodne, o których się głośno obecnie mówi to także ABS (Asset Backed Securities), a także przede wszystkim CDO (Collaterized Debt Obligagations), które dotyczą nie tylko hipotek, lecz także innych zobowiązań, i oferują większy wachlarz stóp ryzyka. Nie jest dla nas istotne jak dokładnie wyglądają te instrumenty, ważna jest sama zasada ich powstawania – banki mogą „wyrzucać” je poza swoje księgi i scedować na inne instytucje.
Nie zmienia to jednak zasady, że działalność gospodarcza opiera się na jakiejś wycenie ryzyka. Poszczególne instytucje finansowe, podobnie jak papiery przez nie emitowane mają wystawiany rating. Rating wystawiają im agencje należące do kartelu agencji założonego przez amerykańską komisję papierów wartościowych SEC (Securities and Exchange Commission). Kartel nazywa się Nationally Recognized Statistical Rating Organization i stanowi filar dzisiejszego oligarchicznego kapitalizmu państwowego, który trzęsie Stanami Zjednoczonymi. Do NRSRO należą takie agencje jak Moody’s, S&P’s, czy Fitch. Jednym z największych absurdów tego dzikiego państwowego kapitalizmu jest to, że te agencje wystawiają ratingi na życzenie samych zainteresowanych. A zatem jeśli jakiś bank emituje swój papier wartościowy, to płaci kartelowi za wystawianą ocenę. Im kartel wystawi wyższą ocenę, tym więcej zapłaci klient. Im więcej zapłaci klient, tym większą wartość może nadać emitowanemu papierowi. Pokusa nadużycia jest chyba w tej sytuacji dość jasna. W normalnych warunkach to inwestor i oszczędzający powinien udawać się do agencji oceniających dane firmy i im płacić za poradę. Tutaj pod opieką komisji papierów stworzono zupełnie perwersyjny system, który zachęca wprost do manipulacji.
A zatem kartel może wystawiać zawyżone, albo po prostu fikcyjne ratingi, emitowanym przez instytucje obligacjom. Nawet jeśli będą to obligacje śmieciowe.
W ten sposób właśnie, zgodnie z państwowymi regulacjami, udało się wzmocnić rzekomą alchemię kredytu. Bank udzielał kredytów, a następnie te kredyty sekurytyzował, pakował na odpowiednie papiery wartościowe. Następnie papiery te dostawały od agencji ratingowych najwyższe możliwe oceny i były kupowane na całym świecie. Każdy taki instrument oznaczał duże pieniądze w rękach klasy menedżerskiej, w końcu nikt nie pracuje za darmo. Na upartego można przecież emitować instrumenty pochodne do instrumentów pochodnych… Żeby było jeszcze bardziej groźnie ryzyko niespłacenia tych kredytów było masowo ubezpieczane przez wielkie instytucje. Teraz już wiemy, czemu padło AIG, a niedługo prawdopodobnie padną inni ubezpieczyciele (jak Ambac, czy MBIA). Zresztą niedawny plan Paulsona został przepchnięty niezwykle szybko być może dlatego, że zbliżają się kolejne daty rozliczeń.
W ten księgowy sposób również dokonano prawdziwego cudu – pożyczki o ekspozycji ryzyka w wysokości 100% zostały zamienione w papiery z możliwie najwyższą oceną ryzyka. A zatem papiery te mogły być też bez problemów posiadane przez banki – papier wartościowy z oceną AAA był na papierze prawie tak dobry jak obligacja państwowa, a już na pewno dużo lepszy niż kredyt udzielony dla biednego Amerykanina; mimo że w gruncie rzeczy było to dokładnie to samo, tylko, że z pośrednictwem. Przez to akcja kredytowa, zgodnie z regulacjami bazylejskimi mogła wzrosnąć radykalnie. Wystarczyło tylko stworzyć „spółki specjalnego przeznaczenia”, a wszystko inne zostanie osiągnięte sztuczkami księgowymi.
Niebagatelną rolę w tym wszystkim odegrały wspierane przez państwo, a niedawno w pełni znacjonalizowane, Fannie Mae i Freddy Mac. Dwie spółki, które miały skupować te śmieci. Największa w historii świata ekspansja kredytowa mogła dość do skutku. Wszystko oczywiście wygląda dobrze do momentu, do którego jesteśmy w trakcie boomu. Nieruchomości rosną, Alan Greenspan utrzymuje absurdalnie niskie stopy procentowe, oficjalna inflacja pozostaje na niskim poziomie. Kłopoty zaczynają się w momencie, gdy okazuje się, że ludzie nie są w stanie spłacać swoich długów. Kiedy stopa procentowa rośnie, lub z powodu wzrostu cen odsetki są na nowo naliczane. Wtedy ich kłopoty oznaczają kłopoty dla całego sektora finansowego, gdyż ten jest zatopiony w masie zobowiązań kredytowych, powiązanych z rynkiem nieruchomości. Szczególnie przez stertę sekurytyzowanych zobowiązań, których kiepskiej jakości nie są w stanie zmienić puste słowa wypowiadane przez agencje ratingowe.
Do tego okazuje się, że wartość nieruchomości to wcale nie jest pociąg, który się cały czas rozpędza, jak niektórzy absurdalnie twierdzą. Nieruchomość wcale nie musi zwiększać ciągle swojej wartości. Nieruchomość wcale nie jest absolutnie pewnym zabezpieczeniem kredytu – takie bajki żyją krótkim żywotem i są po jakimś czasie bardzo boleśnie weryfikowane. A co dodatkowo niektórym nie przychodzi do głowy, ich wartość nie może w sposób absurdalny odbiegać od możliwości finansowych ludności. Mówiąc inaczej i odwracając słowa bankierów, to nie wartość nieruchomości umożliwia wysokie kredytowanie. To właśnie wysokie i nadmierne kredytowanie podbija sztucznie wartość nieruchomości, która w pewnym momencie musi zostać zweryfikowana.
Punkt trzeci: dźwignia a własność
Jeden z elementów, o którym również warto powiedzieć, gdy rozmawiamy o współczesnym systemie finansowym, to dźwignia. Każdy spekulant walutowy wie, o co chodzi. Powiedzmy, że dzisiaj waluta jakiegoś kraju kosztuje 1 złoty. Załóżmy, że obstawiam jej wzrost po roku do 1,1 złotego. Wtedy jak posiadam załóżmy 1000 złotych, to mogę kupić ileś tej waluty, a następnie po roku ją wymienić z powrotem na złotówki. Zarobek – 10% w skali roku. Całkiem niezły, ale jednak nie do końca satysfakcjonujący – tak udane przewidywanie powinno się nagradzać większymi zyskami (znowu dla wygody pomijamy widełki kursowe).
To udaje się do brokera, a on umożliwia mi zabawę z „dźwignią”. Chociaż posiadam określony kapitał tysiąca złotych, to on mi daje możliwość operowania na papierze 10 razy większą sumą, czyli 10 tysiącami złotych. I tak na papierze podpisuje odpowiednie umowy kupna i sprzedaży, a moje pierwotne tysiąc złotych jest tylko wstępnym zabezpieczeniem takich kontraktów. Wcale nie muszę posiadać tych 10 tysięcy. Na początek wystarczy ten jeden tysiąc. Jeśli wszystko idzie po mojej myśli i kurs waluty faktycznie wzrasta (tak jak obstawiłem) i powiedzmy, że wzrasta nawet do 1,2 złotego, to mój zarobek osiąga 200%. Gdybym inwestował zgodnie z posiadanym kapitałem, to zarobiłbym 20%. Ale dzięki dźwigni zarabiam dziesięć razy więcej, ponieważ na papierze operuje sumą dziesięć razy większą (internetowi dostawcy oferują nawet dźwignię 100).
Jest to oczywiście miecz obusieczny. Nie jest to zakład podjęty dzisiaj, który jest realizowany dopiero po roku. Jest to zakład, który jest cały czas monitorowany, zależny od wahających się co sekundę kursów walutowych, potrafiących skakać w nieprzewidziany sposób. Zakład można oczywiście wcześniej zamknąć (a czasem trzeba…). Jeśli kurs skoczy gwałtownie do 1,4 złotego, to mogę stwierdzić, że już swoje zarobiłem, więc transakcję zamykam z ogromnym zyskiem i to wcześniej niż przewiduje umowa. Jeśli natomiast kurs gwałtownie spadnie do 60 groszy, wtedy otrzymuje telefon od mojego brokera. „Halo, dzień dobry tu margin call, zdaje się, że kurs poleciał przeciwnie niż pan przewidywał, a obecny tysiąc złotych nie wystarczy na pokrycie tego papierowego kontraktu, proszę dostarczyć wymaganą sumę, albo zamykamy konto i bierzemy, co jest”.
To, czego mały spekulant doświadcza na co dzień, jest również normą na reszcie rynku finansowego. Na każdego posiadanego dolara instytucje finansowe zawierają zobowiązania kilkunasto, czy kilkudziesięciokrotnie większe. Magiczna piątka banków inwestycyjnych w USA Bear Sterns, Lehman Brothers, Merrill Lynch, Morgan Stanley i Goldman Sachs, jest tego doskonałym przykładem. Dźwignia w ich przypadku osiągała wyniosłe wielkości. Pierwsze dwa banki zostały zatopione, trzeci przejęty, a pozostałe dwa „przekształcają się” w bankowość detaliczną (czytaj: prezes banku centralnego Ben Bernanke i szef skarbu Henry Paulson, przypadkiem były szef Goldman Sachsa, pracowicie pomagają swoim kolegom). Zresztą nic chyba tak naprawdę nie przebije klasyki przypadku funduszu Long-Term Capital Management, który zgodnie z oficjalną księgowością miał dźwignię 1:27. Jedna analiza, na którą udało mi się trafić, wskazuje, że dźwignia ta, uwzględniając operacje pozaksięgowe, mogła sięgać nawet 1:250.
Sama dźwignia nie jest rzecz jasna czymś immanentnie złym – każdy może umawiać się na takie kontrakty, jakich dusza zapragnie. Sytuacja jednak ulega radykalnie zmianie, gdy rozważamy, w jakich warunkach instytucjonalnych przeprowadzane są operacje na dźwigni. A instytucjonalne warunki sprzyjają zdecydowanie „pokusie nadużycia”. Instytucje finansowe nie opierają się w pełni na własności. Ostatnie miesiące wyraźnie pokazały, że akcjonariusze nie mają wiele do powiedzenia – najważniejszy jest rząd i jego regulacje. Państwo jest gotowe zabezpieczać upadające biznesy, a szczególności swoich kolegów z Wall Street. Taki sygnał wysłano po upadku LTCM w 1998 roku i konsekwentnie takie sygnały wysyłano ze strony amerykańskich władz. Funkcjonujemy w systemie dzikiego państwowego kapitalizmu, w którym właściciele zostali wyparci na rzecz zarządców, wspieranych przez państwowe regulacje.
W szczególności dotyczy to banków, które należą do publiczno-prywatnego kartelu, sterowanego przez bank centralny. W systemie, gdy banki mogą bez problemów sięgać po źródło płynności do banku centralnego, pole do stosowania większej dźwigni jest oczywiste. A potem, gdy przychodzi bałagan, z którym mamy obecnie do czynienia, wszyscy wyglądają jak małe dzieci, które naobiecywały sobie nawzajem ciasteczek w zamian za rozmaite usługi i świadczenia, a tymczasem ciasteczek jest w sumie dziesięć razy mniej niż w rzeczywistości.
Co jest przyczyną? Liberalizacja czy regulacja?
Wiele wytoczono propozycji szukania winnych obecnego kryzysu. Pośród rzeczowych analiz trafiają się ataki na spekulantów, pełnych chciwości. Takie oskarżenia wiodą prym szczególnie w środowisku lewicowych dyletantów, których filozoficzna mantra nie jest w stanie przesłonić ekonomicznej ignorancji i płytkości ich tez. Szczególnie rzucają się w oczy polskie gazety, drukujące tezy bystrych umysłów, które jednak do analizy ekonomicznej zupełnie się nie nadają. Aż dziw bierze, że redakcja takie teksty puszcza – co bardziej rozgarnięci ludzie wejdą sobie na bloga jakiegoś amatora świata finansów i dowiedzą się z niego dużo więcej niż z mętnych marksistowskich jęków.
Kto w końcu jest winien obecnemu kryzysowi? Chciwość ludzka? Chciwość była, jest i będzie zawsze. Spekulanci, którzy podbili cenę nieruchomości? Spekulanci byli, są i będą zawsze. Dużo ważniejsza jest odpowiedź na pytanie, skąd wziął się wzrost cen nieruchomości? Sama chęć i życzenia nie są w stanie ich zwiększyć. Do tego potrzebne są środki. Te zaś pochodziły z decyzji Alana Greenspana, szefa amerykańskiego banku centralnego, która poprowadziła do absurdalnie niskich stóp procentowych stymulujących ekspansję kredytową na niespotykaną skalę. I stąd owy wzrost cen nieruchomości – nie z głów spekulantów, lecz rzeczywistej władzy, którą nad rynkiem posiada bank centralny. Aktualne opowieści Greenspana o tym, że bank centralny decyduje o „krótkoterminowych stopach”, a nie długoterminowych, tego w ogóle nie zmienią. Wprowadzone przez niego obniżki do jednego procenta przełożyły się na rynek kredytów hipotecznych, a jego opowieści o tym, że bardziej niż on winny jest „upadek muru berlińskiego” to jawna kpina ze zdrowego rozsądku.
Czy można powiedzieć, że tej sytuacji winna jest filozofia wolnego rynku, która miała sprzyjać tak zwanej „deregulacji” sektora kapitałowego? W pewnej mierze deregulacja ma jak najbardziej znaczenie, ale musimy pamiętać, o co chodzi w zasadach wolnego rynku. Wolny rynek opiera się na własności prywatnej, a nie li tylko na „deregulacji”. Gdybyśmy w latach osiemdziesiątych przeprowadzili w Polsce „deregulację”, polegającą na tym, że każdy może brać wkoło wszystko co chce, to być może byłaby to deregulacja, lecz nie miałaby zbyt wiele wspólnego z wolnym rynkiem.
Podobnie rzecz ma się z „deregulacją” sektora finansowego w dzisiejszym mieszanym systemie, gdzie mamy dziką bankowość rezerw cząstkowych i kartel bankowy prowadzony przez bank centralny. W takiej sytuacji deregulacja może być dość kłopotliwa, lecz nie ma wiele wspólnego z wolnym rynkiem, który opiera się na własności prywatnej.
Ta polityka „deregulacji”, którą widzieliśmy, była wspierana mozolnie przez keynesistowską politykę rządu amerykańskiego. Politykę opierająca się na rozrośniętym budżecie, długu publicznym i interwencjonistycznych opowiastkach o „tanim kredycie” dla każdego oraz socjalistycznych bajkach o konieczności zapewnienia każdemu własnych czterech kątów. Tymczasem to polityka etatyzmu, z jaką mieliśmy do czynienia przez ostatnie kilkanaście lat, okazała się kompletną porażką, podobnie jak we wcześniejszych tego typu przypadkach. Nie ma co wierzyć konferencjom, na których spotykają się przedstawiciele świata finansowego i opowiadają fantazje o „upadku mitu wolnego rynku”. Jeśli miałby upaść jakikolwiek mit, to mit papierowego pieniądza i wiary Keynesa w to, że bank centralny jest w stanie zmienić kamień w chleb. Przypomnijmy, że w tej chwili mamy rekordową liczbę regulacji i państwowy pieniądz produkowany przez bank centralny. Liczba i negatywny wpływ baniek spekulacyjnych i załamań stworzonych przez ten system są poważniejsze, gdy porównamy je do czasów, gdy pieniądz był chociaż częściowo poddany regułom rynkowym, a liczba regulacji zdecydowanie niższa.
Recepta
Te rozważania muszą nas oczywiście poprowadzić do pytania o receptę. Cóż należałoby zmienić w dzisiejszym systemie, aby zapobiec w przyszłości podobnym tarapatom? Recepta wcale wbrew pozorom nie jest nieosiągalna, ani specjalnie skomplikowana. Należyta diagnoza chorego pacjenta i odkrycia źródła jego problemów zdrowotnych, to klucz to odpowiedzi na pytanie, jak go uzdrowić.
A w naszym przypadku należałoby zrobić coś, co jest od lat podkreślane i powtarzane przez szkołę austriacką – skończyć z mieszaniem się państwa w sprawy pieniądza i sektora finansowego. Kapitalizm został śmiertelnie zakażony etatyzmem i oligarchią, a obecne kroki władz zmieniają go w czysty socjalizm finansowy. Od tego już tylko krok do pełnego socjalizmu. Tymczasem rozwiązanie leży w zasięgu ręki: zlikwidować bank centralny, przywrócić rynkowy pieniądz oparty na standardzie kruszcowym, skończyć z dziką bankowością rezerw cząstkowych opartych o pusty pieniądz, rozwiązać kartel agencji ratingowych, polikwidować spółki parapaństwowe pokroju Fannie Mae i Freddy Mac, przywrócić rolę własności i akcjonariuszy, skończyć ostatecznie z jakimkolwiek zapobieganiem bankructwom przez państwo i jakimikolwiek zapowiedziami o tym, że takie ratunki będą podejmowane, a także najważniejsze w sumie to porzucić w końcu wiarę w to, że państwowymi regulacjami można rozwiązać rzeczywiste problemy.
Jeden z argumentów warty rozważenia to teza, jakoby wzmocnienie regulacji miałoby być jednym ze sposobów rozwiązania kryzysu, lub niedopuszczenia do niego. Ta doktryna pojawia się jednak przy każdym takim kryzysie. Kiedy mieliśmy do czynienia z kryzysem w 1997 w Azji, to słyszeliśmy, że problemem jest nieodpowiedzialność organów nadzoru; i że w innych państwach, państwach zachodnich ten nadzór jest dużo bardziej odpowiedzialny. Teraz, kiedy kryzys dotyka samego Zachodu, słyszymy tę samą historię. Kiedy uchwalano ustawę Sarbanesa-Oxleya w USA po skandalu Enronu również zapewniano nas, że możliwości manipulacji zostają gwałtownie zahamowane.
Nic bardziej błędnego. Pokusa nadużycia jest zjawiskiem, które wynika (lub też jest solidnie wzmacniane, bo na rynku też jakaś pokusa może się pojawić, ale wtedy każdy odpowiada swoim majątkiem) z tworzenia błędnych stosunków własnościowych, uderzania we własność prywatną, a wzmacnianie regulacji nie zmieni faktu. Jeśli ktoś gwarantuje wykupienie w przypadku bankructwa, albo solidne wsparcie finansowe państwowymi pieniędzmi, to nie pozostaje to obojętne dla zachowań inwestycyjnych, a także sposobu wyceny ryzyka na rynku. I będzie to prowadzić do wypaczeń, bez względu na to, czy podoba się to regulatorom, czy nie. Tworzenie kolejnych regulacji w tym wypadku to gaszenie pożaru benzyną. Jedynym wyjściem z tego ambarasu jest powrót do doktryny odpowiedzialności, zgodnie z którą każdy powinien odpowiadać własnym majątkiem za podejmowanie działania gospodarcze. Także te polegające na produkcji pieniądza.
Mateusz Machaj
Odpowiedź na trywialny atak
Zacznę może od tego, iż już sam tytuł powyższej odpowiedzi cyt. "zeitgeist bzdury...." mówi nam o poziomie całości treści danego komentarza. Ja wręcz uwielbiam te pretensjonalne treści wymyślane przez kapitalistów, przykładowo broniąc obecny system - kapitalizm, nazywając go socjalizmem. Rozumiem w pełni, że kapitalizm jest system tworzącym głęboką patologie społeczną, a w tym szczególnie mentalną, lecz wy kapitaliści macie na tyle czelność, broniąc straszliwe skutki waszego lubego systemu nazywacie go jako zupełnie inny byt(jak to docelowo zostało powyżej ujęte - socjalizmem finansowym). W danej chwili ja wcale nie generalizuje, ponieważ bardzo często spotykam się u was z takowym mechanizmem obronnym. W takich sytuacjach nasuwa mi się przeważnie jedna myśl, a mianowicie: totalna obłuda(używając eufemizmu). Oczywiście, najłatwiej jest odpowiadać nie ustosunkowując się do treści względem której skierowana jest ta odpowiedź. Za takowe triki pochodzące z tzw. programowania neurolingwistycznego ja serdecznie dziękuję, ale nie skorzystam, ponieważ w takim przypadku konstruktywna polemika jest zdecydowanie niemożliwa.
Odpowiedź
Najbardziej śmieszy mnie fakt że w zeitgeist są pokazywane tezy przedstawicieli szkoły austryjackiej jako poparcie własnych teorii ...
Zeitgeist to bzdura, a człowiek który to stworzył jest inżynierem społecznym który manipuluje faktami... nie mam zamiaru atakować anarchizmu ani bronić kapitalizmu lecz będę atakował te bzdury wszędzie gdzie się tylko da...
"Najbardziej śmieszy mnie
"Najbardziej śmieszy mnie fakt że w zeitgeist są pokazywane tezy przedstawicieli szkoły austryjackiej jako poparcie własnych teorii ..."
No i co w tym złego? Przecież to, że zgadzam się z konkretnymi tezami głoszonymi przez szkołę austriacką wcale nie musi znaczyć, że popieram ją w całoścI. Odrzucam jej antyempiryzm, aprioryzm i wiele stwierdzeń typu "każda ilość pieniądza jest dobra".
Poza tym standard złota jest tylko propozycją "Austriaków" na zastąpienie chorego systemu monetarnego. Nie jest integralnym elementem teorii o powstawaniu cyklów koniunkturalnych. Po prostu anarchiści i zwolennicy Zeitgeist odrzucają tą propozycję, wskazująć na jej wady, i podają swoje pomysły.
Przykłady przekłamania wg
Przykłady przekłamania wg filmu Horus zostal ukrzyzowany:
http://www.youtube.com/watch?v=Kk-U1DM41PI&feature=related
Kto zna historie horusa ten wie że nigdy nie został ukrzyżowany!
Jeśli ludzie którzy tworzą teorie spiskowe mają być autorytetem dla anarchistów to brawo. Przekłamań ekonomicznych jest jeszczę więcej ale już o nich nie wspomnę bo zaślepieni nienawiścia nie zrozumiecie.
http://video.google.com/video
http://video.google.com/videoplay?docid=-5870901554543719947&total=100&s...
13 minuta filmu sami zobaczcie, jak twórcy tego filmu kłamią.
Drogi anonimie
Drogi anonimie, autor danego filmu jest na pewno bardziej wiarygodny niż ty. W przeciwieństwie do ciebie, on podaje argumenty swoich rozważań, dochodzeń. Pisząc, iż(kolokwialnie rzecz ujmując) "coś jest bzdurą bo ja tak uważam i koniec", jest tylko oznaką tego, że mentalnie nie jesteś jeszcze przygotowany na konstruktywną polemikę. Tezy postawione w tym filmie możesz sam zbadać(do tego też zachęca reżyser filmu). Ja nie piszę, że film pdt. "Zeitgeist" to 'święta prawda', wszystko najlepiej jest samemu sprawdzić i zbadać, wtedy dopiero będziesz mógł mieć pewność (oczywiście nie absolutną, ponieważ owa jest przywilejem ignorantów i fanatyków). Jeśli konstruktywnie nie wyjaśnisz i nie udowodnisz, że tezy, fakty przedstawione w filmie są fałszem, to twoje własne osądy są zbędne(przynajmniej na tyle, by dzielić się z nimi na forum).
Zeitgeist != Zeitgeist Movement/The Venus Project
Filmy Zeitgeist stanowią prywatną opinię ich reżysera - Petera Josepha, i nie są oficjalnie w żaden sposób oficjalnym zdaniem ruchu Zeitgeist czy projektu Venus.