DHC Meinhof, czy Punk Rock się skończył?
DHC Meinhof to pierwszy polski zespół, który idzie w ślady Atari Teenage Riot i reszty muzycznych rebeliantów, skupionych pod skrzydłami Digital Hardcore Recordings. Do pewnego stopnia ich drogi z DHR już się skrzyżowały. O tym, o swoich punkowych korzeniach, o perypetiach związanych z wydaniem swojej płyty ”Bring Order To Chaos” i przyszłości digital hardcore’a opowiada nam cała czwórka: Refuzer, Neurotizer, Miss Magg Destruction i Matt 669.
Matt 669, jesteś najmłodszym nabytkiem DHC Meinhof. Jak się czujesz jako członek bodaj pierwszego polskiego bandu digital hardcore?
Matt 669: Wytropiłem DHC Meinhof w sieci i skontaktowałem się z Refuzerem. Tak to się zaczęło. Od dobrych paru lat słucham digital hardcore'a. Zastanawiałem się, czy ta muzyka do polskich słuchaczy nie dociera, czy co? Nikt jej tu nie grał. Chciałem już zakładać własny projekt, kiedy odkryłem DHC Meinhof. Ten zespół jest po prostu rozwinięciem moich ambicji, ale i moją tubą do wykrzyczenia gniewu.
Jak doszło do tego, że zdecydowaliście się pójść śladem Aleca Empire i zaprezentować rodzimą wersję digital hardcore’a? Jak wyglądała wasza droga do tej stylistyki?
Neurotizer: Punk rock w swojej tradycyjnej postaci się skończył. Digital hardcore jest jego logiczną kontynuacją. Polega na fuzji połamanych beatów, winylowych sampli oraz cyfrowego brudu z gitarami i wokalami nawiązującymi do przebrzmiałego stylu, jakim jest punk.
Refuzer: Digital hardcore interesuje mnie od dość dawna. Już wcześniej, kiedy jeszcze grałem w punkowych kapelach, myślałem o projekcie, do którego inspiracji dostarczała mi muzyka Atari Teenage Riot i w mniejszym stopniu solowe dokonania Aleca Empire. Dopiero po kilku latach pojawiły się warunki, aby taki projekt zrealizować. Digital hardcore jest dla mnie jak dawka świeżej krwi dla podupadłej obecnie sceny anarcho-punkowej. DHC Meinhof łączy w całość moje wcześniejsze doświadczenia muzyczne z technologią cyfrową.
Matt669: Dla mnie digital hardcore jest logicznym rozwinięciem moich muzycznych i światopoglądowych upodobań. Odkąd pamiętam, szukałem właśnie takiej muzyki. Zawsze najbardziej fascynowały mnie jakieś dziwne hybrydy, a digital hardcore jest w końcu mieszanką punk rocka, hardcore'a i ekstremalnej elektroniki, czyli tego, co lubię najbardziej.
Refuzer, nie jesteś nowicjuszem ani na scenie punkowej, ani jako twórca projektów stricte technoidalnych. Opowiedz w skrócie o CYBERMIND i swojej punk rockowej przeszłości.
Refuzer: Cybermind był w istocie moim pierwszym projektem, w którym połączyłem tradycyjne brzmienia punkowe i metalowe z podkładem elektronicznym. Z perspektywy czasu oceniam ten projekt jako nieudany, głownie dlatego, że nie dysponowałem wtedy odpowiednim sprzętem i oprogramowaniem. Ale to doświadczenie było z pewnością ważnym krokiem w kierunku rzeczy, które tworzę obecnie. Wcześniej grałem w Guernica y Luno oraz Silnej Woli, kapelach, które przekaz stawiały nieco wyżej niż samą muzykę, chociaż i w sensie muzycznym osiągnęły spory sukces na scenie niezależnej. Zresztą punkrock nie jest dla mnie tylko przeszłością. Nadal jestem punkiem.
Czy jako pierwsza polska grupa digital hardcore'owa nie czujecie się jak rak na bezrybiu?
Miss Magg: W pewnym sensie jest to trochę frustrujące, ale tylko trochę, bo przez to jesteśmy jakby bardziej rozkładani na czynniki pierwsze. Jednak z drugiej strony to mobilizuje i sprawia pewną satysfakcję. Uważam, że digital hardcore jest na tyle interesujący, że najwyższy czas, aby zagościł na lokalnej scenie niezależnej. Poza tym nie czujemy się osamotnieni. Mamy spory odzew i wsparcie z Zachodu, gdzie scena digital hardcore jest dość mocno rozwinięta.
Neurotizer: Status pionierów digital hardcore na rodzimym gruncie z jednej strony motywuje nas do propagowania go zarówno w środowisku anarcho-punkowym, jak i poza nim. Z drugiej strony ten status pozbawia nas możliwości konfrontacji z podobnymi załogami.
Refuzer: Faktycznie, w Polsce trudno dotrzeć z digital hardcore’em do szerszych kręgów. Oczywiście mam na myśli kręgi ogólnie pojęte jako undergroundowe. To dziwne, bo zawsze wydawało mi się, że nasza rodzima scena jest otwarta na nowoczesne trendy. Z drugiej strony są ludzie, którzy podobnie jak my znaleźli w digital hardcore siłę, która jest w stanie porwać i zainspirować do działań niekoniecznie mających charakter wyłącznie artystyczny. Jednak to, że jesteśmy tu pierwsi jest symptomatyczne i niestety nie wynika z tego żadna pocieszająca konkluzja. Wierzę, że DHC Meinhof będzie w stanie kogoś tutaj zainspirować i wkrótce pojawią się kapele podobne do naszej.
Matt669: No właśnie, szukam cały czas polskich wykonawców, którzy w jakiś sposób są zainspirowani digital hardcore’em i tworzą podobne rzeczy. Jeśli ktoś robi coś takiego, proszę o kontakt: matt669@poczta.onet.pl lub dhcmeinhof@poczta.onet.pl
Miss Magg Destruction, po przeczytaniu w sieci Waszej krótkiej biografii można domniemywać, że nie są ci obce idee radykalnego feminizmu, np. spod znaku Riot Grrrl czy Emancypunx.
Miss Magg Destruction: Dziwi mnie, że tamte słowa odebrałeś jak głos radykalnej feministki. W tej kwestii mam bardzo wyważone poglądy.
Jednak Twój wkład w działalność DHC Meinhof dodaje wizerunkowi grupy kobiecej agresywności...
Nie mogę się z tobą zgodzić. Być może mój głos w połączeniu z ostrą muzyką sprawia wrażenie, że prezentuję agresywność radykalnego feminizmu, ale przecież żaden tekst nie wnosi takiej sugestii. Mój głos jest głosem równości. W moim odczuciu radykalne feministki przekraczają granicę, za którą można postawić znak równości między nimi a męskimi szowinistami. Awersja do płci przeciwnej jest podobna w obydwu przypadkach. Dla mnie nie jest istotne czy osoba, która ogranicza moją swobodę jest mężczyzną czy kobietą. Płeć nie ma tutaj nic do rzeczy. Jeśli ktoś pcha się z buciorami na mój teren i nie szanuje mojej niezależności to może być pewien, że spotka się z moim oporem i radykalną reakcją!
Kiedy pada nazwa „DHC Meinhof”, nieodparcie nasuwa się skojarzenie z Ulrike Meinhof, współzałożycielką niemieckiej grupy terrorystycznej Baader-Meinhof. Jaki jest wasz pogląd na działalność Frakcji Czerwonej Armii?
Neurotizer: Oddzielamy działalność RAF-u, ich cele ataków i metody działania od ideologii, która ich inspirowała. Trzeba wyraźnie odróżnić ideologię anarchistyczną od maoizmu i tym podobnego gówna. Lewemu skrzydłu antyglobalistów może się to nie spodobać, ale DHC Meinhof nie wyraża bezwarunkowego poparcia dla żadnej ideologii, tylko dlatego że jest ona rewolucyjna.
Refuzer: Jesteśmy wrażliwymi ludźmi. Gdybyśmy nimi nie byli, nigdy nie zainteresowałaby nas ideologia punk. Z jednej strony nasza wrażliwość w oczywisty sposób budzi sprzeciw wobec krwawego terroru, ale z drugiej strony słyszeliśmy i widzieliśmy już dosyć, aby mieć przeświadczenie że tylko radykalne działania są w stanie poruszyć społeczeństwo i zahamować zapędy polityków do odebrania nam naszych praw. Sytuacja jest tym bardziej skomplikowana, że politycy posługują się argumentem "11 września", z którym wielu ludzi boi się polemizować. Nie dajmy się zastraszyć i ogłupić propagandzie. Zamachy w Ameryce też miały swoją przyczynę. A wracając do Baader-Meinhof, uważam że działalność tej grupy miała duży, jeśli nawet nie największy wpływ na świadomość społeczeństwa Zachodu na przełomie lat 70. i 80. Z jednej strony władze zaostrzyły kontrolę nad ludźmi, ale z drugiej strony przekonały się, iż terror państwa nie zostanie bez odpowiedzi.
Czy nazwa waszej grupy nie jest hołdem złożonym ich działalności?
Refuzer: Hołd? To za dużo powiedziane! Ja nikomu nie składam hołdu. Nikt na to nie zasługuje. Wszyscy jesteśmy ludźmi, wraz ze swoimi zaletami i wadami. Trzeba o tym pamiętać i nie zatracać własnej osobowości.
Neurotizer: Stawianie pomników i ołtarzy zostawiamy posłowi Giertychowi.
W jednym ze swoich internetowych manifestów piszecie: "Digital hardcore (ze względu na teksty i muzykę) wyraża naszą nienawiść do wszystkich morderców w mundurach i bandytów w białych krawatach - ci dranie nazywają siebie patriotami, przywódcami lub biznesmenami, ale ukrywają swoja prawdziwą twarz za maską hipokryzji". To dość dosadne określenie waszego stosunku do establishmentu...
Neurotizer: Można ten stosunek określić jeszcze dosadniej, nawiązując do terminologii hip-hopowej: HWDP.
Matt669: Każda polityczna świnia dochrapawszy się do koryta zapomina o wyborcach. Ale my pamiętamy o ich obietnicach.
Jakie są wasze doświadczenia koncertowe? Lubicie grać na żywo?
Refuzer: Niestety, do tej pory nie mieliśmy okazji sprawdzić się na żywo. Mamy nadzieję, że wkrótce się to zmieni.
Jeśli tak, to kiedy i gdzie będzie można was zobaczyć?
Refuzer: Te rzeczy właściwie nie zależą tylko od nas, bo muszą się znaleźć ludzie, którzy uznają, że warto nas zaprosić, bo mamy coś do przekazania w warstwie muzycznej i tekstowej.
Istniejecie od roku, ale już macie na swoim koncie album, który udostępniliście w sieci. Niedługo wyda go holenderska Astral Anarchy Records. Jak do tego doszło?
Refuzer: Nasz album został wydany online przez kanadyjski label D-Trash Records, ale jeśli chodzi o Astral Anarchy, to nie jestem pewien czy to wydawnictwo zostanie ostatecznie sfinalizowane. Najpierw Holendrzy zachwycili się naszym materiałem i w przypływie euforii zapowiedzieli jego wydanie na płycie analogowej, lecz z biegiem czasu okazało się, że ich możliwości finansowe chyba nie dorównują ambicjom. Ostatnia wiadomość, jaką od nich otrzymałem to właśnie tłumaczenie, że nie są jeszcze w stanie wydać naszej płyty z przyczyn finansowych. Dlatego nie wiem jak to będzie.
Jak rozumiem, w Polsce musielibyście wydać album własnym sumptem? Czyżby punkowe wytwórnie (np. NNNW) nie były wami zainteresowane?
Refuzer: Dokładnie tak. Rozmawiałem nawet osobiście z Nikt Nic Nie Wie, próbując ich zainteresować naszym materiałem, ale kolesie odmówili współpracy, nie wyrażając nawet chęci, aby posłuchać DHC Meinhof. Jak zwykle: tłumaczenia, że zaległości wydawnicze, problemy z kasą i temu podobne wykręty. Myślę, że takie wytwórnie po prostu boją się wydawać coś nowego; coś co jeszcze w Polsce na szerszą skalę nie zaistniało. Boją się podjąć ryzyko finansowe, chociaż nie wydaje mi się, aby było ono aż tak duże. W grę wchodzą chyba też jakieś uprzedzenia, bo wielu ludziom bardzo dziwny wydaje się alians technologii cyfrowej z tradycyjnym graniem punkowym. Tym większe jest ich przerażenie, jeśli na koncercie nie widzą żywego perkusisty.
A może należało uderzyć od razu do Digital Hardcore Recordings Aleca Empire? Przecież gromada artystów skupionych w DHR stale się powiększa...
Refuzer: Już to zrobiliśmy, ale niestety otrzymaliśmy odpowiedź odmowną. Dostaliśmy od nich list, co w pewnym sensie można uznać za sukces. Tłumaczą w nim, że w tej chwili mają inne plany wydawnicze, więc wnioskuję z tego, że sam materiał jednak im się spodobał. W każdym razie właśnie przygotowujemy kawałek na składankę, którą wydaje D-Trash Records, a będzie ją dystrybuował DHR.
Jak na debiut wasze nagrania prezentują niezwykle dojrzały poziom. To bardziej zasługa ambicji czy może umiejętności?
Neurotizer: W dużym stopniu jest to zasługa naszego zaangażowania i determinacji, wynikającej z konieczności egzystowania w takiej, a nie innej rzeczywistości. Żyjąc w tym kraju, funkcjonując w tak chorym systemie, bez perspektyw stabilizacji, konieczna jest silna wola, aby pchać to wszystko do przodu. I ta determinacja przekłada się na ostateczny kształt naszej twórczości.
Refuzer: Może zabrzmi to nieskromnie, ale mam za sobą ponad 10-letnie doświadczenie gry w kapelach punkowych. Te kapele odnotowywały spory sukces, oczywiście ograniczony do strefy sceny niezależnej. Dlatego nie bez wpływu na DHC Meinhof są nasze umiejętności. Hm... w pewnym stopniu kwestia dotyczy także ambicji. W końcu chyba udowodniliśmy, że digital hardcore wyprodukowany w Polsce jest równie dobry jak ten tworzony na Zachodzie czy w Ameryce. My nie mamy kompleksów. To my mamy zamiar wprawiać w kompleksy innych.
Jak waszym zdaniem wygląda przyszłość digital hardcore?
Refuzer: Wydaje się, że digital hardcore w Niemczech, skąd pochodzi, już się raczej wypalił. Natomiast wielki boom jest teraz w USA i Kanadzie. Tam scena digital hardcore rozwija się bardzo dynamicznie i chyba tam jest właśnie przyszłość tej stylistyki. Jeśli chodzi o nasze podwórko, to na razie nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Możemy mieć tylko nadzieję, że i u nas coś w końcu drgnie. Nasi wschodni sąsiedzi prawdopodobnie już nas w tej dziedzinie dystansują. W Mińsku gra Ambassador 21, a w Kaliningradzie F Noise – kapela, która prezentuje bardzo wysoki poziom.
Neurotizer: Powiem jak według mnie nie powinna wyglądać przyszłość digital hardcore. Ten kierunek nie powinien stać się jeszcze jednym stylem wykorzystanym przez wielkie korporacje w spotach reklamowych, kolejnym materiałem na listy przebojów. Z pewnością nie powinien iść ślepą uliczką wytyczaną np. przez nu-metal, choć takiej pokusie ulega chyba sam Alec Empire. I wreszcie nie powinien uciekać w obsesyjne lewactwo, które jest hołubione przez część dzieciaków z drugiej strony Odry.
A wasza przyszłość?
Miss Magg: Nie mamy zamiaru spuścić z tonu! Przyszłość jest nasza! Trzeba odebrać władzę tym sk...synom w czystych garniturach i białych kołnierzykach!
Autor: Łukasz Kasper
Ostatnie komentarze
13 tygodnie 4 dni temu
13 tygodnie 6 dni temu
13 tygodnie 6 dni temu
25 tygodnie 3 dni temu
25 tygodnie 5 dni temu
33 tygodnie 4 dni temu
38 tygodnie 5 dni temu
38 tygodnie 6 dni temu
42 tygodnie 2 dni temu
43 tygodnie 2 dni temu