Świat po kapitalizmie. Alternatywy dla globalizacji

Wersja przyjazna drukarkomWersja przyjazna drukarkom

korten.png

David Korten, podobnie jak niedawny laureat Nagrody Nobla Joseph Stiglitz, stanowi poważny problem dla elit kreślących dziś mapy zglobalizowanego świata, ponieważ przystąpił do krytyki obecnego systemu gospodarczego dokładnie znając od środka zarówno teorie, których sam nauczał na czołowych amerykańskich uczelniach, jak i skutki ich wdrażania, które mógł obserwować podczas wielu lat spędzonych w krajach, gdzie je testowano.

Tam właśnie, w Trzecim Świecie, nowoczesny, korporacyjny kapitalizm mógł w pełni rozwinąć skrzydła w znacznie większym stopniu niż ma to miejsce w naszym kraju, gdzie pewne tradycje oraz wykształcenie ograniczają galop „wolnego rynku". Jego doświadczenie nie polega więc na skumulowaniu informacji tworzonej przez innych to, co mówi o skutkach globalizacji dla przyrody i ludzi w krajach dotkniętych ubóstwem, było mu dane zobaczyć na własne oczy. Taka mieszanka niezwykle drażni wszystkich tych, którzy unikając dyskusji na tematy dotyczące realnych skutków globalizacji, wymachują sztandarem ze sloganem „wszystko jest w porządku, tylko trzeba szybciej biec".

Pierwszy bestseller Kortena „When Corporations Rule the World" (Gdy korporacje rządzą światem) pokazywał górę lodową, której wierzchołek wychynął na powierzchnię kilka lat później w postaci afer Enronu, Worldcomu, itp. Unaoczniał też ukryte dotowanie flagowych okrętów globalnej gospodarki, ich coraz bardziej monopolistyczną pozycję oraz ogromny wpływ na nasze życie i politykę. Tamta książka była alarmującym ostrzeżeniem, opartym na niezbitych dowodach.
„Postcorporate World", której polski przekład właśnie trzymacie w rękach, jest natomiast bogatą, wieloaspektową syntezą odpowiadającą na pytanie „dlaczego jest, tak jak jest” oraz próbującą nakreślić ramy tego, co w przyszłości mogłoby być rozumiane jako „rozwój". Jest skonstruowana i napisana tak, żeby mógł ją przeczytać każdy, kto jak mówi sam autor „wierzy, że wżyciu liczy się coś więcej niż robienie pieniędzy, by móc za nie kupować w gigantycznych centrach handlowych produkty, o których nawet nie wiedzieliśmy, że mogą nam być potrzebne, dopóki nie ujrzeliśmy ich reklam w telewizji".
Główną zasługą Kortena jest to, że obnażył podstawowe założenia dzisiejszego systemu gospodarczego, jego preanalityczną wizję kształtującą kolejne instytucje w kierunku, który jest niszczący dla nas samych. Oprócz tego obala mity, łącznie z tym, który dotyczy twórczości Adama Smitha. Dotychczas tylko ci nieliczni studenci ekonomii, którzy byli na tyle zdeterminowani, by przeczytać dwie prace „ojca ekonomii", mieli możliwość zrozumienia, że ciągłe powoływanie się na Smitha przez grupy de facto promujące monopolizację i centralizację gospodarki przypomina mówienie o pokoju tuż przed wypowiedzeniem wojny. Teraz mogą zrozumieć to także ci, którzy z ekonomią nie mają nic wspólnego, ale którzy czuli, że jak ujął to kiedyś jeden z mych kolegów „ktoś tu najwyraźniej nie chce mi czegoś powiedzieć".
Rozdziały pokazujące absurdalność i szkodliwość dzisiejszego modelu gospodarki dotykają wielu fundamentalnych spraw, jak kreacja pieniądza, struktura własnościowa przedsiębiorstw, drenaż finansowy i ekologiczny czy faktyczny interwencjonizm państwa chroniący największe korporacje przed skutkami tak rzekomo wielbionego przez nie „wolnego rynku". Każdy z tych tematów stanowi sam w sobie materiał na oddzielną książkę kto się nimi interesuje, może bez problemu znaleźć dziesiątki pozycji szczegółowo opisujących poszczególne pola. Jeśli uda nam się zrealizować nasze zamierzenia, w bibliotece „Obywatela" będziemy w przyszłości sukcesywnie dostarczać czytelnikom polskie wersje najciekawszych z nich.
Jedną z zasług Kortena jest to, że podkreśla pojęcie ograniczeń indywidualnych i grupowych, które nakłada na nas sam fakt urodzenia i uczestnictwa w społeczności życia. Nie jesteśmy władcami świata, lecz jego uczestnikami i powinno być dla nas oczywiste, że nie uda nam się uciec od praw rządzących w świecie ekologii. To, że tak nam się wydawało lub wciąż wydaje wynika z faktu „życia na kredyt".
Ekonomiści ostrzegają, że taka postawa na dłuższą metę prowadzi do bankructwa, jednakże świadomość tego, iż zasada ta ma zastosowanie również do otaczającego nas świata materialnego, jest praktycznie nieobecna. Nieograniczona ekspansja i wzrost, rzekome panaceum na wszelkie problemy naszego świata, przy jednoczesnej ucieczce od odpowiedzialności, prowadzą do tego, że traktujemy zasoby i żywą przyrodę jak części przedsiębiorstwa wstanie likwidacji. Potrzeba ciągłego wzrostu, opisywana w znacznie bardziej naukowy sposób przez wielu innych autorów, w ujęciu Kortena przestaje być abstrakcyjna widzimy, że godząc się na jej zaspokajanie, przypominamy człowieka tak opasłego, że musi biec, ponieważ gdyby stanął, utraciłby równowagę i upadł.
Krytyczna analiza jest podstawą poszukiwania nowego kierunku. Jest to jednak łatwiejszym zadaniem niż proponowanie nowych rozwiązań, dlatego też większość autorów zadowala się pozostawaniem w roli „słusznego" krytyka, nie odważając się na podanie własnych propozycji mogących natrafić na silny kontratak. Tymczasem w drugiej części książki może Czytelnik znaleźć właśnie zasady tego, co Korten określa mianem zdrowego społeczeństwa oraz przykłady działań i ludzi, którzy wzięli sobie do serca chińskie przysłowie: „Możesz bardzo długo stać na szczycie góry z otwartymi ustami zanim wleci do nich pieczona kaczka". Ludzie tego typu wychodzą z założenia, że nie należy z góry planować szczegółów „nowego" społeczeństwa po kapitalizmie (co więcej, próba szukania jednego modelu alternatywnego byłaby wręcz niewskazana, bowiem z lokalnych warunków w naturalny sposób powinny wyrastać lokalne systemy społecznoekonomiczne), więc zaczynają organizować inicjatywy testujące zasady przedstawione przez autora. Jak słusznie uważa Korten, w mniejszym lub większym stopniu zasługują oni na pochwałę, bowiem są pionierami walczącymi z inercją ludzi oraz oporem struktur globalnego kapitalizmu.
Zwłaszcza ta druga część książki nie powinna być traktowana jak wyrocznia czy ewangelia grup nazwanych przez media „antyglobalistami", ale jako skrzyżowanie, z którego wychodzą drogi, którymi warto podążać poszukując bardziej konkretnych rozwiązań. Można mówić, że niektóre z nowych alternatyw są przedstawione niejasno, mało dokładnie lub hurraoptymistycznie.
Ambicją Kortena nie jest jednak napisanie algorytmu, który dokładnie pokazywałby kolejne kroki zmiany systemu z chorego na zdrowy. Ta książka ma być raczej dzwonkiem budzącym nas rankiem do działania, bowiem skala problemów do rozwiązania jest ogromna, więc nie można bez końca siedzieć i czekać na doskonałe oświecenie. Tym, którzy mówią „to niemożliwe", warto uzmysłowić, że ani jedna z przedstawionych przez autora propozycji nie jest bardziej absurdalna niż punkt widzenia, który da się streścić słowami: „Wszystko idzie jak trzeba, w końcu niedługo będziemy na Marsie".

DOWNLOAD.gif