Internet a wolność

Wersja przyjazna drukarkomWersja przyjazna drukarkom

freeweb1.gif

Niepodobna jest zrobić nic pożytecznego dla ludu przy pomocy machiny administracyjnej.

Piotr Kropotkin

Prędzej czy później musiało do tego dojść. Korporacje i rządy zwróciły w końcu swoją uwagę na niekontrolowany przepływ myśli, który ma miejsce każdego dnia w Internecie i postanowiły i w tej sferze kontrolować społeczeństwo. Kontrowersyjny pakiet telekomunikacyjny wzbudził opór wielu internautów, którzy nie kryli oburzenia pomysłami urzędników Unii Europejskiej. A to zapewne dopiero pierwszy krok na drodze do ścisłej kontroli wymiany informacji w wirtualnym świecie.

Mimo istniejących już restrykcji Internet nadal pozostaje strefą wolności, rządzącej się własnymi prawami i posiadającą własną etykietę. Oczywiście jest on wykorzystywany przez rządy wszystkich krajów, jak również przez olbrzymie korporacje do utrzymywania władzy lub dalszego wzbogacania się. Oczywistym jest też fakt, że jest on przez państwa inwigilowany i częściowo kontrolowany pod pretekstem walki z terrorystami lub wirtualnymi piratami. Wszakże mimo tych ograniczeń Internet nadal pozostaje miejscem, w którym możliwa jest swobodna wymiana myśli, otwarte dyskusje, gdzie każdy może zabrać głos, niezależnie od głoszonych poglądów. Przede wszystkim jest jednak ogromnym źródłem informacji na wszelkie tematy, także tych, które są niewygodne dla rządzących lub grup wyzyskujących. Szczególnie teraz w dobie zapaści systemu kapitalistycznego takie informacje i wzmożona aktywność przeróżnych organizacji, widzących w kryzysie szansę na przemiany, mogą niepokoić ludzi władzy. I niepokoją.

Strach przed zmianami i organizowaniu się ludzi są autentycznymi powodami, które zatrważają rządy. I właśnie ten lęk jest motorem napędzającym planowane ograniczenia dostępu do sieci i inne projekty, które pod pozorem obrony interesów społeczeństwa, w rzeczywistości nakładają na społeczeństwo następne restrykcje. Nie chodzi tu wcale o obronę czyichkolwiek praw, ale o chronienie interesów rządów i klasy uprzywilejowanej. Władza boi się, że brak kontroli może doprowadzić do wzmożonego oporu ludzi, którzy oszukani przez kapitalizm wykorzystują sieć do organizowania się, jak również do wymiany wiedzy, której próżno szukać w mediach publicznych. Internet daje bowiem grupom ludzi z różnych zakątków świata możliwość wspólnego protestowania na wielu płaszczyznach – od zwykłych demonstracji poprzez prowadzenie opozycyjnych portali aż po ataki hackerów (np. ataki przeprowadzone po skazaniu twórców Pirate Bay). To właśnie w Internecie mają szansę zrodzić się pomysły, stanowiące realne zagrożenie dla instytucji państwa i obecnego porządku ekonomicznego. To tutaj najłatwiej poznać ludzi o podobnych poglądach lub zdobyć wiedzę, którą trudno uzyskać w realnym świecie, korzystając z komercyjnych nośników informacji. Na drugim planie mamy wielkie koncerny i rekiny finansjery, którzy czują na swoim karku oddech rozgniewanego tłumu, ludzi wyrzuconych przez system na margines z powodu chciwości i oszustw innych osób. Dla nich wolny Internet jest równie dużym zagrożeniem jak dla państwa. Strach przed globalnym bojkotem ekonomicznym, globalnym manifestacjom i wrogości społeczeństw nakazuje im walczyć z wolnością panującą w sieci, wykorzystując do tego kruczki prawne lub nawet forsując nowe prawa, nowe ustawy, które rządy przyjmują entuzjastycznie z tych samych powodów. Koncerny mają bowiem świadomość tego, że sieć daje ludziom dostęp do niewygodnej informacji, daje im możliwość kupowania innych produktów niż te, które oferują lub dowiadywania się prawdy o oferowanych przez nich towarach. Niszowe strony i małe sklepy internetowe, stawiające na ekologię czy zdrową żywność są więc dla nich szkodliwą konkurencją. Kontrola Internetu może pomóc więc nie tylko w pozbyciu się przeciwników, ale także zmonopolizować kolejny rynek i po raz kolejny zwiększyć zysk. Może to być następny teren do zdobycia i wykorzystania, aby jeszcze bardziej powiększyć swój kapitał i potęgę. Aby jeszcze więcej zagarnąć dla siebie.

Dlatego też należy działać aktywnie w obronie wolności Internetu. Jako społeczeństwo nie powinniśmy pozwolić na zastraszenie nas oraz totalne zniewolenie ostatniej otwartej przestrzeni. Społeczeństwo wirtualne musi oponować przeciw każdej próbie jej cenzurowania. Ważna jest też czujność internautów, którzy winni obserwować poczynania instytucji regulujących rynek telekomunikacyjny, polityków oraz przedstawicieli koncernów medialnych. Wspólna i globalna dezaprobata jest w stanie poważnie zaszkodzić despotycznym zapędom grup uprzywilejowanych, a nawet wpłynąć na kondycję gospodarczą niektórych firm. Solidarność użytkowników sieci jest kluczowym elementem w walce z cenzurą i nikt nie powinien pozostać obojętny na próby kontroli. Społeczeństwo musi mieć świadomość tego, że ludzie mają prawo do nieograniczonego korzystania z dobrodziejstw technologicznych wynalezionych przez nich samych. Dlaczego rząd polski, francuski czy niemiecki ma rozporządzać Internetem i mówić nam które strony są warte uwagi, a które nie? Dlaczego korporacje fonograficzne mają decydować o poziomie dostępu użytkowników do Internetu skoro nie są jego twórcami? Internet należy do ludzi i jest częścią globalnej cywilizacji. Jest kolejnym krokiem w rozwoju ludzkości. Żaden rząd ani żaden koncern nie mają prawa ograniczać do niego dostępu żadnemu społeczeństwu. Wspólnymi wysiłkami powinniśmy więc stanowić nieustający opór, zrzeszając się z innymi użytkownikami i sprzeciwiając się kontroli sieci lub ograniczaniu do niej dostępu jednostkom. Działając w dużych zrzeszeniach należy wywierać wpływ na rządzących korzystając z wszelkich pokojowych opcji. Tylko olbrzymi sprzeciw może zastopować administracyjną machinę państwowych, inwazyjnych interesów przenikających się zarazem z łapczywymi celami wielkich korporacji. Trzeba bowiem stale pamiętać o tym, co wielu już powiedziało. Ograniczenia narzucone na innych są ograniczeniami narzuconymi na nas. Wolność zabrana innym jest wolnością zagrabioną również nam. Wobec tego, my wszyscy korzystający z dobrodziejstw Internetu, nie możemy pozwolić na przejęcie tej ostatniej wolnej strefy życia publicznego.